Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże > Bliski Wschód > Syria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże > Bliski Wschód > Syria. Pokaż wszystkie posty

3 maj 2015

SYRIA cz.11 " Damaszek czyli Szam - miejsca i zabytki " - wehikuł czasu ( powrót do przeszłosci 1993 r.)

DAMASZEK czyli SZAM - miejsca i zabytki

 

Damaszek leży w oazie nad rzeką Barada u podnóża gór Antylibanu, na skraju Pustyni Syryjskiej. To jedno z najstarszych miast świata ( pierwsze ślady osadnictwa pochodzą z III tysiąclecia p.n.e. )  i najstarsze przez cały czas nieprzerwanie zamieszkane. Uważa się, że było to miasto Sema, syna Noego, stąd do dziś używa się w Syrii nazwy Szam. W Biblii Damaszek wspomniany jest już w historii Abrahama (por. Rdz 14,15; 15,2)
Jest jednym z czterech świętych miast islamu, znajduje się tu też siedziba prawosławnego Patriarchatu Antiochii.

Od najdawniejszych czasów ważny punkt na szlakach karawan, łączący Azję Mniejszą z Mezopotamią oraz Palestyną, Egiptem i Arabią, zamożne miasto. Dlatego też było celem ekspansji ( jak i cały obszar Syrii ) tych którzy chcieli zapanować nad szlakami komunikacyjnymi łączącymi wschód z zachodem. Panowanie Arabów poprzedzają tu : Hetyci, Egipcjanie, Aramejczycy, Asyryjczycy, Żydzi, Babilończycy, Persowie, Grecy, Rzymianie i Nabatejczycy.
Najeźdźcy przychodzili i odchodzili pozostawiając cząstkę własnej kultury, wierzeń i obyczajów.

Damaszek był znany ze stali damasceńskiej , z której wykuwano najlepszej jakości broń białą.
( więcej informacji TUTAJ - w przygotowaniu ), produkcji jedwabiu tzw. adamaszku ( tkanina dwustronna, zwykle jednobarwna, z wzorem matowym na błyszczącym tle lub odwrotnie ) i fajansów damasceńskich.


OAZA AL-GHOUTA


Podróżnik po krajach orientu - Lamartine, gdy ujrzał to miasto nad rzeką Barada napisał :
 

"Niebieskie wody błyszczącej rzeki skrzą się i znikają w uliczkach i ogrodach ".


Barada jako źródło wody tworzy w pobliżu Damaszku oazę, zwaną Al-Ghouta, która przez całą
historię miasta zapewniała mu surowce i dobrobyt. Była ona zawsze uważana za jedną czwartą rajów starego świata.
Jest znana z żyznych gleb, dlatego stała się terenem rolniczym, pełnym upraw i sadów. Na jej terenie hodowano również zwierzęta gospodarskie. Osiedleni tam ludzie zajmowali się też rzemiosłem.
Ekspansja cywilizacji i migracji zmniejszyła liczbę gospodarstw rolniczych.
Długość tej oazy wynosi około 20 km, a szerokość od 12 do 15 km, w tym miasto Damaszek.

Pierwsi najeźdźcy, którzy przybyli z krainy piasków i kamieni na widok oazy otoczonej polami, gajami i ogrodami z pewnością byli zdziwieni i oczarowani. Nawet Mahomet na widok Damaszku, jak głosi legenda, powiedział podobno, że

" do raju nie przychodzi się dwa razy "


po czym obrócił się na pięcie i wrócił do Arabii.


STARE MIASTO


Dzięki rzece i oazie Damaszek tętni życiem do dzisiaj ( obecnie to życie zarówno ludzi jak i miasta zagrożone jest przez wojnę ). Jest czteromilionową stolicą położoną 800 m. n.p.m. i przylegającą do gór Antylibanu. Miasto, w którym obok licznych zabytków z rożnych okresów historycznych, dzielnic biedy zbudowano nowoczesne wieżowce.

Już podczas pierwszego wieczornego spaceru po jego ulicach, zwłaszcza starówce, odczułam klimat miasta orientu, w którym największa aktywność zaczyna się jak tylko upalny dzień się kończy. Ulice zapełniły się tłumem ludzi, którzy wyszli na zakupy, spacer czy spotkać się w celach towarzyskich.
Słychać było gwar głosów, klaksony samochodów przepychających się jeden przez drugi ( każdy z nich jest przystrojony, w środku przy przedniej szybie wiszą koraliki, maskotki i różne ozdóbki w myśl zasady:  " moja syjara świadczy o mnie " :D ), czuć zapach tytoniu z nargili ( fajka wodna ) palonych przed knajpkami, mieszający się z zapachem potraw serwowanych przez ulicznych sprzedawców.

Mury i bramy


Pierwszy spacer i pierwsze zetknięcie z zabytkami Damaszku, których najwięcej znajduje się w obrębie starego miasta.
Jest ono otoczone dawnym rzymskim murem, w ciągu 2000 lat częściowo zburzonym i wielokrotnie przebudowywanym, którego resztki można oglądać do dzisiaj.
Zachowało się siedem bram miejskich, z których najstarsza pochodzi z czasów rzymskich.

- Bab al-Faraj
- Bab al-Saghir        ( "Mała Brama", na południe od cytadeli )
- Bab al-Faradis       ( "Brama Raju" )
- Bab al-Salam         ( "Brama Pokoju" )
- Bab Tuma               (  "Brama Tomasza" – od imienia zięcia bizantyjskiego cesarza Herakliusza I)
- Bab Sharqi              ( " Bab Szarki " , "Wschodnia Brama",rzymska, na końcu znanej z Biblii ulicy Prostej )  
- Bab al-Jabiya         (  "Bab al-Jabieh" przy wejściu do Souk Midhat Pasza ) 
- Bab Kisan    
( "Brama Kisan" , w południowo wschodniej części Starego Miasta  otrzymała swoją nazwę dla uczczenia pamięci niewolnika, który wsławił się podczas podboju kalifa Mu'awija I. Według tradycji biblijnej znajdowała się na trasie ucieczki Apostoła Pawła z Damaszku w czasach, gdy miasto należało do  Nabatejczyków. Św. Paweł głoszeniem Dobrej Nowiny wywołał wrogość starszyzny żydowskiej, która postanowiła go schwytać i zgładzić. Dlatego uczniowie spuścili Pawła nocą w koszu z okna w murze by mógł uciec.
Chrześcijanie nazywają to miejsce Bramą św. Pawła albo oknem  św. Pawła. )

Najlepiej zachowany odcinek muru starego miasta biegnie od Bab as-Salam do Bab Tuma.
Zagłębiając się w ciasne uliczki odnajdujemy miejsca, w których czas jakby się zatrzymał...maleńkie domki przyklejone do starożytnych murów, zwisające z nich jak gniazda jaskółek, gdzie w skromnych warunkach nadal mieszkają ludzie. Gdyby nie samochody zaparkowane czasem tuż przy nich, można by pomyśleć, że człowiek przeniósł się w czasie.
Nasi znajomi ( chrześcijanie ) mieszkali właśnie w takich skromnych warunkach, w dzielnicy muzułmańskiej, w starym domu. Ściany jak przypuszczam były może gliniane a stropy jak widziałam - drewniane.

 Cytadela


Na pozostałościach umocnień w północno - zachodnim narożniku starego miasta, powstała cytadela Salah Al'Din'a, zbudowana przez Turkmeńskiego dowódcę Atsiza bin Uvak'a po zdobyciu miasta w roku 1076.
Fortyfikacja pełniąca w latach 1176–1193 funkcję rezydencji przywódcy Saracenów – Saladyna, który w trakcie urzędowania rozbudował i wzmocnił mury cytadeli to prawdziwy kolos, ma 200 m długości i 150 m szerokości, jednak nie widać jej z daleka ponieważ zasłonięta jest przez zabudowania bazarów.
Po śmierci Saladyna, jego brat – Al-Adil  ( w latach 1203 – 1216 ) zrównał cytadelę z ziemią, a na jej miejscu wybudował nowy zamek, który wielokrotnie oblegany dostał się w 1516 roku w ręce tureckich Osmanów, którzy używali budynku jako koszar dla janczarów.
Zamek miał kilka bram, z których większość została zniszczona. Posiada w murach otwory, przez które na głowy atakujących wylewał się wrzący olej. Inne służyły łucznikom do oddawania strzałów.
Otoczony był fosą. Posiada studnie i kanały, w razie odcięcia od bieżącej wody, dostarczały one niezbędnych do przetrwania jej ilości.
W czasie mojego pobytu nadal znajdowały się tam koszary wojskowe. Przed nimi stoi pomnik Saladyna.


Wielki Meczet Umajjadów


Polecam włączyć nagranie śpiewu muezzina, który z minaretu nawoływał do modlitwy.
( udostępnione mi przez pana Włodzimierza Borkowskiego )



Przed wejściem na dziedziniec Meczetu Umajjadów nieodpowiednio odzianym kobietom rozdawano
czarne cienkie kiece z kapturami. Ja ubrana w spodnie, luźną bluzkę i z czapką z daszkiem na głowie, o "mały włos", w przenośni i dosłownie  :D,  prawie bym się prześliznęła bez czarnego okrycia, ponieważ wzięli mnie za chłopaka. O "mały włos" dosłownie, bo ktoś dopatrzył się warkoczyka z tyłu i mi się nie udało :D

Meczet został wzniesiony w latach 706–715 na miejscu dawnych świątyń syryjskiego boga Hadada, rzymskiego boga Jowisza. Cesarz Teodozjusz I Wielki (379-395) kazał tu zbudować bazylikę św. pod wezwaniem Jana Chrzciciela. 
Po podboju Damaszku przez Arabów w 636 r, modlili się tutaj wspólnie chrześcijanie i muzułmanie. Kalif Al Walid I odkupił bazylikę od chrześcijan i w latach 306-715 wybudował meczet. ( nie do końca wiadomo czy wybudował od podstaw czy został zaadoptowany budynek bazyliki )
Kalif miał kiedyś powiedzieć: 

“Mieszkańcy Damaszku: z powodu czterech rzeczy wasze miasto ma przewagę nad resztą świata:    klimatu, wody, owoców i kąpielisk; do tego chcę dodać piątą: jego meczet.”

Meczet Umajjadów w Damaszku to jedno z najważniejszych sanktuariów muzułmańskich i jedna znajpiękniejszych budowli albo może "naj" jakie dotąd widziałam.
Olbrzymi ( o wymiarach 120 × 40 m  ) prostokątny arkadowy dziedziniec emanował harmonią i wprowadzał we mnie jakiś spokój. Na licach arkadowych łuków pozostałości złoconych mozaik o motywach roślinnych, świeciły w słońcu. Nietrudno było sobie wyobrazić jak pokryta nimi cała górna część ścian musiała dawniej olśniewać ( ponoć mozaiki na dziedzińcu i wewnątrz układało 200 rzemieślników z Bizancjum )
Dziedziniec był prawie pusty, wtedy nie było tylu turystów a autochtoni zmierzali do środka w celach religijnych lub zmęczeni upałem kryli się w chłodnym wnętrzu by odpocząć. Harmonię budowli burzyły nieco tylko konstrukcje używane przy renowacji czy pracach naprawczych.
Na dziedzińcu znajdują się trzy obiekty: na środku studnia do ablucji rytualnej dokonywanej przed modlitwą, po wschodniej stronie tzw. Kopuła Godzin ( Kopuła Zajn al-Abidina - czwartego imama szyickiego ), po stronie zachodniej - ośmioboczna Kopuła Skarbu, w której w czasach kalifów umajjadzkich przechowywano skarb państwa. Obie kopuły są wsparte na kolumnach. 
W każdym narożniku murów zewnętrznych meczetu ( 100 × 157,5 metrów ), pochodzących jeszcze z czasów rzymskich znajdowały się wieże, do dzisiaj zachowały się dwie. Zostały one zamienione na minarety zachodni i wschodni . Wschodni zwany Minaretem Isy ( Jezusa ) , reprezentuje wiele stylów architektonicznych, według tradycji muzułmańskiej Jezus pojawi się na nim w dniu Sądu Ostatecznego. Później dobudowano jeszcze jeden tzw. "minaret panny młodej" (arab. Mizana al-arus), z którego zachowała się niższa część.
Z jednego z nich rozbrzmiewał wzywający do modlitwy głos muezzina.

 
By wejść do wnętrza meczetu trzeba było zdjąć buty.

Główna trójnawowa, z rzędami kolumn o kapitelach w stylu korynckim, sala modlitw o wysokości 36 metrów była ogromna...Przekryta spoczywającą na ośmiokątnym bębnie Kopułą Orła.
W tym meczecie do tej sali można było wejść też kobietom, bo zwykle w innych meczetach modlą się oddzielnie.

Ogarnął nas przyjemny chłód, mury doskonale izolowały od upału panującego na zewnątrz. Wyłożona dywanami ( ponoć jest ich 800 ) podłoga tłumiła kroki.
Rozbrzmiewały słowa modlitwy odmawianej
przez grupę mężczyzn i odbijając się od ścian wypełniały całą przestrzeń rytmicznym brzmieniem. Ustawieni w szeregu, ze zwróconymi w stronę Mihrabu ( który wskazywał kierunek Mekki ) twarzami , klękali i bili pokłony Allahowi.
Pod ścianami i filarami zajęli miejsca zmęczeni upałem ludzie, niektórzy coś czytali, jacyś uczniowie wkuwali zadane lekcje, ktoś sobie smacznie spał.
Podobało mi się to, że ta świątynia w przeciwieństwie do europejskich była cały czas otwarta i można w niej było też odpocząć a nie tylko modlić się.
We wschodniej części sali znajdował się oszklony grobowiec- kapliczka, w którym spoczywała relikwia - głowa Jana Chrzciciela, jako pozostałość po wcześniejszym kościele chrześcijańskim, ponieważ muzułmanie także uważają go za jednego z proroków ( nazywają go Yahya ).

Po wyjściu z meczetu na dziedzińcu panował już zmierzch i znów zachwyciła mnie złocona mozaika,
która teraz lśniła jeszcze mocniej niż za dnia, pewnie na zasadzie kontrastu z ciemnością otoczenia....





c.d.n.                                                                                                










8 maj 1993

SYRIA cz.10 " Folklor - tradycyjne stroje ludowe " - wehikuł czasu ( powrót do przeszłosci 1993 r.)

FOLKLOR - tradycyjne stroje ludowe

 

Pisałam już o tańcach, które są praktykowane na co dzień, ale wywodzą się z tradycji ludowej. Teraz zamieszczam stroje ludowe z kilku rejonów, zeskanowane z kart pocztowych. Jeśli chodzi o męski ubiór i przystrojonego konia, to będąc kiedyś wieczorem w Damaszku widzieliśmy podobnie ubranego jeźdźca wśród ruchu ulicznego jadących samochodów.... Postać jakby wyjęta z kart "Baśni tysiąca i jednej nocy" i przeniesiona w XX wiek... zaskakujące wrażenie :)
Innym razem błądząc wieczorem po uliczkach starego miasta w Damaszku, w pobliżu suku ( arabski rynek,  centrum handlowe ) zobaczyliśmy "zaparkowanego" konia w pełnym wschodnim rynsztunku, z przypiętymi tobołkami i przytroczonym jakimś kindżałem...też ciekawe, właściciel nie bał się, że coś mu zginie.
W wolnym tłumaczeniu pod ilustracją:

"Za nic na świecie arabski jeździec nie wyrzeknie się szaty, którą odziedziczył po swoich przodkach. Nieodłącznym towarzyszem jest koń z bogato zdobioną uprzężą. "




Dair Az-Zur, zachodnia Syria




















SYRIA cz.9 " Bosra - żyjący skansen " - wehikuł czasu ( powrót do przeszłosci 1993 r.)

BOSRA - żyjący skansen 



Miejsce, które zrobiło na mnie szczególne wrażenie ( nie tylko w Syrii ale ogólnie) to Bosra (Busra asz-Szam). Znajduje się ok 108 km na południe od Damaszku.
Założone przed I wiekiem p.n.e, było północną stolicą Nabatejczyków ( o ludzie tym napisze nieco więcej przy opisie innego istotnego dla nich miejsca, które znajduje się w Jordanii - Petry ) i ośrodkiem kultu nabatejskiego Duszara. W 106 r. Bosrę zajmują Rzymianie, otrzymuje ona nazwę "Nova Traiana Bosra" i zostaje stolicą rzymskiej prowincji Arabia. Miasto rozkwita, Rzymianie wznoszą wiele monumentalnych budowli.

Teatr rzymski z II w.n.e



Przetrwał do dzisiaj w doskonałym stanie i jest obiektem unikatowym ze względu na zachowany w całości zadaszony portyk, oraz obronny charakter budowli. Umocnienia i mury obronne wraz z wieżami zostały wzniesione pomiędzy 481 a 1231 r, przez najpierw Umajjadów i Abbasydów a później Fatymidów, kiedy Bosra stała się ważnym węzłem postojowym na szlaku pielgrzymkowym z Damaszku do Mekki, aż do XVII wieku.. W ten sposób teatr zyskał również funkcję twierdzy.
Patrząc z zewnątrz na wysokie mury i wieże, otoczone fosą, nikt by nie domyślił się, że w sercu tej potężnej arabskiej fortecy, podobnej do innych znajduje się antyczny teatr. Oba te obiekty, czy raczej struktury architektoniczne są doskonale ze sobą zintegrowane.
Scena teatru ma 45 metrów długości i 8,5 metra szerokości, zdobi ją kolumnada w stylu korynckim. Widownia przeznaczona dla 15 tysięcy widzów była w tamtych czasach nakrywana jedwabnym dachem , chroniąc przed słońcem czy deszczem. Ustawiano naczynia z perfumowaną wodą by nasycić powietrze jej aromatem, ot taki wyrafinowany eksklusiv ;)
Współcześnie w teatrze w Bosra odbywają się festiwale ludowe, w których uczestniczą zespoły z różnych państw. ( obecnie przerwane ze względu na wojnę)




Po opuszczeniu teatru - twierdzy wydawało mi się, że już nic bardziej interesującego nie zobaczę w
tym miejscu...Myliłam się. Nieopodal naszym oczom ukazało się całe po- rzymskie miasteczko. Właściwie pozostałości nie tylko rzymskie bo również nabatejskie, bizantyjskie i muzułmańskie z okresu Umajjadów....
Główną oś miasta to kierunek wschód-zachód którą stanowi cardo ( główna ulica) Przy niej usytuowane były pałace i domy możnych, sklepy itd.
Najważniejsze zachowanie zabytki rzymskie to głównie bramy, cztery kolumny korynckie jako pozostałość nimfeum (architektoniczna obudowa zakończenia wodociągu, rodzaj fontanny, urządzone często z wielkim przepychem, gdzie z wysokości kilku pięter, poprzez fasady zdobione posągami i kolumnami woda spadała do płaskich basenów),  łaźnie (termy).

Termy rzymskie


Składały się z kompleksu obiektów: szatnie, baseny z zimną wodą, mała ogrzewana sala by przygotować się do zetknięcia z wysoką temperaturą, baseny z gorącą wodą, łaźnia sucha lub parowa, sala masażu, sala do wypoczynku. Bogate w dekoracje rozmieszczone wśród zieleni, dostępne były dla wszystkich za niewielką opłatą (czasem okresowo znoszoną przez cesarza), wyznaczano jednak godziny dla poszczególnych grup użytkowników, inne dla panów, inne dla niewolników, mężczyzn czy kobiet itd.
Były one miejscem gdzie kwitło życie towarzyskie. Nie wszystkim to jednak odpowiadało. Tak termy rzymskie opisuje Lucius Anneus Seneka w "Listach Lucillusa": 

" Mieszkam tuż obok term. Wyobraź sobie więc te najprzeróżniejsze głosy, których już uszy ścierpieć nie mogą. Siłacze ćwiczą i wyrzucają w górę ręce obciążone ciężarami [...]; kiedy trafi się jakiś próżniak, któremu sprawiają przyjemność pospolite masaże, słyszę klaskanie dłoni o ciało [...] A jak się zjawi sędzia sportowy i zacznie liczyć piłki - to już koniec [...] Masz dalej tych, co skaczą do wody z impetem, rozbijając ją, [...] wyobraź sobie piszczący i skrzekliwy głos niewolnika - depilatora [...] Dodaj najprzeróżniejsze nawoływania sprzedających ciastka i masarza i cukiernika, z którychkażdy na swój sposób ale zawsze głośny, reklamuje swój towar."
( Seneka Młodszy, Listy Lucillusa )

W konstrukcji term rzymskich stosowano system podłogowego centralnego ogrzewania. (łac.
hypocaustum) Mimo , że uważa się go z wynalazek rzymski, niejakiego Sergiusza Orata, to badania archeologiczne wskazują, że taki system ogrzewania był znany dużo wcześniej.
W pomieszczeniu pod posadzką ustawiony był piec, który ogrzewał powietrze. Posadzka z płytek ceramicznych ułożonych warstwowo ( zespojonych betonem) wspierała się na wielu podpórkach o wysokości ok 80 cm, przestrzeń pomiędzy nimi była pusta. W ten sposób powietrze mogło krążyć i rozprowadzać ciepło po całej powierzchni. W ścianach pozostawiano otwory, by gorące powietrze i dym z pieca mogły zostać wyprowadzone na zewnątrz przez ujścia przewodów w dachu, dzięki czemu nie dostawały się do wnętrza pomieszczeń.



Kościoły chrześcijańskie


W okresie bizantyjskim, Bosra była stolicą biskupstwa a później siedzibą metropolity. Z tego okresu wczesnego chrześcijaństwa pochodzą resztki Bazyliki męczenników Sergiosa, Bacchosa i Leoncjusza II, Katedra Bosra, która została ukończona w 513 przez abp Julianusa. Plan centralny tego obiektu z absydą na wschodzie przy której znajdowały się dwie zakrystie, wywarł decydujący wpływ na ewolucję chrześcijańskich form architektonicznych.


c.d.n


Żyjący skansen


c.d.n














SYRIA cz.8 " Góra z górą się nie zejdzie..." - wehikuł czasu ( powrót do przeszłosci 1993 r.)

GÓRA Z GÓRĄ SIĘ NIE ZEJDZIE...


Wycieczka ze znajomymi do Sednaya ( Saidnaya ), na północ od Damaszku, w góry ( 1500 m n.p.m. ), do klasztoru i kościoła Matki Bożej.
Kościół stoi na wzgórzu, prowadzą do niego wysoookie schody. Wg. tradycji został zbudowany w 547 roku przez cesarza Justyniana I, któremu ukazała się Maryja i nakazała jego budowę. Od wieków jest to miejsce pielgrzymek z całego świata (zarówno muzułmańskich i chrześcijańskich), znane też z uzdrowień. Pielgrzymowali tu także krzyżowcy, a nawet w 1240 r. był tu Benedykt z Alignan (biskup Marsylii). Lokalni muzułmanie odwiedzają sanktuarium klasztoru także w dniu piątkowych modlitw.
Islam uznaje Chrystusa za proroka a jego matka ( arab. Marjam) jest jedna z najbardziej szanowanych kobiet w tej religii ( obok Fatimy- córki Mahometa, jego pierwszej żony - Chadidży i Asji - żony faraona ) Jej imię tłumaczy się jako "oddająca cześć Bogu" i jest jedyna kobieta wymieniona w Koranie z imienia. Koran zawiera również opowieść o zwiastowaniu a imię Marii pojawia się też na arabskich amuletach ochronnych.
Nawiasem mówiąc, niektórzy do mnie mówili Miriam. Takie imię mi nadali np. w rodzinnej wsi wujka, bo pewnie było im łatwiej wymówić , zapamiętać a i może moje własne z tym im się kojarzyło :)
Według legendy kobiecie niosącej oliwę do kościoła wylała się ona na kamienne schody i w tym miejscu powstał wizerunek Matki  Boskiej. Patrzyłam na tę plamę na stopniu schodów i w sumie...jak ktoś ma wyobraźnię, to może i taki kształt w niej zobaczyć ;)

Zwiedzając kościół weszliśmy na taras przy dzwonnicy. Podziwiałyśmy panoramę w przerwie
rozmów, nagle ciszę zmąciły jakieś głosy... nie byliśmy sami. Na taras weszła jakaś mała grupka mężczyzn, pewnie turystów.
Po chwili kuzynka szeptem powiedziała:

- Wydaje mi się, że słyszałam język polski....- zaczęłyśmy obie nasłuchiwać

- Tak, też mi się wydaje że ci dwaj mówią po polsku...- upewniłam ją.

Nie zdążyłyśmy pomyśleć a już przy nas było dwóch rosłych młodych mężczyzn.

- Dzień dobry, słyszeliśmy, że mówicie po polsku... O! jak nam miło spotkać rodaków !  -radośnie nas przywitali.

Nam też zrobiło się miło, okazało się, że to żołnierze z ONZ są na wycieczce krajoznawczej po cywilnemu, chłopcy jeden w jeden jak malowani ;)
Nastąpiła wymiana imion, padło pytanie "skąd jesteście" i okazało się, że jeden z nich mieszka w Polsce nawet w naszej okolicy.
Tak więc góra z górą się nie zejdzie a człowiek z człowiekiem choćby na końcu świata owszem. Otrzymaliśmy wszyscy zaproszenie na wojskową grochówkę, do ich bazy w strefie ONZ-owskiej ( zaproszenie padło jak się dowiedzieli że możemy tam wjeżdżać). Później wspólna fotka z dwoma "bodygardami" ( wyglądałam przy nich jak krucha figurka z porcelany :P) i niestety musieli pojechać.                                  

Koniec końcem nie odwiedziliśmy tej bazy, już nie pamiętam czemu ale chyba z wrażenia zapomniałyśmy spytać o dokładny namiar i nazwiska :D




SYRIA cz.7 " Żywy język Chrystusa " - wehikuł czasu ( powrót do przeszłosci 1993 r.)

ŻYWY JĘZYK CHRYSTUSA

 

Na północny wschód ok. 50 km od Damaszku na zboczach Gór Antylibanu ( ponad 1500 m.n.p.m) leży wieś Malula. Jest to jedno z trzech miejsc na świecie ( wszystkie leżą w Syrii , pozostałe to wioski Bahha i Gub Adin), gdzie język, którym posługiwał się Chrystus - aramejski - jest nadal żywy i używany przez nielicznych ludzi. W trosce, by nie zaginął, uruchomiono nawet kierunek studiów nad tym językiem na jednej z uczelni wyższych w stolicy.

Malula to mieścinka, w której część domów urokliwie "

przyklejona" jest do skał. W otaczających wzgórzach znajdują się wykute w skałach grobowce, a z tego co nam mówiono zdarzało się, że mieszkali tam też pustelnicy. 
We wsi znajduje się kilka chrześcijańskich klasztorów: św. Sergiusza i św. Bakchusa (Dajr Mar Sarkis). Najstarszą część stanowi kościół pod wezwaniem . św. Sergiusza. Zbudowano go przypuszczalnie pomiędzy 313 a 325 rokiem ( ponoć niedawno odsłonięto tam freski)
My odwiedziliśmy grekokatolicki żeński monaster ( klasztor) Św. Tekli, który jest miejscem kultu i pielgrzymkowym, "przyrośniety" do skały, położony w wąwozie i pięknie wkomponowany w skalisty krajobraz. Według legendy Tekla była córką gubernatora Ikonium (obecna Konya) w Azji Mniejszej. Tam zapoznała się z naukami św. Pawła. Nie chciała się wyrzec wiary chrześcijańskiej, za co skazano ją na spalenie, jednak jakimś cudem ogień się jej nie imał, podobnie było z innymi próbami jej uśmiercenia, podczas ucieczki,  jak mówi legenda, po modlitwie rozstąpiły się skały i w ten sposób udało jej się uciec, pozostał wąwóz, który dzisiaj nosi nazwę od jej imienia. 
Pielgrzymi wierzą ( nie ma dowodów że taka osoba istniała i była związana z Malulą), że ostatnie lata życia spędziła w Maluli, w skalnej grocie gdzie potem była pochowana. Później na tym miejscu obok groty powstał klasztor i kościół.

( Niestety podczas trwającej obecnie w Syrii wojny domowej ta miejscowość jako miejsce kultu i zamieszkania chrześcijan, była atakowana przez radykalnych islamistów. Rabowano kościoły, prywatne domy , uprowadzono zakonnice, zabijano mieszkańców, którzy nie chcieli przejść na islam....)  



Po zwiedzeniu kościoła i groty św. Tekli, w której było sanktuarium ( ciemno i mało miejsca oraz nie można było robić zdjęć ) zabraliśmy z samochodu to co potrzebne do piknikowania, każdy dostał swój tobołek do niesienia ( nie było, że boli, nie mieliśmy osła  ;) ) i udaliśmy się wąwozem tak jak on nas poprowadził.
Droga pomiędzy skałami przypominała nieco nasze "Błędne skały" w Kotlinie kłodzkiej, tyle że była szersza i mniej zawiła. Wreszcie troszkę cienia, na ziemi widać było wyżłobienia  uformowane przez płynącą wodę, na ścianach zaś dało się zauważyć obecność "radosnej twórczości" pseudo-graficiarzy...

Na szczycie znaleźliśmy schronienie od palącego słońca w postaci jaskiń. Widać było, że zostały wyżłobione przez ludzi, nie wiem w jakim celu , ale obecnie służyły pasterzom jako schronienie dla nich i owiec pewnie przed upałem albo i na noc...
Usiedliśmy tam by coś zjeść...ale zapach ( a raczej smród :D )
pozostałości po owcach zdecydowanie nie harmonizował z naszym posiłkiem, niemniej jednak cień wart był tego , by tam pozostać i odpocząć.

Mieliśmy stamtąd ładny rozległy widok.



Język aramejski


Można posłuchać na youtube, w czasie kiedy ja  tam byłam
nie było jeszcze takiej komercji dla wycieczek turystycznych, jak ta pokazana na filmach :P


Alfabet aramejski


Jeden z najstarszych alfabetów, wykazuje podobieństwo z alfabetem fenickim. Był alfabetem spółgłoskowym (abdżadem). Prawdopodobnie od niego wywodzą się współczesne alfabety: hebrajski, arabski, indyjskie i staroturecki.
W starożytności zapisywano nim język aramejski, współcześnie do zapisu tego języka używa się alfabetu syryjskiego lub hebrajskiego.

(źródło i porównanie liter:  http://pl.wikipedia.org/wiki/Alfabet_aramejski)



SYRIA cz.6 " Jak się bawić to się bawić " - wehikuł czasu ( powrót do przeszłosci 1993 r.)

JAK SIĘ BAWIĆ TO SIĘ BAWIĆ

 

W Syrii bawili się wszędzie, każda okazja była dobra a i bez okazji też :D  Naród niezwykle ,
umuzykalniony w sensie wyczucia rytmu.
Wyluzowany, nikt praktycznie nigdy i nigdzie się nie spieszył

W domu 

 

Wolny czas lubili spędzać towarzysko, zazwyczaj na wizytach lub rewizytach, podczas których zazwyczaj był jakiś poczęstunek, często też na ciepło i właśnie tańce. U nas powodem do takich imprez zazwyczaj musi być jakaś okazja , typu imieniny itp. tam wystarczyła ochota.

W restauracji

 

Restauracje były miejscem, gdzie jak już się człowiek wybrał to przesiadywał tam wiele godzin przy obficie zastawionym stole, nierzadko przy akompaniamencie "na żywo" zespołu muzyków z wokalistką na czele lub nawet tancerką ( w tych droższych lokalach ), na którą zazwyczaj goście żywo reagowali klaszcząc do rytmu w dłonie.


W jednej z nich, w której byliśmy zastosowano starożytny system chłodzenia powietrza, akurat w tym przypadku na zewnętrznym tarasie. Była to ściana wody ( jak sobie nazwałam "kurtyna wodna" ) lejącej się z góry, która  odgradzała restaurację od ulicy. Ruch wody dawał przyjemny chłód a jednocześnie nawilżał powietrze, bardzo praktyczne i ekologiczne rozwiązanie. Dzisiaj w Polsce są dostępne w sprzedaży ścianki wodne do zastosowań domowych, ale takiej wielkości nigdzie nie widziałam obecnie u nas.  W tamtym czasie w Polsce takich rozwiązań raczej w ogóle nie było.
Restauracja jak restauracja ale za to jeden z kelnerów.... :) Zwracał uwagę nie tyle tym, że miał nieco ciemniejszą skórę niż inni (mógł być Egipcjaninem), był niezwykle zgrabny ale przede wszystkim poruszał się z niesamowitą gracją, on dosłownie tańczył z tymi talerzami, płynął od stolika do stolika, przypływał i odpływał miękko i płynnie...
Co nas zaskoczyło to fakt, że jego praca nie ograniczała się do postawienia potraw na stole ale nadzorował również co się na tym stole dzieje oraz nalewał nam wody do szklanek jak tylko stawały się puste, mimo , że butelki z wodą stały cały czas w zasięgu naszych rąk. Właściwie to najczęściej chyba nalewał tę wodę mnie i kuzynce... na wyścigi piłyśmy i opróżniałyśmy nasze szklanki, żeby tańczący, zgrabny kelner mógł nam ją znowu nalać :D
Z pewnością był zadowolony z napiwku, który dostał od wujka. :)

 

W plenerze

 

Świetną formą relaksu i oczywiście też zabawy w upał był basen gdzieś w okolicy Damaszku lub na jego obrzeżach ( nie pamiętam ). Ten na zdjęciu akurat o nieco wyższym standardzie, gdzie była zjeżdżalnia ( na której podarłam sobie dół od kostiumu :D ). Spędzało się tam prawie cały dzień, jak człowiek zgłodniał to można było zjeść syty posiłek.

Co ciekawe, wstęp na basen, mimo, że opłata nie była tania mieli też ci skromniej sytuowani materialnie ludzie. Nasi znajomi (chrześcijanie) dostali darmowe wejściówki bodajże z kościoła (ale nie jestem pewna na 100% czy stąd ). Spotkaliśmy tam też Polaków z ambasady polskiej, z którymi posiedzieliśmy rozmawiając, dzieląc się wrażeniami.


Pikniki były jedną z tych rzeczy, które tygryski lubią najbardziej :) Połączenie ciszy i piękna przyrody ze smacznym jedzonkiem i eksploracją nowych miejsc.
Piknik nad wodospadem, upał straszny, zero cienia. Kiwaliśmy się przy dźwiękach derbaki, gdy nadjechał samochód i wysiadło z niego dwóch facetów ze swoim "stadkiem" kobiet w burkach. Udawałyśmy, że nie robimy im zdjęć , tylko zdjęcia wodospadu, ponieważ machali do nas z daleka, że nie wolno...Po chwili zagnali "stadko" do samochodu  a sami przyszli pogadać i pobawić się do nas..bidne kobiety...
Po jakimś czasie spędzonym w ostrym słońcu padła decyzja żeby zejść nieco niżej, gdzie rosły krzaki dające trochę cienia. Zbocze było dość strome, jednak dało się zejść. Ja ze swoim lękiem wysokości zrobiłam "focha" i nie zeszłam...zostałam w samochodzie ( wyobraźcie sobie ten hardcor temperaturowy w nagrzanym samochodzie ), w którym przynajmniej był cień.

Grilowaliśmy też w prywatnych sadach, wszędzie tam gdzie były drzewa i był cień. W Syrii ziemia zawsze jest czyjaś, ale nikt nie robi problemów w takich sytuacjach, gdy ktoś na jego terenie odpoczywa, piknikuje itd.
Najczęściej jeździliśmy w góry Hermonu niedaleko granicy z Libanem, oraz na południe Damaszku lub w pobliże granicy z Izraelem i tzw. "strefy" ( lub na jej teren ) gdzie stacjonowały wojska ONZ ( tam trzeba było mieć przepustkę , ale jak się ją zdobywa napiszę w innym rozdziale ).
Co było na ruszcie grila? Zazwyczaj mięso baranie w kawałkach albo mielone, tym się zajmował wujek. My z ciocią robiłyśmy surówkę warzywną. Nigdy wcześniej nie jadłam baraniny ale tamta mi bardzo smakowała. W Syrii są inne barany niż w Polsce, mają one ponoć w tylnej części ciała "zbiorniczek" gdzie magazynuje się tłuszcz i to mięso nie śmierdzi i nie smakuje później takim łojem. Poza tym potrafią bardzo dobrze je przyprawić, nie mówiąc już o tym , że nie ma w nim żadnej chemii bo nie ma jej w paszach ani w glebie.
Nawet jeśli ktoś nie miał ze sobą jedzenia czy picia, zawsze mógł skorzystać z dziko rosnących roślin np. owoców opuncji. Bardzo soczyste, gaszące pragnienie owoce nie tak łatwo jednak zerwać, ponieważ cała roślina posiada kolce. Nie są to duże i sztywne kolce ale malutkie, miękkie, wręcz podobne do puszku ale za to bardzo kłujące i bolące, przy czym trudno je wyjąć z ciała czy odzieży. ( kuzynce powbijały się w tylną część ciała, choć nie wiem w jaki sposób ona to zrobiła :P  i dla nas to było zabawne , dla niej niekoniecznie, zdjęcia nie wkleję ; ) )  
Najlepszym sposobem na pozbycie się kłującego puszku z powierzchni owoców jest sparzenie ich wrzątkiem, dopiero potem można bezpiecznie obrać ze skórki i dostać się do ożywczego, słodkiego z lekko kwaskowatym posmakiem miąższu.
Zawierają wapń, fosfor, witaminę C, a niedawno dowiedziałam się że olejek z pestek opuncji jest jednym z najdroższych i cenionych olejków w kosmetyce (Aby otrzymać 1 litr oleju z pestek opuncji potrzeba zużyć 1 milion pestek opuncji, żmudnie wydobywanych z pulpy 470 kg świeżych owoców opuncji). Znalazłam w tych krzakach liścia który wysychając wypreparował ciekawe żebrowania ze swojego wnętrza, jako dziwoląg zapakowałam sobie go ostrożnie i zabrałam do Polski w celach fotograficznych ( podczas kontroli na lotnisku mieli zdziwioną minę jak to zobaczyli w moim podręcznym bagażu, od razu odkładając na bok by nie narazić się na resztki kolców  :D )

Pewnego słonecznego, jak zwykle :D, dnia pojechaliśmy w góry na piknik ze znajomymi ( Ibrahim i Mari - obecnie już nie żyje, Ibrahim ożenił się ponownie ), dzisiaj zastanawiam się jak my wszyscy zmieściliśmy się w tym samochodzie....6 osób dorosłych i troje dzieci.... :D ( dzieci jeździły często z tyłu na "pace" toyoty ) ale tam przy obowiązujących przepisach drogowych to było możliwe :D
Tym razem skierowaliśmy się w miejsce gdzie z gór wypływał strumień... właśnie wypływał...bo jak okazało się  na miejscu żadnego strumienia nie było i ciocia z wujkiem zdziwieni :D Domyśliłam się, że to była rzeczka okresowa i latem zwyczajnie zniknęła  :) Nieopodal udało nam się znaleźć  całoroczny strumyk i zasiedliliśmy jego brzeg w cieniu krzewów. Służył jednocześnie jako chłodzące jacuzzi dla stóp ( woda lodowata ) jak i lodówka do przechowywania napojów i arbuza.

Miejsce było niesamowite, cisza, spokój, ani żywej duszy, tylko jakiś jeździec konny przejechał obok nas ( koń był równie dobrym środkiem transportu jak samochód w takich rejonach, i prawie tak dobry jak osioł ) Ta cisza, którą rytmicznie uspokajająco uzupełniał szmer strumyka i majestatyczne kamieniste góry, spowodowały, że poczułam obecność wyższego bytu / Boga i swoją własną człowieczą małość a jednocześnie spokój i niemyślenie o niczym. Była to jedna z trzech chwil w moich życiu kiedy czułam to tak głęboko.   

Dzisiaj powiedziałabym, że znalazłam się w stanie ZEN :)




 

Tańce dreptane, skakane i wygibańce

 

Do tańca nie potrzeba było wiele, wystarczyła derbaka ( lub: darbuka, darbaka, tradycyjny ceramiczny bęben obciągnięty skórą , z tego co wiem zazwyczaj koźlą, nowoczesne są z membraną z tworzywa sztucznego i z aluminiowym korpusem ) i ktoś potrafiący na niej grać a czasem i to niekoniecznie, miejsce też nie było ważne. Można więc było zauważyć tańczących ludzi ( którzy niekoniecznie się znali ) w miejscach odpoczynku, na łonie natury, w obiektach zabytkowych jak ruiny po-rzymskiego amfiteatru, czy na pace jadącej ciężarówki ( tak, tak, nie do wiary  :D )

Na derbace można wydobyć skalę dźwięków od najniższego pośrodku bębna ( dźwięk tzw. "Dum" ) , do najwyższego przy jego krawędzi, przy czym szybkie uderzanie prawa ręką w krawędź do dźwięk "Tek" , a lewą ręką na skraju membrany to dźwięk "Ka" . Trzyma się ja pod pachą, opartą na biodrze, lub miedzy nogami ( mniej popularne), dla właściwego wydobycia dźwięków zalecany jest dopływ powietrza od spodu.

Ci co na niej grali, mówili, że ten instrument jest jak kobieta, nie tylko podobny w kształcie, ale trzeba go tak jak kobietę troskliwie rozgrzać, żeby wydobyć piękny dźwięk ( i to porównanie mnie osobiście się bardzo podoba ;) ) Rozgrzać trzeba tutaj dosłownie, czyli albo robi się to zapaloną zapalniczką albo masując skórę dłońmi, robi się wtedy bardziej elastyczna i wydaje bardziej czyste dźwięki ( takie traktowanie nie dotyczy membran z tworzyw sztucznych ). Grając trzyma się najczęściej derbakę pod pachą, by był dopływ powietrza od dołu.
Na zdjęciu moja derbaka z tradycyjnych materiałów, niestety już sfatygowana z odpryskami ceramiki i pomarszczona , poluzowaną membraną ( a to dlatego , że nieświadomie postawiłam ją obok okna i kaloryfera... )

Taniec brzucha

 

Taniec brzucha a przynajmniej jego podstawy, jest umiejętnością chyba wszystkich kobiet w Syrii. Jest to normalny taniec, który tańczy się na jakiś imprezach, a w profesjonalnym wykonaniu w restauracjach i lokalach rozrywkowych. Angażuje całe ciało.
My też skorzystałyśmy z kilku lekcji od naszej kuzynki i jej koleżanek ( z bardziej tradycyjnej rodziny, gdzie ojciec miał dwie żony, jedna w Syrii druga w Pakistanie , a dziewczyny były siostrami przyrodnimi z różnych matek )
Co ciekawe mimo, że jest to taniec z dużą nutą erotyzmu a tancerki profesjonalne tańczą w restauracjach półnagie, mimo że przecież koran i obyczaje świata muzułmańskiego nakazują kobietom skromny strój, tancerki są bardzo szanowane. W Europie raczej odwrotnie, te kobiety które tańczą półnagie w lokalach nie były ( bo teraz może się to i zmienia ) darzone zbytnim szacunkiem, bo u nas to taniec erotyczny, podczas kiedy tam narodowy. Ot taki paradoks.

Depka


Najczęściej tańczono tzw. Depkę, tradycyjny taniec ludowy w grupie, półkolu, trzymając się za dłonie lub ramiona, do żwawej skocznej melodii. Rytm wybijany na derbace, lub nawet li tylko podawany przez samych tańczących okrzykami lub śpiewem. Taniec, który ja bym nazwała radosnym, poprzez powtarzający się rytm i kroki wprowadzał ciało w rodzaj transu...
Po dłuższej chwili korowód "d(r)epczących" ( nazwa "depke" kojarzy mi się z naszym "deptać", "dreptać" i w tym kontekście właściwie oddaje charakter  kroków ) falował spójną energią.


Dla lepszego zobrazowania tego tańca wkleję video z youtube, ponieważ nie dysponowałam kamerą, wtedy jeszcze VHS ( czasem znajomi z którymi jeździliśmy na pikniki filmowali coś ) , więc nie było mi dane uwiecznić ruchomego obrazu.
Jeśli ktoś chciałby poćwiczyć kroki wrzuciłam jeden filmik instruktażowy.