11 lis 2017

Rząd "przyklepał" ubezwłasnowolnienie medyczne Polaków - ustawa już w senacie!

Rząd "przyklepał" ubezwłasnowolnienie medyczne Polaków - ustawa już w senacie!



To co się dzieje w Polsce jest szokujące.

Dzisiaj obchodzimy Święto Niepodległości, paradoks polega jednak na tym, że nie jesteśmy niepodlegli jako państwo lecz wykonujemy nakazy organizacji (a to tylko organizacja!) pod nazwą UNIA Europejska.

Nie jesteśmy też wolni jako obywatele, ponieważ od iluś lat naszą wolność się w niebezpieczny dla nas sposób ogranicza ( biometryczne dowody i paszporty osobiste, nakaz rejestrowania telefonów komórkowych, przymusowe szczepienia, ostatnia ustawa o przekazywaniu danych osobowych wszystkim urzędom, w tym skarbowym i  "prewencyjnej" inwigilacji wszystkich którzy zarezerwują bilety na samolot, itp) .

Mają nasze dane biometryczne, kto chce i kiedy chce, teraz będą mieć nasze dane medyczne w ogólnej bazie, ponieważ w senacie jest już odpowiednia ustawa o POZ.
Te wszystkie skojarzone dane, wraz z namiarami gps przez tel. komórkowe ( oraz możliwość podsłuchu przez nie nawet w domu ), które mogą być wykorzystywane przez nie wiadomo kogo i w różnych celach ( kto ma wyobraźnię to może sobie wyobrazić konsekwencje tego dla obywateli ), poważnie ogranicza naszą prywatność, wolność, zabiera swobodę obywatelską.

Ta ustawa o POZ to praktycznie uprzedmiotowienie i ubezwłasnowolnienie nas w sferze medycznej!
Nie będziemy mieli również możliwości decydowania o sposobach leczenia własnych dzieci.

Przytaczam fragment petycji zdecydowanie trzeba ją  podpisać ) a pod linkiem, poniżej znajdziecie całość do podpisania wraz z treścią ustawy:

"Kodeks Norymberski wprowadził do prawa i medycyny pojęcie świadomej zgody. W Polsce w przepisy dotyczące świadomej zgody pojawiły się dopiero w 1991 roku. 
Szanowni Państwo mamy rok 2017. Czas najwyższy, aby Prawa Pacjenta i Prawa Człowieka zaczęły być przestrzegane.
Ustawa z dnia 27 października 2017 r.  o podstawowej opiece zdrowotnej przewiduje zupełny brak podmiotowości pacjenta/świadczeniobiorcy, a nawet zdrowego obywatela, w całym procesie opieki skoordynowanej. Mówi głównie o „przejmowaniu opieki NAD świadczeniobiorcą”, „sprawowaniu opieki NAD świadczeniobiorcą”, ustalaniu zakresu działań wobec świadczeniobiorcy, przekazywaniu informacji o świadczeniobiorcy (również w związku z działaniami profilaktycznymi oraz zbieraniem i przekazywaniem danych wrażliwych). Wszystkie te działania pacjent/świadczeniobiorca ma biernie i posłusznie akceptować a zalecenia wykonywać.
Nie jestem osobą ubezwłasnowolnioną i nie życzę sobie, aby ktokolwiek przejmował opiekę nade mną Oczekuję pełnej decyzyjności, informacji i podmiotowości na każdym etapie korzystania z usług lekarza, jeśli uznam, że takich usług potrzebuję. Mają to być usługi realizowane DLA obywatela/świadczeniobiorcy, a nie przejmowanie nad nim opieki. Świadczenie usług nie może dawać upoważnienia do przejmowania kontroli nad usługobiorcą.
Nie zgadzam się aby moje najwrażliwsze dane osobowe, dane o zdrowiu i chorobach, były przekazywane innym lekarzom, podmiotom leczniczym, instytucjom i organizacjom związanym z opieką zdrowotną, podmiotom edukacyjnym i oświatowym, firmom, fundacjom, stowarzyszeniom – bez mojej świadomej decyzji na każdym etapie tego przekazania. Nie zgadzam się, aby sposób i zakres  przekazywania moich danych ustalał regulamin podmiotu leczniczego. Nie zgadzam się, aby moje dane wrażliwe były telefonicznie, lub za pomocą zwykłej poczty elektronicznej przekazywane innym lekarzom czy instytucjom. To ja decyduję kiedy, komu i jakie moje dane wrażliwe, informacje o moim zdrowiu lub moich chorobach będą przekazywane i w jakim zakresie. Sposób przekazywania danych musi zapewniać ich bezpieczeństwo. Nie zgadzam się, aby nieokreślone i nieznane mi podmioty, administrowały moimi danymi bez mojej wiedzy, zgody i w nieznanym mi zakresie.
Tajemnica lekarska nie jest tajemnica przynależną podmiotom leczniczym. Jest tajemnicą prywatną każdej osoby, osadzoną w bezpośrednich relacjach pacjent – lekarz. Uczestnictwo lekarza w pracy jakiegokolwiek zespołu czy instytucji państwowej lub prywatnej, nie zwalnia go z zachowania tej tajemnicy, bez każdorazowej zgody pacjenta na przekazania ściśle określonego zakresu danych...."

Link do ustawy > TUTAJ
                      i   > TUTAJ


Opinia GIODO na temat sposobu przekazywania danych wrażliwych w tej ustawie > TUTAJ 

Senacka Komisja Zdrowia o POZ - pokaz arogancji ( jak wiele innych komisji zresztą, dla których interes koncernów jest ważniejszy niż Naród Polski)  > TUTAJ 

Gdzie i kto będzie przechowywał nasze dane medyczne > TUTAJ 




10 lis 2017

Ziemniaki w skórkach z sosem cytrynowo-czosnkowym

Ziemniaki w skórkach z sosem cytrynowo-czosnkowym



Tym razem ziemniaki na obiad, trochę inaczej niż zwykle.

Ziemniaki dokładnie myjemy, szorujemy szczoteczką albo gąbką. Przecinamy w plasterki ale nie do końca ( jak na zdjęciu).
Układamy na blasze, posypujemy rozmarynem  lub tymiankiem lub czym kto woli )

Sos

Oliwa z oliwek, cytryna, zmiażdżony czosnek. Zmieszać i ubić chwilę by składniki się ładnie połączyły w białawy sos.

Polać nim ziemniaki.

Ziemniaki tak przygotowane smakują dobrze np. z mięsem i surówką, lub bez mięsa z samą surówką, z rybą, lub z innymi dodatkami jakimi chcemy.

Smacznego.




31 paź 2017

Mój drogi pamiętniczku - krótka refleksja popołudniowa

Mój drogi pamiętniczku - krótka refleksja popołudniowa



Obudziłam się nie rano i to jeden z tych dni, gdy otwierasz oczy, świeci słońce a Tobie przychodzą do głowy wcale niesłoneczne myśli.

Zanurzasz się w nich i dochodzisz do wniosku, że nie ma po co się budzić i nie ma po co wstawać, bo we śnie jest Ci dobrze, lub próbujesz odganiać i zwlekając stopy dotykasz mocno podłogi, idziesz do codziennych zajęć, przekonując samego siebie, że ma to  jeszcze jakiś sens.


Pogoda ducha to nie to samo co radość życia, a radość życia to nie to samo co pozytywna energia i wcale nie muszą ze sobą współistnieć.


Kiedyś chyba napiszę o tym szerzej.
Póki co , jednak nadal wstawaj, mimo wszystko...

Owocnego dnia.



17 paź 2017

Życie (u)płynie - refleksja na dzisiaj

Życie (u)płynie - refleksja na dzisiaj




Jest piękna pogoda, zerkam za okno, myślę sobie , że pogoda piękna na wyjazd w góry, ale że i tak
się tam nie wybiorę.


Przypomniał mi się cytat z filmu Jima Jarmusha "Truposz":

"Wyjrzyj przez okno. Widok taki sam jak podczas rejsu. Leżałeś wpatrując się w sufit a woda sunęła jak sunie ten krajobraz. Pomyślałeś: dlaczego on się rusza gdy łódź stoi "


Czasem zachowujemy się i żyjemy tak, jak byśmy myśleli, że żyć będziemy wiecznie, jak byśmy nie zdawali sobie sprawy, że życie upływa i nie wiadomo ile czasu nam zostało.
Jakbyśmy nie zdawali sobie sprawy, że dotyczy to też innych ludzi, których w życiu spotykamy, z którymi mamy jakieś relacje dalsze czy bliższe.

Jakbyśmy obserwowali płynące chmury myśląc , że tylko one płyną.....

Takie wewnętrzne obrazowanie ma swoje konsekwencje , dla nas i innych ludzi nam bliższych lub dalszych.



1 paź 2017

Wrotycz dla zdrowia, na mole i suche bukiety - ostatni dzwonek na zerwanie - c.d.n

Wrotycz dla zdrowia, na mole i suche bukiety- ostatni dzwonek na zerwanie- c.d.n



Ziele, które rośnie praktycznie wszędzie, na łąkach, przy lasach, przy drogach, rowach, ogródkach. Ubarwia zieloność. 
Lubię te drobne kwiatuszki w słonecznym kolorze.
Od dawna czasem zrywam  wrotycz, w niewielkich ilościach na suche bukiety, ponieważ dobrze się suszy, nie oblatuje i zachowuje trwały kolor przez długi czas. Wykorzystam go w tym roku do zrobienia wianków na Zaduszki.

Pod koniec lata, przy okazji pobytu nad wodą, skorzystałam z okazji, by również narwać bukiecik wrotyczu na pobliskiej łące, w asyście kolegi, który uczył się rozpoznawać rośliny łąkowe, ze względu na podjęty kierunek studiów. Zdecydowanie lepiej szła  mu  nauka w moim towarzystwie, gdyż jak sam stwierdził, motywował go mój dekolt, zwłaszcza gdy nachylałam się nad poszczególnymi roślinami przypominając mu ich nazwy ;) 
Przy okazji miałam sesję zdjęciową i sama też pobawiłam się trochę aparatem lepszym niż ten, którym od czasu do czasu dysponuję.


Na mole i pluskwy


Wrotycz to roślina nie tylko dla ozdoby, w/g tradycji ludowej działa odstraszająco na pluskwy oraz 
mole. Postanowiłam więc zrobić sobie do szafy, wrotyczowy płócienny woreczek  z suszonych roślin i kwiatków. Sprawdzę, być może zadziała.

Ze względu na jego charakterystyczny zapach ( nie wszystkim się spodoba), dawniej suszony wrotycz wkładano do książeczek modlitewnych, co miało zapobiegać zaśnięciu na nudnym kazaniu w kościele :D


Na komary i kleszcze


Oprócz tego sok świeżej rośliny ( w formie "nacierki" na ciało ) lub nalewka z niej odstraszają ponoć ( nie sprawdzałam, ale inii sprawdzali) komary, kleszcze, muchy i mrówki.
Może warto ze względu na tę właściwość posadzić sobie wrotycz w ogródku, przy domu.

Tutaj autor testuje nacierkę wrotyczową >  Zobacz

Nalewka z wrotycza na kleszcze w/g dr Aliaksandra Haretskiego:

Do naczynia ( nie plastikowego) wsypujemy kwiaty wrotyczu, zalewamy wódką. Po kilku dniach część płynu wlewamy do spryskiwacza i spryskujemy ciało, czy odzież.

Pewnie można też zrobić napar i spryskać nim ciało, choć myślę, że napar będzie miał gorsze właściwości zapachowe, może mniej olejków...

Dobrym pomysłem jest też zastosowanie olejku eterycznego z wrotyczu, trzeba jednak pamiętać by nie stosować go nierozcieńczonego na skórę. Trzeba go rozcieńczyć w innym oleju ( migdałowym, słonecznikowym, z nasion winogron lub innym ) w proporcji 15 kropli olejku z wrotyczu na 1/5 szklanki oleju.


Działanie lecznicze


Surowiec: 

To już ostatni dzwonek by jeszcze gdzieś znaleźć nieprzekwitnięte kwiaty wrotyczu. Liście zrywa się przed kwitnieniem i w czasie kwitnienia, kwiaty w lipcu i sierpniu, czasem we wrześniu jeszcze kwitną. Potem już tylko owoce (w/g dr. H. Różańskiego )

Inni autorzy podają, że do celów leczniczych zbiera się tylko kwiaty, od lipca do września, bez szypułek i suszy najlepiej w suszarniach ogrzewanych w temp. 30 stopni C.  (A.Ożarowski, W.Jaroniewski, "Rosliny lecznicze i ich praktyczne zastosowanie", 1987r. )

Surowiec w Polsce stanowi mieszaninę 2 do 8 ras chemicznych, różniących się dość  znacznie składem chemicznym olejku eterycznego.

Ze względu na Tę zmienność chemiczną i  wysoką toksyczność tujonu ( zawartość  nawet do 70% ) , zaniechano doustnego stosowania wrotyczu lub jego wyciągów. Niekiedy jest on tylko jednym ze składników mieszanek ziołowych lub specyfików.  (A.Ożarowski, W. Jaroniewski, 1987 r)

Warto jednak wiedzieć, że dawniej zatrucia tujonem miały najczęściej miejsce w przypadku nadmiernego spożycia alkoholi z dodatkiem ekstraktów lub olejków wrotycza ( i innych roślin, które zawierają  tujon ) - wódek, nalewek, likierów, które były używane przez francuską bohemę z przełomu XIX i XX wieku. 
Dzisiaj  mamy wódkę tzw. absynt, który też zawiera jakąś dawkę tujonu a jednak jest dopuszczony do spożywania.
Dyrektywa unijna dopuszcza maksymalny poziom tujonu na 10mg/kg w napojach alkoholowych powyżej 25% zawartości alkoholu i na 35% mg/kg w alkoholach spełniających normy dla gorzkich wódek. Kraje członkowskie mogą regulować produkcję i sprzedaż trunku w zakresie dyrektywy o ile same nie ustanowią innego prawa, Polska przyjęła dyrektywę bez zmian i zastrzeżeń w 2006 r.

Więc jak widać można również wewnętrznie tylko w określonych dawkach.

Dr  Henryk Różański podaje wiele właściwości leczniczych wrotyczu, do zastosowania wewnętrznego, bazując również na własnych badaniach i doświadczeniach. Ale o tym potem.


Zastosowania zewnętrzne i wewnętrzne w tradycji ludowej


Same kwiaty wrotyczu lub ich przetwory stosuje się zewnętrznie, głównie przeciwko wszawicy i świerzbowi.
W lecznictwie ludowym wyciąg alkoholowy z kwiatów wrotyczu stosowany jest do nacierania w bólach artretycznych i gośćcowych. 

Dawniej uważano, że działa on krzepiąco na żołądek, stosowano go więc przy zaburzeniach trawienia, spowodowanych spożyciem obfitych tłustych posiłków.

Działanie przeciwirusowe, przeciwzapalne i przeciwnowotworowe


W medycynie ludowej od dawna wiadomo było, że wrotycz wykazuje silne działanie przeciwirusowe.
Potwierdzili to naukowcy z Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, którzy na łamach magazynu "Phytotherapy Research" przekonują, że zioło to może zwalczać wirusa opryszczki, dzięki substancji aksylaryna, którą można znaleźć zarówno w korzeniu, jak i części naziemnej rośliny. 

W trakcie badań odkryto również, że wrotycz zawiera też partenolid, substancję o silnym działaniu przeciwnowotworowym i przeciwzapalnym.

Kwitnące ziele i liście zawierają między innymi (dr. H. Różański ):

- elemen ( elemene) o działaniu przeciwrakowym ( anticancers, antitumor ) wzbudza apoptozę, działa cytotoksycznie

- eupatylinę ( eupatiline - flawon = 5,7 -dihydroxy-3,4,6-trimethoxyflavon ) wzbudzający apoptozę, hamujerozwój nowotworów, stosowany w fitoterapii do leczenia niektórych białaczek

-  santamarynę = santamarine , działa rozkurczowo, przeciwzapalnie i przeciwrakowo

- w olejku eterycznym wystepuje seskwiterpen - dawanon ( davanone ) o działaniu przeciwnowotworowym, stymulującym układ dokrewny i przeciwzakaźnym oraz immunostymulującym


c.d.n












21 sie 2017

Jak ozdobić długą spódnicę

Jak ozdobić długą spódnicę 


Długa spódnica nie musi być nudna, dlatego lniano-wiskozową spódnicę postanowiłam sobie ożywić czerwono - zielonym haftem z motywem roślinnym. Bo lubię len i taki romantyczny styl folk.
Latem fajnie się nosi szersze, lniane spódnice, co prawda idealnie by było, jakby była w całości lniana, bo wtedy lepiej chłodzi, ale cóż....nie tym razem.

Chciałam, by haft był subtelny, nie przytaczał a tylko podkreślał ten styl. Wybrałam taki sam haft, jak mam na letnich spodniach.

Jako miejsce jego umieszczenia wybrałam środek przodu spódnicy, bo przyznam szczerze, że lenistwo nie pozwoliło mi zabrać się za haftowanie na dole całego obwodu spódnicy, tym bardziej, że jest szeroka ;)
W dodatku jestem niska, więc haft na całej długości dołu nieco skracał by chyba sylwetkę. Niższe osoby, jeśli chcą haftować cały dół spódnicy dokoła, lepiej jak umieszczą haft rozłożony motywami w jakiś odstępach od siebie, z przerwami, pomiędzy poszczególnymi jego fragmentami/ motywami, niż jednym ciągiem układający się w "szlak".

Wyszywanie nie zajęło mi zbyt dużo czasu, ponieważ we wzorze dobrane są takie ściegi, które są dość łatwe i niezbyt pracochłonne. Najwięcej czasu zajęło mi zrobienie wypukłych różyczek.

W całości wygląda tak:



W zbliżeniu :



Jak to się robi 



Przede wszystkim trzeba kupić mulinę lub kordonek, Ja użyłam muliny, ze względu na to, że można podzielić nitkę na cieńsze pasma lub dodać i zrobić grubsze , co przy tym wzorze miało znaczenie, zwłaszcza przy robieniu różyczek.

Jeśli masz zamiar haftować na nowej rzeczy, to wcześniej zdekatyzuj (zmoczyć i przeprasować, lub wyprać w odpowiedniej do tkaniny temperaturze) , bo po praniu naturalne tkaniny się kurczą, więc należy to zrobić przed naniesieniem haftu.

Kolejnym etapem jest przygotowujemy wzoru na kalce technicznej. Można samemu narysować, ale też wyszukać szablony gotowych wzorów, które inni udostępnili w internecie i wydrukować.

Następnie kopiujemy wzór na tkaninę. Ja robię to w taki sposób, że najpierw obrysowuję go miękkim ołówkiem po lewej stronie wzoru, a potem przykładam tą stroną do tkaniny, rysując po wzorze na prawej stronie, twardym ołówkiem lub długopisem.
Używać kalki kopiowej ( fioletowej lub czarnej ) nie radzę, bo potem trudno się spiera.

Niektórzy natomiast haftują przez papier ( który po wyhaftowaniu zrywają ), na który naniesiony jest wzór.
Metoda ta jest chyba polecana zwłaszcza do cienkich tkanin, lub dzianin.

Poniżej pokazuję jakie zastosowałam ściegi, w przypadku mojego wzoru i jak je wykonać.
Można przy ich pomocy skomponować sobie zupełnie inny wzór, wedle własnej wyobraźni.

Zastosowane ściegi:


ścieg przed igłą - po prawej i lewej stronie tkaniny ścieg jest taki sam, tzn. długość ściegów 
                                                                                                         jest równa odstępowi między ściegami. U mnie 
                                                                                                         nie jest równa, odstęp między ściegami jest 
                                                                                                         mniejszy, więc mój ścieg to podobny, który 
                                                                                                         nazywamy fastrygą.


węzełki - rys. a. to węzełek pojedynczy płaski, tworzy się z pętelki przeciągniętej pod igłą.
Rys. b - węzełek podwójny wypukły, który wykorzystałam w moim wzorze, tworzy się przez okręcenie igły 2-3 razy nitką i wkłuwa igłę 
                                                                                                          prawie w to samo miejsce co punkt wyjścia                                                                                                                     nitki.
                                                                                                Rys. c. -węzełek nawijany, zwany ściegiem                                                                                                                     pocztowym, otrzymuje się jak węzełek wypukły, 
                                                                                                          z tą różnicą, że nitkę nawija się tyle razy, ile 
                                                                                                          trzeba dla uzyskania pożądanej długości. 


oczka przytrzymywane -pojedyncze oczko łańcuszka przytrzymuje się jednym- krótkim lub długim ściegiem za igłą, z oczek tych zrobiłam 
                                                                                                         pączki liści i kwiatów.



haft płaski - stosowany do wypełnienia całej płaszczyzny jakiegoś elementu wzoru. Ściegi układa się gęsto, jeden obok drugiego, ich kierunek jest dowolny.
                                                                                                         Należy dość równo układać i przyciągać nitki, by
                                                                                                         powierzchnia była gładka a brzegi równe. U mnie                                                                                                          to średnio wyszło, ale też nie przejmowałam się                                                                                                            tym zbytnio, listki w naturze nie są idealne, więc                                                                                                          u mnie też ;)
                                                                                                         Można haftować ściegiem płaskim na różne                                                                                                                    sposoby:
                                                                                               rys. a. - ścieg ukośny,
                                                                                               rys.b. ściegi płaskie ukośne dochodzące do                                                                                                                    siebie w środku wzoru,
                                                                                               rys.c. - ścieg płaski naprzemianległy, który                                                                                                                     wykonuje się haftując       raz  góry, raz z dołu,                                                                                                                     ściegi po środku zachodzą na siebie,
                                                                                               rys. d. - ścieg płaski ukośny wypukły - po                                                                                                                         narysowaniu dwu linii pomocniczych o                                                                                                                         większym rozstawieniu haftuje się układając                                                                                                                   ściegi od brzegu do drugiej linii pomocniczej,                                                                                                                 raz z góry, raz z dołu. Ściegi zachodzące w                                                                                                                     miejscu między liniami pomocniczymi tworzą                                                                                                               wzór wypukły.
                                                                                               rys. e. - haft płaski krzyżujący się - po                                                                                                                              zaznaczeniu na środku wzoru linii pomocniczej,                                                                                                            haftuje się wzór grubą nitką. Ściegi powinny                                                                                                                  krzyżować się między liniami pomocniczymi.

wałeczek wypukły( pierwszy od prawej na rys.) lub węzełek nawijany ( drugi od prawej na rys., który opisałam wyżej ) W przypadku tej różyczki wykorzystałam swój sposób , który jest zbliżony                                                                                                          do węzełka nawijanego.
                                                                                                         Wałeczek wypukły natomiast wykonuje                                                                                                                           się tak, że po konturze narysowanego wzoru,                                                                                                                układa się podkład ze sznurka lub wiązki kilku                                                                                                              nitek, który będzie niewidoczny i zahaftowuje                                                                                                             się go gęsto wąskimi ściegami krytymi. Różnica                                                                                                             jest taka, że Wałeczek wypukły przylega na całej                                                                                                           długości do tkaniny, a węzełek nawijany jest                                                                                                                 przyczepiony tylko na końcach i środek zwisa                                                                                                               luźno.


Po wyhaftowaniu należy pamiętać by rozprasowywać haft, pod lewej stronie, na miękkim ręczniku, by motywy się nie spłaszczyły.

Zachęcam do tworzenia własnych wzorów z opisanych ściegów.

Nawet jeśli, ktoś stwierdzi, że te ściegi są dla niego za trudne, a bardzo chciałby wykonać jakiś haft samodzielnie, by ozdobić ubranie, to polecam najprostszy ścieg przed igłą ( opisany na początku).
Jest to ścieg, przy którym można użyć różnych kolorów nici i skomponować na jego bazie naprawdę fajne motywy.

Przykład pod spodem:











20 sie 2017

Dzisiejsza myśl

Dzisiejsza myśl


Na skutek pewnej pisemnej rozmowy, tak sobie dzisiaj pomyślałam, że

niektórych trzeba sprowadzić na ziemię, bo za wysoko latają

i tracą prawidłowy ogląd sytuacji, jak to zwykle bywa kiedy się fruwa na dużych wysokościach.

Od wyprowadzania z błędu jestem czasem ja...niczym ten posłaniec, który przynosi niewygodne wieści, a którego się z tego powodu zabija.... ale jakby nie było, przebłyski świadomości, to pierwszy etap rozwoju.
Więc ryzykuję, bo może warto i to nie zostanie zmarnowane.

Dziękuję tym, którzy mnie czasem sprowadzali na ziemię, jednocześnie nie podcinając mi skrzydeł, tylko otrzepując je z przybrudzonych gwiezdnych pyłów.









15 sie 2017

Deszczowe lasy Gomery na wariackich papierach - Wehikuł czasu c.d.n

Deszczowe lasy Gomery na wariackich papierach - Wehikuł czasu - c.d.n


Wyjazd z Teneryfy


Przy okazji pobytu na Teneryfie nie mogliśmy nie odwiedzić Gomery z jej deszczowymi pierwotnymi lasami, tym bardziej, że te dwie wyspy to odległość zaledwie około jednej godziny płynięcia promem i są dobrze ze sobą skomunikowane.

Wyruszyliśmy z miejsca drugiego noclegu w Callao Salvaje ( bo pierwszy przez kilka dni  był w Las Americas ), czyli spokojnej, nierozbuchanej tak bardzo turystycznie miejscowości ( z tego względu ją wybraliśmy na kolejne kilka dni pobytu w ramach innego doświadczenia, mimo że była trochę dalej od miejsc do zwiedzania, piaszczystych plaż i z dojazdem do nich ), w której można było znaleźć niedrogi nocleg w super warunkach. 
Mieliśmy do dyspozycji pokój z przeszkloną całą ścianą, w której było wyjście na duży taras, z widokiem na morze, z kompletem mebli tarasowych, na którym przyjemnie było jeść śniadania :) Morze było widać przez oszkloną ścianę będąc nawet w środku mieszkania ( na fotce poniżej ) 


W pokoju, oprócz kompletu wypoczynkowego, biurka do pracy z krzesłem  i TV znajdowało się też rozkładane łóżko do spania. Obok, przedzielony niską ścianką, na której umieszczono funkcjonalny blat, znajdował się aneks kuchenny ( z pełnym wposażeniem jak kuchnia gazowa, lodówka, naczynia itd ) Dalej był drugi pokoik - sypialnia z dużym łóżkiem, łazienka i przedpokoik z dużą szafą. Na oknach pozakładane były grube, ciemne, specjalne, dodatkowe zasłony, by można było chronić wnętrze przed upałem. 
To wszystko za cenę chyba 16 euro z tego co pamiętam za dobę od osoby. Warunki jak w domu, można było by tam mieszkać na stałe.

Z naszej miejscowości nie odpływały promy, więc trzeba się było udać autobusem do pobliskiego Los Christianos, gdzie znajduje się port.
To miasteczko, w którym jest też szpital i przychodnia zdrowia ( gdzie miałam okazję korzystać ze świadczeń, o czym innym razem) , więc miejsce istotne dla mieszkańców okolicznych miejscowości pod względem świadczeń zdrowotnych i komunikacyjnych z innymi wyspami Kanarów.

Tutaj zaczyna się też długa, ładna, nadmorska promenada i można przejść nią przez trzy miejscowości od Los Christianos, przez Playa de las Americas, aż do Costa Adeje.
I to mi się podobało, niezwykle urokliwie, a wieczorem bardzo romantycznie, no i ruch a nie leżenie na plaży li tylko.
Po drodze zielone zakątki z zakamuflowanymi ławeczkami, na których można spocząć by podziwiać zachód słońca, morze, czy robić coś innego ;),  knajpki, z których czasem słychać muzykę, można było potańczyć na ulicy ;)

Jako dwa śpiochy, którym nie po drodze było z wstawaniem o świcie, zwłaszcza na urlopie, w dodatku nie lubiący się spieszyć, wygrzebaliśmy się dość późno, co miało potem swoje konsekwencje na różnych płaszczyznach, ale też było zarzewiem przygody.

Do Los Christianos dotarliśmy mniej więcej w południe i trzeba było zaczekać na prom. Wykorzystałam ten czas pływając w morzu. Niezbyt fajnie było kapać się przy porcie, ale w ten upał  jaki panował na plaży, wskoczyłabym nawet do kałuży ;) 

Promem płynęłam pierwszy raz, więc byłam nieco podekscytowana. W moim odczuciu był dość wysoki i duży ( ale nie mam zbytniego porównania ). Od razu zajęłam miejsce na pokładzie zewnętrznym, by odpływając podziwiać wybrzeże Teneryfy, z białawymi, pudełkowatymi hotelikami, nagimi pagórkami i wiszącymi nad nimi mrocznymi chmurami ( był wszak początek grudnia).  Mozaika maleńkich i większych łódeczek, stateczków stojących w porcie, też malowniczo wyglądała od strony morza.
Nie ukrywam, że miałam też nadzieję zobaczenia delfinów, lub innych wodnych ssaków, jak grindwale, czy wieloryby piloty.



Na pełnym morzu "pizgało", jak mówił mój towarzysz, tak, że po ciągłym zwiewaniu mojej czapki z głowy i ganianiu za nią po pokładzie, przy zrozumiałej uciesze gawiedzi, nie chcąc ryzykować w końcu jej utraty i zniknięcia w czeluściach błękitno-granatowych wód oceanu, zdjęłam ją w zastępstwie obwiązując uszy i szyję cienkim szalem, który zabrałam, ze świadomością czekającej mnie niższej temperatury w górach  Gomery. Podobno było mi w nim "seksi" ;)


Potem jednak, ponieważ nie działo się nic ciekawego na morzu, a wiatr był nie tylko intensywny, ale zrobił się w moim odczuciu też dość zimny, poddałam się i schowałam pod pokładem.
Gdy zbliżaliśmy się do wybrzeży La Gomery, miasteczka San Sebastian, znów wystawiłam nos by podziwiać widoki.


La Gomera wita



Krajobraz nadmorskiego pasu był podobny jak przy Los Christianos, podobne nagie pagórki,  tyle, że tu nie było tylu wysokich hoteli, ani długiej plaży, wybrzeże na większym odcinku było skaliste.

Wyobrażałam sobie, że zobaczę zalesione, zielone góry, a tutaj jakoś mało zielono i  nic nie zapowiadało tego co było potem....
Ciekawe, jak się czuł Krzysztof Kolumb dopływając do tej wyspy, co myślał, jakie były jego pierwsze wrażenia i jakie były potem, jak już zapuścił się dalej...






Trochę historii...


Krzysztof Kolumb zatrzymał się na Gomerze w 1492r.  przed przepłynięciem Atlantyku i "odkryciem" Ameryki.
Wzięłam w cudzysłowie, ponieważ Ameryka została odkryta najpierw przez Azjatów a potem  przez Wikingów i nie wiem , czemu do dnia dzisiejszego pokutuje stwierdzenie, że to Kolumb ją odkrył, nawet w edukacji. Na wyspie znajduje się symboliczny "dom" tego żeglarza ( Casa de Colon - dom Kolumba), który jest XVIII wiecznym budynkiem, gdzie mieści się muzeum z wystawą poświęconą Kolumbowi, oraz historii wyspy.

Już wcześniej, bo w 1402 zaczął się podbój Wysp Kanaryjskich. Niejaki Jeana de Bethencourta, na polecenie króla Hiszpanii wyruszył na nie, by skolonizować wyspy, głównie ze względu na występowanie na nich owada, dającego cenny barwnik - purpurę.
Czyli jak zwykle chodziło o kasę, choć oczywiście oficjalnym powodem kolonizacji była chrystianizacja pogańskich Guanczów.

No i autochtoni, jak w wielu miejscach na świecie, mieli pecha.
Początkowe przyjazne kontakty handlowe zamieniły się w zniewolenie rdzennej ludności. Na Lanzarote zaczęto porywać Guanczów i sprzedawać jako niewolników, co oczywiście wzbudziło opór i działania odwetowe.
W konsekwencji, ponieważ sami Guanczowie nie potrafili się między swoimi plemionami dogadać, Hiszpanie wykorzystali to i przejęli rządy oraz zmusili ludność do przyjęcia chrztu ( skąd my to Polacy znamy... do dnia dzisiejszego nie potrafimy uczyć się z historii, nie tylko swojej, że gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta, i wyciągnąć wniosku, że siła tkwi w jedności narodu )
Tak przejmowali kolejne wyspy.
La Gomera była trudniejsza w zdobyciu, ponieważ jej znaczną część zajmują góry i lasy, wtedy niedostępne, w których ukrywali się Guanczowie z czterech plemion-królestw. Dwa z nich podbito w 1404 r., dwa kolejne, 80 lat później, przyłączono pokojowo.

Największe i najbogatsze wyspy: Teneryfa, Grand Kanaria i La Palma, stawiały silny opór i zostały podbite później przez innego poddanego króla hiszpańskiego. W wyniku krwawych walk właściwie unicestwiono kulturę Guanczów.

Przetrwała ona natomiast na La Gomerze.


...i kultury 


Potomkowie Guanczów mieszkają na wyspie do dzisiaj, zachowali swój niezwykle oryginalny, gwizdany język (el silbo, silbo gomero ), choć nie w najstarszej, oryginalnej formie.
Jest on bowiem dzisiaj gwizdaną formą lokalnego dialektu języka hiszpańskiego, przetrwał w formie jaka była używana przez osadników hiszpańskich z czasów podbojów i po nich.

Brzmienie słów jest naśladowane za pomocą gwizdów o różnej wysokości dźwięku.
Stanowi atrakcję turystyczną i organizowane są pokazy specjalnie dla turystów. Użytkownik tego języka zwany jest silbador ( gdybyście chcieli kogoś takiego tam poszukać i posłuchać jak mówi )

W takich warunkach terytorialnych,jakie panują na Gomerze, gdy ludzie mieszkali zwykle w trudno dostępnych dolinach i jarach  ( i tak jest do dzisiaj ), oddaleni od siebie, język gwizdany miał rację bytu, ponieważ pozwalał porozumiewać się na duże odległości.
Średni dystans słyszalności dźwięków to 5 km, a przy sprzyjających warunkach pogodowych można było się w ten sposób porozumiewać na odległość 8 km.
W okresach represji umożliwiał natomiast tajną komunikację.

W latach 90-tych z obawy o wymarcie języka sibo, został on wprowadzony na Gomerze, do szkół podstawowych i średnich , jako język obowiązkowy.

Obecnie język jest wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa  kultury UNESCO.

Można go posłuchać tutaj ( źródło: wikipedia ) :



Brzmi magicznie :)
Moja wyobraźnia działa i wyobrażam sobie jak to musiało być kiedyś....mieszkając w dolinie słyszeć tylko przyrodę  i ten język doskonale z nią harmonizujący. Gdzieś z osady oddalonej o 8 km... Im niepotrzebne były telefony ;)

Nierozgarnięci turyści


Prom dobił do portu w San Sebastian , stolicy La Gomery.

Tutaj już zaczynają się konsekwencje wcześniejszego spania do południa i zbyt późnego wyjazdu na tę wycieczkę.
Z tego powodu do wieczora zostało już niewiele czasu. Rezygnujemy więc ze zwiedzania samego miasteczka, główny nasz cel to szlaki leśne w Parku Narodowym Garajonay, więc od razu kierujemy się do małego kiosku z informacją turystyczną.

Po drodze mijamy zabytkowe (zapewne) domy, w stylu kolonialnym, z pięknymi, wykończonymi drewnem balkonami i takimi samymi wykończeniami okien.

Wyobrażasz sobie takie balkony np. w naszych polskich blokach? ....Chciałabym.


W info kiosku turystycznym otrzymujemy mapki i informacje o busach, którymi można dojechać do parku narodowego w pobliże różnych szlaków pieszych. Niestety, jest za późno, by z nich skorzystać.

Nie pozostaje nam nic innego oprócz taksówki, więc negocjujemy z kierowcą ( mówi po angielsku ). Przez nasze wylegiwanie się do południa w łóżku zapłacimy 30 euro od osoby, za transport do parku. Biorąc pod uwagę jeszcze koszty biletów na prom z Teneryfy i z powrotem, to najdroższa wycieczka w czasie tego wyjazdu. 

No i zaczyna się ostra jazda bez trzymanki.....wąskimi, stromymi serpentynami drogi pod górę. Mam lęk wysokości, więc celowo usiadłam od strony ścian skalnych a nie przepaści. Mimo to, ze strachu zamknęłam oczy, mój towarzysz był też blady ( potem twierdził, że najbardziej zapamiętał z tej wycieczki ten strach :D ) 




Po drodze zatrzymujemy się przy tarasie widokowym z drogowskazem na Valle Gran Rey, z którego widać zamieszkałą dolinę. Jest chmurnie i mgliście, daleko w dole majaczą maleńkie domki.
Jesteśmy na wysokości ok. 1200 metrów n.p.m. Rzadko miałam okazję być na takiej wysokości, pieszo raczej nie pcham się w takie wysokie góry.


Droga asfaltowa zaczyna prowadzić między lasem, w południowo-zachodniej części parku ( wschodnia część szlaku, czyli okolice El Cedro są ponoć ciekawsze, bo znajduje się tam więcej strumieni i największy wodospad na wyspie, ale my mieliśmy za mało czasu by tam pojechać ). Zatrzymujemy się w pobliżu najwyższego szczytu na wyspie - Alto De Garajonay ( 1487 metrów n.p.m, szczyt drzemiącego wulkanu), gdzie znajduje się punkt widokowy ( do którego nie poszliśmy). Przy dobrej pogodzie można zobaczyć z niego całą wyspę i wyspy sąsiednie. W starożytności było to ważne miejsce obrzędowe, gdzie chyba składano ofiary.

Kierowca pokazuje nam na mapce , którędy mamy pójść ( nasz szlak omija szczyt Garajonay) i gdzie się z nim spotkamy. Spodziewałam się, że wybrał szlak na moje możliwości, bo miał powiedziane, że mam lęk wysokości i że chcemy łagodny, łatwy szlak.

W międzyczasie w taksówce zakładam rajstopy, bo tutaj temperatura jest dużo niższa niż nad morzem ( ok 10 stopni ) i niezbyt byłam przygotowana na takie zimno (aczkolwiek zapobiegawczo wzięłam te rajstopy ), a zwłaszcza nie byłam przygotowana na mżawkę ( nie miałam kurtki przeciwdeszczowej), która w tej części wyspy występuje często, ponieważ chmury cały czas tutaj "wiszą" i wilgotność powietrza jest bardzo wysoka. Zakładam więc na siebie, na "cebulkę", wszystko co mam w plecaku. Zawiązuję uszy tym samym cienkim szalem, który chronił mnie przed wiatrem na promie, do tego, na szczęście, mam jeszcze kaptur od bluzy dresowej.

Jesteśmy gotowi do wymarszu, gdy nagle podjeżdża pracownik, chyba strażnik parku i dowiadując się, którą trasą mamy iść odradza nam ją. Ze względu na zniszczenia szlaku trasa jest niebezpieczna, do tego stroma!
Cholera, w niezłe maliny by nas wpuścił kierowca taksówki, choć sam pewnie o tym nie wiedział, bo nie było żadnej tablicy z ostrzeżeniem. Mamy szczęście, że ten facet się zjawił, bo różnie mogła by się skończyć dla nas próba przejścia tym szlakiem. Widać jakiś anioł stróż nad nami czuwał.

Ustalamy więc nową trasę, umawiamy się z kierowcą na spotkanie o konkretnej godzinie ( w sumie mamy jakieś 2,5 godziny ) w restauracji ( La Laguna Grande ) przy szlaku, skąd nas zabierze z powrotem do portu na prom.

Co ciekawe nie bierze od nas pieniędzy zaliczkowo, mamy się rozliczyć za całość przewozu później. Widać ludziom się tutaj ufa. Odjeżdża i zostajemy sami w tej dziwnej zieloności.



W zieloności pierwotnego lasu - wyścig z czasem


Idziemy tak jak było ustalone, najpierw szlakiem w kierunku wschodnim przez pól godziny czy 40 minut ( na mapce zaznaczony żółtym kolorem , w kierunku EL Cedro)), potem mamy zawrócić do drogi asfaltowej i skierować się na zachód do restauracji.

Idziemy szlakiem, wśród innych niż u nas, paproci ( wysokie i wyrośnięte na jednej długiej łodydze), mijamy drzewa i krzewy wawrzynu ( tzw. laursilva, liście wawrzynu to nasza popularna przyprawa kuchenna - listki laurowe ). Szlak jest dobrze przygotowany ( drewniane podesty, belkowate schodki na stromiznach ) łatwy, tylko w jednym miejscu jest na tyle wąsko i z jednej strony spadziście, że potrzebuję dla lepszego samopoczucia psychicznego dłoni mojego towarzysza podróży. Co jakiś czas można napotkać taras widokowy lub drewniane ławeczki.

Dotąd nie widziałam takiego lasu. 

To pierwotny, jeden z najstarszych na świecie, las, który rośnie tutaj od czasów prehistorycznych, żywa "skamielina" roślinności porastającej kilka milionów lat temu ,większą część Europy i Afryki Północnej. Jest jednym z najlepszych przykładów lasów laurowych na świecie i został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO .

Rzadko kiedy tu świeci słonce. Wiszą tu cały czas passaty, a kontakt wilgotnego i chłodniejszego powietrza z północy wyspy, z ciepłym powietrzem z południa, rodzi nieustannie przepływające przez las mgły, z których drzewa bezpośrednio czerpią wodę. 
Nie wiem jaki jest stopień wilgotności, ale "na oddech" i biorąc pod uwagę fakt, że pnie i gałęzie prawie wszystkich albo wszystkich drzew pokrywają mchy i jakieś długie zwisające porosty, jest znaczny. 

To właśnie, między innymi, dzięki tym porostom, ale i zachmurzeniu oraz momentami lekkiej mgle, tworzy się niezwykły, magiczny wręcz klimat tego miejsca, nieco jakby z niesamowitego snu, czy dreszczowca. Urzekł mnie też kontrast czerwonego koloru wulkanicznej gleby i spokojnej zieleni drzew.






c.d.n