Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwój wewnętrzny > Co wspierasz w świecie?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwój wewnętrzny > Co wspierasz w świecie?. Pokaż wszystkie posty

5 sty 2022

Zło jest bezsilne jeśli dobro jest nieustraszone - wsparcie dla uczciwego lekarza

 Zło jest bezsilne jeśli dobro jest nieustraszone - wsparcie dla uczciwego lekarza


Proszę o wsparcie, podpisem pod listem otwartym,  dla uczciwego, prawdziwego lekarza, pulmonologa - dr W. Bodnara , który przejmuje się pacjentami i chce ich wyleczyć, a na którego zrobiono nagonkę, ponieważ psuje niecny "plan" "plandemii". 

Wielki wstyd i jakaś kpina, że działania przeciwko doktorowi podjął Rzecznik praw pacjenta! Kogo on reprezentuje? Bo na pewno nie pacjentów.

Dlaczego to ważne? 

Dlatego, że obecnie eliminowani są tacy lekarze przez tzw. Izbę lekarską, która zabiera im prawo do wykonywania zawodu, ludzie już nie mają się u kogo leczyć , pomocy szukają na forach, bo nie otrzymują jej we własnych przychodniach zdrowia gdzie sa zadeklarowani i gdzie idą ich składki z NFZ.

To my wszyscy, jako pacjenci czy przyszli pacjenci, czy po prostu przyzwoici ludzie musimy działać by tę sytuację zmienić, by uczciwi lekarze mogli leczyć wedle swojej wiedzy a nie wedle "schematów" czy "wytycznych" wąskiej grupy wpływów i cudzych interesów finansowych czy innych. 

Tak już kiedyś było, za tego wyszydzanego PRL-u. Teraz wprowadza się amnezję co do wiedzy medycznej i sposobów leczenia a uczciwych lekarzy eliminuje ze służby zdrowia.


LIST OTWARTY > TUTAJ 

 

Po podpisaniu nie zapomnijcie potwierdzić podpisu wchodząc w swojego maila i kilkając tam na potwierdzenie.

 
Można też wyrazić sprzeciw wysyłając pismo pocztą, zwłaszcza Ci, którzy wyleczyli się viregytem z covidu, ale wszyscy inni również :

 
 
 

3 sie 2019

Przebłysk myśli po obudzeniu

Przebłysk myśli po obudzeniu 


Świat jest taki, jakie są kobiety, które mężczyźni wspierają w tym świecie, materialnie i energetycznie.

Bo to one na każdym poziomie ( najważniejszym energetycznym, duchowym, o czym mówią starożytne przekazy, starosłowiańskie też i widzę to również wyraźnie na wielu przykładach z życia) wzmacniają ich mentalność/charaktery/wartości w kontekście swojej mentalności/wartości i opartego na tym własnego życiowego interesu, czyli wybiórczo te cechy w mężczyźnie, które poprawiają i wzmacniają ich własny status życiowy.

To one, wychowując potem ich dzieci (w małżeństwie lub poza), mają na nie największy wpływ przekazując kolejnym pokoleniom swoją mentalność i swoje wartości. 

Dlatego ma znaczenie przeszłość kobiety, jak potraktowała "byłych", jak traktuje innych ludzi prywatnie czy w pracy, czy dba tylko o to co jest "jej", jakie ma wartości. Bo za przeproszeniem dosadnie z "kurwy" (  nie mam tu na myśli stosunków seksualnych, tylko charakter i mentalność)  nie robi się święta tylko dlatego, że wyszła za mąż, czy urodziła dziecko... Jakie potem wartości, przekonania, mentalność, podejście do życia i innych, zaszczepi temu dziecku, przecież nie inne niż sama ma...

De facto świat jest taki, na jakim poziomie świadomości są mężczyźni..... 
..a mężczyźni są na takim poziomie świadomości na jakim chcą być utrzymywani przez kobiety, które wybierają...


Tak w skrócie, bo temat dość szeroki.


Nie-ludzie cz.1 - czyli rzecz między innymi o zmianie podejścia do wartości własnych - c.d.n

Nie-ludzie cz.1 - czyli rzecz między innymi o zmianie podejścia do wartości własnych c.d.n



W sumie temat tak szeroki, że nie wiem z której strony zacząć. 

Do podjęcia tematu zainspirowało mnie wieloletnie bywanie na czacie najpierw jednym, potem drugim. Chociaż nie wiem czy "inspiracja" w tym kontekście to właściwe określenie...

Pamiętam z socjologii stwierdzenie, że szkoła to takie odbicie społeczeństwa i stosunków społecznych w mikroskali. 

Wiele osób z różnych rodzin, o różnych charakterach, na różnych stopniach rozwoju społecznego, emocjonalnego, mentalnego, z różnymi zaburzeniami osobowości czy chorobami, osób, których towarzystwa nie wybiera się selektywnie, ono po prostu jest dane, osób przebywających codziennie razem, na dość małej przestrzeni. 

Ponoć wystarczy badać szkołę, by zbadać społeczeństwo.

Podobnie myślę jest z czatem, zasadniczą różnicą jednak jest to, że na czacie obecność jest dobrowolna, podczas gdy w środowisku szkoły obowiązkowa ( obowiązek nauki i wypełniania obowiązków zawodowych bez wpływu na to, z jaką grupą się uczy czy pracuje ). 

Inną istotną różnicą jest brak ciała fizycznego w kontakcie z drugim ciałem fizycznym i nie, nie mam tu na myśli współżycia seksualnego, zwyczajny brak kontaktu fizycznego i brak możliwości odczytywania mowy ciała czy słuchania głosu ( a w głosie bardzo wiele słychać ) , tym samym zubożenie interakcji o istotne źródła informacji, co ma swoje konsekwencje, ale o tym potem.

Trzecia to pewien stopień anonimowości dla przeciętnego użytkownika i brak możliwości weryfikacji osoby-nicka z osobą-człowiekiem, co sprzyja z jednej strony swobodnemu pokazywaniu twarzy bez maski, która nakładana w realnym życiu społecznym, ułatwia pełnienie jakiś ról, czy załatwianie interesów zawodowych, życiowych ( a tak, ludzie nawet, a może zwłaszcza wobec osób z którymi żyją prywatnie na co dzień noszą maski, a "nie swoich" traktują inaczej, często gorzej albo odwrotnie ),  ponieważ istnieje przeświadczenie ( i w dużej mierze tak jest), że czat i wirtualna sfera daje "wolność" rozumianą jako brak ponoszenia osobistej konsekwencji za dokonane czyny.

Z drugiej strony przez część osób maski bardzo chętnie są na czatach ( czy w innych portalach społecznościowych, komunikatorach itp) wykorzystywane, by samemu sobie potwierdzać coś tam, podbudowywać ego, "złowić" partnera, bo np. co za problem wkleić emotkę uśmiechu, kiedy akurat wcale nam do śmiechu nie jest, albo wykazać swoją "wspaniałość" dyskredytując innych, najlepiej nieobecnych.

Stąd biorą się wszelkie techniki zarówno komunikacji jak i manipulacji stosowane również w "realu", tyle że tutaj jest ich większe zagęszczenie.

Działają one na czatach silniej ( z powodu ograniczonej możliwości weryfikacji ), ale też może łatwiej niektóre czasem zdemaskować o ile zapisują się tzw. logi z rozmów. Wszak w internecie nic nie ginie, słowo pisane gdzieś zostaje, więc łatwiej komuś udowodnić np. kłamstwo, niż to kłamstwo udowodnić w realu.

Niemniej jednak wszelkie techniki manipulacji, dyskredytacji, mobbingowe ( dzisiaj modne określenie "hejt" ) działają poprzez takie same mechanizmy zarówno w wirtualnej rzeczywistości jak i poza nią.

c.d.n













1 sie 2019

Refleksja i przypowieść o wróbelku.

Refleksja i przypowieść o wróbelku.


Tak mi się przypomniała w związku z pewną dzisiejszą rozmową na czacie i dość częstą obserwacją kurzej ślepoty ludzi na perfidne manipulacyjne ale w tzw. "kulturalny" sposób przeprowadzone działania innych osób, z jednoczesnym piętnowaniem autentycznych, podyktowanych dobrymi intencjami zachowań i słów wyrażanych wprost, aczkolwiek nie zawsze tzw. grzecznych.
Przy czym dla takich ślepych osób ci pierwsi są "ok" a ci drudzy są "be".

Do tego obojętność i bierność, na te pierwsze działania uskuteczniane wobec innych (a co za tym idzie wspieranie takich zachowań i takich osób w społeczeństwie), z naiwną, nieuzasadnioną wiarą, że "mnie to nigdy nie spotka".

Nie wiem, przeraża mnie ( tak, bo długo się broniłam przed takim myśleniem)  to,  ale od jakiegoś czasu zaczynam myśleć , że coraz więcej ludzi w Polsce staje się coraz bardziej ślepych, obojętnych na wszystko, płytkich, wygodnickich i wybiórczych w ocenach zarówno innych ludzi jak i zjawisk, bez empatii i zwyczajnie głupich...


Przypowieść o wróbelku


Wróbelek lecąc na północ zamarzł i spadł na ziemię, wpadł w ciepły krowi placek, leżąc w nim odtajał, obudził się i ciesząc się, że żyje zaczął radośnie ćwierkać. Wtem pojawił się kot, wyciągnął go i zjadł.

Wnioski:

Nie każdy kto na Ciebie nasra jest Twoim wrogiem.
Nie każdy kto Cię wyciągnie z gówna jest Twoim przyjacielem.
Jak będzie Ci ciepło i wygodnie, trzymaj dziób na kłódkę.

Ale co zrobić, jak nie będzie ciepło i wygodnie...nie wiem...jak będziesz siedzieć cicho, to jeszcze mogą na ciebie dodatkowo "srać", jak nie będziesz siedzieć cicho, to mogą cię też zjeść...

















22 lip 2019

Jedno z wyjść - refleksja nocą

Jedno z wyjść - refleksja nocą


Jeśli nie pasujesz do danego środowiska to zmień siebie, jeśli nie chcesz zmienić siebie, to zmień środowisko.
Jeśli nie możesz zmienić środowiska, to zmień...środowisko....

Może wyjście czasem nienajlepsze, ale bywa, że jedyne, by nie stać się gorszym człowiekiem i nie dać się ściągnąć w dół...




31 mar 2018

Budowanie kobiecości cz.1 - w męskim kontekście

Budowanie kobiecości cz.1 - w męskim kontekście



W męskim kontekście, czyli jaką kobiecość wspierają mężczyźni.

Trzeba jasno zdać sobie sprawę z tego, że w "świecie", w rzeczywistości społecznej w mniejszej skali i globalnej, to co wspieramy jednocześnie wzmacniamy.

Przypomnę tu przypowieść o wilkach, na pytanie skierowane do starego Indianina, który wilk zwycięży, padła odpowiedź "ten którego karmisz"...i tak samo dzieje się w świecie globalnie, bo każdy z nas karmi któregoś wilka a któregoś mniej albo wcale.

Temat jest rozległy, dlatego podzielę go na części.

Podjęcie go, w części pierwszej, jest efektem refleksji nad zagadnieniem poruszanym w filmie, pod dość agresywnym tytułem "Jak kobiety rujnują mężczyzn", z wykładu Rosjanina ( to ważne) Trechlebova uważanego za "guru" od starosłowiańskich przekazów , oraz obserwacji relacji innych, rozmów z kolegami, koleżankami, tatą, oraz doświadczeń własnych w relacji z mężczyznami.

Wykład Trehlebova:


Trechlebov mówi o wymianie energetycznej między kobietą a mężczyzną, której istnienia jestem świadoma od dawna ( zresztą wymiana energetyczna zachodzi nie tylko pomiędzy płciami ale każdym człowiekiem ).
Niestety skupia się w części tego wykładu tylko na odpowiedzialności, jednej z płci - kobiety, którą przedstawia z jednej strony jako tą, która daje energię mężczyźnie, z drugiej potrzebuje mężczyzn ( tak, nie jednego ) "wyssać" z energii  ( co w jego słowach jakoś pejoratywnie brzmi)  ponieważ w ten sposób uzyskuje potwierdzenie swojej kobiecości, dzięki czemu czerpie siłę do życia, radość.

I tutaj zauważam pewne niedopowiedzenie.

Czułam potrzebę dopełnienia tematu z mojego punktu widzenia i przemyśleń, punktu widzenia kobiety, którą jakby nie było jednak jestem i jakąś wiedę przodków z linii żeńskiej chyba mam ( TUTAJ nieco o tym ).

Mój tekst nie będzie o "rujnowaniu" ani mężczyzn, ani kobiet, ponieważ takie ujęcie tematu wpycha go w kontekst "winy" jednej z płci, pogłębiając przepaść w i tak już niełatwych (w dzisiejszym zagubieniu zarówno mężczyzn jak i kobiet w trudnej rzeczywistości społecznej i ekonomicznej) , relacjach między- płciowych. Takie ujęcie tematu to nieporozumienie.

Uważam, że jest to błędnie ujęte w kontekście "winy" i brak uzasadnienia w psychologii, życiu i w duchowości, tym bardziej słowiańskiej, bo to tak, jakby relacja i to co się wydarzy "pomiędzy" zależało tylko od jednej osoby i tworzyło staus quo. 

Gdyby relacja kobieta-mężczyzna zachodziła między ludźmi z wykonaną lobotomią, lub lobotomią u jednego z nich, to może by tak było ;)

Tu przypomniał mi się stary film pt. " Żony ze Stepford" > TUTAJ 

( polecam panom, którzy tęsknią za "idealną" kobietą, wiecznie uśmiechniętą, uległą i niczego od nich nie wymagającą, ani nie marudzącą i takim, którym wydaje się, że są takie kobiety )

W relacji istnieje przecież dynamika, to szczególne "falowanie", przypływy i odpływy niezależnych od obojga sytuacji życiowych, emocji o różnej gradacji, od ekscytacji, radości, odrobiny szaleństwa, fantazji, wzajemnej mobilizacji, poprzez wyciszenie, spokój, rutynę, smutek, nudę, stagnację czy "drętwotę", by potem znów pojawiła się radość, fantazja , odrobina szaleństwa itd.itd.

"Falowanie" tak jak przypływy i odpływy żywego oceanu, który co rusz to nieśmiało odsłania nowy kawałek plaży , by za jakiś czas zalać go wzburzonymi falami, by w kolejnym momencie znów go odsłonić.

Czy ten ocean za każdym razem jest innym oceanem, czy jest to ten sam ocean, który ulega tylko pewnym rytmom, czy okolicznościom zewnętrznym niezależnym od niego?
Czy ocean może nie mieć pływów? Czy nie stał by się wtedy jedynie jeziorem, sadzawką spolegliwie poruszaną tylko wiatrem? To przecież właśnie ten bezkres, i te fale podobają nam się w oceanie a jednocześnie jego łagodny, kojący szum.

Gdy po oceanie płynie statek, to działa on na ten ocean, tak samo jak ocean oddziaływuje na niego, nie można oddzielić statku od fali, inaczej statek stałby się samolotem...a i wtedy nadal mógł by mieć pośredni wpływ na ocean, choć ocean nie musiałby mieć wpływu na niego.
Podobnie jest ze wszystkim tym, co w oceanie żyje, co żyje z oceanem. Dzięki niemu żyje i ocean żyje dzięki temu.

Tak jak nie da się tego rozdzielić, tak nie da się rozdzielić wzajemnego wpływu ( psychologicznego i duchowego, energetycznego)  na siebie kobiety i mężczyzny w relacji, czy to będzie relacja koleżeńska , czy to będzie relacja partnerska, czy małżeńska. Tym samym obarczanie odpowiedzialnością za całość tej relacji jednej ze stron jest nieporozumieniem.

Kobieta nie jest tą, która ma jechać tandemem przez życie z mężczyzną i pedałować za dwoje. W końcu to on ma więcej siły, od zawsze polował, walczył i chronił, nie tylko swoją kobietę....Nie można zrzucać na nią odpowiedzialności za to, że łańcuch spadnie albo mężczyzna będzie się wiercił na siedzeniu i rower się przewróci lub nie będzie mu się chciało pedałować, w związku z czym szybkość znacznie zwolni się  a trasa wydłuży, albo po prostu tandem się zatrzyma. Nie mówiąc już o akcjach typu nagłego łapania za hamulec , kiedy ktoś równo pedałuje, albo odwrotnie - wjeżdżania nagle na skrzyżowanie na czerwonym świetle mimo, że kobieta naciska hamulce, czyli sabotażu tandemowej podróży.

Wszelkie teorie zrzucające odpowiedzialność za czyny mężczyzny, jego stosunek do kobiety, czy to co robi w relacji i z relacją,  na kobietę, odzierają go z męskości, mądrości, dojrzałości i czynią marionetką w rękach kobiety.

Nie godzę się na to. 

Chcę w facetach widzieć mądrych mężczyzn, którzy nie będą mieć do mnie pretensji, o to co sami kreują w relacji ze mną, bo będą sobie zdawać sprawę ze swojej odpowiedzialności w tej sferze, swoich "chceń" widzenia mnie czy relacji w taki lub inny sposób i rozumienia skąd te chcenia się biorą, rozumienia swojego sposobu postrzegania przez pryzmat np. przeszłych doświadczeń i tego, że ich zachowanie w relacji przyniosło taki czy inny skutek, bo na mnie też miało wpływ i na moje zachowanie wobec nich, czy w relacji ogólnie.
Którzy będą zdawać sobie sprawę, że relacja to wymiana energetyczna, psychologiczna, w obie strony, wzajemne przenikanie się i falowanie.

Mężczyzn, którzy postrzegają prawidłowo, realnie, a nie tylko myślą, że tak jest.

Mężczyzn zdolnych do dialogu, otwartych na inny sposób postrzegania, na kobiecość jaka jest dla danej kobiety właściwa a nie jaka "powinna być" w/g poradników i guru, czy wdrukowanego w przeszłości szablonu ( matka, "była" )
Mężczyzn, przy których kobieta może wyrażać SWOJĄ kobiecość w pełni, a nie taką, jaką musiała wypracować ( najczęściej z wzorca matki albo "popytu" na takie a nie inne zachowania i cechy ),  by jakiś facet ją "chciał" ( w/g swojego szablonu wdrukowanego w przeszłości) by mogła przetrwać.

Mężczyzn, którzy potrafią akceptować a nie tylko krytykować.

Którzy najpierw wymagają od siebie ale nie są dla siebie zbyt surowi, tym samym nie są zbyt surowi dla innych.

Którzy podnoszą zamiast deptać.

Przy których kobieta czuje się bezpieczna ze swoją kobiecością, i dzięki temu może przejawiać ją w pełni.

Powyżsi mężczyźni są zapewne rzadko spotykani w Rosji, tam widocznie potrzebują baby by nimi sterowała. Za kołnierz nie wylewają, więc to kobieta jest tą, która musi ich krotko trzymać, przy czym takiego rosyjskiego macho nie można krótko trzymać wprost, bo jeszcze by pięścią przyłożył, stąd podchody, manipulacje, "szyja kręci głową". Taka kultura.

Takie doświadczenia ma widocznie Trechlebov.  Moim zdaniem on opiera się na tym co zna, a zna właśnie taki model, co nie znaczy że to model prawidłowy, zdrowy. 
Taki model na ogół funkcjonuje tam, gdzie kobiety są ekonomicznie, życiowo, społecznie uzależnione od mężczyzn i mają niższy status, lub tam gdzie jest duża konkurencja wśród kobiet o tzw. zasoby.
Zauważam, że również tam, gdzie kobiety pozbawione są wsparcia męskiego (nawet w związkach małżeńskich) i emocjonalnie ( lub fizycznie ) opuszczone przez izolujących się emocjonalnie (czy nawet fizycznie), mężczyzn.
Powoduje to przerzucanie przez kobiety uczuć i więzi emocjonalnych typu męsko-damskiego na synów. Tym samym kobiety wychowują synów na mężczyzn zbyt słabych, uzależnionych od stymulacji i animacji w wykonaniu kobiet, by mogli czy chcieli nabyć świadomość opisanych wyżej spraw, oraz wziąć odpowiedzialność w relacjach z kobietami w dorosłym życiu, na poziomie zarówno materialnym, emocjonalnym, jak i duchowym.

Tacy mężczyźni potem preferują taki a nie inny model relacji, bo taki mają wdrukowany w dzieciństwie, czy potem w pierwszych relacjach z kobietami w okresie dojrzewania, wybierają więc i wspierają taki a nie inny typ kobiecości i taki a nie inny model relacji, bo do takiego a nie innego łatwiej im się dostosować ( albo nie muszą się dostosowywać i niczego zmieniać w sobie ) i kółko się zamyka.

Dlatego dzisiaj mamy tzw. kryzys męskości i jak mówią ezoterycy słabych mężczyzn i silne kobiety, które współtworząc i wspierając powyższy schemat, doskonale potrafią wykorzystać pozycję społeczną mężczyzn w męskim świecie.
W dodatku często wmawia się ludziom , że to jest prawidłowe ( jak np. w przypadku Trechlebova )

Jednak wyżej cenię mężczyzn, niż autorzy większości tych różnych poradników, odbierających mężczyznom zdolność do myślenia, świadomości swoich uwarunkowań, świadomego decydowania , samostanowienia, kreując ich na sterowalnych, dających się "ulepiać" chłopców w krótkich spodenkach, z którymi "odpowiednia" ( czyt. "kobieca"= sprytna )  kobieta potrafi zrobić co zechce, bo to ona jest "szyją która ma kręcić głową".

Nie wiem z jakiej planety Wy pochodzicie, ale w moim ciele to głowa kręci szyją a nie odwrotnie.
Czy w szyi macie mózg, który steruje ruchem?......

c.d.n




Powiązane posty:

Od niej zależy istnienie człowieka > TUTAJ 

Tylko zmieniając coś w sobie > TUTAJ

Jak myslisz tak potem tworzysz >TUTAJ


20 mar 2018

Od niej zależy istnienie człowieka....

Od niej zależy istnienie człowieka...



Od Kobiety...

A jaki ten człowiek będzie zależy od Ciebie Mężczyzno. 

Od Twoich wyborów, mentalności, wzorców, zachowania wobec kobiet, od tego jaki typ kobiecości wspierasz a jaki depczesz.

Jako kobieta czasem przeżywam ( i nie tylko ja ,ale znajome kobiety również)  bardzo niefajne ( o tych fajnych teraz nie piszę ale oczywiście też się zdarzają) zachowania  niektórych facetów i czasem zastanawiam się, czy są aż tak nieświadomi, nierozumiejący, czy może tak bezwzględni, egocentryczni, socjopatyczni, a może aż tak zagubieni i skrzywdzeni , że stają się ślepcami i głupcami wspierając nie to, co powinni w świecie. 

Nie rozumiejąc, że depcząc te intencjonalnie szczere i życzliwe, spokojne i zrównoważone, naznaczone cichą, niedocenianą obecnością bycia "obok" i "przy", przejawy kobiecości, goniąc za przejawami powierzchowności ( nie tylko walorów cielesnych ale i powierzchowną, ślepą ekscytacją w byciu ), lub co równie kiepskie, w pogoni za adrenaliną prowadząc z kobietą jakieś wojny podjazdowe, czy sabotując relacje, niszczą nie tylko tę kobiecość, ale niszczą tak naprawdę też siebie i to co wokół. 

Wygrzebałam poniższy tekst ze swoich notatek, choć nie pamiętam skąd go wzięłam. Może warto go uważnie przeczytać i nie tylko w kontekście matki, żony.

Czcij kobietę matkę wszechświata, 
ona w sobie zawiera całą prawdę 
Boskiego stworzenia, istnienia.
Ona jest podstawą wszelkiego dobra piękna. 
Ona początek życia i śmierci. 
Od niej zależy istnienie człowieka, 
Bo ona jest przyrodzonym oparciem Jego pracy. 
Ona ciebie rodzi w męczarniach, pocie czoła. 
Ona obserwuje twój rozwój, wzrost do samej śmierci. 
Ty jesteś przyczyną jej zmartwień 
Błogosław ją, czcij ją 
Bo ona jest jednym jedynym twoim przyjacielem 
Oparciem na ziemi 
Czcij ją, broń jej 
Postępując w ten sposób 
Ty zyskujesz jej miłość, jej serce 
I będziesz przyjazny dla boga. 
Właśnie, dlatego wiele grzechów będzie ci wybaczone. 
Miłością darz żony i szanuj je, bo one jutro 
będą matkami, a później pramatkami swego rodu. 
Przytakuj kobiecie, jej miłość uszlachetnia, 
Zmiękcza serce, zatwardziałe zwierze 
W jagnię zmienia. 
Żona i matka to bezcenny skarb, 
Który daje nam Bóg 
One najlepsze ozdoby wszechświata. 
Z nich rodzi się wszystko to, co żyje na Ziemi 
Tak jak kiedyś Bóg potrafił oddzielić światło od ciemności 
Lądy od wód, tak samo kobieta ma w sobie dar 
Oddzielić w człowieku dobre zamiary od złych myśli 
Właśnie, dlatego po Bogu pierwszą jest kobieta 
Myśleć tak się powinno 
Kobieta to boska świątynia 
W której ty łatwo dostaniesz 
Całkowitą boską błogość 
Więc z tej świątyni moralne siły bierz 
Tam ty zapomnisz o swoich niepowodzeniach 
Odzyskasz zgubione siły, tak tobie 
niezbędne żeby bliźnim pomagać 
Nie poniżaj jej, postępując w ten sposób 
Tylko poniżasz siebie samego 
I tracisz tą miłość, bez, której tutaj nic nie istnieje na Ziemi 
Ochraniaj swoją żonę i ona obroni ciebie, i twoją rodzinę 
To wszystko, co uczynisz dla swojej matki, żony, wdowy 
Albo innej kobiecie w żałobie Zrobisz dla Boga.



Dla tych mężczyzn , którzy nie mieli dobrych wzorców w dzieciństwie, czy mają wdrukowany nieprawidłowy schemat relacji, czy niefajny schemat kobiecości, który podświadomie ich pociąga, mimo że deklarują inny, a chcieli by to zmienić, dawałam paczkę książek wartych przejrzenia  w innym poście:


Lub do ściągnięcia bezpośrednio :



11 lis 2017

Rząd "przyklepał" ubezwłasnowolnienie medyczne Polaków - ustawa już w senacie!

Rząd "przyklepał" ubezwłasnowolnienie medyczne Polaków - ustawa już w senacie!



To co się dzieje w Polsce jest szokujące.

Dzisiaj obchodzimy Święto Niepodległości, paradoks polega jednak na tym, że nie jesteśmy niepodlegli jako państwo lecz wykonujemy nakazy organizacji (a to tylko organizacja!) pod nazwą UNIA Europejska.

Nie jesteśmy też wolni jako obywatele, ponieważ od iluś lat naszą wolność się w niebezpieczny dla nas sposób ogranicza ( biometryczne dowody i paszporty osobiste, nakaz rejestrowania telefonów komórkowych, przymusowe szczepienia, ostatnia ustawa o przekazywaniu danych osobowych wszystkim urzędom, w tym skarbowym i  "prewencyjnej" inwigilacji wszystkich którzy zarezerwują bilety na samolot, itp) .

Mają nasze dane biometryczne, kto chce i kiedy chce, teraz będą mieć nasze dane medyczne w ogólnej bazie, ponieważ w senacie jest już odpowiednia ustawa o POZ.
Te wszystkie skojarzone dane, wraz z namiarami gps przez tel. komórkowe ( oraz możliwość podsłuchu przez nie nawet w domu ), które mogą być wykorzystywane przez nie wiadomo kogo i w różnych celach ( kto ma wyobraźnię to może sobie wyobrazić konsekwencje tego dla obywateli ), poważnie ogranicza naszą prywatność, wolność, zabiera swobodę obywatelską.

Ta ustawa o POZ to praktycznie uprzedmiotowienie i ubezwłasnowolnienie nas w sferze medycznej!
Nie będziemy mieli również możliwości decydowania o sposobach leczenia własnych dzieci.

Przytaczam fragment petycji zdecydowanie trzeba ją  podpisać ) a pod linkiem, poniżej znajdziecie całość do podpisania wraz z treścią ustawy:

"Kodeks Norymberski wprowadził do prawa i medycyny pojęcie świadomej zgody. W Polsce w przepisy dotyczące świadomej zgody pojawiły się dopiero w 1991 roku. 
Szanowni Państwo mamy rok 2017. Czas najwyższy, aby Prawa Pacjenta i Prawa Człowieka zaczęły być przestrzegane.
Ustawa z dnia 27 października 2017 r.  o podstawowej opiece zdrowotnej przewiduje zupełny brak podmiotowości pacjenta/świadczeniobiorcy, a nawet zdrowego obywatela, w całym procesie opieki skoordynowanej. Mówi głównie o „przejmowaniu opieki NAD świadczeniobiorcą”, „sprawowaniu opieki NAD świadczeniobiorcą”, ustalaniu zakresu działań wobec świadczeniobiorcy, przekazywaniu informacji o świadczeniobiorcy (również w związku z działaniami profilaktycznymi oraz zbieraniem i przekazywaniem danych wrażliwych). Wszystkie te działania pacjent/świadczeniobiorca ma biernie i posłusznie akceptować a zalecenia wykonywać.
Nie jestem osobą ubezwłasnowolnioną i nie życzę sobie, aby ktokolwiek przejmował opiekę nade mną Oczekuję pełnej decyzyjności, informacji i podmiotowości na każdym etapie korzystania z usług lekarza, jeśli uznam, że takich usług potrzebuję. Mają to być usługi realizowane DLA obywatela/świadczeniobiorcy, a nie przejmowanie nad nim opieki. Świadczenie usług nie może dawać upoważnienia do przejmowania kontroli nad usługobiorcą.
Nie zgadzam się aby moje najwrażliwsze dane osobowe, dane o zdrowiu i chorobach, były przekazywane innym lekarzom, podmiotom leczniczym, instytucjom i organizacjom związanym z opieką zdrowotną, podmiotom edukacyjnym i oświatowym, firmom, fundacjom, stowarzyszeniom – bez mojej świadomej decyzji na każdym etapie tego przekazania. Nie zgadzam się, aby sposób i zakres  przekazywania moich danych ustalał regulamin podmiotu leczniczego. Nie zgadzam się, aby moje dane wrażliwe były telefonicznie, lub za pomocą zwykłej poczty elektronicznej przekazywane innym lekarzom czy instytucjom. To ja decyduję kiedy, komu i jakie moje dane wrażliwe, informacje o moim zdrowiu lub moich chorobach będą przekazywane i w jakim zakresie. Sposób przekazywania danych musi zapewniać ich bezpieczeństwo. Nie zgadzam się, aby nieokreślone i nieznane mi podmioty, administrowały moimi danymi bez mojej wiedzy, zgody i w nieznanym mi zakresie.
Tajemnica lekarska nie jest tajemnica przynależną podmiotom leczniczym. Jest tajemnicą prywatną każdej osoby, osadzoną w bezpośrednich relacjach pacjent – lekarz. Uczestnictwo lekarza w pracy jakiegokolwiek zespołu czy instytucji państwowej lub prywatnej, nie zwalnia go z zachowania tej tajemnicy, bez każdorazowej zgody pacjenta na przekazania ściśle określonego zakresu danych...."

Link do ustawy > TUTAJ
                      i   > TUTAJ


Opinia GIODO na temat sposobu przekazywania danych wrażliwych w tej ustawie > TUTAJ 

Senacka Komisja Zdrowia o POZ - pokaz arogancji ( jak wiele innych komisji zresztą, dla których interes koncernów jest ważniejszy niż Naród Polski)  > TUTAJ 

Gdzie i kto będzie przechowywał nasze dane medyczne > TUTAJ 




10 kwi 2017

Krótkie przesłanie na dziś

Krótkie przesłanie na dziś...



Masz tylko trzy sposoby odnoszenia się do innych w relacji i czwarty zdecydowanie niewarty, bo szkodzi przede wszystkim tobie.


  • Z życzliwością, uważnością, empatią i pomocą.
  • Jeśli nie możesz albo nie chcesz być uważny, empatyczny, czy komuś pomóc, to przynajmniej nie dołuj, nie dokładaj więcej ( bo ktoś może już nie być w stanie unieść jeszcze tego dodatkowego niefajnego od ciebie ), nie podcinaj skrzydeł, nie niszcz resztek sił.
  • Obojętność . Zawsze możesz udać szlachetnego rycerza i "wymiksować" się z niewygodnego dla siebie kontaktu pod  hasłem " Nie chcę cię krzywdzić" lub "Jesteś dla mnie za dobra/y " , " to dla twojego dobra". Naiwni być może w taką przyczynę i wytłumaczenie uwierzą, wrażliwi będą mieć o jedną cegiełkę więcej "niefajnego" od innych, bo to jest niefajne i ktoś sobie z tym potem musi radzić ( patrz punkt 2)
  • Dokopywanie, podgryzanie, tzw. "inteligentne" wbijanie szpilek, dwulicowość, czyli bycie "świnią" ( chociaż to określenie obraża te zwierzęta )



Dobrego dnia.


14 lis 2016

Krótka refleksja o samotności

Krótka refleksja o samotności


Krótka, więc w dużym uproszczeniu...taka zajawka z intencją głębszego wejścia w temat, w przyszłości, bo samotność nie jest mi obca.

Ludzie mylą pojęcie bycia samym ( kiedy człowiek jest fizycznie sam ), bycia samotnym ( kiedy czuje się wewnętrznie psychicznie, emocjonalnie samotny nawet będąc z innymi ), jeszcze nieco czym innym  jest osamotnienie, kiedy człowiek nie dokonuje wyboru, kiedy jest na nie skazany.

Można być samemu fizycznie ( bez rodziny, partnera życiowego, przyjaźni ) a nie czuć się samotnym, bo może wystarczają luźne relacje społeczne typu koleżeńskiego. Taka "samotność" jest zazwyczaj wyborem, i samotnością, tego stanu bycia nie można nazwać, jeśli nie jest tak odczuwana i komuś jest tak dobrze.

Samotnością jest dopiero bycie wśród ludzi, często tzw. bliskich ( rodzina, partner ) a mimo to wewnętrzne poczucie samotności. Taki stan częściowo jest wyborem, bo np. partnera i rodzaj relacji w dużej mierze wybieramy sami, noszenie maski na twarzy i ukrywanie prawdziwego "ja" też wybieramy poniekąd sami.
W ten sposób tworzymy relację opartą na pozorach, w której boimy się braku akceptacji jeśli będziemy sobą. Brak w niej prawdziwej bliskości opartej na akceptacji , zrozumieniu, a to rodzi poczucie samotności, o czym wspomniałam już w kontekście miłości > TUTAJ 
Oczywiście ta świadomość samotności jest na różne sposoby zagłuszana tzw. laytowym życiem, dostarczaniem bodźców z zewnątrz, pracoholizmem, alkoholem, "relacjami" w internecie itd., w ten sposób ucieka się od refleksji i prawdy o sobie, o tej drugiej osobie i relacji , która nas z nią łączy. Jesteśmy z tą kobietą lub mężczyzną nie dla nich jako takich, lecz dlatego, że pozwalają nam uniknąć samotności, uprzedmiotowiamy tę drugą osobę i siebie. Uciekamy przed braniem odpowiedzialności. 

Osamotnienie jest na ogół sytuacją wymuszoną, jest opuszczeniem przez innych ( w różnych sytuacjach, z przyczyny niepowodzeń życiowych, śmierci lub opuszczeniu przez współmałżonka, ukochanego, rodziców, biedy, bezrobocia, starości, choroby itp. ). Jest doświadczeniem utraty, odrzucenia, wyizolowania, obcości wśród innych ludzi i ich obojętności wobec nas.

Czasem jednak człowiek sam się izoluje, mimo chęci bycia przy nim, z nim, mimo życzliwości innych osób.
Paradoksalnie, bywa tak nawet wtedy, kiedy boli go samotność, kiedy pragnie czegoś innego. Spowodowane jest to zwykle urazem z przeszłości, na skutek którego się cierpiało,  strachem przed ponownym cierpieniem, może też poczuciem "jestem niegodny", "nie zasługuję",  ( słyszy się od takich osób "po co ci taki ktoś jak ja", "nie chcę litości","wolę być sam niż.. "itp ), wtedy pozostawanie w samotności jest mniej bolesne niż zabita rozczarowaniem nadzieja.
pozostawanie w samotności pomimo, że pragnie się czegoś innego, może być też niekiedy spowodowane poczuciem winy, a czasem pychą - przekonaniem, że inni są mi niepotrzebni. 
Bywa, że to niewiara w dobre intencje.

"Bóg jest obecny w każdym człowieku, który jest ci przychylny, dla którego jesteś wart trudu, który z Tobą idzie i pozostaje, kiedy zapada wieczór."

W sensie duchowym można by rzec, że nigdy nie jesteśmy samotni, ponieważ jest w nas cząstka miłości Bożej.

Ten stan można wykorzystać dla rozwoju wewnętrznego ( choć ktoś może spytać " po co?" )
W samotności jest czas by spojrzeć w siebie. Zwłaszcza samotność jako konsekwencja wyboru jest tą, która sprzyja uczeniu się bardziej uporządkowanego życia, nauczenia się budowania więzi ze sobą samym, przez co przygotowuje do lepszego budowania więzi z innym człowiekiem. Poprzez samotność możemy odkrywać głębię nie tylko swojego świata, swojego człowieczeństwa, ale też doceniać więź z drugą osobą.
Czasem przejściowy stan samotności to taka konieczność życiowa umożliwiająca powroty do równowagi, poukładanie się wewnętrznie od nowa po "kataklizmach" życiowych. Trzeba mieć w życiu wewnętrznym taką ostoję, która da niezbędny dystans, odwagę, zrozumienie, gotowość
rezygnacji, poczucie wewnętrznej mocy, by móc dalej żyć w świecie zewnętrznym.

To chyba ta dobra strona, być może jedyna.

W sensie takim zwyczajnym , ludzkim:

"........
Kiedy nikt nas nie żegna i nikt nas nie wita,
Nikt się za nas nie modli - nie tęskni, nie pyta.
I żadne dla nas serce nie drży i nie bije,
I gdy nie ma istoty co kocha i żyje
W nas i dla nas! "
(Józef Narzymski)

Człowiek samotny, osamotniony, nie jest nikomu potrzebny ( w sensie psychicznym ) bo nikt nie tęskni za jego obecnością, nikogo nie obchodzi co się z nim dzieje, gdy umiera nikomu go nie brakuje..... bez względu na to co robił za życia dla innych...

Samotność to moment, gdy jest ci źle na duszy, a nie masz lub nie możesz z nikim o tym porozmawiać, kiedy nie ma nikogo kto by chciał podjąć próbę zrozumienia. Kiedy nie ma nikogo, kogo by obchodziły twoje potrzeby, bo myśli tylko o swoich, nie zważając na ciebie.

Przypomniał mi się widok (który ktoś mi pokazał robiąc zdjęcie) nikomu niepotrzebnego , drewnianego krzesła wyrzuconego  na śmietnik....w pewien chłodny wieczór.

Bo samotność to poczucie, albo/i bycie traktowanym jak to krzesło....ktoś jest i dla kogoś istniejesz, póki jesteś do czegoś potrzebny, póki spełniasz przypisaną ci rolę, zaspokajasz czyjeś potrzeby...jeśli nie, z dnia na dzień przestajesz istnieć, zostajesz wyrzucony na śmietnik jak grat...możesz tylko popatrzeć w światło okna i cienie w miejscu, w którym wcześniej byłeś i zatęsknić za złudzeniem...





11 paź 2016

Relacje przez internet jako prezerwatywa - c. d.n

Relacje przez internet jako prezerwatywa  - c.d.n


Internet w relacjach męsko-damskich, to dla wielu facetów ( i niewielu kobiet ) taka emocjonalna, i nie tylko emocjonalna, prezerwatywa.

3 paź 2016

Przekonania - jak myślisz tak potem tworzysz ( tytuł i post roboczy , czyli zajawka )

Przekonania  - jak myślisz tak potem tworzysz ( tytuł i post roboczy czyli zajawka)


Potrafię słuchać, więc słucham. Uważnie słucham,  kobiet i mężczyzn. W tym co mówią widać ich przekonania. Rozwinę ten post z czasem.

Teraz przytoczę tylko przekonanie części ( mam wrażenie że większości tych, których spotkałam ) facetów odnośnie bliskości i kobiet.

"To nie jest strach przed bliskością, tylko instynkt samozachowawczy, zachowanie dystansu facetów wynika zupełnie z czegoś innego, mianowicie z faktu, że prędzej, czy później wybranka serca będzie chciała wykorzystać nasze słabe strony w trosce o "dobro związku" lub co gorsza " o nas samych".


Czyli w/g tego kto ma w głowie takie przekonanie, to "wszystkie kobiety są takie same", w dodatku " każda kobieta jest moim potencjalnym wrogiem, bo będzie chciała wykorzystać moje słabe strony jak się odsłonię" i że " lepiej się nie odsłaniać", czyli nie pokazywać jaki jestem naprawdę.....

Nasuwają mi się tutaj refleksje. Jedna to taka, że ci faceci ( albo kobiety, bo one też tak myślą ) zwyczajnie takie osoby spotykali w swoim życiu, więc nie znają niczego innego, albo  nie wierzą, że może być inaczej, bądź zwyczajnie im tak wygodnie.
Druga to taka, że jednak to tylko racjonalizacja, tłumaczenie takie, bo właśnie chciało by się czegoś innego, ale nie spotkało się tego i brak wiary że się spotka, to trzeba sobie jakoś to wytłumaczyć, żeby mniej bolało , by za tym nie tęsknić.
Trzecia, że to racjonalizacja strachu przed zbliżeniem, rozumianym jako bliskość psychiczna i emocjonalna, przekazywanie pewnej prawdy o sobie, a nie jako "zwierzanie się".

Efektem takiego przekonania jest brak głębszej więzi w relacji, co po latach skutkuje stwierdzeniem że "miłość minęła" ( kolejne przekonanie , że miłość nie trwa długo ), co bardzo częste. Ludzie żyją nie razem, ale niejako obok siebie, każde ma swoje zajęcia i obowiązki, zbliża ich łóżko i dzieci i wspólne codzienne sprawy organizacyjne lub rozmowy o książkach (które są fajne ale z których niewiele dowiadujemy się o drugiem człowieku raczej) , nawet jeśli nie ma jakiś zawirowań, jest ok, to po "odchowaniu" dzieci niewiele zazwyczaj już ich łączy.

Wielu tak wybiera i mają oczywiście prawo. Słyszałam też, że "tak już jest", "tak już musi być" , "największe szczęście to dzieci a mąż/ żona, no cóż, musi być".

Daje to "święty spokój" , bo jak nie ma bliskości głębszej, to taka relacja jest nieco mniej wymagająca, bo mniej kosztuje  pracy nad rozwojem własnym i relacją, a także wszystko po człowieku "spływa", jest bardziej obojętne emocjonalnie, bo się wielu rzeczy o tym drugim człowieku nie wie, co robi, jak myśli itd...
Ktoś coś zrobi, ale drugiemu o tym nie powie, bo ma przekonanie, że drugi "mógłby to wykorzystać przeciwko ", rodzą się tajemnice... Znałam kobietę, która usunęła ciążę poza plecami męża, on nawet o tym nie wiedział...To nie jedyny przykład tego, że ludzie z takim podejściem niewiele o sobie wiedzą. Częstym skutkiem bywa samotność we dwoje. O tym co boli, co siedzi wewnątrz rozmawia się z innymi zamiast z tą osobą , z którą się jest. Nawet jest takie powiedzenie "Jak chcesz ujawnić prawdę o sobie, to tylko człowiekowi, którego drugi raz już w życiu nie spotkasz"...

Dla przykładu, gdybym w stosunku do byłego nie była szczera, tylko go oszukiwała a raczej potrafiła oszukiwać, że czuję się lepiej niż się czułam , to też by miał "święty spokój" i pewnie by został, bo dla tego "świętego spokoju" przecież odszedł jak się zrobiło trudniej, opuścił mnie w trudnej sytuacji, jak powiedział "dla mojego dobra" :D
A był to facet, który wiedział, że mnie, może ujawnić prawdę o sobie i nie zostanie to użyte przeciwko niemu, myślałam o nim tak samo. Usłyszałam jeszcze, że on nie potrzebuje miłości, nie potrzebuje też dobrej kobiety :) No to ma taką jaką chciał, jak z tego przekonania powyżej i ma teraz "święty spokój", i wygodę i layt.

Ostatnia moja relacja ( nie związkowa ) też by trwała, gdyby nie szczere wyrażenie prawdy o sobie z mojej strony, coś bym przemilczała, oszukała, nie ujawniła i było by nadal spokojnie i "święty spokój". W dodatku ten ktoś nie wykorzystał by prawdy o mnie przeciwko mnie, no cóż, zaufałam i "oddalam władzę"....

Więc  nie tylko kobiety niektóre wykorzystują to, co facet im o sobie ujawnia przeciwko niemu, robią to też czasem faceci w stosunku do kobiety.
Jeśli to się dzieje w związku, to świadczy to o tym, że nie ma miłości, jest wygoda i jak to niektórzy nazywają " każde grabie grabią do siebie", walka raczej o "swoje", asekuracja ( różnymi metodami ) a nie dążenie do głębszej relacji (co ja nazywam bliskością ). Bo jak może być głębsza relacja. jeśli niejako z góry traktujemy drugą osobę jako potencjalnego wroga, przy którym trzeba się pilnować. 

Kolejna refleksja, że takie przekonanie "zachowanie dystansu facetów wynika zupełnie z czegoś innego, mianowicie z faktu, że prędzej, czy później wybranka serca będzie chciała wykorzystać nasze słabe strony w trosce o "dobro związku" lub co gorsza " o nas samych", to może po prostu wymówka, by mieć "święty spokój", bo się nie chce pracować ani nad sobą ani nad relacją, oraz zwyczajnie nie chce się tej bliskości głębszej.


Przyjrzyj się tym przekonaniom :

"Nikt normalny nie chce ujawniać prawdy o sobie, bo odkrywa się wtedy na bycie zranionym....
prędzej czy później to co powiesz będzie wykorzystane przeciw tobie...
najbardziej nas ranią własnie osoby, które najmocniej kochamy...
Co zaufanie ma wspólnego z odsłanianiem swoich słabych stron i czynieniem się podatnym na zranienie?
Dałaś komuś broń przeciw sobie i taki będzie finał. "

W/g tych przekonań ten drugi człowiek to potencjalny wróg, przed którym musimy się asekurować, lub małe dziecko, które nie jest na tyle dojrzałe, by świadomie i odpowiedzialnie wobec nas postępować. 
Co ma zaufanie wspólnego z odsłanianiem słabych stron? A no to, że się ufa, że ta druga osoba tego nie wykorzysta. Wierzy się, że jest na tyle dojrzała, i rozwinięta moralnie, że nas też kocha.

Zwróćmy uwagę na to : "najbardziej nas ranią własnie osoby, które najmocniej kochamy..."
No właśnie, które my kochamy, ale one nas może nie kochają skoro celowo  nas ranią?
( aczkolwiek, ten co kocha też może zranić ale nie zrobi tego celowo raczej )

Inne przekonanie :

"Nam nie potrzeba potoku wynaturzeń by z kimś było nam dobrze i aby budować związek". 


Przy czym "wynaturzenie" w/g tego kogoś,  to potrzeba wyrażania siebie poprzez dzielenie się refleksjami ( teraz się pewnie "wynaturzam" ), ujawniania prawdy o sobie, swoich motywacji działań, ujawnianie urazów, czyli otwieranie się "przed" i "na".
Pierwszy raz słyszałam takie pejoratywne określenie na coś, co jest w/g mnie wartościowe i nie przeznaczone dla każdego, tylko dla tej szczególnej osoby.

Zwracam uwagę na to, że nacisk jest położony na "było dobrze" i na "budowanie związku"....tutaj znów przewija się wygoda.... Ma być dobrze, bo źle jest samemu, dlatego jesteśmy różnie płciowi by nam było ze sobą lepiej, ale każdy chce żeby było wygodnie, to naturalne, tyle, że najwygodniej jest jeśli nie trzeba wykonać żadnego wysiłku, a kiedy nie trzeba wykonać wysiłku....

Co do budowania związku... to zupełnie co innego niż  budowanie bliskiej relacji. Można zbudować związek, a nie mieć głębszej bliskiej relacji.

I zgodzę się, że do budowania związku nie potrzeba "wynaturzeń" jak ktoś to nazwał, czyli otwartości, szczerości, uczciwości nawet ( jak się umie dobrze udawać ), zdejmowania masek.
I w takim związku będzie działać to pierwsze przekonanie.
A czasem po latach, jak się coś zadzieje obiektywnie, to  ludzie, dowiadują się z kim żyli i są mocno zaskoczeni...

Mimo wszystko ja wierzę, że można inaczej, jeśli chodzi o mnie, wiem, że nie pasuję do tego schematu typu kobiety z pierwszego przekonania, ale wiem też, że nie jestem w stanie walczyć z takim przekonaniem wobec mnie, jeśli ktoś takie ma. Dlatego chyba jestem sama ( a znam jeszcze druga kobietę, która do tego schematu nie pasuje i tez jest sama ), bo mężczyźni ( i kobiety, ja też ) wybierają w/g swoich przekonań.
Co ciekawe, akurat ten człowiek, którego tu zacytowałam mógł się kiedyś przede mną "wynaturzać" i robił to bez przykrych konsekwencji z mojej strony, ale jak widać poszedł właśnie za swoim przekonaniem lub/i zwyczajnie teraz sobie racjonalizuje, że zawsze tak jest.
Jeśli faceci myślą, że wszystkie kobiety tak robią, to nie zauważą tej , która jest obok, która wyłamuje się ze schematu. ( i vice versa , odnośnie kobiet )

Budowanie głębszej relacji, czyli bliskości prawdziwej,  opiera się między innymi na zrozumieniu i akceptacji drugiej osoby, by zrozumieć trzeba poznać, żeby poznać trzeba być wobec siebie szczerymi.
Wiele naszych zachowań wynika z naszych przekonań, wartości, doświadczeń, urazów. Bez otwartości, bez podzielenia się tym z drugą osobą trudno o zrozumienie, trudno też o wyrozumiałość jak się nie wie z czego wynika takie a nie inne zachowanie.

Pisząc "szczerość" mam na myśli też dobre intencje, a nie okrucieństwo, czy  paplaninę o wszystkim, bez uwzględniania czy coś akurat kogoś nie zrani .


Taka smutna refleksja. W związku z tym , że ja mam takie przekonania jakie mam, czyli inne od tych opisanych tutaj w cytatach, to w oczach facetów, którzy mi się podobali byłam taką kobietą TYLKO od "wynaturzania się" , bo przy mnie mogli to robić bezkarnie, natomiast na "życie" wybierają kobiety , które pasują do ich przekonania, więc po "wynaturzeniu" się przy mnie ( bo przy tamtych przecież nie mogą ) idą do tamtych, a ja sobie mogę tylko popatrzeć i powyobrażać jakby mogło być.

W końcu przez takie przekonania, wspierają właśnie to w świecie, takie cechy, takie zachowania ( o których potem mówią ze smutkiem, albo rezygnacją ) i takie podejście , czyli to się rozszerza, bo są
nagradzane takie zachowania, więc się kobietom ( i facetom ) "opłaca" tak zachowywać.....więc mogą sobie w końcu powiedzieć "bo tak już jest"....


" Założenia wpływają na Obserwację. 

Obserwacja rodzi Przekonanie. 

Przekonanie wywołuje Doświadczenie. 

Doświadczenie pobudza Zachowanie, które, z kolei, potwierdza Założenia."


c.d.n 







28 kwi 2016

Historia jedwabnego szala - rzecz o obdarowywaniu

Historia jedwabnego szala - rzecz o obdarowywaniu



W okresie około-świątecznym "zajączki wielkanocne" nieoczekiwanie obdarowały mnie prezentami  :)

 Są to szal z naturalnego jedwabiu ( od bardzo dawna nie dostałam tak kobiecego prezentu ), nowy cooler do procka, cały i silniejszy niż obecnie mam - komp, propozycja systematycznych gratisowych lekcji w temacie, który mnie interesuje ( a które mam nadzieję umożliwią mi potem pracę w tej dziedzinie z fajnym zespołem ) a także wsparcie burzą mózgów w ramach udziału w konkursie graficznym.
Zaczęłam się już zastanawiać, czy przypadkiem ludziom się święta nie pomyliły ;) 
W dodatku, co ciekawe ( i niektórym może się nie "mieścić w głowie" ) darczyńcami są  ludzie , których  na oczy nie widziałam, ponieważ znamy się tylko przez internet, z niektórymi od kilku lat z innymi w ogóle się nie znamy.
Potem jednak doszłam do wniosku, że ta prawdziwa pozytywna energia, czynna a nie bierna, w postaci okazywanej  życzliwości ( a nie jedynie uśmiechów, wesołości i płytkiego optymizmu ) może teraz po prostu do mnie wraca.

Mimo, że wszystkie podarunki mnie niezmiernie ucieszyły ( "zajączkom" wielkanocnym serdecznie dziękuję :) ), chcę dzisiaj skupić się głównie na historii szala, z tego względu, że jest najbardziej kobiecym prezentem i najmniej "pomocowym", w sensie wsparcia życiowego, z powyższych zajączkowych darów i w niecodziennych okolicznościach go otrzymałam. 
Bowiem temat będzie dotyczył czegoś zupełnie innego niż wsparcie.

Szal z naturalnego jedwabiu przyleciał do mnie aż z Chin ( zabawnie wyglądały chińskie znaczki w miejscu nadawcy ), nie jest to jednak jakieś chińskie badziewie, jak nam się obecnie kojarzą chińskie towary. To chińska jakość taka, jaką niektórzy pamiętają z czasów PRL-u, czyli dobra. 
Dotyczyła zazwyczaj porcelany i tkanin, ubiorów często pięknie drukowanych ( np. koszulki z chińskiej bawełny wtedy miały bardzo dobrą jakość i kolorowe nadruki ), chiński jedwab zawsze był najlepszy na świecie i chyba tak pozostało. 
Taki też jest szal, z jednej strony jedwabna satyna z lekkim połyskiem, z drugiej podbicie z czerwonego drapanego jedwabiu ( jakby miękka jedwabna flanelka, która daje ciepło ). Do tego kobiecy kwiecisty nadruk i niesamowicie miły dla ciała dotyk. 
Żartuję sobie, że będę wyglądać w nim jak sułtanka z serialu "Wspaniałe stulecie" :D

Mam go dlatego, że ktoś chciał mi sprawić radość. No i udało mu się :) 
Ktoś kogo w ogóle nie znam, z kim nawet nie rozmawiałam prywatnie a tylko włączyłam się do dyskusji ogólnej na jakiś temat, ktoś przypadkiem spotkany w wirtualnej rzeczywistości. Bo w wirtualnej rzeczywistości toczy się życie nie tylko wirtualne, po obu stronach łączy siedzą przecież realni ludzie.

Fakt obdarowania mnie szalem wywołał w zgromadzonych emocje ( chyba panie mi trochę zazdrościły ), wywołało je też potem przyjęcie podarunku przeze mnie od obcego mężczyzny.

Jak ludzie reagują na taką fantazję... Wszyscy chyba podobnie, myślą, że to żart, też tak w pierwszej chwili pomyślałam. Kiedy jednak okazało się, że facet wyraża chęć serio, pozwoliłam sobie na to, czyli na radość. Bez szczególnego poczucia obawy, że "czegoś będzie potem ode mnie chciał" i winy, że "nie wypada".
Bo czemu nie? Przecież zasługuję na życzliwość, sympatię i radość :)

Myślenie obserwatorów było jednak inne. Zazwyczaj takie, że to "zapłata" za coś, bo nikt ot tak bezinteresownie prezentów nie daje. Albo, że jak obcy facet daje kobiecie prezent, to pewnie czegoś od niej chce ( czego zazwyczaj można się domyślić ).
Takie spojrzenie mają zazwyczaj chyba kobiety, aczkolwiek i mężczyznom nie jest obce, ale chyba tym , którzy może takie właśnie mają do kobiet podejście.

Tak handlowo często ludzie podchodzą....wszystko coś za coś, nie z życzliwości czy zwykłej sympatii, czy po prostu ot tak z fantazji by ktoś się ucieszył.
Skąd się to bierze...Myślę, że chyba oni właśnie w taki sposób postępują, więc tak samo postrzegają intencje innych.

Inna rzecz, że sporo osób pewnie nie obdarowało by kogoś płci przeciwnej z obawy, że ktoś sobie "coś pomyśli", źle zrozumie jako "zaloty", ubieganie się "o" i potem będą mieć problem w razie pozytywnego odbioru z "odkręceniem" sytuacji, w razie nie pozytywnego odbioru ze skrępowaniem sytuacją odrzucenia w ogóle.

Również wiele osób nie przyjęło by prezentu w takich okolicznościach.

Kobiety właśnie z obawy, że potem będą do czegoś "zobowiązane" wobec faceta, bo jeśli trafi się na takiego , który myśli kategoriami " coś za coś" to faktycznie przyjęcie, życzliwości czy pomocy czy prezentu, może być mylnie zrozumiane przez takiego faceta, ponieważ on daje ale w zamian czegoś wymaga ( nie mylić z oczekiwaniami bliskimi marzeń jak np. kobieta mu się podoba, lubi ją i może chciałby widzieć w niej kogoś więcej, więc ją obdarowuje z sympatii, przyjaźni czy uczucia, chce sprawić radość ale nie obliguje kobiety do zobowiązań, nie jest to nasycone "musisz się odwdzięczyć" tylko raczej nadzieją na coś. Różni się  to tym  od  sytuacji "wymagającego czegoś za coś" faceta, że sympatia do osoby mimo niespełnionych oczekiwań nie mija )

Mężczyźni natomiast panicznie boją się  takich gestów ze strony kobiet, ponieważ interpretują je jako chęć "złapania" ( dosadnie mówiąc ) ich przez kobietę.
Gdyby chodziło tylko o złapanie do łóżka to na ogół no problem, oni się najbardziej boją "łapania" do związku/małżeństwa ( co jest zabawne, bo nawet nie zauważają jak kobiety ich łapią bardziej efektywnie, w swoich celach, przez łóżko, nie stosują do tego natomiast prezentów, okazywanej życzliwości czy wsparcia, a tego się faceci boją, czyli są czujni tam gdzie niekoniecznie trzeba, tracą czujność tam gdzie jest potrzebna ) Podobnie jak kobiety boją się zobowiązania, tylko do czegoś innego.

Są też osoby, które w ogóle nie lubią okazywania im namacalnych gestów życzliwości czy podarunków, ponieważ właśnie uważają, że "coś za coś" i  w ich mentalności może ten ktoś za jakiś czas będzie czegoś od nich potrzebował a oni nie bardzo mają ochotę na okazywanie życzliwości od siebie innym bez własnego "interesu".
Więc zabezpieczając się przed tym, najlepiej by niczego od nikogo nie chcieli, no chyba, że sami mają w tym interes.

Bywają też ludzie, którzy na skutek doświadczeń życiowych, stracili wiarę w życzliwość, bezinteresowność innych, w szczerą sympatię.
Spotkałam kiedyś kogoś , kto owszem przyjmował prezenty ale nie rozpakowując wyrzucał je do kosza...bo twierdził, że nie dostaje ich ze szczerymi intencjami więc ich nie chce. Nie wiem, być może tak było w przypadku kilku osób ale czy wszystkich?..

Takie podejście i mentalność ma swoje konsekwencje dla "świata", relacji międzyludzkich, społecznych ale i jednostkowo dla nich samych, choćby takie, że w ten sposób sami pozbawiają się radości, którą mogli by mieć gdyby otworzyli się też bezinteresownie na rzeczy dobre, spontaniczne, pozytywne od drugiego człowieka, bo nie każdy jest wyrachowany w kontakcie z drugim człowiekiem. Nie każdy podarunek ( nie tylko materialny )  ma cenę, którą mamy w takiej czy innej formie potem zapłacić albo zasłużyć na niego, by w ogóle go otrzymać ( bo i z takim podejściem niestety osobiście się spotykałam a ja nie chciałam musieć "zasługiwać" ).
Pamiętam jak kiedyś bardzo chciałam kogoś obdarowywać ale nie chciałam czuć się pod presją, że muszę "zasługiwać" na zasadzie wymiany handlowej. Chciałam czuć, że to wychodzi ode mnie, bez przymusu bez "oczekiwań wymagających" ( i nie pisze tu o prośbach, bo poprosić o coś to nie grzech, piszę o presji a nawet szantażu emocjonalnym ), im mniej było tego przymusu tym więcej chciałam ofiarować ale to było blokowane, ten ktoś tego nie rozumiał, że gdyby akceptował bez wymagania to otrzymał by więcej niż się otrzymać domagał, stracił na tym i ja straciłam.
Taka postawa wszystko psuje a przynajmniej jeśli chodzi o osoby z takim podejściem jak moje do relacji, bo oczywiście nie dotyczy to osób które mają filozofię "handlową" odnośnie relacji, zwłaszcza bliskich.

Jeszcze zwrócę uwagę na  jeden aspekt obdarowywania ( w jakiejkolwiek formie ).

Nie wiem jak Wy ale ja chyba najmniej komfortowo ( oprócz sytuacji w których muszę "zasługiwać" na cokolwiek )  czuję się przy kimś komu niczego nie można ofiarować, bo niczego nie potrzebuje czy nie chce.
Tym samym jakby stawia się ponad drugiego człowieka, który w takim kontekście nie ma niczego co było by cokolwiek "warte" w jego oczach. 

Dlatego pozwalajcie sobie być obdarowywani, pozwalajcie na radość sobie i drugiemu człowiekowi , również na poczucie, że może, potrafi, że ma coś do ofiarowania.
Bo jeśli jest to szczere, to jest to też ta prawdziwa pozytywna energia, którą warto wspierać w ludziach zamiast ją marnować obawami, podejrzeniami, odrzuceniem.





14 mar 2016

Dla tej jednej to znaczy wiele

Dla tej jednej to znaczy wiele



Przypomniała mi się pewna przypowieść.

Podczas sztormu morze wyrzuciło na brzeg wiele meduz. Mała dziewczynka szła wzdłuż linii plaży i podnosząc meduzy wrzucała je z powrotem do morza.
Przechodzący obok człowiek , widząc to powiedział:

- Po co to robisz i tak wszystkich nie uratujesz, bezsensu, szkoda czasu i energii.

Dziewczynka na to:

- Dla tej jednej to znaczy wiele.

Są ludzie którzy mówią jak ten człowiek, że wszystkim i tak nie pomogą , więc nie pomagają nikomu. Bo tak wygodniej. To przeważnie tacy, którzy uważają, że jak zaczną "rozdawać" ( pieniądze, czas itd.) innym to sami nie będą mieli i do niczego nie "dojdą". Więc nie wspierają, nie dzielą się jak nie mają korzyści. Dla nich to rachunkowość.

Sama prawie już tak zaczęłam myśleć wtedy, kiedy miałam trudny okres w życiu i czułam jakby świat zawalił mi się  na głowę. W tej beznadziei dopadł mnie kryzys wartości i myśli, że tym, którzy nie "rozdają", dla których wsparcie to wymiana handlowa i biznes, jest łatwiej i mają się lepiej w obecnej rzeczywistości, że może moje wartości są do bani...
Jednak pozytywne przykłady ludzi, którzy mimo własnych trudów życia dzielą się i wspierają innych, którzy może wolniej ale też "do czegoś dochodzą", poprawia im się byt, w dodatku poprawiają byt innym, nie pozwoliły mi utknąć w takim błędnym myśleniu.

Są więc i tacy jak ta dziewczynka z przypowieści, którzy rozumieją, że "dla tej jednej " osoby ta pomoc może znaczyć wiele,  być nawet kwestią przetrwania i życia. Ten jeden decydujący moment, gdy potrzebuje ona wsparcia, które zostanie przez kogoś udzielone bądź nie. I ten jeden moment decyduje o dalszym życiu lub nawet śmierci. A czasem potrzeba tak niewiele, co niewiele by "kosztowało".

Jeśli kogoś nie znamy, to tak naprawdę nie wiemy jak bardzo jest w potrzebie i czy naprawdę potrzebuje wsparcia, nawet gdy o nie poprosi. Jednak osobiście wychodzę z założenia, że dla tej osoby to może znaczyć wiele.
Wolę pomóc i wyjść potem na idiotkę gdy okaże się, że ktoś życzliwości nadużył ( a tak czasem się zdarzało  ), niż przejść obojętnie obok drugiego człowieka, bo co, jeśli dla niego to kwestia życia lub śmierci, przecież tego nie wiem.
Nie wiem też, czy to dziecko, które prosi o bułkę faktycznie nie ma co jeść bo w domu bieda, czy to tylko sprytne naciąganie frajerów. Nie wiem czy ten ser, masło i chleb, które dostała kobieta nie wylądują w koszu na śmieci z zemsty, że nie otrzymała kasy. Czy ten chłopak który podszedł na dworcu faktycznie nie ma na bilet a tej babci, która rozpłakała się w aptece nie stać na leki. Nie wiem czy ten człowiek który leży w krzakach jest pijany czy chory. Nie wiem.
Wolę jednak zostać frajerką ze dwa razy niż raz przyczynić się do czyjegoś nieszczęścia przez zaniechanie wsparcia. Przecież nie wiem na jakim etapie rozpaczy jest ten drugi człowiek wtedy gdy pojawia się na mojej drodze. Nie wiem w jakim stopniu jest bezradny.
Wiem jednak jak straszne jest poczucie bezradności i osamotnienia. Pomogę, jeśli mogę, dlatego że mogę.

Mam wrażenie, że większy problem z udzielaniem wsparcia innym i więcej obojętności w stosunku do tych, którym się gorzej powodzi czy mają jakieś zawirowania w życiu, mają ci, którym na niczym nie zbywa, którzy akurat mogli by, bo mają wszelkie zasoby i możliwości. Czasem to kwestia poświęcenia czasu, a bywa, że jedynie kwestia pieniędzy, co jest jeszcze bardziej przykre, zwłaszcza jeśli dotyczy osób bliskich, znanych czy przyjaciół....tym bardziej jeśli to kwestia życia i śmierci.
Nie wiem czemu tak jest. Wygoda? Brak empatii czy egocentryzm w konsumowaniu wygód i atrakcji życia?...
Obwarowują się taką pseudo "pozytywną" energią ( o której napiszę innym razem ), izolując od tych którzy swoją bezradnością, trudną sytuacją życiową czy chorobą psują im nastrój, jakby nie chcieli się tym "skazić", bo to narusza ich strefę komfortu. ( zastanawiam się dlaczego...bo to chyba świadczy o tym, że coś u nich nie tak )  I potem faktycznie mają spokój, bo ci potrzebujący wsparcia takiej osoby zwykle o nic już nie poproszą, ponieważ wiedzą, że go nie otrzymają. O pomoc proszą innych albo zostają sami w beznadziei.

Pamiętaj ta meduza sama nie wróci do morza, a ten człowiek nie powinien być sam w trudnym momencie. Może dla Ciebie to nie jest najważniejsze ale:



Dla tej jednej osoby to znaczy wiele...


Nie wiem jak Ty ale ja chcę wierzyć, że ludzi dobrej woli jest więcej..... i chcę by właśnie to, taka prawdziwie pozytywna energia była promowana i wzmacniana w świecie, dlatego staram się do tego przyczyniać w miarę możliwości.



> Powiązany post :  Cały świat jest w nas.
> Powiązany post :  Jak kształtujemy rzeczywistość



18 lut 2016

Krótka sztuka o "kobiecości"

Krótka sztuka o "kobiecości".

 

Prolog :

 

Początek chyba większości znany, zazwyczaj banalny. Jakaś impreza w gronie znajomych, jakaś wycieczka, przypadkowe spotkanie. Ona chichocze, jemu się podoba bo jest wesoło.

AKT I


( "Przed " ...po wstępnej ocenie jego zasobów i potencjału na skorzystanie z nich )

Ona:

Lubię seks, akceptuję "zdrowy egoizm", nie chcę ślubu, nie chcę mieć dzieci, nie jestem zazdrosna....

Chór grecki:

- A kto nie lubi seksu?.... "Kobiecość" bazuje na nieświadomości facetów, że nie będzie zawsze tak samo często..... W dodatku pytanie : co jest bardziej wartościowe jak kobieta lubi seks czy lubi seks tylko z nim ? 


AKT II


( Po kilku miesiącach "Po"  )

On:

- Nie chciało mi się wychodzić w wekend, wolałem ten czas spędzić w domu, czy w łóżku się poprzytulać, ale ona mi nie pozwoliła, nie dała mi posiedzieć w domu.. nie miałem wyjścia musiałem się włóczyć po mieście....

Chór grecki:

- "Kobiecość" akceptuje zdrowy egoizm, kwestia tylko czyj jego czy swój?...


AKT III


( po roku )

On:

- No ona nie chce mieć dzieci....ale nie to że w ogóle, tylko teraz, na razie
 
Chór grecki:

- Pewnie będzie chciała jak facet i zasoby zaczną się wymykać, wtedy prezerwatywa zawiedzie, zapomni wziąć tabletki itp.... 


AKT IV


( po półtora roku, kiedy zasoby już działają na jej korzyść, a do ugrania jest więcej )

Chór grecki:

- Mówiła przecież, że nie jest zazdrosna...

On:

- No nie była zazdrosna, ale teraz już jest.

Chór Grecki :

  - Pytanie tylko, czy o Niego, czy raczej o zasoby, które dzięki niemu może zyskać ?....



Epilog :


"Kobiecość", powie wszystko to, co On chce usłyszeć, ale ona wie, że to tylko strategia marketingowa, do czasu aż nie zacznie działać czas i przywiązanie, przyzwyczajenie do niektórych aspektów oferty ( jakich wiadomo...) , potem łatwo będzie zmienić warunki.
"Kobiecość" zrobi to niepostrzeżenie, powoli, rozciągając w czasie tak, by On nie doznał szoku na skutek tych zmian, tylko zdążył je sobie zracjonalizować, nie przyjmując do świadomości, że jest coraz bardziej zawłaszczany a początkowa atrakcyjność oferty już dawno poszła w zapomnienie i zyski z niej jakoś mizernie wyglądają wobec ponoszonych nakładów, nie tylko finansowych.
"Kobiecość" nie musi już nawet zbytnio dbać o to, by podtrzymywać złudzenie. Przecież żaden klient, który kupił bubel i co gorsza był tym zakupem zafascynowany, nie lubi przyznawać się do tego, że dał się oszukać, nawet przed samym sobą.
Podtrzymuje więc desperacko w mentalności dobry obraz Jej "kobiecości", idee "idylli" i "szczęścia" inwestując jeszcze więcej w myśl zracjonalizowanej zasady "skoro tyle inwestuję to znaczy, że Ona musi być tego warta", często też obniżając wartość innego rodzaju kobiecości, by Jej wypadła lepiej.

Tak oto wspierany jest "w świecie", przez mężczyzn taki rodzaj "kobiecości" i ma się dobrze.
Tymczasem ta autentyczna kobiecość jest często wyśmiewana i wyszydzana za swoją uczciwość, otwartość, zaufanie i szczerość, na których między innymi chciała by oprzeć związek.


> Powiązany post :  Jak kształtujemy rzeczywistość

> Powiązany postO szczerości

> Powiązany post :  Krótko o miłości - czyli sztuka w trzech aktach



27 lis 2015

Jak kształtujemy rzeczywistość - Czemu na Podlasiu nie kradną...

Jak kształtujemy rzeczywistość - 

- Czemu na Podlasiu nie kradną, we Wrocławiu nie palą na przystankach, w Zamościu nie oszukują a w centralnej Polsce uchodzi to płazem?



Kiedyś sporo podróżowałam po Polsce, niby ten
sam kraj a tak bardzo różny sposób społecznego
współżycia w poszczególnych regionach a co za tym idzie odmienna rzeczywistość, którą ludzie tworzą.

Na Dolnym Śląsku np. ludzie nie palą na przystankach autobusowych bo nie wolno, podczas gdy w centralnej Polsce też nie wolno ale palacze mają ten zakaz gdzieś . Dlaczego?
Ano dlatego, że we Wrocławiu od razu  ktoś by zwrócił uwagę a inni by go poparli, natomiast w centralnej Polsce to uchodzi płazem, ludzie boją się zwrócić uwagę, bo nikt by ich nie poparł i jeszcze temu zwracającemu uwagę by się dostało.

Podobnie jest ze zwyczajowym ustępowaniem miejsca osobom starszym w autobusach.
Na Dolnym Śląsku nie do pomyślenia jest by ktoś młodszy nie ustąpił miejsca starszemu, w centralnej Polsce ci młodsi wszyscy chyba z dużymi wadami wzroku, nie widzą tych starszych, którzy stoją obok. Nikt uwagi młodym nie zwróci, że powinni podnieść pupę.
Również młody męski narybek często nie potrafi się zachować kulturalnie wobec kobiet. Pewnego dnia wsiadając do autobusu o mało nie zostałam pozbawiona nosa przez wypchany plecak pewnego młodego adonisa, gdy pchał się na siłę by wejść pierwszy.

Podróżując kiedyś po Podlasiu notorycznie zostawiałam gdzieś swoją saszetkę z dokumentami i pieniędzmi, zabawne było to, że wisiała na mojej szyi zamiast być schowaną w plecaku, po to, by jej nie zgubić :D
Zostawiłam ją na stoliku w ogródku przed barem, w którym jadłyśmy posiłek. Po pół godzinie siedząc już na dworcu PKP zorientowałam się, że jej nie mam i gdzie ją zgubiłam. Koleżanka stwierdziła, że nie mam po co wracać. Jakże było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że saszetka leży dokładnie w tym samym miejscu gdzie ją położyłam, mimo dużej rotacji ludzi w tym miejscu, nikt jej nie wziął...
Podobnie było z rzeczami w reklamówce pozostawionymi na dwie godziny z rowerem ( nie zapiętym ) przed bramą do rezerwatu ścisłego w Białowieży. Nikt nic nie ukradł. Jak powiedział przewodnik "tu nikt nie kradnie".
W Polsce centralnej saszetka pozostawiona w ogródku barowym raczej nie uchowała by się długo a nie przypięty rower z rzeczami w reklamówce pewnie też by zniknął.

Podobnie jest w innych obszarach życia społecznego. 
W moich okolicach częste jest oszukiwanie, naciąganie klientów przez handlowców czy firmy usługowe, poczynając od zwykłego spożywczaka, przez sklepy obuwnicze na agencjach reklamowych kończąc. Poprzez "omyłkową" ilość wydanych pieniędzy, sprzedawanie badziewnego towaru, nieuznawanie reklamacji, oszukiwanie na ilości nakładu egzemplarzy reklam itd. ( pomijając wyzysk pracowników ).
Ludzie, klienci albo się orientują albo nie, ale nawet jak coś wychodzi na jaw to najczęściej zatrzymują to  dla siebie i nie podają dalej innym klientom informacji ( choćby na FB )  i taki nieuczciwy "biznesmen " nadal sobie dobrze prosperuje. 
Być może w innym miejscu , w innym środowisku ( np. w takim Zamościu) byłby skończony, bo społeczność by go zbojkotowała. I w normalnej rzeczywistości takie zachowania powinny być piętnowane i taki oszust powinien być skończony w biznesie.

Rodzi się pytanie, czy w Polsce centralnej dzieje się tak dlatego, że większość ludzi to chamy, egocentrycy nieliczący się z innymi, złodzieje i oszuści a we wschodniej Polsce ludzie uczciwi? 
Nie sądzę. Tylko dlaczego większość pozwala tej mniejszości tworzyć taką kiepską rzeczywistość , dlaczego przyczynia się do jej tworzenia?
Przyzwolenie społeczne na takie zachowania wynika z bierności, tylko co jest przyczyną tej bierności?

Z punktu widzenia tych, którzy nie liczą się z innymi, oszukują, postępują nieetycznie, to jasne, że nie reagują na takie zachowania ( no chyba, że akurat dotyczą ich bezpośrednio, w myśl zasady "trafiła kosa na kamień", to wtedy ich to bardzo oburza, bo przecież jak ktoś śmiał ich oszukać, wyzyskać itd ), ponieważ gdyby piętnowali takie zachowania, to musieli by napiętnować samych siebie, bo przecież postępują tak samo.

Natomiast przyczyna bierności tej drugiej grupy tkwi być może w mentalności, przekonaniu, że "moja" reakcja i tak niczego nie zmieni a jeszcze "mi" się dostanie bo nikt inny nie zareaguje, a może także w poczuciu osamotnienia społecznego, braku solidarności społecznej, więzi społecznych.
Może na wschodzie te więzi są silniejsze, zainteresowanie innymi większe, złe, nieetyczne postępowania piętnowane społecznie, większy nacisk społeczny i większe co do relacji społecznych wymagania.

Jak widać można, więc może czas zmienić mentalność, przekonania i oczekiwać kulturalnych zachowań, uczciwości, etycznych zachowań i przestać się wstydzić głośno mówić o oszustach , zacząć też wspierać tych którzy zwracają uwagę chamom. 

Dążyć do tego by nie być tą "setną małpą" ( o czym później ), która pociągnie rzeczywistość w której żyjemy w dół, tylko być taką, która podniesie jakość rzeczywistości w górę.


> Powiązany post Cały świat jest w nas
> Powiązany post :  Co promujesz w świecie
> Powiązany post Dla tej jednej to znaczy wiele