Z 21 na 22 czerwca była najkrótsza noc roku, czyli starosłowiańskie święto Sobótki ( Noc Kupały , Palinocka , Noc Świętojańska ) i tak mi się skojarzyło o męsko damskiej komunikacji:
Dziewczyna zapytała chłopaka:
- Lubisz mnie?
On powiedział - nie.
Myślisz ze jestem ładna? - zapytała.
- Nie.
Zapytała wiec jeszcze raz:
- Jestem w twoim sercu?
- Nie.
Na koniec zapytała:
- Jakbym odeszła, to byś płakał za mną?
Powiedział, że "nie".
" Smutne " - pomyślała dziewczyna i odwróciwszy się zamierzała odejść.
Złapał ją za rękę i powiedział:
- Nie lubię Cię, tylko Cię kocham. Dla mnie nie jesteś ładna, tylko piękna. Nie jesteś w moim sercu, Ty jesteś moim sercem. Nie płakałbym za Tobą, tylko umarłbym z tęsknoty.
Zdarzały mi się niedorozumienia z mężczyznami na których mi zależało, które jednak kończyły się niestety smutniej...bo nie było szansy ( ze względu na późniejszy nagły brak kontaktu, albo brak dobrej woli drugiej strony ) wyjaśnić by druga strona zrozumiała tak jak to było w intencji a nie przez pryzmat swoich jakiś ran, urazów, ego, wychowania, czy innych czynników.
Pewne rozmowy w wirtualnej rzeczywistości aczkolwiek nie prywatne, dlatego pozwalam sobie tutaj zapisać niżej.
Formy "faceci" "kobiety" użyte oczywiście w uogólnieniu, bo jak zawsze są jakieś wyjątki. Litera "k" to kobieta , "m" - mężczyzna w tym dialogu.
k: - A mówi się, że tylko kobiety lecą na kasę, faceci też lecą, tylko pośrednio.
m: - A gdzie tu lecenie? Nikt nie chce utrzymywać ciężaru.
k: - No więc właśnie "ciężaru"..., tak postrzegają faceci, że tak powiem słabi i niepewni albo wygodni.
Dla kobiet kasa faceta to poczucie pewnego bezpieczeństwa materialnego, dla facetów kasa kobiety to wygoda, brak wysiłku i święty spokój przez brak odpowiedzialności.
m: - Równie dobrze facet może znaleźć bezpieczeństwo u boku bogatej czy nie?
k: - Nie wiem, spytaj tych kobiet co lecą na kasę.
Kasa jest albo jej nie ma, zdrowie jest albo go nie ma, różnie w życiu bywa, jak ktoś tak postrzega w kontekście "ciężaru", to nie ma sensu się z nim wiązać na życie, bo w krytycznej chwili zawiedzie i nawali.
***
k: - Jak mi się wydawało, że spotkałam fajnego faceta, który mi się podobał, to...no właśnie.... Myślę, że jakbym miała dobrą pracę i dobre zarobki, to by było inaczej...a tak, jestem za mało atrakcyjna...no i w ogóle jestem, nie żongluję obecnością ( dopisek: zasada ograniczonego dostępu) ...to też działa na niekorzyść.
m: - Wbrew temu co myślisz mężczyźni nie lecą na kasę.
k: - Nie mówię, że bezpośrednio.
m: - Pośrednio też nie.
k: - Na co lecą mężczyźni?
m: - Młodość, wygląd, fajny charakter, wsparcie, kobiecość, bycie na poziomie
k: - O taaak, na poziomie to tak.... Aha młodość, wygląd, wsparcie, fajny charakter, poznajesz na czacie?
m:- Myślę, że dwie ostatnie rzeczy da się wyczuć, wygląd czasami też.
k:- Wiesz kiedy kobieta jest kobieca?
m:- Mniej więcej.
k:- No kiedy?
m:- Kiedy tak się zachowuje
k:- A kiedy tak się zachowuje?
m:- Kiedy rozmawia.
k:- Aha, jasne, Teraz rozmawiam, jestem kobieca?
m:- Nie wiem, za mało rozmawialiśmy ( dopisek : a kryteria wyboru kobiety do tego by z nią więcej rozmawiać? ...skoro dopiero w rozmowie się poznaje np. czy jest "kobieca" )
k:- To Ci powiem, kiedy kobieta jest kobieca. Jak ma mniej trosk, jak ma wsparcie i jak ma przy kim. Wtedy jest kobieca.
Nie zżera jej stres a kiedy nie zżera jej stres? To sobie odpowiedz. I sobie odpowiedz, czy to ma coś wspólnego z jej sytuacją życiową czy nie ma. I sobie odpowiedz, czy faceci lecą pośrednio na kasę czy nie.
m:- Nie mniej są kobiety, które nawet w dobrych warunkach nie są kobiece.
k:- Są ale to żaden argument, skreślacie kobiety nie zastanawiając się nad tym.
Faceci, którzy mi się podobali, tych raptem trzech, przy których byłam kobieca i czułam się kobieco, bo czułam się przy nich dobrze, zapewniali mi jakieś poczucie bezpieczeństwa w spokojnej relacji, jakieś czasem psychiczne wsparcie i nie dokładali mi stresów, znikali po roku czy dwóch jedynie wirtualnej znajomości mimo tego, że ta kobiecość przy nich się we mnie otwierała...
Więc nie mów mi, że nie lecą pośrednio na kasę , że liczy się kobiecość, fajny charakter itd.... bo liczą się kobiety, które nie mają tylu trosk życiowych co jest związane z tym co wyżej.
I nie pisz mi o wsparciu, bo na to nie patrzycie, a przynajmniej z własnego doświadczenia i obserwacji widzę, że kobietę wspierającą faceci mają gdzieś i tego nie doceniają a lecą za takimi, które owszem może i wspierają ale dopiero jak już facet jest "ich"...
dopisek:
Jak niby można doświadczyć tego wsparcia od kobiety w wirtualnej rzeczywistości, jeśli ona nie puka prywatnie do drzwi lub nie otwiera drzwi na pukanie ( a te nie pukające i nieotwierające od razu, faceci preferują, bo działa tu zasada ograniczonej dostępności o czym marketingowcy dobrze wiedzą....więc im bardziej niedostępna tym bardziej atrakcyjna) i nie dopuszcza do rozmów prywatnych a rozmawia tylko publicznie?
Zabawne bo nierealne, tylko racjonalizowanie sobie przez faceta tego co chce tym racjonalizowaniem przykryć...
***
No cóż, to nie jest miła świadomość ani miłe doświadczenia, a czasem jeszcze patrzy się jak mężczyzna , który się podobał wybiera inną kobietę w/g tego co wyżej, czyli kobiecą z "bonusem" powodzenia materialnego.....
A w wirtualnej rzeczywistości dodatkowo łatwo zmienić tożsamość i życzyć "powodzenia" tej kobiecie bez "bonusu" , którą się tak czy inaczej potraktowało, a która potem patrzy na romansowanie z inną.
"Uwielbiam" takie teksty od facetów, być może od takich, którzy podobali się a potem może zmienili tożsamość wirtualną i piszą takie slogany.
Temat szeroki i niewyczerpany, czyli prawie jak zwykle ale ogólnie myślę, że zawarte jest tutaj zagadnienie do przemyślenia.....dla panów.
O zasadzie ograniczonego dostępu jeszcze napiszę...
"Wybieramy kobietę bo myślimy, że jest idealna, one wybierają nas, bo chcą nas uczynić idealnymi"
Potem okazuje się, że ona jednak nie taka idealna bo tylko taką udawała albo on miał akurat interes/ochotę ją taką widzieć i znów szuka kolejnej "idealnej", zostawiając tą już nieidealną z poczuciem nadszarpniętej kobiecości, zwłaszcza jeśli była szczera w byciu.
On natomiast kiepsko daje się "modelować" na tego "idealnego". Nawet jeśli już tej kobiecie "wymodelować" się da, to wtedy albo taki już "szyty na miarę" często zrobiony pantoflarz przestaje być już dla niej atrakcyjny i idzie modelować kogoś innego, albo on czuje się "wykastrowany" z męskości i idzie szukać jej potwierdzenia gdzie indziej.
Bywa, że toczy się wieczna walka wewnątrz związku.
Na marginesie:
Powyższy cytat z filmu " Kolor życia", opowiadającego o relacji mistrz-uczeń, o wzajemnym obdarowywaniu się i wdzięczności za te dary, o wzmacnianiu i wzajemnym "podnoszeniu" się.
Polecam.
Czasem słowa żartują, ale czasem wskazują na intencje. Problem w tym jak to rozpoznać.
Weźmy np. taką sytuację, kiedy kobieta nieśmiało ( albo śmiało) sugeruje mężczyźnie, że chciałaby się z nim spotkać, poznać go lepiej, może zaprosić do siebie , a najchętniej to by wolała tego nie robić, tylko by to on podjął w tym względzie inicjatywę. On natomiast pyta:
- A jakie atrakcje u ciebie?
I kobieta sobie myśli:
To żart? Flirt? Czy serio pyta? Jak serio, to znaczy, że w jego oczach nie jestem na tyle ważna, ciekawa, miła, fajna itp. żeby się ze mną spotkać, poznawać mnie, tylko interesuje go jakie mogę zapewnić atrakcje....A jak mieszkam w nudnym mieście gdzie żadnych atrakcji nie ma to z tego wynika, że już w ogóle nie warto mnie odwiedzać i poznawać ani tym bardziej zapraszać.
Czyli rozumie to jako : mam cię gdzieś.
Nawet wyluzowana kobieta, mająca jakiś dystans do samej siebie, z poczuciem humoru, zastanowi się nad takimi słowami i raczej uzna to trzecie wytłumaczenie. A tym bardziej jeśli taka kobieta miała już wcześniej do czynienia z facetem/ facetami, dla których atrakcje były ważniejsze od niej samej. Nie jest to miłe, to bardzo niefajne uczucie dla kobiety.
Ja np. już kiedyś słyszałam takie słowa, wtedy wzięłam to za żart czy flirt, jak czas pokazał myliłam się i kiepsko dla mnie się to skończyło.
Już to przerabiałam. Teraz chyba zacznę od razu mówić , że żadnych atrakcji nie zapewniam, że trzeba przywieźć sobie atrakcje ze sobą, o ile jeszcze będę miała możliwość i odwagę, jakiegoś faceta zaprosić.
Albo zwyczajnie nie będę zapraszać, by sobie zaoszczędzić słuchania takich słów i biernego czekania faceta aż zapewnię atrakcje, a jak nie będą wystarczająco atrakcyjne - niesmaku i dołka po zniknięciu faceta . Poczekam aż facet mnie zaprosi, jeśli nie wyjdzie z inicjatywą po jakimś tam czasie trwania relacji, to sytuacja będzie dość oczywista.
Bo chyba nawet nieśmiały facet jak "chce", to nic mu na przeszkodzie nie stanie. Jak facet "chce" się spotkać, to działa, nawet jak kobieta jest biedna...Podobno. Tak usłyszałam od facetów. Tylko kiedy facet "chce" ? Oto jest pytanie....( ale to na inny post)
( na marginesie, ilu jest takich facetów, którzy "chcą" jak kobieta jest np.biedna i jak muszą "zainwestować" nie tylko czas ale i kasę, bo gdzieś trzeba nocować, coś trzeba jeść, jakieś bilety na te atrakcje trzeba sobie kupić itd. itp. bez gwarancji sukcesu, jakiego tam sobie chcą i jak go sobie tam postrzegają , skoro łatwiej spotkać się z nie-biedną, mniej "inwestycji" bo za siebie zapłaci, jeszcze ugości w swoim mieszkaniu i da jeść, albo z taką co mieszka bliżej )
Wracając do naszego "A jakie atrakcje u ciebie? , kobieta patrzy więc też na czyny. Jeśli czyny świadczą o tym , że mężczyzna szuka z kobietą kontaktu, wychodzi z inicjatywą, obchodzi go co z nią i u niej się dzieje, zwraca uwagę na jej potrzeby ( i nie pisze tu o potrzebach materialnych) to jest szansa , że to nie było powiedziane na poważnie.....
A jeśli on ma to wszystko gdzieś i to ona zawsze wychodzi z inicjatywą, ona szuka kontaktu, ona na niego czeka, głównie ona zwraca uwagę na jego potrzeby i im się podporządkowuje, no to ....sami sobie odpowiedzcie...
Słowa są ważne, bo mogą pokazywać i zazwyczaj pokazują, w jaki sposób ktoś myśli, jak postrzega daną sytuację lub daną osobę.
Mężczyźni może często nie pamiętają co powiedzieli do kobiety, ale kobiety pamiętają, co mężczyzna mówił, o ile prawdziwie słuchają mężczyzny, którego chcą poznawać, czy z którym są. Pamiętają zwłaszcza słowa mogące dawać sygnał jaki facet ma stosunek do kobiety jako osoby, jak ją postrzega.
Dlatego potem kobieta odpowiednio dla siebie reaguje na to co usłyszy, podczas kiedy facet już nie pamięta co powiedział i interpretuje jej zachowanie w oderwaniu od tego co jej przekazał wcześniej słowami , intencjonalnie poważnie, lub nieintencjonalnie jak myśli, lub w żartach ( a ona mogła tego nie odebrać jako żart, bo może nie wiedzieć jak to odebrać, jak wyżej napisałam )
Z tej swojej interpretacji potem On wyciąga wnioski, niekoniecznie właściwe i dziwi się, że kobieta tak a nie inaczej się zachowała albo, że jej już po prostu nie ma, bo sobie poszła , wyciągając z tego co mówił wniosek , że on ma ją gdzieś.
Liczą się głównie czyny, ale słowa są też ważne. Jeśli słowa i czyny są spójne to można przypuszczać że intencje również.
Wszystko jednak podlega jakiejś interpretacji, bo jest przefiltrowywane przez doświadczenia danego człowieka, czasem niewłaściwie używamy słów, albo nie potrafimy okazać czegoś czynami, dlatego zdarzają się pomyłki.
Tak więc Panowie czasami zastanówcie się czy te słowa, które wypowiadacie do kobiety są faktycznie nośnikiem tej treści, którą chcecie przekazać.
Bo my kobiety często Was słuchamy i reagujemy emocjonalnie i racjonalnie na to co słyszymy.
Kiedy mówię o męskiej sile, faceci utożsamiają ją z typem "macho", pamiętam jak ktoś skwitował, że z silnym facetem to będę "fruwać na wysokości lamperii"....
Inaczej rozumiem męską siłę. Mężczyzna silny wcale nie musi być tzw. "macho" w powszechnym rozumieniu tego określenia.
Prawdziwa siła nie służy mężczyźnie do osiągnięcia przewagi w związku, wykorzystywania jej przeciwko kobiecie. Jest po to, by kobieta ( a co za tym idzie dzieci ) czuła się bezpiecznie ( w różnym sensie ale to temat na oddzielny post ) i mogła bez obaw wyrażać przy nim swoją kobiecość. Męska siła ma być ukierunkowana na służenie relacji.
Spodobała mi się sentencja:
"Idealny mężczyzna jest jak kaloryfer - twardy ale ciepły"
Podoba mi się taki miks ;)
Z ciepłem to chyba często mężczyźni mają problem, chociaż może częściej z okazywaniem go?
Nie wiem, bo nie siedzę w środku ich mózgów ani emocji, a nie zawsze to, co jest okazywane jest jednocześnie odczuwane i nie zawsze to co odczuwane jest okazywane. Wiem, że część z nich to ciepło zwyczajnie udaje wtedy kiedy mają w tym "interes", niestety. Tacy faceci bardzo łatwo potrafią od ciepła przejść do obojętności a nawet okrucieństwa w stosunku do kobiety.
Innym być może wydaje się, że okazywanie ciepła jest niemęskie i nie ma nic wspólnego z męską siłą, więc odmawiają jej kobiecie.
Zdarza się, że traktują takie zaniechanie jako karę, pewnie w celach zwyczajnie manipulacyjnych, co jest wykorzystywaniem twardości do wewnątrz relacji przeciwko kobiecie. Niczego dobrego to nie przynosi.
Jeszcze inni mężczyźni mają problem z twardością, zwłaszcza w sytuacjach trudniejszych związanych z relacją, albo okolicznościami życia.
Myślę, że to właśnie połączenie twardości z ciepłem tworzy męską siłę.
Mężczyzna twardy to mężczyzna silny. Mężczyzna ciepły to mężczyzna, który ukierunkowuje swoją siłę na wspieranie kobiecości, dzięki temu bowiem może ona rozkwitać w pełni a wtedy jest w stanie wspierać twardość ( i siłę ) mężczyzny, która wtedy kiedy potrzeba powinna być ukierunkowana na zewnątrz relacji, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, kiedy trzeba walczyć z czymś, o coś. Jeśli mężczyzna twardość ukierunkowuje do wewnątrz relacji z kobietą, wykorzystuje siłę przeciwko niej, zamiast otulać kobietę ciepłem i przez to wspierać kobiecość, niszczy ją. W ten sposób niszczy też męskość i męską siłę w sobie. Ujmując kobiecie kobiecości, ujmuje sobie męskości.
Gdybym miała podać jakiś filmowy przykład męskiej siły w relacji z kobietą , chyba podałabym parę bohaterów z serialu "Doktor Quinn" ( wiele odcinków, bez konkretnego odcinka ) :
Swoją drogą bohaterka prezentuje typ kobiecości, który ja nazywam zdrowym, któremu nie jest potrzebna manipulacja, który nie pełni roli "szyi kręcącej głową", który nie dostarcza mężczyźnie powierzchownej ekscytacji, tak poszukiwanej dzisiaj przez wielu mężczyzn, lecz ofiarowuje spokój, zrównoważenie, mądrość, ciepło, troskę, które to potrzebujący ekscytacji, pobudzania i "animowania" faceci nazywają dzisiaj "drętwo", "nudno" itp.
Męska siła głównego bohatera tego nie potrzebuje, tylko wspiera tę kobiecość poprzez ciepło skierowane ku kobiecie i dzięki temu wzmacniana jest w twardości skierowanej na zewnątrz.
Taka kobiecość rozkwita przy męskiej sile rozumianej jak wyżej, bo taka męska siła nie zmusza jej do tego, o czym mówił Trechlebov w swoim wykładzie i nie przenosi odpowiedzialności za słabość czy siłę mężczyzny, a tym samym za całą relację na jej barki.
Moim zdaniem to bliższy starosłowiaństwu typ kobiecości w relacji z męskością, niż taki jaki przedstawił Trechlebov.
W męskim kontekście, czyli jaką kobiecość wspierają mężczyźni.
Trzeba jasno zdać sobie sprawę z tego, że w "świecie", w rzeczywistości społecznej w mniejszej skali i globalnej, to co wspieramy jednocześnie wzmacniamy.
Przypomnę tu przypowieść o wilkach, na pytanie skierowane do starego Indianina, który wilk zwycięży, padła odpowiedź "ten którego karmisz"...i tak samo dzieje się w świecie globalnie, bo każdy z nas karmi któregoś wilka a któregoś mniej albo wcale.
Temat jest rozległy, dlatego podzielę go na części.
Podjęcie go, w części pierwszej, jest efektem refleksji nad zagadnieniem poruszanym w filmie, pod dość agresywnym tytułem "Jak kobiety rujnują mężczyzn", z wykładu Rosjanina ( to ważne) Trechlebova uważanego za "guru" od starosłowiańskich przekazów , oraz obserwacji relacji innych, rozmów z kolegami, koleżankami, tatą, oraz doświadczeń własnych w relacji z mężczyznami.
Wykład Trehlebova:
Trechlebov mówi o wymianie energetycznej między kobietą a mężczyzną, której istnienia jestem świadoma od dawna ( zresztą wymiana energetyczna zachodzi nie tylko pomiędzy płciami ale każdym człowiekiem ).
Niestety skupia się w części tego wykładu tylko na odpowiedzialności, jednej z płci - kobiety, którą przedstawia z jednej strony jako tą, która daje energię mężczyźnie, z drugiej potrzebuje mężczyzn ( tak, nie jednego ) "wyssać" z energii ( co w jego słowach jakoś pejoratywnie brzmi) ponieważw ten sposób uzyskuje potwierdzenie swojej kobiecości, dzięki czemu czerpie siłę do życia, radość.
I tutaj zauważam pewne niedopowiedzenie.
Czułam potrzebę dopełnienia tematu z mojego punktu widzenia i przemyśleń, punktu widzenia kobiety, którą jakby nie było jednak jestem i jakąś wiedę przodków z linii żeńskiej chyba mam ( TUTAJ nieco o tym ).
Mój tekst nie będzie o "rujnowaniu" ani mężczyzn, ani kobiet, ponieważ takie ujęcie tematu wpycha go w kontekst "winy" jednej z płci, pogłębiając przepaść w i tak już niełatwych (w dzisiejszym zagubieniu zarówno mężczyzn jak i kobiet w trudnej rzeczywistości społecznej i ekonomicznej) , relacjach między- płciowych. Takie ujęcie tematu to nieporozumienie.
Uważam, że jest to błędnie ujęte w kontekście "winy" i brak uzasadnienia w psychologii, życiu i w duchowości, tym bardziej słowiańskiej, bo to tak, jakby relacja i to co się wydarzy "pomiędzy" zależało tylko od jednej osoby i tworzyło staus quo.
Gdyby relacja kobieta-mężczyzna zachodziła między ludźmi z wykonaną lobotomią, lub lobotomią u jednego z nich, to może by tak było ;)
Tu przypomniał mi się stary film pt. " Żony ze Stepford"> TUTAJ
( polecam panom, którzy tęsknią za "idealną" kobietą, wiecznie uśmiechniętą, uległą i niczego od nich nie wymagającą, ani nie marudzącą i takim, którym wydaje się, że są takie kobiety )
W relacji istnieje przecież dynamika, to szczególne "falowanie", przypływy i odpływy niezależnych od obojga sytuacji życiowych, emocji o różnej gradacji, od ekscytacji, radości, odrobiny szaleństwa, fantazji, wzajemnej mobilizacji, poprzez wyciszenie, spokój, rutynę, smutek, nudę, stagnację czy "drętwotę", by potem znów pojawiła się radość, fantazja , odrobina szaleństwa itd.itd.
"Falowanie" tak jak przypływy i odpływy żywego oceanu, który co rusz to nieśmiało odsłania nowy kawałek plaży , by za jakiś czas zalać go wzburzonymi falami, by w kolejnym momencie znów go odsłonić.
Czy ten ocean za każdym razem jest innym oceanem, czy jest to ten sam ocean, który ulega tylko pewnym rytmom, czy okolicznościom zewnętrznym niezależnym od niego?
Czy ocean może nie mieć pływów? Czy nie stał by się wtedy jedynie jeziorem, sadzawką spolegliwie poruszaną tylko wiatrem? To przecież właśnie ten bezkres, i te fale podobają nam się w oceanie a jednocześnie jego łagodny, kojący szum.
Gdy po oceanie płynie statek, to działa on na ten ocean, tak samo jak ocean oddziaływuje na niego, nie można oddzielić statku od fali, inaczej statek stałby się samolotem...a i wtedy nadal mógł by mieć pośredni wpływ na ocean, choć ocean nie musiałby mieć wpływu na niego.
Podobnie jest ze wszystkim tym, co w oceanie żyje, co żyje z oceanem. Dzięki niemu żyje i ocean żyje dzięki temu.
Tak jak nie da się tego rozdzielić, tak nie da się rozdzielić wzajemnego wpływu ( psychologicznego i duchowego, energetycznego) na siebie kobiety i mężczyzny w relacji, czy to będzie relacja koleżeńska , czy to będzie relacja partnerska, czy małżeńska. Tym samym obarczanie odpowiedzialnością za całość tej relacji jednej ze stron jest nieporozumieniem.
Kobieta nie jest tą, która ma jechać tandemem przez życie z mężczyzną i pedałować za dwoje. W końcu to on ma więcej siły, od zawsze polował, walczył i chronił, nie tylko swoją kobietę....Nie można zrzucać na nią odpowiedzialności za to, że łańcuch spadnie albo mężczyzna będzie się wiercił na siedzeniu i rower się przewróci lub nie będzie mu się chciało pedałować, w związku z czym szybkość znacznie zwolni się a trasa wydłuży, albo po prostu tandem się zatrzyma. Nie mówiąc już o akcjach typu nagłego łapania za hamulec , kiedy ktoś równo pedałuje, albo odwrotnie - wjeżdżania nagle na skrzyżowanie na czerwonym świetle mimo, że kobieta naciska hamulce, czyli sabotażu tandemowej podróży.
Wszelkie teorie zrzucające odpowiedzialność za czyny mężczyzny, jego stosunek do kobiety, czy to co robi w relacji i z relacją, na kobietę, odzierają go z męskości, mądrości, dojrzałości i czynią marionetką w rękach kobiety.
Nie godzę się na to.
Chcę w facetach widzieć mądrych mężczyzn, którzy nie będą mieć do mnie pretensji, o to co sami kreują w relacji ze mną, bo będą sobie zdawać sprawę ze swojej odpowiedzialności w tej sferze, swoich "chceń" widzenia mnie czy relacji w taki lub inny sposób i rozumienia skąd te chcenia się biorą, rozumienia swojego sposobu postrzegania przez pryzmat np. przeszłych doświadczeń i tego, że ich zachowanie w relacji przyniosło taki czy inny skutek, bo na mnie też miało wpływ i na moje zachowanie wobec nich, czy w relacji ogólnie.
Którzy będą zdawać sobie sprawę, że relacja to wymiana energetyczna, psychologiczna, w obie strony, wzajemne przenikanie się i falowanie.
Mężczyzn, którzy postrzegają prawidłowo, realnie, a nie tylko myślą, że tak jest.
Mężczyzn zdolnych do dialogu, otwartych na inny sposób postrzegania, na kobiecość jaka jest dla danej kobiety właściwa a nie jaka "powinna być" w/g poradników i guru, czy wdrukowanego w przeszłości szablonu ( matka, "była" )
Mężczyzn, przy których kobieta może wyrażać SWOJĄ kobiecość w pełni, a nie taką, jaką musiała wypracować ( najczęściej z wzorca matki albo "popytu" na takie a nie inne zachowania i cechy ), by jakiś facet ją "chciał" ( w/g swojego szablonu wdrukowanego w przeszłości) by mogła przetrwać.
Mężczyzn, którzy potrafią akceptować a nie tylko krytykować.
Którzy najpierw wymagają od siebie ale nie są dla siebie zbyt surowi, tym samym nie są zbyt surowi dla innych.
Którzy podnoszą zamiast deptać.
Przy których kobieta czuje się bezpieczna ze swoją kobiecością, i dzięki temu może przejawiać ją w pełni.
Powyżsi mężczyźni są zapewne rzadko spotykani w Rosji, tam widocznie potrzebują baby by nimi sterowała. Za kołnierz nie wylewają, więc to kobieta jest tą, która musi ich krotko trzymać, przy czym takiego rosyjskiego macho nie można krótko trzymać wprost, bo jeszcze by pięścią przyłożył, stąd podchody, manipulacje, "szyja kręci głową". Taka kultura.
Takie doświadczenia ma widocznie Trechlebov. Moim zdaniem on opiera się na tym co zna, a zna właśnie taki model, co nie znaczy że to model prawidłowy, zdrowy.
Taki model na ogół funkcjonuje tam, gdzie kobiety są ekonomicznie, życiowo, społecznie uzależnione od mężczyzn i mają niższy status, lub tam gdzie jest duża konkurencja wśród kobiet o tzw. zasoby.
Zauważam, że również tam, gdzie kobiety pozbawione są wsparcia męskiego (nawet w związkach małżeńskich) i emocjonalnie ( lub fizycznie ) opuszczone przez izolujących się emocjonalnie (czy nawet fizycznie), mężczyzn.
Powoduje to przerzucanie przez kobiety uczuć i więzi emocjonalnych typu męsko-damskiego na synów. Tym samym kobiety wychowują synów na mężczyzn zbyt słabych, uzależnionych od stymulacji i animacji w wykonaniu kobiet, by mogli czy chcieli nabyć świadomość opisanych wyżej spraw, oraz wziąć odpowiedzialność w relacjach z kobietami w dorosłym życiu, na poziomie zarówno materialnym, emocjonalnym, jak i duchowym.
Tacy mężczyźni potem preferują taki a nie inny model relacji, bo taki mają wdrukowany w dzieciństwie, czy potem w pierwszych relacjach z kobietami w okresie dojrzewania, wybierają więc i wspierają taki a nie inny typ kobiecości i taki a nie inny model relacji, bo do takiego a nie innego łatwiej im się dostosować ( albo nie muszą się dostosowywać i niczego zmieniać w sobie ) i kółko się zamyka.
Dlatego dzisiaj mamy tzw. kryzys męskości i jak mówią ezoterycy słabych mężczyzn i silne kobiety, które współtworząc i wspierając powyższy schemat, doskonale potrafią wykorzystać pozycję społeczną mężczyzn w męskim świecie.
W dodatku często wmawia się ludziom , że to jest prawidłowe ( jak np. w przypadku Trechlebova )
Jednak wyżej cenię mężczyzn, niż autorzy większości tych różnych poradników, odbierających mężczyznom zdolność do myślenia, świadomości swoich uwarunkowań, świadomego decydowania , samostanowienia, kreując ich na sterowalnych, dających się "ulepiać" chłopców w krótkich spodenkach, z którymi "odpowiednia" ( czyt. "kobieca"= sprytna ) kobieta potrafi zrobić co zechce, bo to ona jest "szyją która ma kręcić głową".
Nie wiem z jakiej planety Wy pochodzicie, ale w moim ciele to głowa kręci szyją a nie odwrotnie.
Czy w szyi macie mózg, który steruje ruchem?......
A jaki ten człowiek będzie zależy od Ciebie Mężczyzno.
Od Twoich wyborów, mentalności, wzorców, zachowania wobec kobiet, od tego jaki typ kobiecości wspierasz a jaki depczesz.
Jako kobieta czasem przeżywam ( i nie tylko ja ,ale znajome kobiety również) bardzo niefajne ( o tych fajnych teraz nie piszę ale oczywiście też się zdarzają) zachowania niektórych facetów i czasem zastanawiam się, czy są aż tak nieświadomi, nierozumiejący, czy może tak bezwzględni, egocentryczni, socjopatyczni, a może aż tak zagubieni i skrzywdzeni , że stają się ślepcami i głupcami wspierając nie to, co powinni w świecie.
Nie rozumiejąc, że depcząc te intencjonalnie szczere i życzliwe, spokojne i zrównoważone, naznaczone cichą, niedocenianą obecnością bycia "obok" i "przy", przejawy kobiecości, goniąc za przejawami powierzchowności ( nie tylko walorów cielesnych ale i powierzchowną, ślepą ekscytacją w byciu ), lub co równie kiepskie, w pogoni za adrenaliną prowadząc z kobietą jakieś wojny podjazdowe, czy sabotując relacje, niszczą nie tylko tę kobiecość, ale niszczą tak naprawdę też siebie i to co wokół.
Wygrzebałam poniższy tekst ze swoich notatek, choć nie pamiętam skąd go wzięłam. Może warto go uważnie przeczytać i nie tylko w kontekście matki, żony.
Czcij kobietę matkę wszechświata,
ona w sobie zawiera całą prawdę
Boskiego stworzenia, istnienia.
Ona jest podstawą wszelkiego dobra piękna.
Ona początek życia i śmierci.
Od niej zależy istnienie człowieka,
Bo ona jest przyrodzonym oparciem Jego pracy.
Ona ciebie rodzi w męczarniach, pocie czoła.
Ona obserwuje twój rozwój, wzrost do samej śmierci.
Ty jesteś przyczyną jej zmartwień
Błogosław ją, czcij ją
Bo ona jest jednym jedynym twoim przyjacielem
Oparciem na ziemi
Czcij ją, broń jej
Postępując w ten sposób
Ty zyskujesz jej miłość, jej serce
I będziesz przyjazny dla boga.
Właśnie, dlatego wiele grzechów będzie ci wybaczone.
Miłością darz żony i szanuj je, bo one jutro
będą matkami, a później pramatkami swego rodu.
Przytakuj kobiecie, jej miłość uszlachetnia,
Zmiękcza serce, zatwardziałe zwierze
W jagnię zmienia.
Żona i matka to bezcenny skarb,
Który daje nam Bóg
One najlepsze ozdoby wszechświata.
Z nich rodzi się wszystko to, co żyje na Ziemi
Tak jak kiedyś Bóg potrafił oddzielić światło od ciemności
Lądy od wód, tak samo kobieta ma w sobie dar
Oddzielić w człowieku dobre zamiary od złych myśli
Właśnie, dlatego po Bogu pierwszą jest kobieta
Myśleć tak się powinno
Kobieta to boska świątynia
W której ty łatwo dostaniesz
Całkowitą boską błogość
Więc z tej świątyni moralne siły bierz
Tam ty zapomnisz o swoich niepowodzeniach
Odzyskasz zgubione siły, tak tobie
niezbędne żeby bliźnim pomagać
Nie poniżaj jej, postępując w ten sposób
Tylko poniżasz siebie samego
I tracisz tą miłość, bez, której tutaj nic nie istnieje na Ziemi
Ochraniaj swoją żonę i ona obroni ciebie, i twoją rodzinę
To wszystko, co uczynisz dla swojej matki, żony, wdowy
Albo innej kobiecie w żałobie Zrobisz dla Boga.
Dla tych mężczyzn , którzy nie mieli dobrych wzorców w dzieciństwie, czy mają wdrukowany nieprawidłowy schemat relacji, czy niefajny schemat kobiecości, który podświadomie ich pociąga, mimo że deklarują inny, a chcieli by to zmienić, dawałam paczkę książek wartych przejrzenia w innym poście:
Istotą samotności jest fakt, że nie można podzielić się tym, co intymne, bo nikogo to nie interesuje.
Intymność zostaje bez uwagi i potwierdzenia wysłuchania, bez pytań, dzięki którym ktoś chce się dowiedzieć czegoś więcej, niż zostało powiedziane i bez odpowiedzi.
Zostaje bez zachęty, uznania, aprobaty, która daje siłę i uskrzydla do radości.
Bez otwartości, ciepła, zaangażowania i zrozumienia. Bez tej szczególnej czułości, nie tylko na samego siebie.
Marnują się słowa i czyny pełne łagodności, akceptacji i troski, które mogłyby być, lub są, ale trafiają w próżnię obojętności...
Cytat z niego przypomniał mi sytuacje sprzed lat z "byłym" i zachowania niektórych facetów ( którzy wcale nie chcieli zdobywać mojego serca, tylko może się dowartościować, albo zabić czas, lub nudę , lub sobie coś udowodnić), wobec mnie później.
"Wyjeżdżając", można bowiem potraktować w przenośni i podciągnąć też pod to: odpuszczając i poddając się, izolując się, dystansując, oddalając, ochładzając relację.
Bo niektórzy, a być może wielu...facetów ( kobiety dużo rzadziej, raczej udają dystans, traktując jako grę, gdy chcą zainteresować sobą faceta, któremu to się podoba i to go pociąga, niż faktycznie tego dystansu chcą ) dystans stawiają na piedestale ( tacy są dla mnie zawsze podejrzani, którzy wymagają od kobiety, do wszystkiego i w każdej sytuacji dystansu ) i lubią kobiety zdystansowane, a mnie się wydaje, że pod tym jest drugie dno w postaci obawy, niechęci do wzięcia odpowiedzialności, lub interesowności w relacjach, czy związku, bez emocjonalnego zaangażowania.
Niektórym być może się wydaje, że jak będą się dystansować od kontaktów i relacji, izolować, czy wzbudzać w kobiecie ( lub mężczyźnie ) niepewność co do relacji, pojawiając się i znikając, przybliżając i oddalając na przemian, to tym bardziej będą "chciani" i tym lepiej będzie się ta relacja układała....
Czyli takie myślenie, im bardziej będę niedostępny/niedostępna, tym bardziej będę dla niej/ jego atrakcyjny/a i tym bardziej ona/on będzie pragnął kontaktu ze mną.
Serio tak niektórzy myślą, czy to świadoma manipulacja czy gierki, czy nieświadome działanie na bazie wzorców relacji z dzieciństwa tudzież przeszłych związków, nie wiem, ale często to działa. Znaczy to tylko tyle, że tacy ludzie mają nieprawidłowe wzorce, bo to toksyczne, aczkolwiek setki poradników w necie i nie tylko, setki postów na kobiecych blogach, typu " jak sobą zainteresować kogoś kto się podoba", "jak uwieść faceta", "jak uwieść kobietę", "jak rozkochać kogoś w sobie " itp. między innymi na tym bazują ( bo to działa, tyle, że jeśli coś działa , nie oznacza automatycznie, że jest zdrowe, prawidłowe i że tak powinno być, tak więc wspiera się i wzmacnia złe wzorce )
A jeszcze inni robiąc tak, po prostu mają drugą osobę gdzieś, i celowo rozwalają relację w ten sposób, bo jej nie chcą, bo już nie jest im potrzebna, nie jest z nią wygodnie albo się znudzili zabawą itp., więc po prostu nie chcą kontaktów, relacji czy związku.
I ja to właśnie tak interpretowałam i interpretuję.
Dla mnie to jednoznaczny sygnał, że ktoś mnie nie traktował poważnie, że nie chce relacji i ma mnie gdzieś. A jeśli relacja już jakaś była, to pewnie była na zasadzie "konsumpcji" i właśnie przestałam być potrzebna ( w jakimkolwiek sensie i celu ), albo zwyczajnie jakaś kobieta była bliżej, była szybsza, łatwiejsza, wygodniejsza, potrafiła odpowiednio grać wpasowując się w wizję kobiecości danego faceta, więc dla niego atrakcyjniejsza.
Bo ja np. nie powiem, że lubię zimne północne kraje, dlatego, że mężczyzna takie woli, by wydać się tą "idealną", jakaś inna kobieta oczywiście będzie "wolała" to co on, a potem i tak będą jeździć w ciepłe kraje...tam, gdzie ona zechce. Bo kobiety przekazują sobie również tę zasadę, nazwijmy rzecz po imieniu - manipulacji :
"aby rozkochać kogoś musisz znać jego kryteria na dany moment, a następnie zaoferować siebie, jako spełnienie tych kryteriów" ( tym razem cytat słów kobiety, z życia a nie z filmu), która niestety w większości przypadków działa... ( choć miałam nadzieję, że może w końcu będzie inaczej )
Śniło mi się dzisiaj... Byłam w jakimś muzeum ale "od kuchni", byli jacyś mężczyźni w średniowiecznych strojach historycznych. Jeden z nich zwrócił na mnie uwagę i chciał mnie gdzieś zaprosić. Spytałam, czy nie będzie mu przeszkadzać, że jestem trochę smutna. Powiedział:
- Smutek kobiety jest polem do działania dla mężczyzny, by móc zamienić go w radość.
Ciekawe ile współczesnych, realnych, mężczyzn ma takie podejście....
Taki tytuł bo nie miałam pomysłu na inny..... choć to może trafiony tytuł..
Kilka dni temu przypomniał mi się stary film "Con amore", chyba jeden z najlepszych jeśli chodzi o wzorzec miłości, nie tylko tej męsko-damskiej, ale tej ludzkiej i tej rodzinnej.
Con amore znaczy po włosku "z miłością", "pieszczotliwie". W języku muzycznym znaczy " z uczuciem" i jest wskazówka interpretacyjną dla wykonawcy utworu. W filmie oba te znaczenia znajdują uzasadnienie.
Z pozoru fabuła może wydać się banalna, dwie kochające różnych facetów młode kobiety, dwóch facetów, o zupełnie różnych postawach wobec życia i wobec tej samej kobiety, która jednego z nich kocha.
Przychodzi jednak choroba..... Wtedy sprawdza się związek i miłość ukochanego Wtedy też ktoś, kto nie liczy na wzajemność, nie ma gwarancji, że ona nastąpi, okazuje miłość. ( bardzo podobnie jak u mnie, tyle, że niestety przy mnie nie było i nie ma przyjaciela, faceta który mnie kochał/kocha i na którego mogłabym liczyć )
Film pokazuje kilka rzeczy, to jak ludzie sobie tworzą złudzenia, czym jest prawdziwa miłość, dobre relacje w rodzinie.
Pokazuje jak człowiek w chorobie staje się bezradny, jak tkwi w nim strach , czy poczucie beznadziei, tak duże, że odpycha innych mimo , że tak naprawdę bardzo ich potrzebuje i jak przyjaźń, miłość o tym wie i nie daje się odepchnąć...cierpliwa jest....
Dla wszystkich tych którzy nie mieli wzorca miłości, albo im się wydaje, że nie mieli i nie wiedzą co to znaczy kochać, albo dla tych którym się wydaje, że kochają, umieszczam link do filmu: Film "Con amore " > TUTAJ
Ten inny świat od naszego - tak daleko lub tak blisko
Ktoś kto wyjechał na wycieczkę, gdzieś za granicę, napisał mi, że tam gdzie jest, to
"taki inny świat od naszego, ale ciekawy".
Przyszła mi refleksja, że ludzie często wydają pieniądze, poświęcają czas i energię, by to "inne" , gdzieś tam w świecie uczynić znajomym, jakoś zaniedbując poznawanie tego "innego", które mają tuż obok, tego ważniejszego do poznania....
Może to po prostu dla nich za trudne, a może myślą, że znają to "inne" obok siebie, albo nie chcą poznawać bo okazało by się zupełnie inne niż to "życzeniowe" i "powierzchowne" z czym akurat wygodniej, a może.... no właśnie, powodów może być kilka.
Inna kwestia, że może to inne jest dla nich ciekawsze, tylko dlatego, że jest "inne", a to "nasze" się znudziło.
Myślę, że w tym "naszym" też można dostrzegać ciągle coś nowego "innego", warunkiem jednak jest tutaj to, co napisałam na początku, czyli chęć oraz uczenie się prawdziwego poznawania "innego", które jest obok.
A może po prostu szuka się wrażeń ciągle z czegoś "innego", jeśli nie umie się czerpać ze "swojego", "naszego".
Nie tylko w kontekście kultury, przyrody, ale także w kontekście relacji między ludźmi, związków.
Może w przypadku, gdy dotyczy to relacji dwojga ludzi, oprócz poszukiwania tych wrażeń z "innego", nic, albo niewiele ich łączy i bez tych bodźców i wrażeń z "innego" poza związkiem, związku by nie było, bo była by pomiędzy nimi pustka, ponieważ
gdzie nie ma tego "bliskiego" to trzeba szukać dalekiego, "innego".....
Tak sobie myślę, tak zauważam, tak mnie uczy doświadczenie.
Ktoś kiedyś powiedział mi, że nie czuł by się szczęśliwy będąc zmuszonym mieszkać całą zimę w Polsce, czy nie wyjeżdżając na wycieczki. Wtedy sobie tego jeszcze nie uświadamiałam, ale dzisiaj wiem, że ważniejsze było dla tego człowieka to co "inne" poza relacją, niż to co "inne" do odkrywania i zrozumienia w samej relacji, w sobie i we mnie.
To "inne" obok nas jest największym ( ale i najciekawszym i najpiękniejszym ) wyzwaniem, przygodą, bo jest dostatecznie "inne", by zgłębiać tę inność nawet całe życie. Niektórzy po prostu może wolą mniejsze wzywania i mniej niesamowite przygody, dlatego szukają "innego" gdzieś dalej i ciągle od nowa w innym miejscu...
Lubię seks, nie zależy mi na ślubie, nie chcę dzieci, radzę sobie w życiu sama, pracuję, podróżuję, nie jestem zazdrosna, zostawiłam kilku byłych bo nie dawali mi satysfakcji w seksie, no widzisz jaki Ty jesteś mądry!
Jak facet zdobywa kobietę? Gadaniem
Pracuję jako programista/ prawnik/lekarz/inżynier/mam własną firmę, kilka razy w roku gdzieś podróżuję, zmierzam do tego by pól roku pracować w Polsce, albo za granicą gdzie dobrze płacą a pół nie i mieszkać w ciepłym kraju, w ogóle to w wieku 40 lat zamierzam przejść na emeryturę i żyć lajtowo,w jakimś domku z ogródkiem nad morzem może w ciepłym kraju, przy boku ukochana kobieta z którą mógłbym miło spędzać czas, podróżować, kochać się na plaży przy zachodzie słońca, jadać wspólne śniadania na tarasie; jak zajdziesz w ciążę to będziemy się cieszyć; dziewictwo mi nie przeszkadza, jakbyś zniknęła to bym cię szukał, to oczywiste że kobietę z którą bym był bym wspierał, jak zachorujesz, eee nie takie rzeczy się przezwyciężało,razem damy radę; jesteś wyjątkowa, gdzie ty się uchowałaś, on nie był ciebie wart, masz śliczny uśmiech i najładniejszy biust/ oczy/ figurę jaki widziałem!
( w przypadku osobnika płci żeńskiej bardziej sfeminizowanego i dla tych co poprawiają sobie poczucie własnej wartości tym, że "złapią" faceta pozornie niedostępnego, lub mniej dostępnego dla siebie, lub są zdeterminowane by "złapać", bo to jakaś dla nich okazja na poprawienie bytu, można wykreślić gadkę o ukochanej kobiecie w domu, należy wstawić: " A po co ma mi się jakaś kobieta pałętać po domu? )
Jak kobieta zniechęca mężczyznę? Gadaniem.
Źle się czuję, jestem zmęczona, zawiodłeś moje zaufanie, nie mogę mieć przez jakiś czas seksu, wbijasz gole do własnej bramki zachowując się tak, czy chcesz mieć taki związek jak ... ( tu przykład ), nie mam siły na rower/wycieczkę/ cokolwiek, obiecałeś że zrobimy to razem a tymczasem mnie olałeś bo ważniejsi są kumple, wszyscy faceci są tacy sami, ty zawsze robisz to samo, dwa lata temu powiedziałeś..., ty nigdy..., złamałam sobie paznokieć, prosiłam cię o to tyle razy a ty masz mnie gdzieś, nie szanujesz mnie, traktujesz mnie jak rzecz, zobacz jak Janek Teresą się troskliwie opiekuje, ten durny Tusk znów coś wymyślił, tylko się żrą w tym sejmie, kończą mi się oszczędności, nie mogę znaleźć pracy i nie wiem co będzie.
Jak facet zniechęca kobietę?
Gadaniem
...przy boku ukochana kobieta z którą mógłbym miło spędzać czas, podróżować, kochać się na plaży przy zachodzie słońca, jadać wspólne śniadania na tarasie; jak zajdziesz w ciążę to będziemy się cieszyć; dziewictwo mi nie przeszkadza, jakbyś zniknęła to bym cię szukał, to oczywiste że kobietę z którą bym był bym wspierał, jak zachorujesz, eee nie takie rzeczy się przezwyciężało, razem damy radę...
Z dedykacją dla tych, którzy taki typ kobiecości preferują ( więc chyba większości facetów, z tego co zauważam )
Ktoś mi dał linka do tego klipu, uśmiałam się. Spodobał mi się ten humor, więc wrzucam tutaj ku pośmianiu się.
Zespół "Leningrad" wie, jak sobie robić PR. Zabawny teledysk i "wpadająca w ucho", bo łatwo ją zapamiętać już po jednym odsłuchaniu, muzyka - to chwytliwe.
Śmichy chichy, ale ten klip może też skłonić do refleksji, nad tym, czym dla facetów jest kobiecość....bo taką zazwyczaj preferują i wspierają...i nie chodzi tu bynajmniej o "dziecięce" rysy twarzy z pełnymi ustami, ani o wysokie obcasy czy chęć ładnego wyglądu i podobania się mężczyźnie, tylko o motywacje, postawę, twarz inną dla faceta i dla innych, bajer i kłamstwo.
No ale to działa, a jak działa, to jest powtarzane i naśladowane....a wypierane jest coś innego.
Po iluś latach ( 3, 5, 10 czy 15 ) facet widzi, że kobietę bardziej interesują inni faceci niż on, albo słyszy, że jest dla niej "za dobry" a ona już dłużej tak nie może go "krzywdzić" ( no bo przez ileś lat oszukiwała, że jest z nim z miłości, nie dawniej jak wczoraj usłyszałam o kolejnym takim przypadku ), jemu zostaje złamane serce, czasem pusta kieszeń, czasem ojcostwo na dochodne i mniejsze szanse na ułożenie sobie życia od nowa.
Ona natomiast kupuje ( już nie pożycza ) szpilki w kolorze ferrari i nie narzeka na brak zainteresowania osobników płci męskiej, bo przecież ze stabilna sytuacją materialną, zawodową, życiową, zasobami po rozstaniu/rozwodzie, może być lajtową, wyluzowaną i roześmianą kobietą i już nawet nie musi tego udawać.
U kobiet zawsze "rozwala " mnie tekst : "sama do wszystkiego doszłam", "sama osiągnęłam"... biorąc pod uwagę sposób, to fakt...to nawet nie jest zbyt wielkie kłamstwo.
Kiedyś koleżanka powiedziała : " Na asertywność na rynku pracy mogą sobie pozwolić mężatki " ( konkubiny)....
Podobnie, choć nie do końca tak samo, jest ze spontanicznością...
" - Przyszedłeś się ze mnie śmiać, czy do mnie uśmiechać?... odpowiedz. - Tak, przyszedłem (...) - Widzisz tutaj kółko?.. - No nie, bo zamazałaś. - Bo to było wczoraj i nie ma, jest tylko dziś. Lubisz dziś? - Znaczy chodzi ci, że dziś jest ok? - Musisz lubić dziś, bo dziś ciebie polubi, a o wczoraj zapomnij, to ono zapomni o tobie. - Niezłe, a o jutrze też coś masz? - O jutrze nie wolno, ono nie jest nasze. O świcie do każdego przyjeżdża wóz i przywozi mu jego jutro, ale wcześniej nie wolno tego dotknąć, bo nie wiadomo, czy będzie twoje. A teraz co widzisz? - Kwiatek. - Czyli co to jest? Naprawdę nie wiesz? - No nie... - To jest nasze spotkanie, wiedziałam, że do mnie przyjdziesz i narysowałam kółko. Jakbyś się ze mnie śmiał albo byś mnie uderzył, to bym je po prostu zmazała."
Jak istotni dla mnie faceci "budowali" moje poczucie mocy
Miałam bardzo trudny czas w życiu ( i nadal go mam ) , starałam się sobie radzić, jakoś się pozbierać.
W życiu spotkałam tylko czterech facetów , w których dostrzegłam męski pierwiastek ( nie licząc mojego taty, który był dla mnie dobrym wzorcem ), cechy które mi się podobały, o których pomyślałam "a może", ale chciałam by byli w moim życiu choćby tylko jako koledzy, bo też to cenię.
Polubiłam tych ludzi, zależało mi na nich, jednego nawet pokochałam, zaufałam. Sporo dobrego ode mnie otrzymali, chociaż tego nie zauważyli.
W trudnym czasie wiadomo, człowiek jest w gorszej kondycji psychicznej, emocjonalnej. Potrzebuje dobrych relacji, zrozumienia, akceptacji, zainteresowania, jeśli nie realnego wsparcia, to chociaż wsparcia w dobrą energię, by miał sam siłę do walki o siebie.
Potrzebuje "podnoszenia" a nie "dobijania". Tymczasem....
Jakie "cegiełki" dołożyli do mojego nadwątlonego przez okoliczności, człowieczego i kobiecego "wiaderka" mocy ( a przecież moc nie bierze się znikąd, wiaderko nie jest niewyczerpane, siłę bierzemy też od innych ludzi ):
"Budowali" moje poczucie własnej mocy ( nawet jak się ma zdrowe poczucie własnej wartości, to ono czasem ma wzloty i upadki, a jest niezbędne, by się zmagać z przeciwnościami w życiu, by być otwartym na innych, by się rozwijać i być też atrakcyjnym dla innych ) przy pomocy czynów i słów. O czynach nie będę tu pisać, ale przytoczę słowa, bo one są wyrazem sposobu myślenia, podejścia i też działają, bo za nimi idą czyny:
- "Mi nie zależy na miłości, ani na dobrej kobiecie"
( po tym tym jak " byłemu" już poprawił się byt, a ja nie byłam już potrzebna, bo stałam się "kłodą u nogi", która akurat teraz potrzebowała wsparcia, a on chciał tylko laytu, wycieczek , śmichów-chichów i wyluzowania, mógłby to znów wtedy mieć ze mną, ale wymagało to wykonania jakiegoś minimalnego wysiłku z jego strony, wsparcia dla mnie, a na to go już nie było stać i sobie poszedł, w moich oczach stracił na męskości. Jak przypomnę sobie ile dałam z siebie przed związkiem jako koledze najpierw, przyjacielowi, bo za takiego go uważałam, potem w trakcie związku i co poświęciłam między innymi ze względu na jego potrzeby i rozwój , czego życiowe konsekwencje odczuwam do dzisiaj, to nie wiem czy powinnam się uznać za idiotkę czy za anioła... ( a w/g wielu facetów podobno kobiety tylko "potrafią brać" )
-"Jesteś moralnie niebezpieczna" ( nie wspominając o innych słowach )
( po tym jak przez dwa lata mieliśmy kontakt i zanim zerwał kontakt, z powodu mojego wyboru metody niekonwencjonalnej by walczyć z bólem, a która w/g niego nie była dobra i mu nie pasowała...a przecież nie miała ona żadnego wpływu na niego, nie był moim facetem, ani nie zamierzał być )
Na koniec przeczytałam, że nie będzie odpisywał, bo "pomiędzy" jest drętwo, jakby nie będąc świadomym, że to jak jest "pomiędzy" zależy od obu osób i nie pamiętając jak ciągle gasił moją pogodę ducha, spontaniczność i otwartość...więc chyba realizował swój cel, chciał by było drętwo, by potem przypisać mi powód.
-" No bo z kim ja sobie mogę tutaj pogadać , z ...? "
( tu drwiąco do innej kobiety o mnie, za moimi plecami, jako o tej z którą nawet pogadać nie można, podczas kiedy rozmawiał kiedyś ze mną godzinami przez rok , sam z siebie chcąc, i po tym jak wobec mnie udawał sympatię ) Może właściwe by było powiedzieć : pogadaj sobie sam ze sobą.. skoro inni nie są dla ciebie ludźmi....tylko z nich korzystasz...i tylko wtedy kiedy tobie akurat pasuje...
Podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy... A oni akurat kończyli niefajnie.
Dziękuję Panowie za te Wasze dary, w zamian za moją energię, z której korzystaliście, która Was dowartościowała. Oddaję Was z waszymi problemami w ręce Boga.
Dla mnie to za dużo "dobrego" na raz w jednym ciągu kilku lat....
Tym bardziej, że to nie były osoby mi obojętne. Tym bardziej, że byli to faceci. Tym bardziej , że byli to faceci , w których widziałam mężczyzn. Tym bardziej, że byli to faceci, którzy mieli cechy, które cenię , które mi się podobają, tacy bliscy ideału ( chociaż nie bez wad). Tym bardziej, że byli to faceci, którzy też mi okazywali sympatię a jeden nawet podobno mnie kochał.
Żaden z nich nie próbował nawet niczego zmienić, naprawić, inaczej spojrzeć na sytuację, i nie próbował nawet zrozumieć. Zdawkowe "przepraszam" z "grzeczności" ( przy jednoczesnym zachowaniu status quo ), mało znaczy.
Ciekawe jak sobie panowie opisani wyżej wyobrażają w takich sytuacjach, w takim klimacie, z takim "opróżnianiem wiaderka mocy" ( w sensie ludzkim i kobiecym ) czyjś rozwój, atrakcyjność w byciu, chęci i możliwości prowadzenia ciekawych rozmów, radosny sposób bycia, dystans, otwartość i luz w relacji, czy rozmowie.....
Bo podobno faceci są logiczni, więc powinni widzieć logiczne powiązania....Chciałabym poznać odpowiedź na powyższe pytanie, bo moim zdaniem postępując tak w stosunku do drugiej osoby wymagają od niej niemożliwego.
Czyli wygląda to tak: kopnij i złam nos komuś, kogo już potrącił samochód, a potem wymagaj żeby nie płakał.
Super logiczne.
Kolega mnie zapytał :
- "Ta sprzeczność - pewna nielogiczność oczekiwań, z którą masz styczność Cię nie irytuje? Tylko smuci? "
Tak, tylko smuci. Nie ma we mnie złości...chociaż może powinna być, nie wiem.
Jeśli jakaś kobieta się w takich sytuacjach nie przejmie i jest zdystansowana, uśmiechnięta i emocjonalnie stabilna, to znaczy że :
a. miała gdzieś tych facetów/ ludzi
b. kłamie i udaje
c. jest mężatką ( patrz pkt a )
d. jest cyborgiem albo postacią z gry komputerowej
Ja się panowie ( którzy postępują jak wyżej ) już z wami zwyczajnie boję nawet rozmawiać...chociaż was lubię, zależało mi na was i może nadal zależy... ale boję się waszego fałszu , obojętności, okrucieństwa. Tylko wymagania, i krytyczne oceny, bez zrozumienia sytuacji, powiązań skutkowo-przyczynowych, i "zrób to sama", bo ja ci nie pomogę, ja tylko wymagam...
Zasługuję na coś innego. Potrzebuję napełniania mojego ludzkiego i kobiecego "wiaderka mocy" a nie tylko wybierania z niego....
I jeszcze zastanawia mnie jedna rzecz... czemu ludzie, którym się dobrze powodzi, którzy niby są szczęśliwi w życiu, tak się zachowują...bo rozumiem ludzi sfrustrowanych, chorych itd...
Przecież ludzie szczęśliwi tym bardziej powinni być życzliwi innym, tą dobrą energią tryskać i przekazywać ją innym... teoretycznie ( a przynajmniej ja tak miałam jak byłam przez moment szczęśliwa, byłam jeszcze bardziej życzliwa, wyrozumiała dla innych )
Kiedyś w trakcie rozmowy z pewnym facetem ( z którym już nie rozmawiam a raczej on ze mną nie rozmawia) padło:
"Tylko zmieniając coś w sobie, zmieniasz relację."
Owszem, zgadzam się z tym, bo to mądra uwaga ( bo to mądry facet , szkoda tylko, że nie zastosował tego o czym mówił w praktyce, w relacji ze mną ).
Bywa jednak tak, że jedna osoba nie zmienia nic w " sobie", a druga zmienia coś w "sobie" i relacja się psuje... no bo przecież nie mamy wpływu na to, co ktoś w "sobie" zmienił, możemy tylko na to jakoś zareagować i też coś w "sobie" zmienić, na ile to możliwe, ale nie zawsze to możliwe, bo np. jak zmienił stosunek do nas na gorszy, bo coś tam sobie wymyślił, bo tak zwyczajnie chciał , no tym bardziej nie mamy na to wpływu, nie jest to też możliwe, gdy musielibyśmy coś w "sobie" zmienić za bardzo ( i np. naruszyć ważne dla nas wartości, jeśli by to za bardzo w nas uderzyło )
Bywa też tak, że jedna osoba czuje dyskomfort na skutek zachowania drugiej, więc zmienia "coś w "sobie ", np. nieco się dystansuje, czy zamyka , czy mówi o tym co ją zabolało, tym samym powoduje zmianę relacji, bo druga osoba nie chce zrozumieć przyczyny, że np. sama swoim zachowaniem do tego doprowadziła i nie zmieniła niczego w "sobie"( o czym np. TUTAJ i TUTAJ )
Bo to działa w dwie strony, jak ktoś nie chce relacji to zawsze znajdzie powód , żeby ją zepsuć albo zerwać.
Jak ktoś chce, to będzie rozmawiał, słuchał, zmieniał, starał się zrozumieć itd. itp.
A zmieniając coś w sobie chyba należało by zacząć od własnych przekonań na temat relacji w ogóle, zmianie stosunku do ludzi w ogóle, zmianie przekonań na temat danej konkretnej osoby i szacunku do drugiej osoby...
Takie sobie pytanie...Czy kobietom wystarcza? c.d. n
Żyjąc, obserwując, rozmawiając i doświadczając już dawno sobie zadawałam to pytanie...
Czy kobietom naprawdę wystarcza to, że facet jest miły, dobry, ok itp. TYLKO DLA NICH ? ( a dla innych już niekoniecznie )
Bo zauważam , że to dosyć częste zjawisko.
Czy może tego własnie potrzebują, bo w taki sposób muszą się dowartościowywać, że są tymi "wyjątkowymi" ( jakby nie było można inaczej ) ? ...
Czy to raczej taki kompromis samej ze sobą, bo facet ma fajne cechy osobowości,zapewni stabilność, a innych facetów o podobnych cechach nie spotkały ....na zasadzie no to cóż, trudno...nie można mieć wszystkiego...
Podobne pytanie można by zadać odnośnie facetów, czy też im takie kobiety wystarczają.
Nie znam odpowiedzi, ale to dla mnie dziwne...
Nie wiem, dla mnie to zawsze jakoś było też ważne, żeby mężczyzna z którym będę był też dobrym człowiekiem ogólnie, dla innych, by innych też traktował ok, a nie tylko mnie.
Dlatego czasem facetom, których bardzo lubię zwracam też uwagę, jak kogoś potraktują nie fair. Tzn, tłumacze im, bo dość empatyczna jestem więc wiem jak ktoś mógł się poczuć.
Blog to takie post scriptum w przelocie przez miejsca, czas, wydarzenia, życie...
Jego ważną część stanowią podróże w czasie i przestrzeni oraz do własnego wnętrza.
Dla mnie te podróże to przede wszystkim "z kim" i "jak", napotkani ludzie, przygody, zaskakujące sytuacje, piękno natury, zachwyt chwilami,relacje, trud, zadania do rozwiązania, refleksje, emocje, wyciąganie wniosków, rozwój wewnętrzny... czasem jest pięknie, zabawnie a innym razem strasznawo, czy trudniej ....jak to w życiu, jest pełnia.
e-mail: p.s.przelotem@gmail.com