Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwój wewnętrzny > Mądrość Przodków > Prawidłowe obrazowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwój wewnętrzny > Mądrość Przodków > Prawidłowe obrazowanie. Pokaż wszystkie posty

25 cze 2021

Sobótkowe niedorozumienia męsko - damskie

Sobótkowe niedorozumienia męsko - damskie


Z 21 na 22 czerwca była najkrótsza noc roku, czyli starosłowiańskie święto Sobótki  ( Noc Kupały , Palinocka , Noc Świętojańska ) i tak mi się skojarzyło o męsko damskiej komunikacji:


Dziewczyna zapytała chłopaka:

- Lubisz mnie?

On powiedział - nie.  

Myślisz ze jestem ładna? - zapytała.

- Nie.

Zapytała wiec jeszcze raz:

- Jestem w twoim sercu?

- Nie.

Na koniec zapytała: 

- Jakbym odeszła, to byś płakał za mną?

Powiedział, że "nie".


" Smutne " - pomyślała dziewczyna i odwróciwszy się zamierzała odejść.

Złapał ją za rękę i powiedział: 


- Nie lubię Cię, tylko Cię kocham. Dla mnie nie jesteś ładna, tylko piękna. Nie jesteś w moim sercu, Ty jesteś moim sercem. Nie płakałbym za Tobą, tylko umarłbym z tęsknoty.

 


Zdarzały mi się niedorozumienia  z mężczyznami na których mi zależało, które jednak kończyły się niestety smutniej...bo nie było szansy ( ze względu na późniejszy nagły brak kontaktu, albo brak dobrej woli drugiej strony ) wyjaśnić by druga strona zrozumiała tak jak to było w intencji a nie przez pryzmat swoich jakiś ran, urazów, ego, wychowania, czy innych czynników.




16 maj 2020

Opowiadanie o miłości

Opowiadanie o miłości


Dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia oraz ludzkie cechy - takie jak: dobry humor, smutek, mądrość, duma; a wszystkich razem łączyła miłość.

Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę.

Tylko miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili. Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu, miłość poprosiła o pomoc.

Pierwsze podpłynęło bogactwo na swoim luksusowym jachcie. Miłość zapytała:

- Bogactwo, czy możesz mnie uratować?

- Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności. Nie ma tam już miejsca dla ciebie - odpowiedziało Bogactwo.

Druga podpłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem.

- Dumo, zabierz mnie ze sobą! - poprosiła Miłość.

- Niestety nie mogę cię wziąć. Na moim statku wszystko jest uporządkowane, a ty mogłabyś mi to popsuć... - odpowiedziała Duma i z dumą podniosła piękne żagle.

Na zbutwiałej łódce podpłynął Smutek.

- Smutku, zabierz mnie ze sobą! - poprosiła Miłość .

- Och, Miłość, ja jestem tak strasznie smutny, że chcę pozostać sam - odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal.

Dobry Humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej, bo był tak rozbawiony, że nie usłyszał nawet wołania o pomoc.

Wydawało się, że Miłość zginie na zawsze w głębiach oceanu .... Nagle Miłość usłyszała:

- Chodź! Zabiorę cię ze sobą! - powiedział nieznajomy starzec.

Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie życia, że zapomniała zapytać, kim jest jej wybawca. Miłość bardzo chciała wiedzieć kim jest jej wybawca , zwróciła się o poradę do Wiedzy.

- Powiedz mi proszę, kto mnie uratował?

- To był Czas - odpowiedziała Wiedza.

- Czas? - zdziwiła się Miłość - Dlaczego Czas mi pomógł?

- Tylko czas rozumie, jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest Miłość - odrzekła Wiedza.



Tylko czas rozumie, jak ważna jest Miłość


Nie trać więc czasu by ją okazać ( lub też przyjąć )...by nie było za późno...





3 sie 2019

Przebłysk myśli po obudzeniu

Przebłysk myśli po obudzeniu 


Świat jest taki, jakie są kobiety, które mężczyźni wspierają w tym świecie, materialnie i energetycznie.

Bo to one na każdym poziomie ( najważniejszym energetycznym, duchowym, o czym mówią starożytne przekazy, starosłowiańskie też i widzę to również wyraźnie na wielu przykładach z życia) wzmacniają ich mentalność/charaktery/wartości w kontekście swojej mentalności/wartości i opartego na tym własnego życiowego interesu, czyli wybiórczo te cechy w mężczyźnie, które poprawiają i wzmacniają ich własny status życiowy.

To one, wychowując potem ich dzieci (w małżeństwie lub poza), mają na nie największy wpływ przekazując kolejnym pokoleniom swoją mentalność i swoje wartości. 

Dlatego ma znaczenie przeszłość kobiety, jak potraktowała "byłych", jak traktuje innych ludzi prywatnie czy w pracy, czy dba tylko o to co jest "jej", jakie ma wartości. Bo za przeproszeniem dosadnie z "kurwy" (  nie mam tu na myśli stosunków seksualnych, tylko charakter i mentalność)  nie robi się święta tylko dlatego, że wyszła za mąż, czy urodziła dziecko... Jakie potem wartości, przekonania, mentalność, podejście do życia i innych, zaszczepi temu dziecku, przecież nie inne niż sama ma...

De facto świat jest taki, na jakim poziomie świadomości są mężczyźni..... 
..a mężczyźni są na takim poziomie świadomości na jakim chcą być utrzymywani przez kobiety, które wybierają...


Tak w skrócie, bo temat dość szeroki.


1 sie 2019

Refleksja i przypowieść o wróbelku.

Refleksja i przypowieść o wróbelku.


Tak mi się przypomniała w związku z pewną dzisiejszą rozmową na czacie i dość częstą obserwacją kurzej ślepoty ludzi na perfidne manipulacyjne ale w tzw. "kulturalny" sposób przeprowadzone działania innych osób, z jednoczesnym piętnowaniem autentycznych, podyktowanych dobrymi intencjami zachowań i słów wyrażanych wprost, aczkolwiek nie zawsze tzw. grzecznych.
Przy czym dla takich ślepych osób ci pierwsi są "ok" a ci drudzy są "be".

Do tego obojętność i bierność, na te pierwsze działania uskuteczniane wobec innych (a co za tym idzie wspieranie takich zachowań i takich osób w społeczeństwie), z naiwną, nieuzasadnioną wiarą, że "mnie to nigdy nie spotka".

Nie wiem, przeraża mnie ( tak, bo długo się broniłam przed takim myśleniem)  to,  ale od jakiegoś czasu zaczynam myśleć , że coraz więcej ludzi w Polsce staje się coraz bardziej ślepych, obojętnych na wszystko, płytkich, wygodnickich i wybiórczych w ocenach zarówno innych ludzi jak i zjawisk, bez empatii i zwyczajnie głupich...


Przypowieść o wróbelku


Wróbelek lecąc na północ zamarzł i spadł na ziemię, wpadł w ciepły krowi placek, leżąc w nim odtajał, obudził się i ciesząc się, że żyje zaczął radośnie ćwierkać. Wtem pojawił się kot, wyciągnął go i zjadł.

Wnioski:

Nie każdy kto na Ciebie nasra jest Twoim wrogiem.
Nie każdy kto Cię wyciągnie z gówna jest Twoim przyjacielem.
Jak będzie Ci ciepło i wygodnie, trzymaj dziób na kłódkę.

Ale co zrobić, jak nie będzie ciepło i wygodnie...nie wiem...jak będziesz siedzieć cicho, to jeszcze mogą na ciebie dodatkowo "srać", jak nie będziesz siedzieć cicho, to mogą cię też zjeść...

















1 kwi 2019

Świadomość niewłaściwie ukierunkowana - refleksja na dzisiaj

Świadomość niewłaściwie ukierunkowana - refleksja na dzisiaj



"Dokąd człowiek będzie stosował świadomość jako czynnik napędu swojej ekspansji, a nie refleksji, tak długo świadomośc będzie go prowadziła w ślepą ulicę samounicestwienia siebie i planety. Technika i nauka bez refleksji hamulca prowadzą zawsze do zagrożenia istnień życia człowieka i planety "
"Człowiek bez refleksji, a obdarzony inteligencją, człowiek bez komisji rewizyjnej, używania rozumu, daje odmianę Homo Debilis"

                                                                                                 (ks. prof. dr hab. Włodzimierz Sedlak )

W. Seldak zajmował się dośc szeroka problematyką w swojej pracy naukowej, od antropologii kulturowej, przez archeologię, badania nad pochodzeniem i ewolucją życia, paleontologię, paleobiochemię, paleobiofizykę, filozofię przyrody, geologię, po bioelektronikę.

Jego zainteresowanie się elektronicznymi własnościami biomateriałów, zaowocowało powstaniem nowego kierunku biologi teoretycznej - bioeletroniki. W jej ramach wysunął wiele koncepcji, z których najważniejsze to: koncepcja blioplazmy ( 1967r) i elektromagnmetycznej natury życia (1969r)

Zaczął chyba pierwszy w Polsce mówić o elektromagnetycznej naturze życia i elektromagnetycznych oddziaływanich pomiędzy środowiskiem a organizmami. 
Co za tym idzie mówił również o negatywnych wpływie wspólczesnych technologii emitujących sztuczne pola elektromagnetyczne na organizmy żywe, a co za tym idzie również na człowieka, jako że i jego ciało to subtelny układ bio-elektromagnetyczny ( co jest obecnie totalnie ignorowane )

Zawdzięczamy mu też badania nad historią kultury materialnej starożytnych mieszkańców regionu Gór Świętokrzyskich, między innymi historii ówczesnego hutnictwa. Znalazł tam bowiem łupki żelaza ze starożytnego wytopu i opracował oryginalną rekonstrukcję sposobu wytopu żelaza w dymarkach. Opracował również teorie powstania gołoborza łysogórskiego, które możemy podziwiać z tarasu widokowego na Łysej Gorze ( Łysiec, św. Krzyż )

Myślę, że warto poczytać jego publikacje....Z jego koncepcją elektromagnetycznej natury życia zetknęłąm się juz dawno.
Jak dla mnie był człowiekiem , który znacznie wykraczał poza akademckie ciasne "jedynie słuszne" "prawdy" i wykraczał poza epokę już wtedy a i teraz większość tzw. naukowców nie będzie w stanie ani zrozumieć, ani przyjąc do świadomości tego o czym on pisze i na co zwraca uwagę.

Biografia i wykaz publikacji  W.Sedlaka na stronie KUL-u >  TUTAJ

i > TUTAJ






23 sie 2018

Jak mało jesteśmy - przesłanie nie tylko na dzisiaj.

Jak mało jesteśmy - przesłanie nie tylko na dzisiaj.


"Stan, który określa nasze bycie, to jest stan nieposiadania niczego"

Wtedy chyba możemy poznać lepiej siebie, ale też innych.
Uwolnieni z posiadania zaczynamy chyba widzieć więcej, bo odsłania się więcej i nie chodzi tu bynajmniej o wyzierające rąbki skarpetek z dziurawych, znoszonych trampek, tylko prawdę o tym co jest w nas i na zewnątrz nas, o istotę rzeczy.

Kiedy nie posiadasz niczego, pozostajesz sam z sobą i w relacji z innymi  oraz do świata, intensywniej niż w innej sytuacji, gdy część ciebie zanurzona jest w sprawach związanych z posiadaniem.
Dlatego wtedy nasze bycie tu i teraz jest bardziej odczuwalne i rzeczywiste.














2 maj 2018

Budowanie męskości cz.2 - Słowa też są ważne...

Budowanie męskości cz. 2- Słowa też są ważne....



Czasem słowa żartują, ale czasem wskazują na intencje. Problem w tym jak to rozpoznać.

Weźmy np. taką sytuację, kiedy kobieta nieśmiało ( albo śmiało) sugeruje mężczyźnie, że chciałaby się z nim spotkać, poznać go lepiej, może zaprosić do siebie , a najchętniej to by wolała tego nie robić, tylko by to on podjął w tym względzie inicjatywę. On natomiast pyta:

- A jakie atrakcje u ciebie?

I kobieta sobie myśli:

To żart? Flirt? Czy serio pyta? Jak serio, to znaczy, że w jego oczach nie jestem na tyle ważna, ciekawa, miła, fajna itp. żeby się ze mną spotkać, poznawać mnie, tylko interesuje go jakie mogę zapewnić atrakcje....A jak mieszkam w nudnym mieście gdzie żadnych atrakcji nie ma to z tego wynika, że już w ogóle nie warto mnie odwiedzać i poznawać ani tym bardziej zapraszać. 
Czyli rozumie to jako : mam cię gdzieś.

Nawet wyluzowana kobieta, mająca jakiś dystans do samej siebie, z poczuciem humoru, zastanowi się nad takimi słowami i raczej uzna to trzecie wytłumaczenie. A tym bardziej jeśli taka kobieta miała już wcześniej do czynienia z facetem/ facetami, dla których atrakcje były ważniejsze od niej samej. Nie jest to miłe, to bardzo niefajne uczucie dla kobiety.

Ja np. już kiedyś słyszałam takie słowa, wtedy wzięłam to za żart  czy flirt, jak czas pokazał myliłam się i kiepsko dla mnie się to skończyło.
Już to przerabiałam. Teraz chyba zacznę od razu mówić , że żadnych atrakcji nie zapewniam, że trzeba przywieźć sobie atrakcje ze sobą, o ile jeszcze będę miała możliwość i odwagę, jakiegoś faceta zaprosić.

Albo zwyczajnie nie będę zapraszać, by sobie zaoszczędzić słuchania takich słów i biernego czekania  faceta aż zapewnię atrakcje, a jak nie będą wystarczająco atrakcyjne - niesmaku i dołka po zniknięciu faceta . Poczekam aż facet mnie zaprosi,  jeśli nie wyjdzie z inicjatywą po jakimś tam czasie trwania relacji,  to sytuacja będzie dość oczywista.
Bo chyba nawet nieśmiały facet jak "chce", to nic mu na przeszkodzie nie stanie. Jak facet "chce" się spotkać, to działa, nawet jak kobieta jest biedna...Podobno. Tak usłyszałam od facetów. Tylko kiedy facet "chce" ? Oto jest pytanie....( ale to na inny post) 

( na marginesie, ilu jest takich facetów, którzy "chcą" jak kobieta jest np.biedna i jak muszą "zainwestować" nie tylko czas ale i  kasę, bo gdzieś trzeba nocować, coś trzeba jeść, jakieś bilety na te atrakcje trzeba sobie kupić itd. itp. bez gwarancji sukcesu, jakiego tam sobie chcą i jak go sobie tam postrzegają , skoro łatwiej spotkać się z nie-biedną, mniej "inwestycji" bo za siebie zapłaci, jeszcze ugości w swoim mieszkaniu i da jeść, albo z taką co mieszka bliżej )

Wracając do naszego "A jakie atrakcje u ciebie? , kobieta patrzy więc też na czyny. Jeśli czyny świadczą o tym , że mężczyzna szuka z kobietą kontaktu, wychodzi z inicjatywą, obchodzi go co z nią i u niej się dzieje, zwraca uwagę na jej potrzeby ( i nie pisze tu o potrzebach materialnych) to jest szansa , że to nie było powiedziane na poważnie.....

A jeśli on ma to wszystko gdzieś i to ona zawsze wychodzi z inicjatywą, ona szuka kontaktu, ona na niego czeka, głównie ona zwraca uwagę na jego potrzeby i im się podporządkowuje, no to ....sami sobie odpowiedzcie...

Słowa są ważne, bo mogą pokazywać i zazwyczaj pokazują, w jaki sposób ktoś myśli, jak postrzega daną sytuację lub daną osobę.

Mężczyźni może często nie pamiętają co powiedzieli do kobiety, ale kobiety pamiętają, co mężczyzna mówił, o ile prawdziwie słuchają mężczyzny, którego chcą poznawać, czy z którym są. Pamiętają zwłaszcza słowa mogące dawać sygnał jaki facet ma stosunek do kobiety jako osoby, jak ją postrzega.

Dlatego potem kobieta odpowiednio dla siebie reaguje na to co usłyszy, podczas kiedy facet już nie pamięta co powiedział i interpretuje jej zachowanie w oderwaniu od tego co jej przekazał wcześniej słowami , intencjonalnie poważnie, lub nieintencjonalnie jak myśli, lub w żartach ( a ona mogła tego nie odebrać jako żart, bo może nie wiedzieć jak to odebrać, jak wyżej napisałam )

Z tej swojej interpretacji potem On wyciąga wnioski, niekoniecznie właściwe i dziwi się, że kobieta tak a nie inaczej się zachowała albo, że jej już po prostu nie ma, bo sobie poszła , wyciągając  z tego co mówił wniosek , że on ma ją gdzieś.

Liczą się głównie czyny, ale słowa są też ważne. Jeśli słowa i czyny są spójne to można przypuszczać że intencje również.

Wszystko jednak podlega jakiejś interpretacji, bo jest przefiltrowywane przez doświadczenia danego człowieka, czasem niewłaściwie używamy słów, albo nie potrafimy okazać czegoś czynami, dlatego zdarzają się pomyłki.

Tak więc Panowie czasami zastanówcie się czy te słowa, które wypowiadacie do kobiety są faktycznie nośnikiem tej treści, którą chcecie przekazać.

Bo my kobiety często Was słuchamy i reagujemy emocjonalnie i racjonalnie na to co słyszymy.


Powiązane posty:

Budowanie męskości cz. 1 - Męska siła > TUTAJ

Budowanie kobiecości cz.1- w męskim kontekście  > TUTAJ



27 kwi 2018

Budowanie męskości cz. 1- męska siła

Budowanie męskości cz.1 - męska siła


Kiedy mówię o męskiej sile, faceci utożsamiają ją z typem "macho", pamiętam jak ktoś skwitował, że z silnym facetem to będę "fruwać na wysokości lamperii"....

Inaczej rozumiem męską siłę. Mężczyzna silny wcale nie musi być tzw. "macho" w powszechnym rozumieniu tego określenia. 
Prawdziwa siła nie służy mężczyźnie do osiągnięcia przewagi w związku, wykorzystywania jej przeciwko kobiecie. Jest po to, by kobieta ( a co za tym idzie dzieci ) czuła się bezpiecznie ( w różnym sensie ale to temat na oddzielny post ) i mogła bez obaw wyrażać przy nim swoją kobiecość.  Męska siła ma być ukierunkowana na służenie relacji.

Spodobała mi się sentencja:


"Idealny mężczyzna jest jak kaloryfer - twardy ale ciepły" 

Podoba mi się taki miks ;)  

Z ciepłem to chyba często mężczyźni mają problem, chociaż może częściej z okazywaniem go?  
Nie wiem, bo nie siedzę w środku ich mózgów ani emocji, a nie zawsze to, co jest okazywane jest jednocześnie odczuwane i nie zawsze to co odczuwane jest okazywane. Wiem, że część z nich to ciepło zwyczajnie udaje wtedy kiedy mają w tym "interes", niestety. Tacy faceci bardzo łatwo potrafią od ciepła przejść do obojętności a nawet okrucieństwa w stosunku do kobiety. 
Innym być może wydaje się, że okazywanie ciepła jest niemęskie i nie ma nic wspólnego z męską siłą, więc odmawiają jej kobiecie. 
Zdarza się, że traktują takie zaniechanie jako karę, pewnie w celach zwyczajnie manipulacyjnych, co jest wykorzystywaniem twardości do wewnątrz relacji przeciwko kobiecie. Niczego dobrego to nie przynosi.

Jeszcze inni mężczyźni mają problem z twardością, zwłaszcza w sytuacjach trudniejszych związanych z relacją, albo okolicznościami życia.

Myślę, że to właśnie połączenie twardości z ciepłem tworzy męską siłę.

Mężczyzna twardy to mężczyzna silny. Mężczyzna ciepły to mężczyzna, który ukierunkowuje swoją siłę na wspieranie kobiecości, dzięki temu bowiem może ona  rozkwitać w pełni a wtedy jest w stanie wspierać twardość ( i siłę ) mężczyzny, która wtedy kiedy potrzeba powinna być ukierunkowana na zewnątrz relacji, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, kiedy trzeba walczyć z czymś, o coś.
Jeśli mężczyzna twardość ukierunkowuje do wewnątrz relacji z kobietą, wykorzystuje siłę przeciwko niej, zamiast otulać kobietę ciepłem i przez to wspierać kobiecość, niszczy ją. W ten sposób niszczy też męskość i męską siłę w sobie. Ujmując kobiecie kobiecości, ujmuje sobie męskości.

Gdybym miała podać jakiś filmowy przykład męskiej siły w relacji z kobietą , chyba podałabym parę bohaterów z serialu  "Doktor Quinn" ( wiele odcinków, bez konkretnego odcinka )
Byron Sully  i dr Mike Quinn.



Swoją drogą bohaterka prezentuje typ kobiecości, który ja nazywam zdrowym, któremu nie jest potrzebna manipulacja, który nie pełni roli "szyi kręcącej głową", który nie dostarcza mężczyźnie powierzchownej ekscytacji, tak poszukiwanej dzisiaj przez wielu mężczyzn, lecz ofiarowuje spokój, zrównoważenie, mądrość, ciepło, troskę, które to potrzebujący ekscytacji, pobudzania i "animowania" faceci nazywają dzisiaj "drętwo", "nudno" itp.

Męska siła głównego bohatera tego nie potrzebuje, tylko wspiera tę kobiecość poprzez ciepło skierowane ku kobiecie i dzięki temu wzmacniana jest w twardości skierowanej na zewnątrz.

Taka kobiecość rozkwita przy męskiej sile rozumianej jak wyżej, bo taka męska siła nie zmusza jej do tego, o czym mówił Trechlebov w swoim wykładzie i nie przenosi odpowiedzialności za słabość czy siłę mężczyzny, a tym samym za całą relację na jej barki.

Moim zdaniem to bliższy starosłowiaństwu typ kobiecości w relacji z męskością, niż taki jaki przedstawił Trechlebov.



Powiązany post :

Budowanie męskości cz.2 - Słowa też są ważne > TUTAJ



31 mar 2018

Budowanie kobiecości cz.1 - w męskim kontekście

Budowanie kobiecości cz.1 - w męskim kontekście



W męskim kontekście, czyli jaką kobiecość wspierają mężczyźni.

Trzeba jasno zdać sobie sprawę z tego, że w "świecie", w rzeczywistości społecznej w mniejszej skali i globalnej, to co wspieramy jednocześnie wzmacniamy.

Przypomnę tu przypowieść o wilkach, na pytanie skierowane do starego Indianina, który wilk zwycięży, padła odpowiedź "ten którego karmisz"...i tak samo dzieje się w świecie globalnie, bo każdy z nas karmi któregoś wilka a któregoś mniej albo wcale.

Temat jest rozległy, dlatego podzielę go na części.

Podjęcie go, w części pierwszej, jest efektem refleksji nad zagadnieniem poruszanym w filmie, pod dość agresywnym tytułem "Jak kobiety rujnują mężczyzn", z wykładu Rosjanina ( to ważne) Trechlebova uważanego za "guru" od starosłowiańskich przekazów , oraz obserwacji relacji innych, rozmów z kolegami, koleżankami, tatą, oraz doświadczeń własnych w relacji z mężczyznami.

Wykład Trehlebova:


Trechlebov mówi o wymianie energetycznej między kobietą a mężczyzną, której istnienia jestem świadoma od dawna ( zresztą wymiana energetyczna zachodzi nie tylko pomiędzy płciami ale każdym człowiekiem ).
Niestety skupia się w części tego wykładu tylko na odpowiedzialności, jednej z płci - kobiety, którą przedstawia z jednej strony jako tą, która daje energię mężczyźnie, z drugiej potrzebuje mężczyzn ( tak, nie jednego ) "wyssać" z energii  ( co w jego słowach jakoś pejoratywnie brzmi)  ponieważ w ten sposób uzyskuje potwierdzenie swojej kobiecości, dzięki czemu czerpie siłę do życia, radość.

I tutaj zauważam pewne niedopowiedzenie.

Czułam potrzebę dopełnienia tematu z mojego punktu widzenia i przemyśleń, punktu widzenia kobiety, którą jakby nie było jednak jestem i jakąś wiedę przodków z linii żeńskiej chyba mam ( TUTAJ nieco o tym ).

Mój tekst nie będzie o "rujnowaniu" ani mężczyzn, ani kobiet, ponieważ takie ujęcie tematu wpycha go w kontekst "winy" jednej z płci, pogłębiając przepaść w i tak już niełatwych (w dzisiejszym zagubieniu zarówno mężczyzn jak i kobiet w trudnej rzeczywistości społecznej i ekonomicznej) , relacjach między- płciowych. Takie ujęcie tematu to nieporozumienie.

Uważam, że jest to błędnie ujęte w kontekście "winy" i brak uzasadnienia w psychologii, życiu i w duchowości, tym bardziej słowiańskiej, bo to tak, jakby relacja i to co się wydarzy "pomiędzy" zależało tylko od jednej osoby i tworzyło staus quo. 

Gdyby relacja kobieta-mężczyzna zachodziła między ludźmi z wykonaną lobotomią, lub lobotomią u jednego z nich, to może by tak było ;)

Tu przypomniał mi się stary film pt. " Żony ze Stepford" > TUTAJ 

( polecam panom, którzy tęsknią za "idealną" kobietą, wiecznie uśmiechniętą, uległą i niczego od nich nie wymagającą, ani nie marudzącą i takim, którym wydaje się, że są takie kobiety )

W relacji istnieje przecież dynamika, to szczególne "falowanie", przypływy i odpływy niezależnych od obojga sytuacji życiowych, emocji o różnej gradacji, od ekscytacji, radości, odrobiny szaleństwa, fantazji, wzajemnej mobilizacji, poprzez wyciszenie, spokój, rutynę, smutek, nudę, stagnację czy "drętwotę", by potem znów pojawiła się radość, fantazja , odrobina szaleństwa itd.itd.

"Falowanie" tak jak przypływy i odpływy żywego oceanu, który co rusz to nieśmiało odsłania nowy kawałek plaży , by za jakiś czas zalać go wzburzonymi falami, by w kolejnym momencie znów go odsłonić.

Czy ten ocean za każdym razem jest innym oceanem, czy jest to ten sam ocean, który ulega tylko pewnym rytmom, czy okolicznościom zewnętrznym niezależnym od niego?
Czy ocean może nie mieć pływów? Czy nie stał by się wtedy jedynie jeziorem, sadzawką spolegliwie poruszaną tylko wiatrem? To przecież właśnie ten bezkres, i te fale podobają nam się w oceanie a jednocześnie jego łagodny, kojący szum.

Gdy po oceanie płynie statek, to działa on na ten ocean, tak samo jak ocean oddziaływuje na niego, nie można oddzielić statku od fali, inaczej statek stałby się samolotem...a i wtedy nadal mógł by mieć pośredni wpływ na ocean, choć ocean nie musiałby mieć wpływu na niego.
Podobnie jest ze wszystkim tym, co w oceanie żyje, co żyje z oceanem. Dzięki niemu żyje i ocean żyje dzięki temu.

Tak jak nie da się tego rozdzielić, tak nie da się rozdzielić wzajemnego wpływu ( psychologicznego i duchowego, energetycznego)  na siebie kobiety i mężczyzny w relacji, czy to będzie relacja koleżeńska , czy to będzie relacja partnerska, czy małżeńska. Tym samym obarczanie odpowiedzialnością za całość tej relacji jednej ze stron jest nieporozumieniem.

Kobieta nie jest tą, która ma jechać tandemem przez życie z mężczyzną i pedałować za dwoje. W końcu to on ma więcej siły, od zawsze polował, walczył i chronił, nie tylko swoją kobietę....Nie można zrzucać na nią odpowiedzialności za to, że łańcuch spadnie albo mężczyzna będzie się wiercił na siedzeniu i rower się przewróci lub nie będzie mu się chciało pedałować, w związku z czym szybkość znacznie zwolni się  a trasa wydłuży, albo po prostu tandem się zatrzyma. Nie mówiąc już o akcjach typu nagłego łapania za hamulec , kiedy ktoś równo pedałuje, albo odwrotnie - wjeżdżania nagle na skrzyżowanie na czerwonym świetle mimo, że kobieta naciska hamulce, czyli sabotażu tandemowej podróży.

Wszelkie teorie zrzucające odpowiedzialność za czyny mężczyzny, jego stosunek do kobiety, czy to co robi w relacji i z relacją,  na kobietę, odzierają go z męskości, mądrości, dojrzałości i czynią marionetką w rękach kobiety.

Nie godzę się na to. 

Chcę w facetach widzieć mądrych mężczyzn, którzy nie będą mieć do mnie pretensji, o to co sami kreują w relacji ze mną, bo będą sobie zdawać sprawę ze swojej odpowiedzialności w tej sferze, swoich "chceń" widzenia mnie czy relacji w taki lub inny sposób i rozumienia skąd te chcenia się biorą, rozumienia swojego sposobu postrzegania przez pryzmat np. przeszłych doświadczeń i tego, że ich zachowanie w relacji przyniosło taki czy inny skutek, bo na mnie też miało wpływ i na moje zachowanie wobec nich, czy w relacji ogólnie.
Którzy będą zdawać sobie sprawę, że relacja to wymiana energetyczna, psychologiczna, w obie strony, wzajemne przenikanie się i falowanie.

Mężczyzn, którzy postrzegają prawidłowo, realnie, a nie tylko myślą, że tak jest.

Mężczyzn zdolnych do dialogu, otwartych na inny sposób postrzegania, na kobiecość jaka jest dla danej kobiety właściwa a nie jaka "powinna być" w/g poradników i guru, czy wdrukowanego w przeszłości szablonu ( matka, "była" )
Mężczyzn, przy których kobieta może wyrażać SWOJĄ kobiecość w pełni, a nie taką, jaką musiała wypracować ( najczęściej z wzorca matki albo "popytu" na takie a nie inne zachowania i cechy ),  by jakiś facet ją "chciał" ( w/g swojego szablonu wdrukowanego w przeszłości) by mogła przetrwać.

Mężczyzn, którzy potrafią akceptować a nie tylko krytykować.

Którzy najpierw wymagają od siebie ale nie są dla siebie zbyt surowi, tym samym nie są zbyt surowi dla innych.

Którzy podnoszą zamiast deptać.

Przy których kobieta czuje się bezpieczna ze swoją kobiecością, i dzięki temu może przejawiać ją w pełni.

Powyżsi mężczyźni są zapewne rzadko spotykani w Rosji, tam widocznie potrzebują baby by nimi sterowała. Za kołnierz nie wylewają, więc to kobieta jest tą, która musi ich krotko trzymać, przy czym takiego rosyjskiego macho nie można krótko trzymać wprost, bo jeszcze by pięścią przyłożył, stąd podchody, manipulacje, "szyja kręci głową". Taka kultura.

Takie doświadczenia ma widocznie Trechlebov.  Moim zdaniem on opiera się na tym co zna, a zna właśnie taki model, co nie znaczy że to model prawidłowy, zdrowy. 
Taki model na ogół funkcjonuje tam, gdzie kobiety są ekonomicznie, życiowo, społecznie uzależnione od mężczyzn i mają niższy status, lub tam gdzie jest duża konkurencja wśród kobiet o tzw. zasoby.
Zauważam, że również tam, gdzie kobiety pozbawione są wsparcia męskiego (nawet w związkach małżeńskich) i emocjonalnie ( lub fizycznie ) opuszczone przez izolujących się emocjonalnie (czy nawet fizycznie), mężczyzn.
Powoduje to przerzucanie przez kobiety uczuć i więzi emocjonalnych typu męsko-damskiego na synów. Tym samym kobiety wychowują synów na mężczyzn zbyt słabych, uzależnionych od stymulacji i animacji w wykonaniu kobiet, by mogli czy chcieli nabyć świadomość opisanych wyżej spraw, oraz wziąć odpowiedzialność w relacjach z kobietami w dorosłym życiu, na poziomie zarówno materialnym, emocjonalnym, jak i duchowym.

Tacy mężczyźni potem preferują taki a nie inny model relacji, bo taki mają wdrukowany w dzieciństwie, czy potem w pierwszych relacjach z kobietami w okresie dojrzewania, wybierają więc i wspierają taki a nie inny typ kobiecości i taki a nie inny model relacji, bo do takiego a nie innego łatwiej im się dostosować ( albo nie muszą się dostosowywać i niczego zmieniać w sobie ) i kółko się zamyka.

Dlatego dzisiaj mamy tzw. kryzys męskości i jak mówią ezoterycy słabych mężczyzn i silne kobiety, które współtworząc i wspierając powyższy schemat, doskonale potrafią wykorzystać pozycję społeczną mężczyzn w męskim świecie.
W dodatku często wmawia się ludziom , że to jest prawidłowe ( jak np. w przypadku Trechlebova )

Jednak wyżej cenię mężczyzn, niż autorzy większości tych różnych poradników, odbierających mężczyznom zdolność do myślenia, świadomości swoich uwarunkowań, świadomego decydowania , samostanowienia, kreując ich na sterowalnych, dających się "ulepiać" chłopców w krótkich spodenkach, z którymi "odpowiednia" ( czyt. "kobieca"= sprytna )  kobieta potrafi zrobić co zechce, bo to ona jest "szyją która ma kręcić głową".

Nie wiem z jakiej planety Wy pochodzicie, ale w moim ciele to głowa kręci szyją a nie odwrotnie.
Czy w szyi macie mózg, który steruje ruchem?......

c.d.n




Powiązane posty:

Od niej zależy istnienie człowieka > TUTAJ 

Tylko zmieniając coś w sobie > TUTAJ

Jak myslisz tak potem tworzysz >TUTAJ


17 paź 2017

Życie (u)płynie - refleksja na dzisiaj

Życie (u)płynie - refleksja na dzisiaj




Jest piękna pogoda, zerkam za okno, myślę sobie , że pogoda piękna na wyjazd w góry, ale i tak
się tam nie wybiorę.


Przypomniał mi się cytat z filmu Jima Jarmusha "Truposz":

"Wyjrzyj przez okno. Widok taki sam jak podczas rejsu. Leżałeś wpatrując się w sufit a woda sunęła jak sunie ten krajobraz. Pomyślałeś: dlaczego on się rusza gdy łódź stoi "


Czasem zachowujemy się i żyjemy tak, jak byśmy myśleli, że żyć będziemy wiecznie, jak byśmy nie zdawali sobie sprawy, że życie upływa i nie wiadomo ile czasu nam zostało.
Jakbyśmy nie zdawali sobie sprawy, że dotyczy to też innych ludzi, których w życiu spotykamy, z którymi mamy jakieś relacje dalsze czy bliższe.

Jakbyśmy obserwowali płynące chmury myśląc , że tylko one płyną.....

Takie wewnętrzne obrazowanie ma swoje konsekwencje , dla nas i innych ludzi nam bliższych lub dalszych.



6 maj 2017

Sentencja ze snu

Sentencja ze snu


Śniło mi się dzisiaj... Byłam w jakimś muzeum ale "od kuchni", byli jacyś mężczyźni w średniowiecznych strojach historycznych. Jeden z nich zwrócił na mnie uwagę i chciał mnie gdzieś zaprosić. Spytałam, czy nie będzie mu przeszkadzać, że jestem trochę smutna. Powiedział:

- Smutek kobiety jest polem do działania dla mężczyzny, by móc zamienić go w radość.



Ciekawe ile współczesnych, realnych, mężczyzn ma takie podejście....




13 kwi 2017

Refleksja na dziś

Refleksja na dziś



"Tylko dwoje ludzi powie Ci prawdę o Tobie, wróg w wybuchu gniewu i kochający Cię z całego serca przyjaciel "  ( jakiś grecki filozof )

Z tym wrogiem to nie do końca się zgodzę, bo wróg bardziej tym co mówi o nas, powie prawdę o sobie samym i odkryje własne intencje, niemniej jednak jakaś prawda jest w tym stwierdzeniu powyższym, należało by też słuchać co mówi wróg.

Głupota i problem jednak polega na tym, że w takim przypadku odrzuca się najczęściej i jednego i drugiego. 






17 paź 2016

Świadomość absolutnej miłości - jako dar

Świadomość absolutnej miłości - jako dar


Miotałam się w swoich urazach z przeszłości i tych całkiem niedawno odżyłych i związanych z relacją z kimś, której już nie ma, nie umiejąc skorzystać z daru, który jakiś czas temu otrzymałam. Wielkiego daru, który nazwę świadomością miłości "absolutnej", nie da się jej opisać słowami, mogłabym ją określić jako wszechogarniającą i bezwarunkową.

Takiej, której doświadczają osoby w śmierci klinicznej ( rozmawiałam z jedną z nich na ten temat, wiele mi wyjaśniła ta rozmowa ), tyle, że ja nie przeżyłam takiej śmierci, no chyba , że we śnie, przez chwilę i nie jestem tego świadoma....jeśli był to stan bliski śmierci, to może emocjonalnej....

Zapowiedź tego doświadczenia opisałam TUTAJ 
Dwa dni później zdarzyło się TO ważniejsze.

Nazywam to swoje doświadczenie świadomością miłości, ponieważ taka miłość jest w każdym z nas, bo nasze dusze są częścią Boga. Jest ona tylko spychana do "nieświadomości", wypierana i tłumiona w toku dorastania i późniejszego życia, przez innych i nas samych, ponieważ często staje się ważniejsze bycie "fajnym", takim jak się "powinno", by być akceptowanym, bo wtedy niby jest się "kochanym", ale tylko zewnętrznie, warunkowo, a nie kochanym od wewnątrz.
W końcu już nie potrafimy, albo boimy się otworzyć na tą naszą wewnętrzną miłość , która jest cząstką bezwarunkowej miłości Boga..

To doświadczenie jakie było mi dane, pozwoliło uświadomić sobie tą miłość, przez ujawnienie mi jej, przez głębokie jej odczucie ( a nie jedynie jej wspomnienia ze snu ) i taka ujawniona we mnie już została .
Przyniosła wyciszenie, ale jeszcze nie pokorę ( rozumianą jako zaakceptowanie, nawet jeśli się nie rozumie ), jeszcze nie zrozumienie, bo to przyszło ostatnio Czułam jej cząstkę w sobie , ale nie byłam do końca świadoma po co została mi dana.

Dzisiaj wiem, że to nie było jedynie pocieszenie, tak bardzo potrzebne mi na tamten moment.
Wiem, że to za czym tęskniłam było i jest we mnie. Wiem, że nie ma większej miłości niż ta, którą otrzymałam.

Jeśli otrzymałam ją , jeśli na taką zasługuję ( a każdy zasługuje, tylko nie każdy chce to przyjąć ), to nie mogę przecież siebie samej nie kochać.
W dodatku kiedy to następuje, chciało by się nią obdarować innych, lecz tej miłości nie można nikomu ofiarować, bo ona jest w każdym z nas. Nie można dać tego, co już ktoś ma :)
Można jedynie ją okazywać innym, by być może w ten sposób odnaleźli tą miłość w sobie samych...

Masz w sobie taką miłość, więc wszystko masz. Bo to prawda, że z trzech darów, nadziei, wiary i miłości, najważniejszym jest miłość. Dzisiaj myślę, że jedynym prawem jest prawo miłości.


Taka miłość ma potężną moc, rozpuszcza wszystko, z czym zmaga się człowiek, wszystkie urazy znikają....

Wiem, też, że takiego daru nie można zmarnować. Świadomość "absolutnej" bezwarunkowej miłości, to też w pewnym sensie obowiązek i odpowiedzialność, w stosunku do siebie, innych i świata.




Życzę Ci byś przestał się bać i otworzył się na tą Boską miłość, miłość duszy, bo ona w Tobie jest. Choćbyś tego nie chciał, choćbyś czuł się niegodny i tak jesteś kochany, pozwól się kochać. Poczuj, że jesteś kochany, :)



Hymn o miłości ( 1 list do Koryntian )

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką wiarę, tak iż bym góry przenosił,
a miłości bym nie miał
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę cała majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.

Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości, 
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego.
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy, 
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.

Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, 
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
 wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
 z nich zaś największa jest miłość.



Jeśli wolisz posłuchać tekstu czytanego głosem Krzysztofa Kolbergera :



Lub w śpiewie a'capella Czesława Niemena:


Lub w śpiewie Antoniny Krzysztoń, co kto woli ;)






13 paź 2016

Jak istotni dla mnie faceci "budowali" moje poczucie mocy

Jak istotni dla mnie faceci "budowali" moje poczucie mocy



Miałam bardzo trudny czas w życiu ( i nadal go mam ) , starałam się sobie radzić, jakoś się pozbierać.

W życiu spotkałam tylko czterech facetów , w których dostrzegłam męski pierwiastek  ( nie licząc mojego taty, który był dla mnie dobrym wzorcem ), cechy które mi się podobały, o których pomyślałam "a może", ale chciałam by byli w moim życiu choćby tylko jako koledzy, bo też to cenię.
Polubiłam tych ludzi, zależało mi na nich, jednego nawet pokochałam, zaufałam. Sporo dobrego ode mnie otrzymali, chociaż tego nie zauważyli.

W trudnym czasie wiadomo, człowiek jest w gorszej kondycji psychicznej, emocjonalnej. Potrzebuje dobrych relacji, zrozumienia, akceptacji, zainteresowania, jeśli nie realnego wsparcia, to chociaż wsparcia w dobrą energię, by miał sam siłę do walki o siebie.
Potrzebuje "podnoszenia" a nie "dobijania". Tymczasem....

Jakie "cegiełki" dołożyli do mojego nadwątlonego przez okoliczności, człowieczego i kobiecego "wiaderka" mocy ( a przecież moc nie bierze się znikąd, wiaderko nie jest niewyczerpane, siłę bierzemy też od innych ludzi ):

"Budowali" moje poczucie własnej mocy ( nawet jak się ma zdrowe  poczucie własnej wartości, to ono czasem ma wzloty i upadki, a jest niezbędne, by się zmagać z przeciwnościami w życiu, by być otwartym na innych, by się rozwijać i być też atrakcyjnym dla innych ) przy pomocy czynów i słów. O czynach nie będę tu pisać, ale przytoczę słowa, bo one są wyrazem sposobu myślenia, podejścia i też działają, bo za nimi idą czyny:

- "Mi nie zależy na miłości, ani na dobrej kobiecie" 

( po tym  tym jak " byłemu" już poprawił się byt, a ja nie byłam już potrzebna, bo stałam się "kłodą u nogi", która akurat teraz potrzebowała wsparcia, a on chciał tylko laytu, wycieczek , śmichów-chichów i wyluzowania, mógłby to znów wtedy mieć ze mną, ale wymagało to wykonania jakiegoś minimalnego wysiłku z jego strony, wsparcia dla mnie, a na to go już nie było stać i sobie poszedł, w moich oczach stracił na męskości. Jak przypomnę sobie ile dałam z siebie przed związkiem jako koledze najpierw, przyjacielowi, bo za takiego go uważałam, potem w trakcie związku i co poświęciłam między innymi ze względu na jego potrzeby i rozwój , czego życiowe konsekwencje odczuwam do dzisiaj, to nie wiem czy powinnam się uznać za idiotkę czy za anioła...
( a w/g wielu facetów podobno kobiety tylko "potrafią brać" )


-"Jesteś moralnie niebezpieczna" ( nie wspominając o innych słowach ) 

( po tym jak przez dwa lata mieliśmy kontakt i zanim zerwał kontakt, z powodu  mojego wyboru metody niekonwencjonalnej by walczyć z bólem, a która w/g niego nie była dobra i mu nie pasowała...a przecież nie miała ona żadnego wpływu na niego, nie był moim facetem, ani nie zamierzał być )
Na koniec przeczytałam, że nie będzie odpisywał, bo "pomiędzy" jest drętwo, jakby nie będąc świadomym, że to jak jest "pomiędzy" zależy od obu osób i nie pamiętając jak ciągle gasił moją pogodę ducha, spontaniczność i otwartość...więc chyba realizował swój cel, chciał by było drętwo, by potem przypisać mi powód.


-" No bo z kim ja sobie mogę tutaj pogadać , z ...? "

( tu drwiąco do innej kobiety o mnie, za moimi plecami,  jako o tej z którą nawet pogadać nie można, podczas kiedy rozmawiał kiedyś ze mną godzinami przez rok , sam z siebie chcąc, i  po tym jak wobec mnie udawał sympatię ) Może właściwe by było powiedzieć : pogadaj sobie sam ze sobą.. skoro inni nie są dla ciebie ludźmi....tylko z nich korzystasz...i tylko wtedy kiedy tobie akurat pasuje...


Podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy... A oni akurat kończyli niefajnie.

Dziękuję Panowie za te Wasze dary, w zamian za moją energię, z której korzystaliście, która Was dowartościowała. Oddaję Was z waszymi problemami w ręce Boga.

Dla mnie to za dużo "dobrego" na raz w jednym ciągu kilku lat....

Tym bardziej, że to nie były osoby mi obojętne. Tym bardziej, że byli to faceci. Tym bardziej , że byli to faceci , w których widziałam mężczyzn. Tym bardziej, że byli to faceci, którzy mieli cechy, które cenię , które mi się podobają, tacy bliscy ideału ( chociaż nie bez wad). Tym bardziej, że byli to faceci, którzy też mi okazywali sympatię a jeden nawet podobno mnie kochał.

To wszystko mogło by być inaczej , gdyby... > Tylko zmieniając coś w sobie...

Żaden z  nich nie próbował nawet niczego zmienić, naprawić, inaczej spojrzeć na sytuację, i nie próbował nawet zrozumieć. Zdawkowe "przepraszam" z "grzeczności" ( przy jednoczesnym zachowaniu status quo ), mało znaczy.

Ciekawe jak sobie panowie opisani wyżej wyobrażają w takich sytuacjach, w takim klimacie, z takim "opróżnianiem wiaderka mocy" ( w sensie ludzkim i kobiecym ) czyjś rozwój, atrakcyjność w byciu, chęci i możliwości prowadzenia ciekawych rozmów, radosny sposób bycia, dystans, otwartość i luz w relacji, czy rozmowie.....

Bo podobno faceci są logiczni, więc powinni widzieć logiczne powiązania....Chciałabym poznać odpowiedź na powyższe pytanie, bo moim zdaniem postępując tak w stosunku do drugiej osoby wymagają od niej niemożliwego.

Czyli wygląda to tak: kopnij  i złam nos komuś, kogo już potrącił samochód, a potem wymagaj żeby nie płakał.
Super logiczne.

Kolega mnie zapytał :

- "Ta sprzeczność - pewna nielogiczność oczekiwań, z którą masz styczność Cię nie irytuje? Tylko smuci? "

Tak, tylko smuci. Nie ma we mnie złości...chociaż może powinna być, nie wiem.

Jeśli jakaś kobieta się w takich sytuacjach nie przejmie i jest zdystansowana, uśmiechnięta i emocjonalnie stabilna, to znaczy że :

a. miała gdzieś tych facetów/ ludzi
b. kłamie i udaje
c. jest mężatką  ( patrz pkt a )
d. jest cyborgiem albo postacią z gry komputerowej

Ja się panowie ( którzy postępują jak wyżej ) już z wami zwyczajnie boję nawet rozmawiać...chociaż was lubię, zależało mi na was i może nadal zależy... ale boję się waszego fałszu , obojętności, okrucieństwa. Tylko wymagania, i krytyczne oceny, bez zrozumienia sytuacji, powiązań skutkowo-przyczynowych, i "zrób to sama", bo ja ci nie pomogę, ja tylko wymagam...
Zasługuję na coś innego. Potrzebuję napełniania mojego ludzkiego i kobiecego "wiaderka mocy" a nie tylko wybierania z niego....

I jeszcze zastanawia mnie jedna rzecz... czemu ludzie, którym się dobrze powodzi, którzy niby są szczęśliwi w życiu, tak się zachowują...bo rozumiem ludzi sfrustrowanych, chorych itd...
Przecież ludzie szczęśliwi tym bardziej powinni być życzliwi innym, tą dobrą energią tryskać i przekazywać ją innym... teoretycznie ( a przynajmniej ja tak miałam jak byłam przez moment szczęśliwa, byłam jeszcze bardziej życzliwa, wyrozumiała dla innych )
No chyba że to ich szczęście to tylko pozory...



Posty powiązane:

> Daj władzę a poznasz

> Paczka dla misiaczka - dla facetów dla zrozumienia własnych zachowan i dla kobiet które myślą, że są "winne"

> Krytyka dla rozwoju czy opróżnianie wiaderka



11 paź 2016

Relacje przez internet jako prezerwatywa - c. d.n

Relacje przez internet jako prezerwatywa  - c.d.n


Internet w relacjach męsko-damskich, to dla wielu facetów ( i niewielu kobiet ) taka emocjonalna, i nie tylko emocjonalna, prezerwatywa.

10 sie 2016

Daj władzę a poznasz. - c.d.n

Daj władzę a poznasz. - c.d.n


Dotyczy to nie tylko sfery politycznej, społecznej, ale również właśnie w mikroskali, sfery osobistej, dotykając relacji dwojga osób, o czym chcę tutaj napisać.

Jeśli chcesz poznać prawdę o człowieku, który jest przy Tobie daj mu władzę. Daj mu władzę bez warunków i zastrzeżeń. Bez "ale", bez tego bicza, który wisi w górze jako ewentualna konsekwencja w formie kary .

Kiedy dajemy władzę?


W pewnym sensie, dzieje się to  wtedy, kiedy nam na relacji z tym drugim człowiekiem zależy i ta druga osoba o tym wie. 
Wtedy kiedy czujemy sympatię lub  kiedy kochamy. Wtedy kiedy ufamy, a jeśli ufamy to i otwieramy się wobec tego drugiego człowieka w relacji.
Otwierając się natomiast, zdejmujemy niejako ochronną "zbroję", odkładamy "tarczę" i odsłaniamy "pierś", przez co stajemy się bardziej wystawieni ( i podatni)  na ewentualne zranienia i ciosy, na działania przeciwko nam.

Pozbawiamy się w ten sposób, w jakiejś części kontroli nad sytuacją, powierzamy jej część drugiej osobie. Czyli niejako oddajemy jej część władzy. W przypadku dużego emocjonalnego zaangażowania znaczną część.

Czyli :

Ufając i otwierając się, daję Ci DAR, bo za-WIERZAM Tobie, daję Ci WŁADZĘ, ponieważ dużo o mnie wiesz, możesz ją wykorzystać do budowania dobrej relacji, ale możesz też wykorzystać ją przeciwko mnie, przeciwko relacji, możesz niszczyć.


Tylko ile osób postrzega to jako DAR  i potrafi docenić to, że dana osoba akurat im za-WIERZA ?
Takie jest moim zdaniem prawidłowe postrzeganie otwartości i zaufania w relacji, opartego na szczerych intencjach, z przekazaniem władzy.

A prawidłowe postrzeganie jest tutaj punktem wyjściowym do tego, co się będzie dalej działo z tą relacją.


Pytanie co ten ktoś wybierze w jakimś momencie, zwłaszcza w takim, jak coś będzie szło nie po jego myśli, jak druga osoba wyłamie się spod "władzy", postąpi nie tak jak oczekiwał lub niewygodnie dla niego...

Czy będzie w stanie w pewnych sytuacjach wyrzec się swojego egocentryzmu i oprzeć pokusie wykorzystania tej władzy tylko dla swoich, a nie obopólnych korzyści? Czy da się poznać jako człowiek działający na korzyść relacji lub związku, skoncentrowany na budowaniu, na zrozumieniu drugiej osoby, jej sytuacji i postępowania.

Czy wręcz przeciwnie okaże się małostkowym, może manipulacyjnym, dbającym jedynie o własne ego, wykorzystującym sytuację jedynie na swoją korzyść, dla własnego dobra, bez uwzględnienia dobra i nie licząc się z konsekwencjami, jakie to przyniesie dla drugiej osoby. 

Bywa różnie, ale dzięki temu i w takich momentach, poznajemy człowieka. Poznajemy go najlepiej wtedy kiedy MOŻE. Widzimy, w jaki sposób korzysta z tego "mogę", wiedząc, że nie poniesie konsekwencji.


Jakie są narzędzia wykorzystywane w momencie nadużywania władzy?


Najczęstszym, w sytuacji, wobec kogoś,  komu "zależy", w relacji, w przyjaźni, w miłości, chyba jest:

szantaż emocjonalny


Znane jest powiedzenie "jak zrobisz to i to, będziesz taki i taki, to mamusia/ tatuś będzie cię kochać"..a jak nie zrobisz, to wiadomo...

Niestety w wielu dorosłych relacjach można się z tym spotkać. Narzędzie to bazuje na tym, że osobie "zależy" na relacji samej w sobie lub też na tej drugiej osobie, że ta druga osoba jest dla niej ważna, jako człowiek, przyjaciel, ukochany.
Bazuje na jej strachu przed utratą tej relacji, ale również strachu przed odrzuceniem jej jako osoby, co skutkuje potem obniżonym poczuciem własnej wartości ( bo to rzadko kiedy jest stałe) , poczuciem opuszczenia, samotności , czyli tym wszystkim co jest najbardziej przykrym doświadczeniem dla człowieka, bo dotyka jego istoty.

Po dwóch latach od opuszczenia mnie przez byłego, też do mnie dotarło, że zastosował to narzędzie w ważnej dla mnie sferze. Wiedział, że jest kochany, że ja swojej władzy nie wykorzystałam przeciwko niemu, ani jedynie dla siebie i swoich korzyści ( wtedy kiedy mogłam), więc swoją władzę wykorzystał ale tylko na swoją korzyść, nie dla budowania dobrego związku.
Bo równie często jak kobiety, szantaż emocjonalny wykorzystują mężczyźni, a może nawet częściej, bo to kobiety są bardziej emocjonalne zwykle.

Ostatnio też w moim odczuciu zostałam "skasowana" ( to chyba właściwe słowo, bo relacja istniała wirtualnie niestety li tylko, niestety, bo gdyby była twarzą w twarz pewnie wyglądała by inaczej ), bo nie zrobiłam czegoś tak , jak ktoś chciał, czyli nie po jego myśli tylko w/g własnego odczucia mojego dobra, a wcześniej za-wierzyłam i dałam władzę ( byłam , lubiłam, zależało mi, za-wierzyłam bo zaufałam, otworzyłam się, akceptowałam, rozumiałam,  trwałam, miałam drzwi otwarte i nie groziłam, że je zamknę "jak" itd ) jednak  czyjaś obecność dla mnie w tej relacji była niejako warunkowa ( sygnalizowane było zagrożenie skasowania konta i zerwania kontaktu przez tę drugą osobę), więc w końcu to się stało, bo nie byłam w stanie spełnić warunków. 
Czy była w tym akceptacja skierowana do mnie, czy chodziło o moje dobro?....Nie wiem, mam wątpliwości, skoro po tym zostałam "skasowana". Czułam się w tej relacji najpierw dobrze, potem różnie a teraz było mi  smutno, ale nikogo do kaloryfera nie przywiążę....

Innym razem od pewnego faceta, rozmawiając hipotetycznie o pewnej sytuacji,  usłyszałam " To ja bym ci nie pozwolił" i podobało mi się to, jeśli nie pozwolił by ze względu na troskę o mnie, a nie na swoje ego.

Kiedyś byłam świadkiem sceny, w środowisku studenckim, kiedy dziewczynie nie podobała się koszula jaką założył chłopak, wskazała mu inną, ale on nie bardzo miał ochotę się przebierać. Ona w końcu powiedziała :

- Jak nie zmienisz tej koszuli, to z Tobą nie idę.

Facet miał skonsternowaną minę, z jednej strony, jego męskie ego nie pozwalało mu ulec, z drugiej strony wiedział, że jak nie ulegnie to będzie foch, nigdzie nie pójdą i w nocy zero seksu. W końcu ociągając się, koszulę zmienił.

Niby śmieszne, niby banalne....ale tak się zaczyna, z czasem taki szantaż się powtarza.
Pół biedy , jeśli dotyczy mało ważnych rzeczy, na które można się dla świętego spokoju zgodzić. Gorzej jak zaczyna dotyczyć rzeczy ważnych dla danej osoby, dotykać jej osobowości, zdrowia, wartości.

Szantaż wcale nie musi być zwerbalizowany, to też takie formy jak karanie za jakieś zachowanie przy pomocy focha, milczenia ( tzw. "ciche dni" ), agresji, odrzucenia, obojętności, czyli właśnie w domyśle " jak nie zrobiłeś tego czy tamtego, nie zachowałeś się w sposób oczekiwany, to ja Cię nie będę lubić, kochać, interesować się tobą itp. , to cie za to ukarzę ".

Po czasie uświadomiłam sobie, że wobec mnie też taki szantaż niezwerbalizowany zastosował "były i niedoszły", i cóż tak się stało kiedy miałam dobre intencje i jak wyżej opisałam, dałam "władzę" poprzez zaufanie i szczerość i za-wierzenie. Przy czym dzisiaj wiem, że tamten człowiek zwyczajnie nie chciał niczego rozumieć a wtedy kiedy tak się zachował już pewnie wiedział i powziął plan w swojej głowie, że jestem w jego życiu tylko na jakiś czas ( ale że jeszcze coś z tej znajomości "wyciągnie ") i stąd w myśl jego handlowego podejścia do związku, już pewnie nie inwestował za dużo.

Zrobił mi kiedyś takiego focha i jednocześnie ukarał obojętnością, niewerbalną, niefizyczną ale dla mnie odczuwalną agresją, że aż się popłakałam tak było mi przykro.

Pojechałam  wtedy do niego do Londynu ( odrzucając wcześniej ofertę pracy załatwianą "po znajomości", której nie było sensu przyjmować po to, żeby za jakiś czas porzucać, bo on nie chciał mieszkać w Polsce a związki na odległość nie mają sensu ) na kilka miesięcy, póki nie skończy mu się kontrakt. Zdana byłam tam na niego całkowicie ( więc w takim znaczeniu tez miał władzę ) bo nie znam języka ( jakieś marne podstawy podstaw ), więc bałam się gdziekolwiek ruszyć sama, nie licząc drogi do British Museum i z powrotem ( bo dojeżdżało się tylko jednym czy dwoma autobusami, więc dawałam radę, metra nie znosiłam )
Nie pracowałam, bo nie miałam tam wtedy szansy na pracę, robiłam tylko dorywczo, zdalnie jakieś zlecenie czy dwa, zdobywając w ten sposób doświadczenie w nowym zawodzie ( niedawno się musiałam przekwalifikować i zaczynać drogę zawodowa od nowa, co w moim wieku jest bardzo trudne  ).
Zbliżał się czas wyjazdu do Polski. Grudzień, okres przedświąteczny. Wcześniej wpadłam na pomysł , by zrobić szydełkowe aniołki i sprzedać je, w ten sposób zarobić przysłowiowych parę funtów, które po zamienieniu na złotówki zawsze jakoś by zasiliły moją kieszeń po powrocie do Polski ( bo nikt mi pieniędzy nie dawał a czekały mnie badania odpłatne, wizyt prywatne u lekarza itd. ).  Poszliśmy więc raz z tymi aniołkami, by je sprzedać na ulicy. Niestety poszliśmy o zbyt później porze. Sprzedałam tylko jednego aniołka.
Poprosiłam , żeby poszedł ze mną jeszcze raz , o lepszej porze dnia i w inne miejsce, bo wiadomo, że bałam się sama ruszyć nie znając języka i miasta, poza tym raźniej jednak tak na ulicy stać we dwoje. i czas też szybciej płynie. Nie bardzo miał ochotę, ale w końcu poszedł.
Poszedł, ale z taką obrażoną i wściekłą miną, ani razu się nie odezwał, za rękę mnie nie złapał, zajechaliśmy na miejsce, szedł obok a ja się czułam jakby szedł obok mnie obcy, nie znający mnie, w dodatku nieprzyjazny mi człowiek, który jakby nie znał celu, ani sytuacji czy motywacji.
Nie zdążyliśmy jeszcze dojść i stanąć na miejscu, a nie wytrzymałam tego. Nie pamiętam dokładnie, co wtedy powiedziałam, chyba to, że nie chcę żeby się zmuszał do bycia tu ze mną, bo ja nie chcę łaski i żebyśmy wracali.
Mijając kosz na śmieci, tylko z szacunku do własnej pracy nie wyrzuciłam tych aniołków do niego...
Popłakałam się, tak bardzo było mi przykro, że człowiek, z którym jestem w związku, który dla mnie jest ważny, który deklarował , że ja też jestem, ma mnie gdzieś, bo tak to czułam. ( wymagał, by kobieta pracowała, zarabiała na styl życia, ale nie wspierał w tym, jak mu było niewygodnie, a ja nawet nie tyle na styl życia chciałam zarobić, ale na zabezpieczenie zdrowia )

To był taki chyba pierwszy ważny sygnał i zapowiedź tego jak ta relacja się skończy za jakiś czas, jak stanie się mu niewygodnie...jak nie będę w stanie spełnić w bliżej określonym czasie "wymagań" bez zaangażowania z jego strony.



Konsekwencje szantażu

Efekty są dwa.

Jedna osoba godzi się na taką uległość i przechyla szalę władzy tylko na jedną stronę, w kierunku osoby używającej takiego narzędzia, jak w przypadku pewnego mężczyzny około 50-tki, który na moje: " To niech pan powie o tym żonie..." skwitował :

- Tak,  a potem nie było by ani seksu ani obiadu...Wolę nic nie mówić.

To bardziej szantaż bytowy, niż emocjonalny, niemniej jednak podobne narzędzie.

I pewnie przez całe małżeństwo ta jego relacja tak wyglądała. Patrząc jednak z boku powierzchownie, to tworzyli obraz udanego małżeństwa, tylko czy obie osoby są w nim szczęśliwe?

Ludzie godzą się na to, bo już w tym tkwią, na zasadzie przyzwyczajenia, "mniejszego zła", albo " bo tak już jest", "bo tak musi być", " bo takie są kobiety/ mężczyźni", bo nie znają czegoś innego i nie myślą, że może być inaczej, a że w jakimś stopniu jest wygodnie to w tym tkwią.
Z drugiej strony dla niektórych to wygodne, w zamian za rezygnację z części siebie samego, jest odciążony z odpowiedzialności, bo zawsze może powiedzieć "to nie ja". ( ale o tym kiedy indziej w innym poście).

Inną konsekwencją wykorzystywania szantażu emocjonalnego lub bytowego jest obrona przed nim, jeśli osoba , której dotyka uświadomi sobie , że ma miejsce i się na to nie godzi.
Obrona w formie ataku ( co jest najgorszą opcją i rujnującą  ), lub uświadomienia drugiej osobie jak postępuje i że się na to nie godzimy.

I tutaj albo zacznie się dialog i wspólna praca nad relacją ( tak wspólna a nie że ja się obrażam a ty się sam/a zmieniaj ), jeśli obu osobom na niej zależy bo obie miały czyste intencje. Stosowanie szantażu emocjonalnego może być kalką wdrukowaną przez rodziców i nie musi być uświadomione, ten człowiek nie musi  mieć od razu złych intencji.

Dialog i wspólna praca nad relacją jest możliwa tylko w tym przypadku, gdy władza została wykorzystana niecynicznie i nie w złym celu, a na zasadzie , że ktoś się zagalopował...bo miał niewłaściwe postrzeganie za-wierzenia i płynącej z niego władzy jako daru.


Jeśli jednak wykorzystanie danej władzy odbywa się na zasadzie  "dam palca a odgryzie rękę", bo za-wierzenie i związana z tym akceptacja, cierpliwość, wyrozumiałość, jest postrzegane przez kogoś totalnie błędnie, jako słabość ( a nie siła, którą naprawdę jest ) lub naiwność drugiego człowieka ( a nierzadko jako frajerstwo, co już jest chore ), którą można wykorzystać bo "wolno", to mamy jasność, jak ten drugi człowiek traktuje nas, relację, jaki ma stosunek w ogóle do ludzi i jakie ma intencje.

Myślę, że takie doświadczenia dla wielu nie są obce, ja też w taki sposób przekonywałam się co siedziało w innych ludziach, z którymi miałam relacje, czy mieli czyste intencje , czy nie.
Czy potrafili docenić moje zaufanie jakim ich obdarzyłam, za-wierzenie, oddanie tej części władzy im przeze mnie , lub nienadużywanie władzy z mojej strony, jeśli to oni dzielili  się nią ze mną.
Sama też odczuwałam strach przed odrzuceniem , na którym bazował czyjś szantaż.

Myślę też, że wiele osób ma złe doświadczenia w tym względzie, stąd potem strach przed zbliżaniem się, nawiązywaniem realnych bliższych relacji z innymi ( zwłaszcza płcią przeciwną, bo w kontaktach z nią budujemy swój pozytywny lub negatywny obraz co ma ogromne znaczenia dla jakości całego życia, dlatego tak ważne są tu pozytywne informacje zwrotne ), stąd realizowanie potrzeby kontaktu z drugim człowiekiem tylko przez internet, dające namiastkę bliskości bez ryzyka lub z minimalnym ryzykiem, bo zawsze przecież można zamknąć  okienko komunikatora, zmienić nick albo zniknąć.

Wiele osób jest obecnie chyba emocjonalnie "uszkodzonych" i niestety ale to się pogłębia , rozszerza.
Sprzyja temu konsumpcyjny trend, również w relacji człowiek- człowiek. Jak w tej reklamie " nie ma nic za darmo", wszystko jest warunkowe, jednorazowe, krótkotrwałe, "wycisnąć więcej" ( ulubione hasło pewnego faceta którego kiedyś znałam, a który mi powiedział "udawałem, że mi zależy bo myślałem, że jeszcze coś z tej znajomości wycisnę"...to coś podobnie jak były ) potem zabiera się zabawki i idzie do innej piaskownicy.


Inny kontekst nadużywania władzy dotyczy sfery seksualnej, w której działają hormony a więc uzależniają i czynią "poddanym", w takiej sytuacji seks jest często narzędziem władzy.

Jeszcze inny kontekst dotyczy sfery finansowej np. w związku małżeńskim, gdzie żona nie pracuje i jest na utrzymaniu męża, oraz odpowiedzi na pytanie czemu kobiety chcą pracować ( wcale nie dlatego, że lubią )


Innym narzędziem władzy, jest niszczenie miłości własnej, czyli obniżanie poczucia własnej wartości drugiej osoby.




więc c.d.n  jak wypiję kawę i się obudzę ;)