7 maj 2016

Duet damsko - męski z demobilu

Duet damsko - męski z demobilu


Koleżanka wykorzystując stare, zużyte, niepotrzebne przedmioty, lubi tworzyć z nich rękodzieło dla domu.
Poniżej prezentuję przemianę duetu starych, wojskowych skrzynek z demobilu według fantazji damskiej i męskiej, wykonanej przez nią i jej męską "połówkę" ;) 
Niech będą inspiracją do przetworzenia czegoś, co być może leży Wam w jakimś schowku i kurzy się.

Skrzynka ( ta kobieca) adaptowana przez P.K na siedzisko/pufę z otwieranym wnętrzem :
























Skrzynka w/g fantazji męskiej, przetworzona przez K.M :






3 maj 2016

Obrazki wypalane w drewnie nie tylko do dziecinnego pokoju

Obrazki wypalane w drewnie nie tylko do dziecinnego pokoju



obrazek w drewnie Kiedyś dostałam od koleżanki starą rosyjską wypalarkę do drewna, która leżała u niej nieużywana i się kurzyła.
Ma niewymienną stałą końcówkę, ale przynajmniej posiada uproszczony regulator temperatury w formie pokrętła, który jakoś tam działa. Najbardziej mi w niej przeszkadza sztywny kabel, który utrudnia precyzyjne zapanowanie nad końcówką.
Dzisiaj można kupić nowocześniejsze wypalarki, z wymiennymi końcówkami, które się przydają, bo dzięki temu łatwiej zróżnicować wypalane kreski. Dają większe możliwości i łatwiej się
wypala.
wypalarka 
U mnie wypalarka odleżała swoje, aż w końcu po jakimś czasie wykorzystałam ją, by wypalić w drewnianej sklejce obrazek, w prezencie dla dzieciaka "rodzinnego". 
Ponieważ lubił wodę, więc otrzymał rybkę w morzu z żaglówką w tle ( wśród poniższych fotek ). Morze i niebo podmalowałam niebieską akrylową farbą, rozwodnioną tak, by widać było słoje sklejki.
Obrazek spodobał się , technika wykonania też.

Dzieciak chciał spróbować jak to się robi.
Pod moim czujnym okiem instruktora wykonał, w/g zrobionego wcześniej na sklejce rysunku, kotka na brązowym tle, pomalowanym bejcą do drewna (ostatni spośród poniższych zdjęć ). W prezencie dla siostrzyczki. Wyszło mu ładnie.

W końcu trzy obrazki, które zrobiłam bardziej kolorowe ( motylek, rybka i kotek ), wypaliłam na aukcję charytatywną na rzecz chorego ( na umieszczonych zdjęciach ).
Obrazki wypalane w drewnie, w zależności od motywu mogą być wykorzystane jako element dekoracyjny, nie tylko dziecięcego pokoju.

Jak to się robi?


  • Drewnianą sklejkę lub deseczkę, oczyszcza się, wygładzając papierem ściernym o ziarnistości np. 120, 150, w zależności jak szorstka była pierwotnie.
  • Nanosimy rysunek lub kalkujemy z jakiegoś gotowca, jeśli nie potrafimy sami narysować. Nawet jeśli potrafimy, to też warto najpierw narysować na kartce i potem nanieść na deskę, by nie było niepotrzebnych linii i wycierania gumką, ponieważ to brzydko potem wygląda.
  • Stanowisko pracy przy wypalaniu powinno być bezpieczne. Tak więc usuwamy ze stołu rzeczy, które mogły by się przypalić przez przypadkowe dotknięcie wypalarką. W celu ochrony oczu przed oparami powstałymi w trakcie wypalania zakładam okulary ochronne. Najlepiej otworzyć też okno, by nie wdychać oparów. Jeśli wypalamy długo, można zastosować też odpowiednią maskę z filtrem na nos. 
  • Następnie wypalamy obrazek uważnie, przesuwając wolno końcówkę wypalarki po narysowanych liniach. Musimy uważać, by nie trzymać zbyt długo w jednym miejscu, gdyż wtedy wypali nam się zbyt głęboko i ślad będzie za ciemny lub za szeroki. Zasada jest taka, szybsze przesuwanie końcówki i/lub niższa temperatura daje jaśniej wypalone miejsca. Wyższa temperatura lub/i trzymanie końcówki dłużej w jednym miejscu daje głębsze i ciemniejsze miejsca. Również zróżnicowanie nacisku końcówki na drewno daje inny efekt. Trzeba sobie wypróbować , bo efekty zależą też od rodzaju końcówki. Ja miałam jedną, więc wykorzystywałam siłę nacisku, temperaturę i szybkość prowadzenia końcówki, oraz kąt nachylenia by uzyskać różne efekty kresek.
  • Po wypaleniu, podmalowujemy obrazek wedle uznania. Wiercimy dziurkę do powieszenia, lub przybijamy z tyłu wieszadełko.


1 maj 2016

Pacynki dla dzieci ze starych rękawiczek

Pacynki dla dzieci ze starych rękawiczek


Nie wiem jak Wy ale ja w dzieciństwie bawiłam się w pacynkowy lub marionetkowy teatrzyk.
Piękne pacynki przywoziła mi ciocia z ówczesnej Czechosłowacji, gdzie pracowała ale też robiłam sobie je sama o główkach np. z masy papierowej. 

Chwile dzieciństwa przypomniały mi się w momencie, gdy ktoś zostawił u mnie swoje stare sfatygowane, poszarpane, wełniane rękawiczki z pięcioma palcami, mówiąc potem, że mogę je już wyrzucić.
Zamiast wyrzucać, postanowiłam je tanim kosztem i nakładem własnej pracy, poddać recyklingowi i odesłałam je właścicielowi, ale w nieco zmienionej  już formie, możliwej do zabawy z dzieciakiem. W formie pacynek właśnie :)


 Jak zrobić pacynki


  • Stare rękawiczki ( w tym przypadku z pięcioma palcami ) pierzemy , cerujemy rozdarcia lub naszywamy aplikacje by je zakryć.
  • W moim przypadku miał być to chłopczyk i dziewczynka, więc na "torsie" naszyłam dla ozdoby czerwone serduszka ściegiem ręcznym.
  • Jako główki dla pacynek możemy wykorzystać ping-pongowe piłeczki, w których wycinamy nożykiem dziury grubości palca wskazującego, by można je było osadzić i przykleić do palca rękawiczki ( kleiłam butaprenem, można innym mocnym klejem a można w ogóle nie kleić tylko zakładać na palec ).
  • Na piłeczkach, po odtłuszczeniu powierzchni spirytusem, namalowałam buźki, policzki, noski. Tutaj polecam raczej niezmywalne markery, ponieważ farba akrylowa nie trzyma się zbyt trwale i będzie schodziła.  Oczka kupiłam gotowe do przyklejenia w sklepie pasmanteryjnym, bo podobały mi się takie ruszające się.
  • Na koniec, z kawałków wełen tworzymy włosy i przyklejamy do piłeczek.
  • Osadzamy piłeczki na wskazującym palcu rękawiczki, pod szyją można zawiązać wstążeczkę, dla ozdoby i zasłonięcia odciętego brzegu piłeczki i gotowe :)

Najlepiej jest pacynki wykonywać z rękawiczek z pięcioma palcami, ale da się tez zrobić je z takich z jednym palcem, kwestia inwencji. Można tutaj rozwinąć fantazję i porobić różne postaci, zwierzątka i stworki.

Miłej zabawy :)

Pewna majówka - jak Legwanica zdemaskowała macho.

Pewna majówka - jak Legwanica zdemaskowała macho



Majówka, pierwsze spotkanie, pierwsza wspólna trzydniowa wycieczka w góry na Dolnym Śląsku.
Ostatni dzień po dwudniowym włóczeniu się po górkach i zwiedzaniu różnych miejscowości. Marciszów, mała mieścinka z jednym sklepikiem, w którym "mydło i powidło", barem oraz ze stacyjką kolejową, przez którą przejeżdżał pociąg do pobliskiego Wrocławia. 
Ostatnia miejscowość, z której chcieliśmy przejść szlakiem do ciekawych kolorowych jeziorek i zawrócić wieczorem na pociąg.

Ponieważ podróżowałam już wtedy z walizką na kółkach, zostawiając ją w różnych miejscach by swobodnie móc wędrować czy zwiedzać, tym razem również miałam taki zamiar. Poszliśmy więc do baru.
W środku było trzech facetów, pewnie umierali z nudów a tu nagle napatoczyło się dwoje obcych. Wreszcie jakiś przerywnik monotonnego dnia. Zaczęły się więc pytania skąd przyjechaliśmy. Padły dwie nazwy miast ( ponieważ byliśmy z różnych regionów Polski )
Po usłyszeniu nazwy mojego miasta towarzystwo ożywiło się...

- Aaaa.. znamy drużynę piłkarską... my kibicujemy ... - i tu padła nazwa nie pamiętam już jaka. 

Przez chwilę przemknęła mi myśl, czy przypadkiem nie dostanę w dziubek od zagorzałych kibiców bo "reprezentuję " miasto wrogiej im drużyny, asekuracyjnie powiedziałam że ja kibicem nie jestem :D 
Po czym poprosiłam o uzupełnienie termosu wrzątkiem i możliwość przechowania walizki na czas naszej wędrówki szlakiem, aż do wieczora. Właściciel bez problemów zgodził się nią zaopiekować.

Usiedliśmy przy stoliku na zewnątrz i sprawdzając jeszcze raz na mapie naszą trasę, raczyliśmy się gorącą herbatą, która dobrze nam zrobiła bo było dość chłodno. 

Tymczasem przybyło dwóch rosłych facetów, typ macho ze zbudowaną na siłowni a może i sterydach, masą, grubym karkiem i pewnością siebie. Jednemu z nich na ramieniu siedział....duży legwan.
Pełen szpan, pewnie "łapał" na niego wszystkie laski na wsiach :D.  Nie wątpię, że przespacerowali się do baru jedynie ze względu na nas... No cóż...nie będę ukrywać, że też się dałam złapać... ale tylko dlatego, że lubię zwierzęta ;)
Efekt zaskoczenia i zainteresowania został przez niego osiągnięty. Był panem sytuacji. Zagadałam czy mogę legwana dotknąć ( no co....nigdy nie dotykałam... ), potem nawet go dostałam do potrzymania. Okazało się, że to Legwanica. Była ciężka jak dla mnie i miała ostre pazury, które wczepiły się w rękaw mojej polarowej kurtki. Dobrze, że ją miałam i to nie było moje ciało, bo by bolało :P
Ale sympatyczny zwierzak. Potem przez chwilę poleżała nam na rozłożonej mapie, powędrowała znów do swojego pana i weszli razem do środka.

Na zewnątrz zapanowała cisza, grzaliśmy się w popołudniowych promieniach słońca ledwo przeświecających przez chmury.
Nagle z baru wypadł dynamicznie, jak wystrzelony z armaty macho - właściciel Legwanicy, tym razem bez Legwanicy na ramieniu...Usłyszeliśmy:

- Kurwa! Zesraaała mi się! 

Po czym zwymiotował przed progiem....

Sytuacja była tak surrealistyczna, że z automatu zaczęliśmy oboje się śmiać, ale  hamowaliśmy się, by to nie był głośny śmiech...w końcu facet był duży... Dusiliśmy się więc śmiechem, oboje zatykając usta. Był nie do opanowania, płakałam, właściwie ryczałam, łzy ciekły mi po policzkach... Trwało to dłuższą chwilę, co spojrzeliśmy na siebie wybuchaliśmy tłumionym śmiechem od nowa... Cud, że się tam nie podusiliśmy :D

No i w sumie tyle o macho i jego Legwanicy :)  Można by rzec: 

Jaki macho jest, każdy widzi....  :D


Zawsze tę historię przypominałam sobie jak było mi smutno, ponieważ to wspomnienie mnie rozśmieszało. Teraz jest niestety trochę już inaczej, już tak nie działa, ale to inna historia.





30 kwi 2016

Operator T-mobile - jak oskubać klienta

Operator T-mobile - jak oskubać klienta


Mam telefon na kartę w T-mobile, z którego rzadko korzystam bo nie mam częstej potrzeby i ze względów zdrowotnych nie noszę go przy sobie, często zatem leży wyłączony i jest traktowany jako awaryjny ( właściwie zaopatrzyłam się w telefon komórkowy jak zaczęłam sama wyjeżdżać w góry, ze względów bezpieczeństwa po prostu, ogólnie unikam fal radiowych i preferuje telefony stacjonarne). 
Gdyby telekomunikacja zaproponowała telefon stacjonarny na kablu na warunkach takich jak telefony komórkowe na kartę ( co dla tych najniżej zarabiających i bezrobotnych, których zwyczajnie nie stać na płacenie abonamentu systematycznie obojętnie czy dzwonią czy nie ), wyrzuciłabym  "w pizdu", jak mawia moja kuzynka, telefon komórkowy, bo mam dość tej głupawki ze stawianiem stacji bazowych gdziekolwiek się da, przecież to bardzo szkodzi zdrowiu i nie chcę tego wspierać.
No ale "nasz" rząd wspiera tę technologię przepisami, które przechodzą w sejmie . Dawniej był przepis, że stacje bazowe musiały być w odległości minium 500 metrów od budynków, ponieważ w odległości mniejszej bardzo szkodzą zdrowiu ludzi...dzisiaj stoją wszędzie, dzięki posłom, ministerstwu, premierowi i prezydentowi... gratulacje w wykańczaniu narodu polskiego  
o czym > TUTAJ

Zdecydowałam się zmienić operatora, bo T-mobile przekracza już wszelkie granice przyzwoitości. Dość.

W jaki sposób T-mobile naciąga na kasę? 


W bardzo prosty, mianowicie wciągając do jakiegoś swojego programu klientów, którzy wcale nie aktywowali żadnej takiej usługi i co miesiąc pobierając sobie za nią kasę z telefonu klienta ( i to nie są tylko moje doświadczenia )
Zanim się klient zorientuje to zostanie oskubany na ileś złotych. A jak się w końcu zorientuje, to się dowie w sms-ie, że ma prawo zrezygnować z usługi.... 

Tylko pytanie brzmi: Jak można zrezygnować z usługi , której się w ogóle nie zamawiało? 
Sprytne prawda?

W taki sposób oskubano mnie  na  kilkanaście zł.
Niby niewiele, zakładając, że ktoś ma systematyczne dochody umożliwiające utrzymanie się, ale jak nie ma to można sobie policzyć ile to jest bułek. Łatwo też sobie wyobrazić ile T-mobile zyskało oszukując w ten sposób wielu klientów. 

Ostatnio natomiast dostałam świetnego sms- a od  tego operatora o następującej treści:

"Już za 2 dni ( czyli 1 maja , więc nawet nie mam szans iść do punktu obsługi z żądaniem wyjaśnienia ) środki z Twojego konta (10.11 zł ) zostaną skasowane. Uzupełnij swoje konto... "  

Że co proszę ??? 
To w Polsce można sobie ot tak SKASOWAĆ komuś kasę? Czy to się nie nazywa kradzież? Tak w biały dzień, w świetle prawa??? 
No tak przecież kradzież 10 zł nie jest uznawana za przestępstwo a jedynie za wykroczenie, za mała kwota, to można... a to, że takich okradzionych będzie ileś tysięcy, to już dla decydentów uchwalających prawo nieważne...

Do tej pory było tak, że płaciłam 25 zł jak chciałam dzwonić, jak wydzwoniłam to wydzwoniłam, jak nie to, to co zostało przechodziło na kolejny miesiąc, jeśli nie zapłaciłam znów 25 zł to po prostu nie mogłam dzwonić ale mogłam odbierać telefony, czyli telefon był aktywny i ktoś mógł dzwonić do mnie a pozostała na moim koncie kwota sobie leżała i czekała aż doładuję i aktywuję sobie dzwonienie w dowolnym czasie...
Teraz okazuje się że MUSZĘ doładowywać co miesiąc, inaczej "SKASUJĄ" mi moją niewykorzystaną kasę, czyli zabiorą nienależny zysk ( bo tego przecież nie wydzwoniłam, nie było usługi to czemu ma być zapłata ? więc czym to się różni od abonamentu???? )

Nie otrzymałam żadnej informacji o zmianie umowy/regulaminu itd...
No chyba , że zrobili to perfidnie na swojej stronie www nie powiadamiając wyraźnie o tym klientów przy doładowywaniu konta.

I teraz się zastanawiam co zrobić, uzupełnić jak nie potrzebuję dzwonić na razie, czy ryzykować że ukradną mi te 10 zł...

Jakie jest prawo w Polsce, że dopuszcza do takich oszustw?!

W każdym razie operatorowi T-mobile mówię stanowczo NIE i nieodwołalnie rezygnuję z jego usług. Nie dam się robić w wała.

Z tej historii przychodzi do głowy jeszcze jedna refleksja... coraz szerzej jest wykorzystywany pieniądz wirtualny i transakcje bezgotówkowe, ponoć ci na "górze", kimkolwiek są dążą by nie było w ogóle obrotu gotówkowego, ma być kasa wirtualna... do zastanowienia dla tych, którym nie brak wyobraźni....czy naprawdę tego chcecie i się na to zgodzicie ? 
Owszem to wygodne, w wielu przypadkach, ale w większości przypadków to zwyczajne lenistwo. Czy to lenistwo jest warte takiej ceny jaką przychodzi nam płacić i przyjdzie zapłacić, oraz zagrożenia "skasowania" w każdej chwili zgromadzonych gdzieś środków, nie mówiąc o cenie totalnej kontroli.... Warto?




Odradzam - sklep morele.net

Odradzam - sklep morele.net


Na swojej stronie Morele.net deklarują, że zależy im na tworzeniu „trwałych i uczciwych relacji (…) z klientami”....

Skorzystałam z tego sklepu głównie dlatego, że był rekomendowany na stronie producenta sprzętu, który potrzebowałam zakupić. ( do przedstawicieli tego producenta chyba też napiszę, że rekomendują oszustów )

Oczywiście przejrzałam jakieś opinie o tym sklepie, ale widać na nieodpowiedniej stronie i widać zbyt mało. Bo opinie o Morele w innych miejscach na forach są nieprzychylne i teraz już wiem, że zakup w tym sklepie to jak rosyjska ruletka.

Jeśli uda Ci się trafić na niewadliwy towar to ok, jeśli trafisz na towar z wadą fabryczną ( a chyba ten sklep ma takich sporo, i teraz już mam podstawy podejrzewać że doskonale wiedzą że sprzedają wadliwy towar ) to nie licz na wymianę na towar bez wady lub pozytywne rozpatrzenie reklamacji w razie zepsucia w trakcie użytkowania.
Mój zakup dotyczył pamięci, którą zamówiłam mamie do jej laptopa. Zanim zamówiłam, wysłałam kilka zapytań dotyczących kompatybilności ze sprzętem.

Towar przyszedł. Włożyłam do laptopa, pamięć nie działała, system nie chciał się na niej odpalić . Ponieważ nie znam się aż tak na sprawach technicznych zajęło mi kilka dni by przy pomocy znajomych stwierdzić, że pamięć ma po prostu wadę fabryczną i dlatego nie działa.

Miałam prawo odesłać i zażądać wymiany towaru z przyczyn wady fabrycznej. Na stronie sklepu nie ma takiej opcji..... Jest opcja w ciągu " 3 dni".

Napisałam więc, że pamięć przyszła uszkodzona, ma wadę fabryczną i chcę odesłać i wymienić na inną bez wady, w związku z czym w jakim trybie mam odesłać, czyli którą opcję mam wybrać z dostępnych na stronie sklepu. Sklep mi odpowiedział , więc odesłałam w/g zalecenia.

Okazało się, że cwaniacy nie potraktowali tego jako zwrotu z przyczyny wady fabrycznej i nie uznali mojego ustawowego prawa do wymiany na nową nieuszkodzoną, tylko odesłali tę pamięć do serwisu ( a co można naprawiać w popsutej od wypuszczenia z fabryki pamięci? ), tak jak ze zwykłej reklamacji, tak jakby mi się popsuła w trakcie użytkowania.

Po dwóch czy więcej tygodniach przyszła ta sama pamięć z dopiskiem na stronie rozpatrzenia reklamacji , że reklamacja została rozpatrzona negatywnie ze względu na uszkodzenie mechaniczne!  Że niby co? Walnęłam w nią młotkiem?

Szczyt bezczelności, wysłać do klienta uszkodzoną pamięć ( podejrzewam że nawet celowo ) a potem nie uznać zwrotu bo uszkodzenie mechaniczne.....

Rozwiązali sprawę niezgodnie z prawem, bo zgodnie z prawem w przypadku zwrotu towaru z przyczyny wady fabrycznej ( czyli towar niezgodny z umową, bo towar miał być nowy i sprawny ! Bo niezgodność towaru z umową polega na tym że rzecz nie działa poprawnie z powodu wady, zmniejszenia lub braku użyteczności produktu ) przysługiwał mi zwrot pieniędzy lub wymiana towaru na taki sam tylko bez wady.  Jeśli wada wystąpiła w terminie do pół roku to uznaje się, że była ona towar od początku był wadliwy i tutaj nie powinno być żadnej dyskusji, tylko powinna być wymiana towaru na sprawny.

Ani pamięci, na laptopie nie można więc pracować... ani pieniędzy za które można by kupić pamięć sprawną w innym sklepie .... tak się skończył zakup w sklepie Morele. Nigdy więcej tam niczego nie kupię, moja rodzina też i Wam też to samo polecam, "odstrzelić" takiego nieuczciwego handlowca.

Na moją reakcję, że przecież ja nie reklamowałam pamięci dlatego, że mi się popsuła w trakcie użytkowania, tylko odesłałam ją do wymiany jako, że od początku była przysłana wadliwa fabrycznie, chyba się roześmiali, bo podejrzewam że to było celowe działanie, wiedzieli co wysyłają. Tym bardziej jak wyczuli ,że kobieta która zadaje pytania techniczne, nie zna się na tym i nie będzie potrafiła w ciągu 3 dni sprawdzić sobie czy dostała niewadliwą pamięć. Łatwy łup, kobieta, w dodatku emerytka.

Takich jak ja, a właściwie moja mama, bo to ona straciła pieniądze, jest wielu a prezesi sklepu morele mają się dobrze kantując klientów w biały dzień.

Gdzie jest rzecznik praw konsumentów i co robi, biorąc pod uwagę tak dużą liczbę oszukanych klientów tego sklepu?

Jedyne wyjście to zbiorowe zgłoszenie do rzecznika praw obywatelskich, żeby im się wreszcie dobrać do dosadnie mówiąc przysłowiowej dupy.

Linki do innych negatywnych opinii o tym sklepie poniżej, 

proszę je przeczytać, historie takie jak moja ( można sobie wyobrazić jakie właściciele osiągają zyski na takich oszustwach a ile tracą klienci, którym przecież pieniądze nie spadają z nieba, niektórzy długo oszczędzają by kupić sprzęt elektroniczny)

http://www.komputerswiat.pl/artykuly/interwencje/2014/07/interwencje-walka-z-morelenet.aspx
http://forumprawne.org/prawa-konsumenta/553179-problem-z-reklamacja-w-serwisie-morele-net.html
http://kolegamaupa.blogspot.com/2014/09/po-owocach-ich-poznacie-czyli.html
http://di.com.pl/na-infolinii-morelenet-nikt-nic-nie-wie-czyli-historia-pewnej-reklamacji-50348
http://forum.benchmark.pl/topic/51127-morelenet-problem-z-reklamacja/
http://www.trajdos.pl/2011/11/morele-net-opinia/
http://www.forumpc.pl/topic/238683-ostrzegam-przed-zakupami-w-morelenet/
https://safegroup.pl/temat-moje-poczynania-z-serwisem-morele-net_7714
http://wfk.joli.pl/viewtopic.php?p=426954
http://www.forum.gs500.pl/viewtopic.php?t=13794
http://gametrade.pl/grupa/gametrade-pl/czy-warto-kupowac-w-sklepie-morele-net

i dużo dużo innych.....

Oszuści i naciągacze - lista firm, które należy omijać jako klienci

Oszuści i naciągacze - lista firm , które należy omijać, gdzie nie kupować


Zgodnie z filozofią zawartą na końcu wcześniejszego swojego postu o tym jak kształtujemy rzeczywistość > TUTAJ  postanowiłam głośno mówić o firmach z różnych branż, których szefowie tworzą oszukańczą filozofię firmy i kulturę pracy, na skutek czego pracownicy "rąbią" na kasę klienta jak się da i na ile się da. Firmach, których właściciele zarabiają na oszukiwaniu klienta.

Mamy prawo dzielić się informacjami na temat usług "biznesmenów" ( celowo daję tu cudzysłów ).
Dla lepszego świata powinniśmy mówić o tym głośno, bo niby dlaczego chronić nieuczciwych ?

Proszę się zapoznać z tymi firmami i ostrzeżeniami o nich, z którymi ja miałam negatywne doświadczenia i tymi o których wiem od znajomych, oraz dodać własne na tę listę w komentarzach pod spodem. Rozpowszechniajmy też to gdzie się da, by było mniej oszukanych a zyski by mogły czerpać  jedynie te uczciwe firmy.
Będę wdzięczna.


Lista firm, które należy omijać będąc klientem

( opisy znajdziecie w zakładce menu> SPOŁECZNE > Oszuści i naciągacze - lista firm)


1) Sklep internetowy MORELE > opis przygody z tym sklepem i opinie TUTAJ

 

2) Operator komórkowy T-mobile > opis sposobów kantowania TUTAJ


3) Firma Apart, producent biżuterii > w przygotowaniu

4) POLOmarket > jak kantuje na promocjach TUTAJ



Inne w przygotowaniu...

 





29 kwi 2016

Z czego zrobić pojemniczki na drobiazgi

Z czego zrobić pojemniczki na drobiazgi


Kiedyś po cukierkach pozostały mi  świąteczno-bożo-narodzeniowe, metalowe opakowania w formie bombek. Postanowiłam więc wykorzystać je jako pojemniczki na drobiazgi, na które miejsca kobiecie zwykle ciągle brakuje ;)
Odczuwałam potrzebę posiadania w swoim otoczeniu koloru niebieskiego, dlatego ten kolor przeznaczyłam dla pojemniczków.

Najpierw odcięłam czerwone wstążki przywiązane do uchwytów "bombek", zamiast nich uchwytami dla pokrywek są obecnie metalowe kółka. Koloru pokrywek nie zmieniłam, pozostały czarne.

Do przemalowania dolnych części pojemniczków wykorzystałam dwa odcienie niebieskiego farby w spray'u ( dobrej jakości bo firmy Montana ) , pozostałości z dawniejszego malowania murali.
Jeden pojemniczek jest jaśniejszy, drugi nieco ciemniejszy.

Wraz z niebieskimi poduszkami są dobrym, dopełniającym , akcentem kolorystycznym w pokoju z biało-czerwono-betonowymi ścianami.

                                                                                                                                                                                                                      fot. PS.przelotem
Podobnie można przerobić inne metalowe puszki w ciekawych kształtach, w które pakowana jest żywność, przemalowując je gładko lub we wzory, wedle gustu i potrzeb.






28 kwi 2016

Historia jedwabnego szala - rzecz o obdarowywaniu

Historia jedwabnego szala - rzecz o obdarowywaniu



W okresie około-świątecznym "zajączki wielkanocne" nieoczekiwanie obdarowały mnie prezentami  :)

 Są to szal z naturalnego jedwabiu ( od bardzo dawna nie dostałam tak kobiecego prezentu ), nowy cooler do procka, cały i silniejszy niż obecnie mam - komp, propozycja systematycznych gratisowych lekcji w temacie, który mnie interesuje ( a które mam nadzieję umożliwią mi potem pracę w tej dziedzinie z fajnym zespołem ) a także wsparcie burzą mózgów w ramach udziału w konkursie graficznym.
Zaczęłam się już zastanawiać, czy przypadkiem ludziom się święta nie pomyliły ;) 
W dodatku, co ciekawe ( i niektórym może się nie "mieścić w głowie" ) darczyńcami są  ludzie , których  na oczy nie widziałam, ponieważ znamy się tylko przez internet, z niektórymi od kilku lat z innymi w ogóle się nie znamy.
Potem jednak doszłam do wniosku, że ta prawdziwa pozytywna energia, czynna a nie bierna, w postaci okazywanej  życzliwości ( a nie jedynie uśmiechów, wesołości i płytkiego optymizmu ) może teraz po prostu do mnie wraca.

Mimo, że wszystkie podarunki mnie niezmiernie ucieszyły ( "zajączkom" wielkanocnym serdecznie dziękuję :) ), chcę dzisiaj skupić się głównie na historii szala, z tego względu, że jest najbardziej kobiecym prezentem i najmniej "pomocowym", w sensie wsparcia życiowego, z powyższych zajączkowych darów i w niecodziennych okolicznościach go otrzymałam. 
Bowiem temat będzie dotyczył czegoś zupełnie innego niż wsparcie.

Szal z naturalnego jedwabiu przyleciał do mnie aż z Chin ( zabawnie wyglądały chińskie znaczki w miejscu nadawcy ), nie jest to jednak jakieś chińskie badziewie, jak nam się obecnie kojarzą chińskie towary. To chińska jakość taka, jaką niektórzy pamiętają z czasów PRL-u, czyli dobra. 
Dotyczyła zazwyczaj porcelany i tkanin, ubiorów często pięknie drukowanych ( np. koszulki z chińskiej bawełny wtedy miały bardzo dobrą jakość i kolorowe nadruki ), chiński jedwab zawsze był najlepszy na świecie i chyba tak pozostało. 
Taki też jest szal, z jednej strony jedwabna satyna z lekkim połyskiem, z drugiej podbicie z czerwonego drapanego jedwabiu ( jakby miękka jedwabna flanelka, która daje ciepło ). Do tego kobiecy kwiecisty nadruk i niesamowicie miły dla ciała dotyk. 
Żartuję sobie, że będę wyglądać w nim jak sułtanka z serialu "Wspaniałe stulecie" :D

Mam go dlatego, że ktoś chciał mi sprawić radość. No i udało mu się :) 
Ktoś kogo w ogóle nie znam, z kim nawet nie rozmawiałam prywatnie a tylko włączyłam się do dyskusji ogólnej na jakiś temat, ktoś przypadkiem spotkany w wirtualnej rzeczywistości. Bo w wirtualnej rzeczywistości toczy się życie nie tylko wirtualne, po obu stronach łączy siedzą przecież realni ludzie.

Fakt obdarowania mnie szalem wywołał w zgromadzonych emocje ( chyba panie mi trochę zazdrościły ), wywołało je też potem przyjęcie podarunku przeze mnie od obcego mężczyzny.

Jak ludzie reagują na taką fantazję... Wszyscy chyba podobnie, myślą, że to żart, też tak w pierwszej chwili pomyślałam. Kiedy jednak okazało się, że facet wyraża chęć serio, pozwoliłam sobie na to, czyli na radość. Bez szczególnego poczucia obawy, że "czegoś będzie potem ode mnie chciał" i winy, że "nie wypada".
Bo czemu nie? Przecież zasługuję na życzliwość, sympatię i radość :)

Myślenie obserwatorów było jednak inne. Zazwyczaj takie, że to "zapłata" za coś, bo nikt ot tak bezinteresownie prezentów nie daje. Albo, że jak obcy facet daje kobiecie prezent, to pewnie czegoś od niej chce ( czego zazwyczaj można się domyślić ).
Takie spojrzenie mają zazwyczaj chyba kobiety, aczkolwiek i mężczyznom nie jest obce, ale chyba tym , którzy może takie właśnie mają do kobiet podejście.

Tak handlowo często ludzie podchodzą....wszystko coś za coś, nie z życzliwości czy zwykłej sympatii, czy po prostu ot tak z fantazji by ktoś się ucieszył.
Skąd się to bierze...Myślę, że chyba oni właśnie w taki sposób postępują, więc tak samo postrzegają intencje innych.

Inna rzecz, że sporo osób pewnie nie obdarowało by kogoś płci przeciwnej z obawy, że ktoś sobie "coś pomyśli", źle zrozumie jako "zaloty", ubieganie się "o" i potem będą mieć problem w razie pozytywnego odbioru z "odkręceniem" sytuacji, w razie nie pozytywnego odbioru ze skrępowaniem sytuacją odrzucenia w ogóle.

Również wiele osób nie przyjęło by prezentu w takich okolicznościach.

Kobiety właśnie z obawy, że potem będą do czegoś "zobowiązane" wobec faceta, bo jeśli trafi się na takiego , który myśli kategoriami " coś za coś" to faktycznie przyjęcie, życzliwości czy pomocy czy prezentu, może być mylnie zrozumiane przez takiego faceta, ponieważ on daje ale w zamian czegoś wymaga ( nie mylić z oczekiwaniami bliskimi marzeń jak np. kobieta mu się podoba, lubi ją i może chciałby widzieć w niej kogoś więcej, więc ją obdarowuje z sympatii, przyjaźni czy uczucia, chce sprawić radość ale nie obliguje kobiety do zobowiązań, nie jest to nasycone "musisz się odwdzięczyć" tylko raczej nadzieją na coś. Różni się  to tym  od  sytuacji "wymagającego czegoś za coś" faceta, że sympatia do osoby mimo niespełnionych oczekiwań nie mija )

Mężczyźni natomiast panicznie boją się  takich gestów ze strony kobiet, ponieważ interpretują je jako chęć "złapania" ( dosadnie mówiąc ) ich przez kobietę.
Gdyby chodziło tylko o złapanie do łóżka to na ogół no problem, oni się najbardziej boją "łapania" do związku/małżeństwa ( co jest zabawne, bo nawet nie zauważają jak kobiety ich łapią bardziej efektywnie, w swoich celach, przez łóżko, nie stosują do tego natomiast prezentów, okazywanej życzliwości czy wsparcia, a tego się faceci boją, czyli są czujni tam gdzie niekoniecznie trzeba, tracą czujność tam gdzie jest potrzebna ) Podobnie jak kobiety boją się zobowiązania, tylko do czegoś innego.

Są też osoby, które w ogóle nie lubią okazywania im namacalnych gestów życzliwości czy podarunków, ponieważ właśnie uważają, że "coś za coś" i  w ich mentalności może ten ktoś za jakiś czas będzie czegoś od nich potrzebował a oni nie bardzo mają ochotę na okazywanie życzliwości od siebie innym bez własnego "interesu".
Więc zabezpieczając się przed tym, najlepiej by niczego od nikogo nie chcieli, no chyba, że sami mają w tym interes.

Bywają też ludzie, którzy na skutek doświadczeń życiowych, stracili wiarę w życzliwość, bezinteresowność innych, w szczerą sympatię.
Spotkałam kiedyś kogoś , kto owszem przyjmował prezenty ale nie rozpakowując wyrzucał je do kosza...bo twierdził, że nie dostaje ich ze szczerymi intencjami więc ich nie chce. Nie wiem, być może tak było w przypadku kilku osób ale czy wszystkich?..

Takie podejście i mentalność ma swoje konsekwencje dla "świata", relacji międzyludzkich, społecznych ale i jednostkowo dla nich samych, choćby takie, że w ten sposób sami pozbawiają się radości, którą mogli by mieć gdyby otworzyli się też bezinteresownie na rzeczy dobre, spontaniczne, pozytywne od drugiego człowieka, bo nie każdy jest wyrachowany w kontakcie z drugim człowiekiem. Nie każdy podarunek ( nie tylko materialny )  ma cenę, którą mamy w takiej czy innej formie potem zapłacić albo zasłużyć na niego, by w ogóle go otrzymać ( bo i z takim podejściem niestety osobiście się spotykałam a ja nie chciałam musieć "zasługiwać" ).
Pamiętam jak kiedyś bardzo chciałam kogoś obdarowywać ale nie chciałam czuć się pod presją, że muszę "zasługiwać" na zasadzie wymiany handlowej. Chciałam czuć, że to wychodzi ode mnie, bez przymusu bez "oczekiwań wymagających" ( i nie pisze tu o prośbach, bo poprosić o coś to nie grzech, piszę o presji a nawet szantażu emocjonalnym ), im mniej było tego przymusu tym więcej chciałam ofiarować ale to było blokowane, ten ktoś tego nie rozumiał, że gdyby akceptował bez wymagania to otrzymał by więcej niż się otrzymać domagał, stracił na tym i ja straciłam.
Taka postawa wszystko psuje a przynajmniej jeśli chodzi o osoby z takim podejściem jak moje do relacji, bo oczywiście nie dotyczy to osób które mają filozofię "handlową" odnośnie relacji, zwłaszcza bliskich.

Jeszcze zwrócę uwagę na  jeden aspekt obdarowywania ( w jakiejkolwiek formie ).

Nie wiem jak Wy ale ja chyba najmniej komfortowo ( oprócz sytuacji w których muszę "zasługiwać" na cokolwiek )  czuję się przy kimś komu niczego nie można ofiarować, bo niczego nie potrzebuje czy nie chce.
Tym samym jakby stawia się ponad drugiego człowieka, który w takim kontekście nie ma niczego co było by cokolwiek "warte" w jego oczach. 

Dlatego pozwalajcie sobie być obdarowywani, pozwalajcie na radość sobie i drugiemu człowiekowi , również na poczucie, że może, potrafi, że ma coś do ofiarowania.
Bo jeśli jest to szczere, to jest to też ta prawdziwa pozytywna energia, którą warto wspierać w ludziach zamiast ją marnować obawami, podejrzeniami, odrzuceniem.





22 kwi 2016

Co można zrobić z dziurą w ubraniu

Co można zrobić z dziurą w ubraniu


Kupiłam kiedyś nową sukienkę, taką "cukierkową" ;)  i poszłam w niej do ówczesnej pracy. Akurat tego dnia nie siedziałam tylko za biurkiem, lecz musiałam wykonać zadanie w pracowni. Pech chciał, że ostra krawędź blaszanego blatu ( bo tak o bhp dbała moja szefowa ) przecięła mi sukienkę w dwóch miejscach. Byłam wściekła. 

Dziury na tyle duże, że po zszyciu brzydko by wyglądało, bo było by widać, w dodatku na środku długości, że nie dało rady odciąć tego kawałka i skrócić sukienki, bo zrobiła by się z niej bluzka...
Jedynym wyjściem było naszycie jakiejś aplikacji i zamaskowanie tego.

Wymyśliłam więc kwiatową łączkę. Zaszyłam dziury tak, by w dzianinowej tkaninie nie "poleciały oczka" robiąc większe dziury. 
Zrobiłam na szydełku z bawełnianego kordonka małe kwiatki w dwóch odcieniach różu, zależało mi by subtelnie wyglądały, nie wyrywały się za bardzo z tła. Ułożyłam rozsiewając na całej długości z boku sukienki, maskując zszycia.
Wyszło jak na poniższej fotce, chyba ok. 

Z dziurami można sobie radzić właśnie w ten sposób, przy pomocy aplikacji. Gotowe naszywki o różnych wzorach dostępne są w sklepach pasmanteryjnych, jeśli ktoś nie potrafi ich sam wykonać. Wtedy wystarczy tylko je przyszyć.