Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwój wewnętrzny > Relacje > Z innymi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwój wewnętrzny > Relacje > Z innymi. Pokaż wszystkie posty

1 sty 2023

Kolejny rok

 Kolejny rok


Dawno tutaj nie pisałam i były tego powody ( nadal jeszcze niestety częściowo są )

Życzę Wam, by kolejny rok był lepszy lub równie dobry co poprzedni i tego dobrego czego Wam potrzeba.

A ludzkości, tak globalnie, cech, które były na przestrzeni wieków uznawane za cnoty przez praktycznie każdą z tradycji filozoficznych i religijnych, bo rozwijamy się technicznie ale z człowieczeństwem stoimy w miejscu albo wręcz się cofamy. 

Tak więc:

  • mądrości i wiedzy
  • odwagi ( ale nie takiej w zabijaniu drugiego człowieka i nazywania to odwagą i bohaterstwem)
  • miłości i człowieczeństwa
  • sprawiedliwości
  • wstrzemięźliwości
  • duchowości i transcendencji

Należało by każdą z tych cech rozwinąć opisowo, ale to może innym razem.


Polecam też film biograficzny, moim zdaniem z pięknym przekazem o realizowaniu marzenia, inspiracji kochanymi bliskimi, delikatności uczuć, cierpieniu i podnoszeniu się z niego dzięki wsparciu bliskich i chyba o nadziei, ze kiedyś spotkamy się z nimi gdzieś w lepszym świecie : 

> " Pałac idealny " - 2018 r.


PS. Ci którzy "zniknęliście" moglibyście czasem dać znać że żyjecie....



3 sie 2019

Nie-ludzie cz.1 - czyli rzecz między innymi o zmianie podejścia do wartości własnych - c.d.n

Nie-ludzie cz.1 - czyli rzecz między innymi o zmianie podejścia do wartości własnych c.d.n



W sumie temat tak szeroki, że nie wiem z której strony zacząć. 

Do podjęcia tematu zainspirowało mnie wieloletnie bywanie na czacie najpierw jednym, potem drugim. Chociaż nie wiem czy "inspiracja" w tym kontekście to właściwe określenie...

Pamiętam z socjologii stwierdzenie, że szkoła to takie odbicie społeczeństwa i stosunków społecznych w mikroskali. 

Wiele osób z różnych rodzin, o różnych charakterach, na różnych stopniach rozwoju społecznego, emocjonalnego, mentalnego, z różnymi zaburzeniami osobowości czy chorobami, osób, których towarzystwa nie wybiera się selektywnie, ono po prostu jest dane, osób przebywających codziennie razem, na dość małej przestrzeni. 

Ponoć wystarczy badać szkołę, by zbadać społeczeństwo.

Podobnie myślę jest z czatem, zasadniczą różnicą jednak jest to, że na czacie obecność jest dobrowolna, podczas gdy w środowisku szkoły obowiązkowa ( obowiązek nauki i wypełniania obowiązków zawodowych bez wpływu na to, z jaką grupą się uczy czy pracuje ). 

Inną istotną różnicą jest brak ciała fizycznego w kontakcie z drugim ciałem fizycznym i nie, nie mam tu na myśli współżycia seksualnego, zwyczajny brak kontaktu fizycznego i brak możliwości odczytywania mowy ciała czy słuchania głosu ( a w głosie bardzo wiele słychać ) , tym samym zubożenie interakcji o istotne źródła informacji, co ma swoje konsekwencje, ale o tym potem.

Trzecia to pewien stopień anonimowości dla przeciętnego użytkownika i brak możliwości weryfikacji osoby-nicka z osobą-człowiekiem, co sprzyja z jednej strony swobodnemu pokazywaniu twarzy bez maski, która nakładana w realnym życiu społecznym, ułatwia pełnienie jakiś ról, czy załatwianie interesów zawodowych, życiowych ( a tak, ludzie nawet, a może zwłaszcza wobec osób z którymi żyją prywatnie na co dzień noszą maski, a "nie swoich" traktują inaczej, często gorzej albo odwrotnie ),  ponieważ istnieje przeświadczenie ( i w dużej mierze tak jest), że czat i wirtualna sfera daje "wolność" rozumianą jako brak ponoszenia osobistej konsekwencji za dokonane czyny.

Z drugiej strony przez część osób maski bardzo chętnie są na czatach ( czy w innych portalach społecznościowych, komunikatorach itp) wykorzystywane, by samemu sobie potwierdzać coś tam, podbudowywać ego, "złowić" partnera, bo np. co za problem wkleić emotkę uśmiechu, kiedy akurat wcale nam do śmiechu nie jest, albo wykazać swoją "wspaniałość" dyskredytując innych, najlepiej nieobecnych.

Stąd biorą się wszelkie techniki zarówno komunikacji jak i manipulacji stosowane również w "realu", tyle że tutaj jest ich większe zagęszczenie.

Działają one na czatach silniej ( z powodu ograniczonej możliwości weryfikacji ), ale też może łatwiej niektóre czasem zdemaskować o ile zapisują się tzw. logi z rozmów. Wszak w internecie nic nie ginie, słowo pisane gdzieś zostaje, więc łatwiej komuś udowodnić np. kłamstwo, niż to kłamstwo udowodnić w realu.

Niemniej jednak wszelkie techniki manipulacji, dyskredytacji, mobbingowe ( dzisiaj modne określenie "hejt" ) działają poprzez takie same mechanizmy zarówno w wirtualnej rzeczywistości jak i poza nią.

c.d.n













1 sie 2019

Refleksja i przypowieść o wróbelku.

Refleksja i przypowieść o wróbelku.


Tak mi się przypomniała w związku z pewną dzisiejszą rozmową na czacie i dość częstą obserwacją kurzej ślepoty ludzi na perfidne manipulacyjne ale w tzw. "kulturalny" sposób przeprowadzone działania innych osób, z jednoczesnym piętnowaniem autentycznych, podyktowanych dobrymi intencjami zachowań i słów wyrażanych wprost, aczkolwiek nie zawsze tzw. grzecznych.
Przy czym dla takich ślepych osób ci pierwsi są "ok" a ci drudzy są "be".

Do tego obojętność i bierność, na te pierwsze działania uskuteczniane wobec innych (a co za tym idzie wspieranie takich zachowań i takich osób w społeczeństwie), z naiwną, nieuzasadnioną wiarą, że "mnie to nigdy nie spotka".

Nie wiem, przeraża mnie ( tak, bo długo się broniłam przed takim myśleniem)  to,  ale od jakiegoś czasu zaczynam myśleć , że coraz więcej ludzi w Polsce staje się coraz bardziej ślepych, obojętnych na wszystko, płytkich, wygodnickich i wybiórczych w ocenach zarówno innych ludzi jak i zjawisk, bez empatii i zwyczajnie głupich...


Przypowieść o wróbelku


Wróbelek lecąc na północ zamarzł i spadł na ziemię, wpadł w ciepły krowi placek, leżąc w nim odtajał, obudził się i ciesząc się, że żyje zaczął radośnie ćwierkać. Wtem pojawił się kot, wyciągnął go i zjadł.

Wnioski:

Nie każdy kto na Ciebie nasra jest Twoim wrogiem.
Nie każdy kto Cię wyciągnie z gówna jest Twoim przyjacielem.
Jak będzie Ci ciepło i wygodnie, trzymaj dziób na kłódkę.

Ale co zrobić, jak nie będzie ciepło i wygodnie...nie wiem...jak będziesz siedzieć cicho, to jeszcze mogą na ciebie dodatkowo "srać", jak nie będziesz siedzieć cicho, to mogą cię też zjeść...

















22 lip 2019

Jedno z wyjść - refleksja nocą

Jedno z wyjść - refleksja nocą


Jeśli nie pasujesz do danego środowiska to zmień siebie, jeśli nie chcesz zmienić siebie, to zmień środowisko.
Jeśli nie możesz zmienić środowiska, to zmień...środowisko....

Może wyjście czasem nienajlepsze, ale bywa, że jedyne, by nie stać się gorszym człowiekiem i nie dać się ściągnąć w dół...




10 maj 2019

Krótka refleksja nad szczęściem

Krótka refleksja nad szczęściem



Każdy chce być szczęśliwy i dąży do szczęścia ale ilu przy tym pozostaje wrażliwych na innych ludzi, tą szczególną wrażliwością, która nie zważa na naruszanie ich strefy komfortu?

Ile nieszczęść rodzi takie szczęście, w którym tej wrażliwości brak ?....I czy to naprawdę będzie szczęście, jesli po drodze "rozsieje" obojętność?


14 lut 2019

17 cze 2018

Kiedy ktoś cie zrani

Kiedy ktoś cię zrani


Przypomniała mi się dzisiaj pewna rada, w formie krótkiego dialogu z kimś,  w sytuacji, kiedy cierpimy na skutek czyjegoś zachowania wobec nas.

- Wiesz, wtedy nie obwiniaj tego kogoś, tylko powiedz tej osobie, że ci przykro i jak źle się z tym czujesz.
- A jak kogoś to nie obchodzi?
- Jak nie obchodzi to pewnie jest bordeline.

Krótko i na temat... ;)

Osobiście, jeśli ktoś mnie rani, to w związku z powyższym, chyba są to w większości akurat ci bordeline, bo ich raczej, albo czasem mówią o tym wprost, nie obchodzi co czuję, więc już nawet nie staram się tego tłumaczyć...

Jeśli kogoś obchodzi co czujesz, to raczej chyba stara się nie ranić, tak sobie myślę, a jak zrobi to niechcący, to o ile to człowiek myślący potrafi raczej po fakcie zorientować się sam i zadziałać by ci to wyjaśnić, przeprosić, naprawić.

No chyba , że zrobił to totalnie nieświadomie i jest totalnie niedomyślny, że kogoś zranił ( taki przysłowiowy słoń w składzie porcelany ), ale czy ja wiem...czy tak się zdarza... ale jeśli, to może w takiej sytuacji warto powiedzieć "zraniłeś mnie" lub może lepiej "czuję się zraniony", o ile w ogóle będzie możliwość powiedzieć.

Tyle, że powiedzenie "zraniłeś mnie" i usłyszenie albo odczucie, że tej osoby to nie obchodzi, jest jeszcze gorsze dla zranionego niż milczenie i nie wyrażenie swoich uczuć. Może dlatego wiele osób milczy i zamyka to zranienie w sobie, czekając z nadzieją aż ktoś sam się zorientuje i wykona jakiś gest.




17 paź 2017

Życie (u)płynie - refleksja na dzisiaj

Życie (u)płynie - refleksja na dzisiaj




Jest piękna pogoda, zerkam za okno, myślę sobie , że pogoda piękna na wyjazd w góry, ale i tak
się tam nie wybiorę.


Przypomniał mi się cytat z filmu Jima Jarmusha "Truposz":

"Wyjrzyj przez okno. Widok taki sam jak podczas rejsu. Leżałeś wpatrując się w sufit a woda sunęła jak sunie ten krajobraz. Pomyślałeś: dlaczego on się rusza gdy łódź stoi "


Czasem zachowujemy się i żyjemy tak, jak byśmy myśleli, że żyć będziemy wiecznie, jak byśmy nie zdawali sobie sprawy, że życie upływa i nie wiadomo ile czasu nam zostało.
Jakbyśmy nie zdawali sobie sprawy, że dotyczy to też innych ludzi, których w życiu spotykamy, z którymi mamy jakieś relacje dalsze czy bliższe.

Jakbyśmy obserwowali płynące chmury myśląc , że tylko one płyną.....

Takie wewnętrzne obrazowanie ma swoje konsekwencje , dla nas i innych ludzi nam bliższych lub dalszych.



20 sie 2017

Dzisiejsza myśl

Dzisiejsza myśl


Na skutek pewnej pisemnej rozmowy, tak sobie dzisiaj pomyślałam, że

niektórych trzeba sprowadzić na ziemię, bo za wysoko latają

i tracą prawidłowy ogląd sytuacji, jak to zwykle bywa kiedy się fruwa na dużych wysokościach.

Od wyprowadzania z błędu jestem czasem ja...niczym ten posłaniec, który przynosi niewygodne wieści, a którego się z tego powodu zabija.... ale jakby nie było, przebłyski świadomości, to pierwszy etap rozwoju.
Więc ryzykuję, bo może warto i to nie zostanie zmarnowane.

Dziękuję tym, którzy mnie czasem sprowadzali na ziemię, jednocześnie nie podcinając mi skrzydeł, tylko otrzepując je z przybrudzonych gwiezdnych pyłów.









15 kwi 2017

Ten inny świat od naszego - tak daleko lub tak blisko

Ten inny świat od naszego - tak daleko lub tak blisko



Ktoś kto wyjechał na wycieczkę, gdzieś za granicę, napisał mi, że tam gdzie jest, to 

"taki inny świat od naszego, ale ciekawy".

Przyszła mi refleksja, że ludzie często wydają pieniądze, poświęcają czas i energię, by to "inne" , gdzieś tam w świecie uczynić znajomym, jakoś zaniedbując poznawanie tego "innego", które mają tuż obok, tego ważniejszego do poznania.... 

Może to po prostu dla nich za trudne, a może myślą, że znają to "inne" obok siebie, albo nie chcą poznawać bo okazało by się zupełnie inne niż to "życzeniowe" i "powierzchowne" z czym akurat wygodniej, a może.... no właśnie, powodów może być kilka.

Inna kwestia, że może to inne jest dla nich ciekawsze, tylko dlatego, że jest "inne", a to "nasze" się znudziło. 

Myślę, że w tym "naszym" też można dostrzegać ciągle coś nowego "innego", warunkiem jednak jest tutaj to, co napisałam na początku, czyli chęć oraz uczenie się prawdziwego poznawania "innego", które jest obok.

A może po prostu szuka się wrażeń ciągle z czegoś "innego", jeśli nie umie się czerpać ze "swojego", "naszego". 
Nie tylko w kontekście kultury, przyrody, ale także w kontekście relacji między ludźmi, związków.
Może w przypadku, gdy dotyczy to relacji dwojga ludzi, oprócz poszukiwania tych wrażeń z "innego", nic, albo niewiele ich łączy i bez tych bodźców i wrażeń z "innego" poza związkiem, związku by nie było, bo była by pomiędzy nimi pustka, ponieważ 

gdzie nie ma tego "bliskiego" to trzeba szukać dalekiego, "innego".....
Tak sobie myślę, tak zauważam, tak mnie uczy doświadczenie.

Ktoś kiedyś powiedział mi, że nie czuł by się szczęśliwy będąc zmuszonym mieszkać całą zimę w Polsce, czy nie wyjeżdżając na wycieczki. Wtedy sobie tego jeszcze nie uświadamiałam, ale dzisiaj wiem, że ważniejsze było dla tego człowieka to co "inne" poza relacją, niż to co "inne" do odkrywania i zrozumienia w samej relacji, w sobie i we mnie. 

To "inne" obok nas jest największym ( ale i najciekawszym i najpiękniejszym ) wyzwaniem, przygodą,  bo jest dostatecznie "inne", by zgłębiać tę inność nawet całe życie. Niektórzy po prostu może wolą mniejsze wzywania i mniej niesamowite przygody, dlatego szukają "innego" gdzieś dalej i ciągle od nowa w innym miejscu...




13 kwi 2017

Refleksja na dziś

Refleksja na dziś



"Tylko dwoje ludzi powie Ci prawdę o Tobie, wróg w wybuchu gniewu i kochający Cię z całego serca przyjaciel "  ( jakiś grecki filozof )

Z tym wrogiem to nie do końca się zgodzę, bo wróg bardziej tym co mówi o nas, powie prawdę o sobie samym i odkryje własne intencje, niemniej jednak jakaś prawda jest w tym stwierdzeniu powyższym, należało by też słuchać co mówi wróg.

Głupota i problem jednak polega na tym, że w takim przypadku odrzuca się najczęściej i jednego i drugiego. 






10 kwi 2017

Krótkie przesłanie na dziś

Krótkie przesłanie na dziś...



Masz tylko trzy sposoby odnoszenia się do innych w relacji i czwarty zdecydowanie niewarty, bo szkodzi przede wszystkim tobie.


  • Z życzliwością, uważnością, empatią i pomocą.
  • Jeśli nie możesz albo nie chcesz być uważny, empatyczny, czy komuś pomóc, to przynajmniej nie dołuj, nie dokładaj więcej ( bo ktoś może już nie być w stanie unieść jeszcze tego dodatkowego niefajnego od ciebie ), nie podcinaj skrzydeł, nie niszcz resztek sił.
  • Obojętność . Zawsze możesz udać szlachetnego rycerza i "wymiksować" się z niewygodnego dla siebie kontaktu pod  hasłem " Nie chcę cię krzywdzić" lub "Jesteś dla mnie za dobra/y " , " to dla twojego dobra". Naiwni być może w taką przyczynę i wytłumaczenie uwierzą, wrażliwi będą mieć o jedną cegiełkę więcej "niefajnego" od innych, bo to jest niefajne i ktoś sobie z tym potem musi radzić ( patrz punkt 2)
  • Dokopywanie, podgryzanie, tzw. "inteligentne" wbijanie szpilek, dwulicowość, czyli bycie "świnią" ( chociaż to określenie obraża te zwierzęta )



Dobrego dnia.


13 paź 2016

Jak istotni dla mnie faceci "budowali" moje poczucie mocy

Jak istotni dla mnie faceci "budowali" moje poczucie mocy



Miałam bardzo trudny czas w życiu ( i nadal go mam ) , starałam się sobie radzić, jakoś się pozbierać.

W życiu spotkałam tylko czterech facetów , w których dostrzegłam męski pierwiastek  ( nie licząc mojego taty, który był dla mnie dobrym wzorcem ), cechy które mi się podobały, o których pomyślałam "a może", ale chciałam by byli w moim życiu choćby tylko jako koledzy, bo też to cenię.
Polubiłam tych ludzi, zależało mi na nich, jednego nawet pokochałam, zaufałam. Sporo dobrego ode mnie otrzymali, chociaż tego nie zauważyli.

W trudnym czasie wiadomo, człowiek jest w gorszej kondycji psychicznej, emocjonalnej. Potrzebuje dobrych relacji, zrozumienia, akceptacji, zainteresowania, jeśli nie realnego wsparcia, to chociaż wsparcia w dobrą energię, by miał sam siłę do walki o siebie.
Potrzebuje "podnoszenia" a nie "dobijania". Tymczasem....

Jakie "cegiełki" dołożyli do mojego nadwątlonego przez okoliczności, człowieczego i kobiecego "wiaderka" mocy ( a przecież moc nie bierze się znikąd, wiaderko nie jest niewyczerpane, siłę bierzemy też od innych ludzi ):

"Budowali" moje poczucie własnej mocy ( nawet jak się ma zdrowe  poczucie własnej wartości, to ono czasem ma wzloty i upadki, a jest niezbędne, by się zmagać z przeciwnościami w życiu, by być otwartym na innych, by się rozwijać i być też atrakcyjnym dla innych ) przy pomocy czynów i słów. O czynach nie będę tu pisać, ale przytoczę słowa, bo one są wyrazem sposobu myślenia, podejścia i też działają, bo za nimi idą czyny:

- "Mi nie zależy na miłości, ani na dobrej kobiecie" 

( po tym  tym jak " byłemu" już poprawił się byt, a ja nie byłam już potrzebna, bo stałam się "kłodą u nogi", która akurat teraz potrzebowała wsparcia, a on chciał tylko laytu, wycieczek , śmichów-chichów i wyluzowania, mógłby to znów wtedy mieć ze mną, ale wymagało to wykonania jakiegoś minimalnego wysiłku z jego strony, wsparcia dla mnie, a na to go już nie było stać i sobie poszedł, w moich oczach stracił na męskości. Jak przypomnę sobie ile dałam z siebie przed związkiem jako koledze najpierw, przyjacielowi, bo za takiego go uważałam, potem w trakcie związku i co poświęciłam między innymi ze względu na jego potrzeby i rozwój , czego życiowe konsekwencje odczuwam do dzisiaj, to nie wiem czy powinnam się uznać za idiotkę czy za anioła...
( a w/g wielu facetów podobno kobiety tylko "potrafią brać" )


-"Jesteś moralnie niebezpieczna" ( nie wspominając o innych słowach ) 

( po tym jak przez dwa lata mieliśmy kontakt i zanim zerwał kontakt, z powodu  mojego wyboru metody niekonwencjonalnej by walczyć z bólem, a która w/g niego nie była dobra i mu nie pasowała...a przecież nie miała ona żadnego wpływu na niego, nie był moim facetem, ani nie zamierzał być )
Na koniec przeczytałam, że nie będzie odpisywał, bo "pomiędzy" jest drętwo, jakby nie będąc świadomym, że to jak jest "pomiędzy" zależy od obu osób i nie pamiętając jak ciągle gasił moją pogodę ducha, spontaniczność i otwartość...więc chyba realizował swój cel, chciał by było drętwo, by potem przypisać mi powód.


-" No bo z kim ja sobie mogę tutaj pogadać , z ...? "

( tu drwiąco do innej kobiety o mnie, za moimi plecami,  jako o tej z którą nawet pogadać nie można, podczas kiedy rozmawiał kiedyś ze mną godzinami przez rok , sam z siebie chcąc, i  po tym jak wobec mnie udawał sympatię ) Może właściwe by było powiedzieć : pogadaj sobie sam ze sobą.. skoro inni nie są dla ciebie ludźmi....tylko z nich korzystasz...i tylko wtedy kiedy tobie akurat pasuje...


Podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy... A oni akurat kończyli niefajnie.

Dziękuję Panowie za te Wasze dary, w zamian za moją energię, z której korzystaliście, która Was dowartościowała. Oddaję Was z waszymi problemami w ręce Boga.

Dla mnie to za dużo "dobrego" na raz w jednym ciągu kilku lat....

Tym bardziej, że to nie były osoby mi obojętne. Tym bardziej, że byli to faceci. Tym bardziej , że byli to faceci , w których widziałam mężczyzn. Tym bardziej, że byli to faceci, którzy mieli cechy, które cenię , które mi się podobają, tacy bliscy ideału ( chociaż nie bez wad). Tym bardziej, że byli to faceci, którzy też mi okazywali sympatię a jeden nawet podobno mnie kochał.

To wszystko mogło by być inaczej , gdyby... > Tylko zmieniając coś w sobie...

Żaden z  nich nie próbował nawet niczego zmienić, naprawić, inaczej spojrzeć na sytuację, i nie próbował nawet zrozumieć. Zdawkowe "przepraszam" z "grzeczności" ( przy jednoczesnym zachowaniu status quo ), mało znaczy.

Ciekawe jak sobie panowie opisani wyżej wyobrażają w takich sytuacjach, w takim klimacie, z takim "opróżnianiem wiaderka mocy" ( w sensie ludzkim i kobiecym ) czyjś rozwój, atrakcyjność w byciu, chęci i możliwości prowadzenia ciekawych rozmów, radosny sposób bycia, dystans, otwartość i luz w relacji, czy rozmowie.....

Bo podobno faceci są logiczni, więc powinni widzieć logiczne powiązania....Chciałabym poznać odpowiedź na powyższe pytanie, bo moim zdaniem postępując tak w stosunku do drugiej osoby wymagają od niej niemożliwego.

Czyli wygląda to tak: kopnij  i złam nos komuś, kogo już potrącił samochód, a potem wymagaj żeby nie płakał.
Super logiczne.

Kolega mnie zapytał :

- "Ta sprzeczność - pewna nielogiczność oczekiwań, z którą masz styczność Cię nie irytuje? Tylko smuci? "

Tak, tylko smuci. Nie ma we mnie złości...chociaż może powinna być, nie wiem.

Jeśli jakaś kobieta się w takich sytuacjach nie przejmie i jest zdystansowana, uśmiechnięta i emocjonalnie stabilna, to znaczy że :

a. miała gdzieś tych facetów/ ludzi
b. kłamie i udaje
c. jest mężatką  ( patrz pkt a )
d. jest cyborgiem albo postacią z gry komputerowej

Ja się panowie ( którzy postępują jak wyżej ) już z wami zwyczajnie boję nawet rozmawiać...chociaż was lubię, zależało mi na was i może nadal zależy... ale boję się waszego fałszu , obojętności, okrucieństwa. Tylko wymagania, i krytyczne oceny, bez zrozumienia sytuacji, powiązań skutkowo-przyczynowych, i "zrób to sama", bo ja ci nie pomogę, ja tylko wymagam...
Zasługuję na coś innego. Potrzebuję napełniania mojego ludzkiego i kobiecego "wiaderka mocy" a nie tylko wybierania z niego....

I jeszcze zastanawia mnie jedna rzecz... czemu ludzie, którym się dobrze powodzi, którzy niby są szczęśliwi w życiu, tak się zachowują...bo rozumiem ludzi sfrustrowanych, chorych itd...
Przecież ludzie szczęśliwi tym bardziej powinni być życzliwi innym, tą dobrą energią tryskać i przekazywać ją innym... teoretycznie ( a przynajmniej ja tak miałam jak byłam przez moment szczęśliwa, byłam jeszcze bardziej życzliwa, wyrozumiała dla innych )
No chyba że to ich szczęście to tylko pozory...



Posty powiązane:

> Daj władzę a poznasz

> Paczka dla misiaczka - dla facetów dla zrozumienia własnych zachowan i dla kobiet które myślą, że są "winne"

> Krytyka dla rozwoju czy opróżnianie wiaderka



10 paź 2016

Tylko zmieniając coś w sobie...

Tylko zmieniając coś w sobie....



Kiedyś w trakcie rozmowy z pewnym facetem ( z którym już nie rozmawiam a raczej on ze mną nie rozmawia) padło:

"Tylko zmieniając coś w sobie, zmieniasz relację."


Owszem, zgadzam się z tym, bo to mądra uwaga ( bo to mądry facet , szkoda tylko, że nie zastosował tego o czym mówił w praktyce, w relacji ze mną ).

Bywa jednak tak, że jedna osoba nie zmienia nic w " sobie", a  druga zmienia coś w "sobie" i relacja się psuje... no bo przecież nie mamy wpływu na to, co ktoś w "sobie" zmienił, możemy tylko na to jakoś zareagować i też coś w "sobie" zmienić, na ile to możliwe, ale nie zawsze to możliwe, bo  np. jak zmienił stosunek do nas na gorszy, bo coś tam sobie wymyślił, bo tak zwyczajnie chciał , no tym bardziej nie mamy na to wpływu, nie jest to też możliwe, gdy musielibyśmy coś w "sobie" zmienić za bardzo ( i np. naruszyć ważne dla nas wartości, jeśli by to za bardzo w nas uderzyło )

Bywa też tak, że jedna osoba czuje dyskomfort na skutek zachowania drugiej, więc zmienia "coś w "sobie ", np. nieco się dystansuje, czy zamyka , czy mówi o tym co ją zabolało, tym samym powoduje zmianę relacji, bo druga osoba nie chce zrozumieć przyczyny, że np. sama swoim zachowaniem do tego doprowadziła  i nie zmieniła niczego w "sobie"( o czym np. TUTAJ   i  TUTAJ  )

Bo to działa w dwie strony, jak ktoś nie chce relacji to zawsze znajdzie powód , żeby ją zepsuć albo zerwać.
Jak ktoś chce, to będzie rozmawiał, słuchał, zmieniał, starał się zrozumieć itd. itp.

A zmieniając coś w sobie chyba należało by zacząć od własnych przekonań na temat relacji w ogóle, zmianie stosunku do ludzi w ogóle, zmianie przekonań na temat danej konkretnej osoby i szacunku do drugiej osoby...


10 sie 2016

Daj władzę a poznasz. - c.d.n

Daj władzę a poznasz. - c.d.n


Dotyczy to nie tylko sfery politycznej, społecznej, ale również właśnie w mikroskali, sfery osobistej, dotykając relacji dwojga osób, o czym chcę tutaj napisać.

Jeśli chcesz poznać prawdę o człowieku, który jest przy Tobie daj mu władzę. Daj mu władzę bez warunków i zastrzeżeń. Bez "ale", bez tego bicza, który wisi w górze jako ewentualna konsekwencja w formie kary .

Kiedy dajemy władzę?


W pewnym sensie, dzieje się to  wtedy, kiedy nam na relacji z tym drugim człowiekiem zależy i ta druga osoba o tym wie. 
Wtedy kiedy czujemy sympatię lub  kiedy kochamy. Wtedy kiedy ufamy, a jeśli ufamy to i otwieramy się wobec tego drugiego człowieka w relacji.
Otwierając się natomiast, zdejmujemy niejako ochronną "zbroję", odkładamy "tarczę" i odsłaniamy "pierś", przez co stajemy się bardziej wystawieni ( i podatni)  na ewentualne zranienia i ciosy, na działania przeciwko nam.

Pozbawiamy się w ten sposób, w jakiejś części kontroli nad sytuacją, powierzamy jej część drugiej osobie. Czyli niejako oddajemy jej część władzy. W przypadku dużego emocjonalnego zaangażowania znaczną część.

Czyli :

Ufając i otwierając się, daję Ci DAR, bo za-WIERZAM Tobie, daję Ci WŁADZĘ, ponieważ dużo o mnie wiesz, możesz ją wykorzystać do budowania dobrej relacji, ale możesz też wykorzystać ją przeciwko mnie, przeciwko relacji, możesz niszczyć.


Tylko ile osób postrzega to jako DAR  i potrafi docenić to, że dana osoba akurat im za-WIERZA ?
Takie jest moim zdaniem prawidłowe postrzeganie otwartości i zaufania w relacji, opartego na szczerych intencjach, z przekazaniem władzy.

A prawidłowe postrzeganie jest tutaj punktem wyjściowym do tego, co się będzie dalej działo z tą relacją.


Pytanie co ten ktoś wybierze w jakimś momencie, zwłaszcza w takim, jak coś będzie szło nie po jego myśli, jak druga osoba wyłamie się spod "władzy", postąpi nie tak jak oczekiwał lub niewygodnie dla niego...

Czy będzie w stanie w pewnych sytuacjach wyrzec się swojego egocentryzmu i oprzeć pokusie wykorzystania tej władzy tylko dla swoich, a nie obopólnych korzyści? Czy da się poznać jako człowiek działający na korzyść relacji lub związku, skoncentrowany na budowaniu, na zrozumieniu drugiej osoby, jej sytuacji i postępowania.

Czy wręcz przeciwnie okaże się małostkowym, może manipulacyjnym, dbającym jedynie o własne ego, wykorzystującym sytuację jedynie na swoją korzyść, dla własnego dobra, bez uwzględnienia dobra i nie licząc się z konsekwencjami, jakie to przyniesie dla drugiej osoby. 

Bywa różnie, ale dzięki temu i w takich momentach, poznajemy człowieka. Poznajemy go najlepiej wtedy kiedy MOŻE. Widzimy, w jaki sposób korzysta z tego "mogę", wiedząc, że nie poniesie konsekwencji.


Jakie są narzędzia wykorzystywane w momencie nadużywania władzy?


Najczęstszym, w sytuacji, wobec kogoś,  komu "zależy", w relacji, w przyjaźni, w miłości, chyba jest:

szantaż emocjonalny


Znane jest powiedzenie "jak zrobisz to i to, będziesz taki i taki, to mamusia/ tatuś będzie cię kochać"..a jak nie zrobisz, to wiadomo...

Niestety w wielu dorosłych relacjach można się z tym spotkać. Narzędzie to bazuje na tym, że osobie "zależy" na relacji samej w sobie lub też na tej drugiej osobie, że ta druga osoba jest dla niej ważna, jako człowiek, przyjaciel, ukochany.
Bazuje na jej strachu przed utratą tej relacji, ale również strachu przed odrzuceniem jej jako osoby, co skutkuje potem obniżonym poczuciem własnej wartości ( bo to rzadko kiedy jest stałe) , poczuciem opuszczenia, samotności , czyli tym wszystkim co jest najbardziej przykrym doświadczeniem dla człowieka, bo dotyka jego istoty.

Po dwóch latach od opuszczenia mnie przez byłego, też do mnie dotarło, że zastosował to narzędzie w ważnej dla mnie sferze. Wiedział, że jest kochany, że ja swojej władzy nie wykorzystałam przeciwko niemu, ani jedynie dla siebie i swoich korzyści ( wtedy kiedy mogłam), więc swoją władzę wykorzystał ale tylko na swoją korzyść, nie dla budowania dobrego związku.
Bo równie często jak kobiety, szantaż emocjonalny wykorzystują mężczyźni, a może nawet częściej, bo to kobiety są bardziej emocjonalne zwykle.

Ostatnio też w moim odczuciu zostałam "skasowana" ( to chyba właściwe słowo, bo relacja istniała wirtualnie niestety li tylko, niestety, bo gdyby była twarzą w twarz pewnie wyglądała by inaczej ), bo nie zrobiłam czegoś tak , jak ktoś chciał, czyli nie po jego myśli tylko w/g własnego odczucia mojego dobra, a wcześniej za-wierzyłam i dałam władzę ( byłam , lubiłam, zależało mi, za-wierzyłam bo zaufałam, otworzyłam się, akceptowałam, rozumiałam,  trwałam, miałam drzwi otwarte i nie groziłam, że je zamknę "jak" itd ) jednak  czyjaś obecność dla mnie w tej relacji była niejako warunkowa ( sygnalizowane było zagrożenie skasowania konta i zerwania kontaktu przez tę drugą osobę), więc w końcu to się stało, bo nie byłam w stanie spełnić warunków. 
Czy była w tym akceptacja skierowana do mnie, czy chodziło o moje dobro?....Nie wiem, mam wątpliwości, skoro po tym zostałam "skasowana". Czułam się w tej relacji najpierw dobrze, potem różnie a teraz było mi  smutno, ale nikogo do kaloryfera nie przywiążę....

Innym razem od pewnego faceta, rozmawiając hipotetycznie o pewnej sytuacji,  usłyszałam " To ja bym ci nie pozwolił" i podobało mi się to, jeśli nie pozwolił by ze względu na troskę o mnie, a nie na swoje ego.

Kiedyś byłam świadkiem sceny, w środowisku studenckim, kiedy dziewczynie nie podobała się koszula jaką założył chłopak, wskazała mu inną, ale on nie bardzo miał ochotę się przebierać. Ona w końcu powiedziała :

- Jak nie zmienisz tej koszuli, to z Tobą nie idę.

Facet miał skonsternowaną minę, z jednej strony, jego męskie ego nie pozwalało mu ulec, z drugiej strony wiedział, że jak nie ulegnie to będzie foch, nigdzie nie pójdą i w nocy zero seksu. W końcu ociągając się, koszulę zmienił.

Niby śmieszne, niby banalne....ale tak się zaczyna, z czasem taki szantaż się powtarza.
Pół biedy , jeśli dotyczy mało ważnych rzeczy, na które można się dla świętego spokoju zgodzić. Gorzej jak zaczyna dotyczyć rzeczy ważnych dla danej osoby, dotykać jej osobowości, zdrowia, wartości.

Szantaż wcale nie musi być zwerbalizowany, to też takie formy jak karanie za jakieś zachowanie przy pomocy focha, milczenia ( tzw. "ciche dni" ), agresji, odrzucenia, obojętności, czyli właśnie w domyśle " jak nie zrobiłeś tego czy tamtego, nie zachowałeś się w sposób oczekiwany, to ja Cię nie będę lubić, kochać, interesować się tobą itp. , to cie za to ukarzę ".

Po czasie uświadomiłam sobie, że wobec mnie też taki szantaż niezwerbalizowany zastosował "były i niedoszły", i cóż tak się stało kiedy miałam dobre intencje i jak wyżej opisałam, dałam "władzę" poprzez zaufanie i szczerość i za-wierzenie. Przy czym dzisiaj wiem, że tamten człowiek zwyczajnie nie chciał niczego rozumieć a wtedy kiedy tak się zachował już pewnie wiedział i powziął plan w swojej głowie, że jestem w jego życiu tylko na jakiś czas ( ale że jeszcze coś z tej znajomości "wyciągnie ") i stąd w myśl jego handlowego podejścia do związku, już pewnie nie inwestował za dużo.

Zrobił mi kiedyś takiego focha i jednocześnie ukarał obojętnością, niewerbalną, niefizyczną ale dla mnie odczuwalną agresją, że aż się popłakałam tak było mi przykro.

Pojechałam  wtedy do niego do Londynu ( odrzucając wcześniej ofertę pracy załatwianą "po znajomości", której nie było sensu przyjmować po to, żeby za jakiś czas porzucać, bo on nie chciał mieszkać w Polsce a związki na odległość nie mają sensu ) na kilka miesięcy, póki nie skończy mu się kontrakt. Zdana byłam tam na niego całkowicie ( więc w takim znaczeniu tez miał władzę ) bo nie znam języka ( jakieś marne podstawy podstaw ), więc bałam się gdziekolwiek ruszyć sama, nie licząc drogi do British Museum i z powrotem ( bo dojeżdżało się tylko jednym czy dwoma autobusami, więc dawałam radę, metra nie znosiłam )
Nie pracowałam, bo nie miałam tam wtedy szansy na pracę, robiłam tylko dorywczo, zdalnie jakieś zlecenie czy dwa, zdobywając w ten sposób doświadczenie w nowym zawodzie ( niedawno się musiałam przekwalifikować i zaczynać drogę zawodowa od nowa, co w moim wieku jest bardzo trudne  ).
Zbliżał się czas wyjazdu do Polski. Grudzień, okres przedświąteczny. Wcześniej wpadłam na pomysł , by zrobić szydełkowe aniołki i sprzedać je, w ten sposób zarobić przysłowiowych parę funtów, które po zamienieniu na złotówki zawsze jakoś by zasiliły moją kieszeń po powrocie do Polski ( bo nikt mi pieniędzy nie dawał a czekały mnie badania odpłatne, wizyt prywatne u lekarza itd. ).  Poszliśmy więc raz z tymi aniołkami, by je sprzedać na ulicy. Niestety poszliśmy o zbyt później porze. Sprzedałam tylko jednego aniołka.
Poprosiłam , żeby poszedł ze mną jeszcze raz , o lepszej porze dnia i w inne miejsce, bo wiadomo, że bałam się sama ruszyć nie znając języka i miasta, poza tym raźniej jednak tak na ulicy stać we dwoje. i czas też szybciej płynie. Nie bardzo miał ochotę, ale w końcu poszedł.
Poszedł, ale z taką obrażoną i wściekłą miną, ani razu się nie odezwał, za rękę mnie nie złapał, zajechaliśmy na miejsce, szedł obok a ja się czułam jakby szedł obok mnie obcy, nie znający mnie, w dodatku nieprzyjazny mi człowiek, który jakby nie znał celu, ani sytuacji czy motywacji.
Nie zdążyliśmy jeszcze dojść i stanąć na miejscu, a nie wytrzymałam tego. Nie pamiętam dokładnie, co wtedy powiedziałam, chyba to, że nie chcę żeby się zmuszał do bycia tu ze mną, bo ja nie chcę łaski i żebyśmy wracali.
Mijając kosz na śmieci, tylko z szacunku do własnej pracy nie wyrzuciłam tych aniołków do niego...
Popłakałam się, tak bardzo było mi przykro, że człowiek, z którym jestem w związku, który dla mnie jest ważny, który deklarował , że ja też jestem, ma mnie gdzieś, bo tak to czułam. ( wymagał, by kobieta pracowała, zarabiała na styl życia, ale nie wspierał w tym, jak mu było niewygodnie, a ja nawet nie tyle na styl życia chciałam zarobić, ale na zabezpieczenie zdrowia )

To był taki chyba pierwszy ważny sygnał i zapowiedź tego jak ta relacja się skończy za jakiś czas, jak stanie się mu niewygodnie...jak nie będę w stanie spełnić w bliżej określonym czasie "wymagań" bez zaangażowania z jego strony.



Konsekwencje szantażu

Efekty są dwa.

Jedna osoba godzi się na taką uległość i przechyla szalę władzy tylko na jedną stronę, w kierunku osoby używającej takiego narzędzia, jak w przypadku pewnego mężczyzny około 50-tki, który na moje: " To niech pan powie o tym żonie..." skwitował :

- Tak,  a potem nie było by ani seksu ani obiadu...Wolę nic nie mówić.

To bardziej szantaż bytowy, niż emocjonalny, niemniej jednak podobne narzędzie.

I pewnie przez całe małżeństwo ta jego relacja tak wyglądała. Patrząc jednak z boku powierzchownie, to tworzyli obraz udanego małżeństwa, tylko czy obie osoby są w nim szczęśliwe?

Ludzie godzą się na to, bo już w tym tkwią, na zasadzie przyzwyczajenia, "mniejszego zła", albo " bo tak już jest", "bo tak musi być", " bo takie są kobiety/ mężczyźni", bo nie znają czegoś innego i nie myślą, że może być inaczej, a że w jakimś stopniu jest wygodnie to w tym tkwią.
Z drugiej strony dla niektórych to wygodne, w zamian za rezygnację z części siebie samego, jest odciążony z odpowiedzialności, bo zawsze może powiedzieć "to nie ja". ( ale o tym kiedy indziej w innym poście).

Inną konsekwencją wykorzystywania szantażu emocjonalnego lub bytowego jest obrona przed nim, jeśli osoba , której dotyka uświadomi sobie , że ma miejsce i się na to nie godzi.
Obrona w formie ataku ( co jest najgorszą opcją i rujnującą  ), lub uświadomienia drugiej osobie jak postępuje i że się na to nie godzimy.

I tutaj albo zacznie się dialog i wspólna praca nad relacją ( tak wspólna a nie że ja się obrażam a ty się sam/a zmieniaj ), jeśli obu osobom na niej zależy bo obie miały czyste intencje. Stosowanie szantażu emocjonalnego może być kalką wdrukowaną przez rodziców i nie musi być uświadomione, ten człowiek nie musi  mieć od razu złych intencji.

Dialog i wspólna praca nad relacją jest możliwa tylko w tym przypadku, gdy władza została wykorzystana niecynicznie i nie w złym celu, a na zasadzie , że ktoś się zagalopował...bo miał niewłaściwe postrzeganie za-wierzenia i płynącej z niego władzy jako daru.


Jeśli jednak wykorzystanie danej władzy odbywa się na zasadzie  "dam palca a odgryzie rękę", bo za-wierzenie i związana z tym akceptacja, cierpliwość, wyrozumiałość, jest postrzegane przez kogoś totalnie błędnie, jako słabość ( a nie siła, którą naprawdę jest ) lub naiwność drugiego człowieka ( a nierzadko jako frajerstwo, co już jest chore ), którą można wykorzystać bo "wolno", to mamy jasność, jak ten drugi człowiek traktuje nas, relację, jaki ma stosunek w ogóle do ludzi i jakie ma intencje.

Myślę, że takie doświadczenia dla wielu nie są obce, ja też w taki sposób przekonywałam się co siedziało w innych ludziach, z którymi miałam relacje, czy mieli czyste intencje , czy nie.
Czy potrafili docenić moje zaufanie jakim ich obdarzyłam, za-wierzenie, oddanie tej części władzy im przeze mnie , lub nienadużywanie władzy z mojej strony, jeśli to oni dzielili  się nią ze mną.
Sama też odczuwałam strach przed odrzuceniem , na którym bazował czyjś szantaż.

Myślę też, że wiele osób ma złe doświadczenia w tym względzie, stąd potem strach przed zbliżaniem się, nawiązywaniem realnych bliższych relacji z innymi ( zwłaszcza płcią przeciwną, bo w kontaktach z nią budujemy swój pozytywny lub negatywny obraz co ma ogromne znaczenia dla jakości całego życia, dlatego tak ważne są tu pozytywne informacje zwrotne ), stąd realizowanie potrzeby kontaktu z drugim człowiekiem tylko przez internet, dające namiastkę bliskości bez ryzyka lub z minimalnym ryzykiem, bo zawsze przecież można zamknąć  okienko komunikatora, zmienić nick albo zniknąć.

Wiele osób jest obecnie chyba emocjonalnie "uszkodzonych" i niestety ale to się pogłębia , rozszerza.
Sprzyja temu konsumpcyjny trend, również w relacji człowiek- człowiek. Jak w tej reklamie " nie ma nic za darmo", wszystko jest warunkowe, jednorazowe, krótkotrwałe, "wycisnąć więcej" ( ulubione hasło pewnego faceta którego kiedyś znałam, a który mi powiedział "udawałem, że mi zależy bo myślałem, że jeszcze coś z tej znajomości wycisnę"...to coś podobnie jak były ) potem zabiera się zabawki i idzie do innej piaskownicy.


Inny kontekst nadużywania władzy dotyczy sfery seksualnej, w której działają hormony a więc uzależniają i czynią "poddanym", w takiej sytuacji seks jest często narzędziem władzy.

Jeszcze inny kontekst dotyczy sfery finansowej np. w związku małżeńskim, gdzie żona nie pracuje i jest na utrzymaniu męża, oraz odpowiedzi na pytanie czemu kobiety chcą pracować ( wcale nie dlatego, że lubią )


Innym narzędziem władzy, jest niszczenie miłości własnej, czyli obniżanie poczucia własnej wartości drugiej osoby.




więc c.d.n  jak wypiję kawę i się obudzę ;)



8 cze 2016

O szczerości, jak bywa wykorzystywana - sztuka jednego aktu

O szczerości, jak bywa wykorzystywana - sztuka jednego aktu

 

Prolog:


On nakręcił krótki filmik z miejsca swojego nowego zamieszkania ( gdzie lada chwila miała wprowadzić się inna ), wysłał na maila Jej, by zobaczyła.


AKT I

 

On:

- Jak ci się to podoba? Możesz mówić szczerze.

Ona:

- No fajne, z humorem, zabawne, podoba mi się :)  Tylko jedno zdanie nie jest dla mnie śmieszne, to co powiedziałeś na końcu. 

Jeszcze nie zdążyła do końca wyjaśnić z jakiego powodu....

On:

- No widzisz a Jej się podobała całość. My nie pasujemy do siebie, bo mamy inne poczucie humoru a Ona się śmieje ze wszystkiego. 

Chór Grecki:

- Może nie stać Jej na refleksyjność? A może śmieje się bo wie, że musi, bo inaczej też by "nie pasowała" ? A może śmieje się bo wie, że faceci na to lecą bo wolą wesołe laski. Ot taka strategia. A może ją to bawi, bo już wie , że to ona tam zamieszka, cieszy ją że dopnie swego? No chyba, że oboje są bezrefleksyjni , więc faktycznie akurat w tym do siebie pasują, nie tyle z powodu podobnego poczucia humoru, które ta szczera też ma, lecz z powodu tej właśnie bezrefleksyjności.
Poza tym czym jest ta Jego "pozytywna energia", skoro on widzi szklankę pustą zamiast w 3/4 pełną, bo skupia się na tym jednym zdaniu które się nie podobało, pomijając całą dużą resztę, która się podobała....

Na to Ona w szoku. Przysłowiowo "ręce jej opadły" z klawiatury na taki tekst, oczy wyskoczyły z orbit ze zdziwienia i przemknęła myśl "Czy to jest na pewno ten sam człowiek, którego znałam od lat i wobec którego kiedyś mogłam wyrazić normalnie, szczerze swoje zdanie na jakiś temat, a on mógł to samo w stosunku do mnie i żadne z nas drugiego za to nie karało ? " 
  
 Chór Grecki:

- Wtedy jeszcze nie rozumiała, że wcześniej jednak tak nie było , że ta "kara" za szczere wyrażanie się była odraczana przez Niego i wisiała w "powietrzu" czekając na wymierzenie, które właśnie nastąpiło po raz drugi

Jednak po chwili szoku, Ona otrząsa się. Spokojnie aczkolwiek w poczuciu bezsensu i rezygnacji, wyjaśnia w szerszym kontekście przyczynę "niepodobania się" tego jednego zdania. 
Pokazuje Jemu też to, że punkt widzenia zależy od punktu "siedzenia", że ten sam żart ma prawo być różnie odebrany w zależności od sytuacji życiowej osób.
Dla tej która ma dobrą, bo właśnie sobie podniosła status życiowy ( pomijam jakim sposobem ) i przed nią jasne perspektywy, będzie być może śmieszny. Dla tej innej , która żyje w beznadziei, bez perspektyw na lepsze jutro, taki żart będzie jej tylko przypominał o tej beznadziei. To z czego ma się śmiać? I to nie świadczy o innym poczuciu humoru czy o jego braku. 
Bogaty i najedzony może się śmiać z tego, kto z przymusu wybiera z kosza jedzenie ( Tylko czy to jest fajne poczucie humoru?...)  Tego, który to jedzenie wybiera, bo nie ma innej alternatywy, najprawdopodobniej nie będzie śmieszył widok innego głodnego buszującego w koszu obok.

On:

- Wytłumaczyłaś się... Rozumiem o co ci chodziło.

 Chór Grecki:

- Czy trzeba się tłumaczyć z rzeczy oczywistych?... Ze szczerości o którą ktoś sam prosił?... Chyba zrozumiał, ale to niczego nie zmienia. I tak widział tylko, że to ona się śmieje ze wszystkich jego dowcipów, nie ważne czy szczerze. Ta szczera i tak wypadła kiepsko w tym "rankingu"

 

 

Epilog :

 

Po co ktoś pyta, jak  nie chce znać odpowiedzi i woli lizusowe, interesowne "kadzenie"?
Chyba jedynie po to, by sobie coś tam potwierdzić, co sobie wcześniej zracjonalizował. Ot, w taki sposób też można wykorzystać czyjąś szczerość.

Kto traci a kto zyskuje? 

Traci On, przez swoją ignorancję i niedocenienie szczerej opinii, bo chce być i jest oszukiwany przez co nie rozwija się, bazując na fałszywych informacjach o tym co robi i jak się zachowuje. Traci też, wybierając kogoś kto szczery nie jest, komu na nim i jego rozwoju w jakimś zakresie nie zależy, komu zależy jedynie na zachowaniu w tym zakresie status quo...bo a nuż rozwinęła by się w nim większa świadomość i niewygodna prawda wyszła by na jaw. 
Zyskuje na takiej cudzej szczerości to, że podtrzymuje swoje racjonalizacje, które są akurat dla niego wygodne.

Traci też Ona - ta, która jest życzliwie szczera ( zresztą w tym przypadku na życzenie drugiej osoby ), ponieważ jest odrzucona za to, że autentycznie doceniała tą druga osobę, pomagała się rozwijać ale jednocześnie zyskuje,  bo dowiaduje się jakie horyzonty myślowe ma ta druga osoba, jak bardzo próbuje siebie samego o czymś przekonać, w jakim celu prosi o szczerość. Zyskuje bo wychodzi na jaw, że dana osoba woli pozory a z taką nie można budować porozumienia na wyższej płaszczyźnie. 

   Inne refleksje o szczerości:
 
 >  Krótko o miłości - czyli sztuka w trzech aktach
 >  Krótka sztuka o "kobiecości"
 
   Powiązany post :  

 > Cały świat jest w nas

 

 

28 kwi 2016

Historia jedwabnego szala - rzecz o obdarowywaniu

Historia jedwabnego szala - rzecz o obdarowywaniu



W okresie około-świątecznym "zajączki wielkanocne" nieoczekiwanie obdarowały mnie prezentami  :)

 Są to szal z naturalnego jedwabiu ( od bardzo dawna nie dostałam tak kobiecego prezentu ), nowy cooler do procka, cały i silniejszy niż obecnie mam - komp, propozycja systematycznych gratisowych lekcji w temacie, który mnie interesuje ( a które mam nadzieję umożliwią mi potem pracę w tej dziedzinie z fajnym zespołem ) a także wsparcie burzą mózgów w ramach udziału w konkursie graficznym.
Zaczęłam się już zastanawiać, czy przypadkiem ludziom się święta nie pomyliły ;) 
W dodatku, co ciekawe ( i niektórym może się nie "mieścić w głowie" ) darczyńcami są  ludzie , których  na oczy nie widziałam, ponieważ znamy się tylko przez internet, z niektórymi od kilku lat z innymi w ogóle się nie znamy.
Potem jednak doszłam do wniosku, że ta prawdziwa pozytywna energia, czynna a nie bierna, w postaci okazywanej  życzliwości ( a nie jedynie uśmiechów, wesołości i płytkiego optymizmu ) może teraz po prostu do mnie wraca.

Mimo, że wszystkie podarunki mnie niezmiernie ucieszyły ( "zajączkom" wielkanocnym serdecznie dziękuję :) ), chcę dzisiaj skupić się głównie na historii szala, z tego względu, że jest najbardziej kobiecym prezentem i najmniej "pomocowym", w sensie wsparcia życiowego, z powyższych zajączkowych darów i w niecodziennych okolicznościach go otrzymałam. 
Bowiem temat będzie dotyczył czegoś zupełnie innego niż wsparcie.

Szal z naturalnego jedwabiu przyleciał do mnie aż z Chin ( zabawnie wyglądały chińskie znaczki w miejscu nadawcy ), nie jest to jednak jakieś chińskie badziewie, jak nam się obecnie kojarzą chińskie towary. To chińska jakość taka, jaką niektórzy pamiętają z czasów PRL-u, czyli dobra. 
Dotyczyła zazwyczaj porcelany i tkanin, ubiorów często pięknie drukowanych ( np. koszulki z chińskiej bawełny wtedy miały bardzo dobrą jakość i kolorowe nadruki ), chiński jedwab zawsze był najlepszy na świecie i chyba tak pozostało. 
Taki też jest szal, z jednej strony jedwabna satyna z lekkim połyskiem, z drugiej podbicie z czerwonego drapanego jedwabiu ( jakby miękka jedwabna flanelka, która daje ciepło ). Do tego kobiecy kwiecisty nadruk i niesamowicie miły dla ciała dotyk. 
Żartuję sobie, że będę wyglądać w nim jak sułtanka z serialu "Wspaniałe stulecie" :D

Mam go dlatego, że ktoś chciał mi sprawić radość. No i udało mu się :) 
Ktoś kogo w ogóle nie znam, z kim nawet nie rozmawiałam prywatnie a tylko włączyłam się do dyskusji ogólnej na jakiś temat, ktoś przypadkiem spotkany w wirtualnej rzeczywistości. Bo w wirtualnej rzeczywistości toczy się życie nie tylko wirtualne, po obu stronach łączy siedzą przecież realni ludzie.

Fakt obdarowania mnie szalem wywołał w zgromadzonych emocje ( chyba panie mi trochę zazdrościły ), wywołało je też potem przyjęcie podarunku przeze mnie od obcego mężczyzny.

Jak ludzie reagują na taką fantazję... Wszyscy chyba podobnie, myślą, że to żart, też tak w pierwszej chwili pomyślałam. Kiedy jednak okazało się, że facet wyraża chęć serio, pozwoliłam sobie na to, czyli na radość. Bez szczególnego poczucia obawy, że "czegoś będzie potem ode mnie chciał" i winy, że "nie wypada".
Bo czemu nie? Przecież zasługuję na życzliwość, sympatię i radość :)

Myślenie obserwatorów było jednak inne. Zazwyczaj takie, że to "zapłata" za coś, bo nikt ot tak bezinteresownie prezentów nie daje. Albo, że jak obcy facet daje kobiecie prezent, to pewnie czegoś od niej chce ( czego zazwyczaj można się domyślić ).
Takie spojrzenie mają zazwyczaj chyba kobiety, aczkolwiek i mężczyznom nie jest obce, ale chyba tym , którzy może takie właśnie mają do kobiet podejście.

Tak handlowo często ludzie podchodzą....wszystko coś za coś, nie z życzliwości czy zwykłej sympatii, czy po prostu ot tak z fantazji by ktoś się ucieszył.
Skąd się to bierze...Myślę, że chyba oni właśnie w taki sposób postępują, więc tak samo postrzegają intencje innych.

Inna rzecz, że sporo osób pewnie nie obdarowało by kogoś płci przeciwnej z obawy, że ktoś sobie "coś pomyśli", źle zrozumie jako "zaloty", ubieganie się "o" i potem będą mieć problem w razie pozytywnego odbioru z "odkręceniem" sytuacji, w razie nie pozytywnego odbioru ze skrępowaniem sytuacją odrzucenia w ogóle.

Również wiele osób nie przyjęło by prezentu w takich okolicznościach.

Kobiety właśnie z obawy, że potem będą do czegoś "zobowiązane" wobec faceta, bo jeśli trafi się na takiego , który myśli kategoriami " coś za coś" to faktycznie przyjęcie, życzliwości czy pomocy czy prezentu, może być mylnie zrozumiane przez takiego faceta, ponieważ on daje ale w zamian czegoś wymaga ( nie mylić z oczekiwaniami bliskimi marzeń jak np. kobieta mu się podoba, lubi ją i może chciałby widzieć w niej kogoś więcej, więc ją obdarowuje z sympatii, przyjaźni czy uczucia, chce sprawić radość ale nie obliguje kobiety do zobowiązań, nie jest to nasycone "musisz się odwdzięczyć" tylko raczej nadzieją na coś. Różni się  to tym  od  sytuacji "wymagającego czegoś za coś" faceta, że sympatia do osoby mimo niespełnionych oczekiwań nie mija )

Mężczyźni natomiast panicznie boją się  takich gestów ze strony kobiet, ponieważ interpretują je jako chęć "złapania" ( dosadnie mówiąc ) ich przez kobietę.
Gdyby chodziło tylko o złapanie do łóżka to na ogół no problem, oni się najbardziej boją "łapania" do związku/małżeństwa ( co jest zabawne, bo nawet nie zauważają jak kobiety ich łapią bardziej efektywnie, w swoich celach, przez łóżko, nie stosują do tego natomiast prezentów, okazywanej życzliwości czy wsparcia, a tego się faceci boją, czyli są czujni tam gdzie niekoniecznie trzeba, tracą czujność tam gdzie jest potrzebna ) Podobnie jak kobiety boją się zobowiązania, tylko do czegoś innego.

Są też osoby, które w ogóle nie lubią okazywania im namacalnych gestów życzliwości czy podarunków, ponieważ właśnie uważają, że "coś za coś" i  w ich mentalności może ten ktoś za jakiś czas będzie czegoś od nich potrzebował a oni nie bardzo mają ochotę na okazywanie życzliwości od siebie innym bez własnego "interesu".
Więc zabezpieczając się przed tym, najlepiej by niczego od nikogo nie chcieli, no chyba, że sami mają w tym interes.

Bywają też ludzie, którzy na skutek doświadczeń życiowych, stracili wiarę w życzliwość, bezinteresowność innych, w szczerą sympatię.
Spotkałam kiedyś kogoś , kto owszem przyjmował prezenty ale nie rozpakowując wyrzucał je do kosza...bo twierdził, że nie dostaje ich ze szczerymi intencjami więc ich nie chce. Nie wiem, być może tak było w przypadku kilku osób ale czy wszystkich?..

Takie podejście i mentalność ma swoje konsekwencje dla "świata", relacji międzyludzkich, społecznych ale i jednostkowo dla nich samych, choćby takie, że w ten sposób sami pozbawiają się radości, którą mogli by mieć gdyby otworzyli się też bezinteresownie na rzeczy dobre, spontaniczne, pozytywne od drugiego człowieka, bo nie każdy jest wyrachowany w kontakcie z drugim człowiekiem. Nie każdy podarunek ( nie tylko materialny )  ma cenę, którą mamy w takiej czy innej formie potem zapłacić albo zasłużyć na niego, by w ogóle go otrzymać ( bo i z takim podejściem niestety osobiście się spotykałam a ja nie chciałam musieć "zasługiwać" ).
Pamiętam jak kiedyś bardzo chciałam kogoś obdarowywać ale nie chciałam czuć się pod presją, że muszę "zasługiwać" na zasadzie wymiany handlowej. Chciałam czuć, że to wychodzi ode mnie, bez przymusu bez "oczekiwań wymagających" ( i nie pisze tu o prośbach, bo poprosić o coś to nie grzech, piszę o presji a nawet szantażu emocjonalnym ), im mniej było tego przymusu tym więcej chciałam ofiarować ale to było blokowane, ten ktoś tego nie rozumiał, że gdyby akceptował bez wymagania to otrzymał by więcej niż się otrzymać domagał, stracił na tym i ja straciłam.
Taka postawa wszystko psuje a przynajmniej jeśli chodzi o osoby z takim podejściem jak moje do relacji, bo oczywiście nie dotyczy to osób które mają filozofię "handlową" odnośnie relacji, zwłaszcza bliskich.

Jeszcze zwrócę uwagę na  jeden aspekt obdarowywania ( w jakiejkolwiek formie ).

Nie wiem jak Wy ale ja chyba najmniej komfortowo ( oprócz sytuacji w których muszę "zasługiwać" na cokolwiek )  czuję się przy kimś komu niczego nie można ofiarować, bo niczego nie potrzebuje czy nie chce.
Tym samym jakby stawia się ponad drugiego człowieka, który w takim kontekście nie ma niczego co było by cokolwiek "warte" w jego oczach. 

Dlatego pozwalajcie sobie być obdarowywani, pozwalajcie na radość sobie i drugiemu człowiekowi , również na poczucie, że może, potrafi, że ma coś do ofiarowania.
Bo jeśli jest to szczere, to jest to też ta prawdziwa pozytywna energia, którą warto wspierać w ludziach zamiast ją marnować obawami, podejrzeniami, odrzuceniem.





4 gru 2015

Krytyka dla rozwoju czy opróżnianie "wiaderka mocy"?

Krytyka dla rozwoju czy opróżnianie "wiaderka mocy"? 

 

 Czym jest krytyka?

 

Krytyka w odniesieniu do ludzi w potocznym znaczeniu oznacza skupienie się tylko na "złych", negatywnych ( z punktu widzenia danych wartości ) aspektach zachowania, jest negatywną oceną jakiś faktów, niestety często bez analizy przyczyn zachowań czy nawet tych faktów.

Jest to błędne podejście, ponieważ krytyka to również analiza i zwrócenie uwagi na to co "dobre", to informacja zwrotna.


Krytyka krytyki - opróżnianie "wiaderka mocy"


Krytyka krytyce nierówna. Zbyt często ludzie krytykują innych z powodu tego, że nie akceptują czegoś w samych sobie albo nie jest im wygodnie z daną osobą, lub też zwyczajnie wyładowują swoje frustracje na innych. 
Zbyt często też ta krytyka dotyczy cech człowieka , których on zmienić raczej nie może, co jest naruszaniem poczucia czyjejś wartości i odbierane jako odrzucenie bo pokazują brak akceptacji. Często krytyczne uwagi brzmią "ty jesteś taki siaki" itd., nie mówiąc już o tekstach w stylu " ty zawsze..ty nigdy ". Chyba każdy takie słyszał.
Taka krytyka opiera się nie na ocenie zachowania tylko na ocenie człowieka i dyskredytuje tego człowieka, krytykant stawia się ponad nim.

Oceniaj zachowanie a nie człowieka


To nie jest zdrowa, konstruktywna krytyka. Takie powtarzane słowa wdrukowują się w podświadomość i człowiek w końcu zaczyna myśleć, że jest beznadziejny...nie daje to nic oprócz opróżniania czyjegoś "wiaderka mocy". Jaki to ma skutek nie muszę chyba pisać ( choćby zjawisko samosprawdzającej się przepowiedni )
Często nadmiernie krytykują innych ludzie, którzy sami byli ciągle nadmiernie krytykowani w dzieciństwie w taki sposób i mają tak wykształcony wzorzec komunikacji, więc działa tutaj tzw. błędne koło, które trudno przerwać, ponieważ generalnie nawyki i wzorce trudno jest zmienić.

Co gorsza zdarzają się tacy, którzy uważają, że "co nas nie zabije to nas wzmacnia" i oni zazwyczaj bezpardonowo obchodzą się z innymi, nie biorąc pod uwagę, że ludzie mają różną wrażliwość, są w różnym momencie życia, zmagają się z rożnymi trudnościami ( a jak wiadomo trudności osłabiają człowieka )  i nie u wszystkich ta zasada ( nie mam pojęcia skąd się wzięła ) działa w ten sposób, w wielu przypadkach działa wręcz odwrotnie. 
Jeśli chodzi np. o mnie to uważam że co mnie nie zabija to mnie osłabia i nie jest to dziwne ani nie jest to grzech i sądzę, że nie tylko ja tak mam. Tacy ludzie jednak uważają to za słabość i gardzą słabością, a gardzą nią bo nie akceptują słabości u siebie samych. Więc gardzą też i człowiekiem który jakąś słabość okazuje.
Są też tacy, którzy uważają że im wolno powiedzieć wszystko ( mam tu na myśli krytykę obniżającą poczucie własnej wartości ), a Ty musisz to znieść.

 Co nas nie zabije to nas osłabia


Z taką krytyką można spotkać się wszędzie, poczynając od domów rodzinnych, poprzez środowiska szkolne, środowiska zawodowe gdzie jest wykorzystywana w celach mobbingowych, na bliskich relacjach i związkach kończąc.


Jaka krytyka jest konstruktywna?

 

Krytyka konstruktywna to inaczej przekazywanie informacji zwrotnych, które niestety nie zawsze są zbyt miłe. To delikatna sprawa.
Krytyka tzw. konstruktywna nie ocenia człowieka. Dotyczy konkretnych zachowań, postępowania w konkretnej sytuacji lub wobec konkretnej osoby. 
Nie dyskredytuje człowieka, nie obniża jego poczucia własnej wartości, nie przygniata go, nie odrzuca i co najważniejsze daje mu możliwość naprawienia sytuacji, pracy nad zachowaniem, komunikacją, relacją itd. 

Pamiętam przykład takiej krytyki, którą kiedyś usłyszałam : "zależy mi na tobie, ale robisz "to" i  nie czuję się z tym szczęśliwy, bo działa na mnie tak i tak "  i to było ok, to była konstruktywna krytyka w formie informacji zwrotnej, która nie naruszała mojego poczucia własnej wartości ( bo nie zostałam odrzucona, nie krytykowano też mnie samej ale moje zachowanie, w sposób akceptujący mnie ) dawała pole do rozmowy, wzajemnego zrozumienia, analizy sytuacji i pracowania nad nią.
Unikajmy mówienia "ty " , mówmy raczej " ja czuje się z tym tak i tak " 


Krytykuj w sposób akceptujący


Tu warto sobie uświadomić , że konstruktywne wyrażenie krytyki przez jedną osobę nie zwalnia jej od pracy nad analizą przyczyn i możliwości zmiany razem z osobą, której zachowania krytyka dotyczy, zwłaszcza jeśli to zachodzi w bliskich relacjach. Nie ma tak, że ja rzucę krytyczną uwagę a potem zabiorę zabawki a Ty sobie rób z tym co chcesz i pracuj sam a jeśli tak jest, to raczej nie ma bliskiej relacji albo ta relacja w końcu się rozpadnie jeśli taka postawa się będzie powtarzać.

Jednak zamiast zawzięcie krytykować, lepiej delikatnie zwracać uwagę, tłumaczyć jak się z czymś czujemy, co nas boli itd.

Ideałem jest nie czepiać się drobiazgów, bardziej koncentrować się na zaletach a nie na wadach, na pozytywnych zachowaniach, doceniać. Żeby tak się działo najpierw trzeba jednak prawidłowo widzieć a to już kwestia percepcji i woli  zobaczenia. Jeśli ktoś nie ma woli zobaczenia to nawet modyfikacja zachowania przez drugą osobę, nie sprawi, że cokolwiek ta pierwsza zobaczy.

Trudność pojawia się wtedy, gdy z różnych przyczyn nazbiera się sporo nieprzyjemnych emocji, lub ktoś jest w stanie rozchwiania emocjonalnego ( stres, choroba itp)  i wtedy nie bardzo ludzie potrafią wyrażać uwagi "na zimno", wtedy najczęściej te uwagi "wybuchają" i wtedy tylko od mądrości, dojrzałości czy poczucia własnej wartości drugiej osoby zależy czy to zrozumie i co będzie się działo dalej.


Kiedy jesteśmy w stanie przyjąć krytykę 

 

Chyba mało kto lubi krytykę, nie jest to nic przyjemnego, zwłaszcza jeśli uwagi słyszymy od osób na których nam zależy lub osób kochanych.
Jednak by człowiek jakoś tam rozsądnie przyjął krytyczną informacje zwrotną, tą trudniejszą,  musi najpierw czuć się  akceptowany.

Bez tego krytyka działa wręcz odwrotnie, budzi sprzeciw, odbiera energię i poczucie własnej wartości, czyli nie wzbogaca człowieka ale go zubaża, nie podnosi ale ściąga w dół. Opróżnia "wiaderko mocy".

Jeśli nie jesteś w stanie przyjąć człowieka z całym dobrodziejstwem inwentarza, jeśli nie jest dla Ciebie wartościowy, co ważniejsze jeśli on tego nie czuje, że jest dla Ciebie wartościowy, jeśli on nie czuje się akceptowany ( co czasem niestety trudno jest zobaczyć jeśli się nie jest spostrzegawczym albo się o tym nie rozmawia ) , jeśli ma trudności życiowe lub zmaga się z jakąś poważniejszą chorobą, to daruj sobie krytykę, bo robisz tylko tym krzywdę, odbierzesz mu energię, wolę do walki, motywacje do rozwoju, jednym słowem przygnieciesz go dodatkowo kolejnym kamieniem.

Chyba, że musisz bo inaczej się udusisz...tylko zastanów się czy ten ktoś za to nie zapłaci zbyt dużej ceny w danym momencie, bo przywalić kolejnym kamieniem jest bardzo łatwo...a potem sobie pójść ( bo tak to czasem wygląda) 

Najpierw napełnij jego "wiaderko mocy". By człowiek przyjął krytykę musi czuć się wartościowy i akceptowany "przed", "w trakcie" i "po".  Przywalić kolejnym kamieniem jest bardzo łatwo.

Inna rzecz to poziom własnego poczucia wartości danego człowieka. Jeśli ogólnie jest niski (z różnych powodów, ale  poziom ten też zmienia się, nie jest stale taki sam, raz jest wyższy raz niższy) , to taki człowiek każdą uwagę dotyczącą zachowania może przyjmować bardzo osobiście, jego wewnętrzny odbiór słów będzie zniekształcony.
Powiesz np. że ktoś zachował się tak i tak i że wbija gole do własnej bramki takim zachowaniem a on pomyśli , że jest kiepski jako człowiek/partner, choć Ty nic takiego nie masz na myśli, bo zwracasz uwagę na jakieś konkretne zachowanie i tłumaczysz co robi z waszą relacją.

Jeśli zdajemy sobie sprawę, że dana osoba ma obniżone poczucie własnej wartości ogólnie, to można jakoś inaczej postępować, jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy to już kiepsko, bo wtedy zwykła uwaga będzie się obracała przeciwko nam jako tym , którzy uważają taką osobę za "beznadziejną", bo ona o sobie tak wtedy pomyśli i będzie się przed tym bronić poprzez atak, lub odrzucenie nas jako tych "be".


Krytyka nieadekwatna

 

To krytyka, którą nazwałabym nieuprawnioną, czyli opartą na czyiś wyobrażeniach stanu faktycznego, który ma się nijak do rzeczywistości drugiego człowieka, bo ta rzeczywistość nie jest krytykantowi znana.

Taką krytykę, która często jest niekonstruktywna i skierowana przeciwko osobie,  niejednokrotnie uprawiają ci, którzy nas nie znają i co ważniejsze wcale nie chcą poznać, ponieważ nie chodzi im o budowanie relacji  z nami i  jej jakość a o zupełnie coś innego, zazwyczaj o dowartościowanie samych siebie, wyładowanie własnych frustracji albo przenoszą na nas to czego nie lubią w sobie i wtedy mogą z czystym sumieniem to skrytykować.
Czasem jednak w przypadku gdy taka krytyka dotyczy naszego zachowania można się zastanowić, czy jednak jest zasadna i uprawniona.

Jest takie powiedzenie:

"Jak jedna osoba powie Ci, że jesteś wielbłądem, to puśc to mimo uszu. Jeśli powiedzą Ci to dwie osoby, to się nad tym zastanów. Jak usłyszysz to od wielu osób, to sprawdź czy nie wyrósł Ci garb."

Ale jest też inne powiedzenie:

"Gówno jest smaczne, przecież stado much nie może się mylić "

Więc wybór należy do nas, czy będziemy chcieli poświęcać czas na "badanie " takiej krytyki, czy jest adekwatna czy nie.

Częściej chyba bierzemy pod uwagę  krytyczne informacje zwrotne od osób, które nas znają, przyjaciół czy bliskich, czy nawet szefa, bo z racji ich wiedzy o naszym życiu są one bardziej adekwatne. Jednocześnie bardziej się nimi przejmujemy , w sensie, że głębiej nas dotykają.

Jednak nawet krytyka ze strony osób, które nas znają może być nieadekwatna. Jest to bowiem kwestia percepcji, tego, że dana osoba chce ( podkreślam "chce" ) widzieć nas czy daną sytuację tak a nie inaczej, bo np. jej tak wygodnie, bo musi sobie dopasować pewien obraz do oczekiwań lub musi sobie coś tam uzasadnić, często swoje własne zachowanie choćby wobec danej osoby, np. "porzuciłem/am ją/jego bo marudził/a", nie chcąc widzieć, że np. sama doprowadziła do tego marudzenia, lub zwyczajnie chcąc sobie jakoś uzasadnić, że obecna osoba jest lepsza od poprzedniej z która się było ( mimo że nie jest i tak samo czasem marudzi ).

Taka krytyka zazwyczaj niesie poczucie niesprawiedliwej oceny u osoby, której dotyczy. Nie jest konstruktywna, nie jest informacją zwrotną. Bardziej już niesie tę informację zwrotną dla krytykanta, jeśli będzie on w stanie zastanowić się sam nad swoim zachowaniem i motywacjami dokonywania tej krytyki.

Zastanówmy się po co krytykujemy i w jaki sposób przekazujemy krytyczną informację zwrotną





27 lis 2015

Jak kształtujemy rzeczywistość - Czemu na Podlasiu nie kradną...

Jak kształtujemy rzeczywistość - 

- Czemu na Podlasiu nie kradną, we Wrocławiu nie palą na przystankach, w Zamościu nie oszukują a w centralnej Polsce uchodzi to płazem?



Kiedyś sporo podróżowałam po Polsce, niby ten
sam kraj a tak bardzo różny sposób społecznego
współżycia w poszczególnych regionach a co za tym idzie odmienna rzeczywistość, którą ludzie tworzą.

Na Dolnym Śląsku np. ludzie nie palą na przystankach autobusowych bo nie wolno, podczas gdy w centralnej Polsce też nie wolno ale palacze mają ten zakaz gdzieś . Dlaczego?
Ano dlatego, że we Wrocławiu od razu  ktoś by zwrócił uwagę a inni by go poparli, natomiast w centralnej Polsce to uchodzi płazem, ludzie boją się zwrócić uwagę, bo nikt by ich nie poparł i jeszcze temu zwracającemu uwagę by się dostało.

Podobnie jest ze zwyczajowym ustępowaniem miejsca osobom starszym w autobusach.
Na Dolnym Śląsku nie do pomyślenia jest by ktoś młodszy nie ustąpił miejsca starszemu, w centralnej Polsce ci młodsi wszyscy chyba z dużymi wadami wzroku, nie widzą tych starszych, którzy stoją obok. Nikt uwagi młodym nie zwróci, że powinni podnieść pupę.
Również młody męski narybek często nie potrafi się zachować kulturalnie wobec kobiet. Pewnego dnia wsiadając do autobusu o mało nie zostałam pozbawiona nosa przez wypchany plecak pewnego młodego adonisa, gdy pchał się na siłę by wejść pierwszy.

Podróżując kiedyś po Podlasiu notorycznie zostawiałam gdzieś swoją saszetkę z dokumentami i pieniędzmi, zabawne było to, że wisiała na mojej szyi zamiast być schowaną w plecaku, po to, by jej nie zgubić :D
Zostawiłam ją na stoliku w ogródku przed barem, w którym jadłyśmy posiłek. Po pół godzinie siedząc już na dworcu PKP zorientowałam się, że jej nie mam i gdzie ją zgubiłam. Koleżanka stwierdziła, że nie mam po co wracać. Jakże było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że saszetka leży dokładnie w tym samym miejscu gdzie ją położyłam, mimo dużej rotacji ludzi w tym miejscu, nikt jej nie wziął...
Podobnie było z rzeczami w reklamówce pozostawionymi na dwie godziny z rowerem ( nie zapiętym ) przed bramą do rezerwatu ścisłego w Białowieży. Nikt nic nie ukradł. Jak powiedział przewodnik "tu nikt nie kradnie".
W Polsce centralnej saszetka pozostawiona w ogródku barowym raczej nie uchowała by się długo a nie przypięty rower z rzeczami w reklamówce pewnie też by zniknął.

Podobnie jest w innych obszarach życia społecznego. 
W moich okolicach częste jest oszukiwanie, naciąganie klientów przez handlowców czy firmy usługowe, poczynając od zwykłego spożywczaka, przez sklepy obuwnicze na agencjach reklamowych kończąc. Poprzez "omyłkową" ilość wydanych pieniędzy, sprzedawanie badziewnego towaru, nieuznawanie reklamacji, oszukiwanie na ilości nakładu egzemplarzy reklam itd. ( pomijając wyzysk pracowników ).
Ludzie, klienci albo się orientują albo nie, ale nawet jak coś wychodzi na jaw to najczęściej zatrzymują to  dla siebie i nie podają dalej innym klientom informacji ( choćby na FB )  i taki nieuczciwy "biznesmen " nadal sobie dobrze prosperuje. 
Być może w innym miejscu , w innym środowisku ( np. w takim Zamościu) byłby skończony, bo społeczność by go zbojkotowała. I w normalnej rzeczywistości takie zachowania powinny być piętnowane i taki oszust powinien być skończony w biznesie.

Rodzi się pytanie, czy w Polsce centralnej dzieje się tak dlatego, że większość ludzi to chamy, egocentrycy nieliczący się z innymi, złodzieje i oszuści a we wschodniej Polsce ludzie uczciwi? 
Nie sądzę. Tylko dlaczego większość pozwala tej mniejszości tworzyć taką kiepską rzeczywistość , dlaczego przyczynia się do jej tworzenia?
Przyzwolenie społeczne na takie zachowania wynika z bierności, tylko co jest przyczyną tej bierności?

Z punktu widzenia tych, którzy nie liczą się z innymi, oszukują, postępują nieetycznie, to jasne, że nie reagują na takie zachowania ( no chyba, że akurat dotyczą ich bezpośrednio, w myśl zasady "trafiła kosa na kamień", to wtedy ich to bardzo oburza, bo przecież jak ktoś śmiał ich oszukać, wyzyskać itd ), ponieważ gdyby piętnowali takie zachowania, to musieli by napiętnować samych siebie, bo przecież postępują tak samo.

Natomiast przyczyna bierności tej drugiej grupy tkwi być może w mentalności, przekonaniu, że "moja" reakcja i tak niczego nie zmieni a jeszcze "mi" się dostanie bo nikt inny nie zareaguje, a może także w poczuciu osamotnienia społecznego, braku solidarności społecznej, więzi społecznych.
Może na wschodzie te więzi są silniejsze, zainteresowanie innymi większe, złe, nieetyczne postępowania piętnowane społecznie, większy nacisk społeczny i większe co do relacji społecznych wymagania.

Jak widać można, więc może czas zmienić mentalność, przekonania i oczekiwać kulturalnych zachowań, uczciwości, etycznych zachowań i przestać się wstydzić głośno mówić o oszustach , zacząć też wspierać tych którzy zwracają uwagę chamom. 

Dążyć do tego by nie być tą "setną małpą" ( o czym później ), która pociągnie rzeczywistość w której żyjemy w dół, tylko być taką, która podniesie jakość rzeczywistości w górę.


> Powiązany post Cały świat jest w nas
> Powiązany post :  Co promujesz w świecie
> Powiązany post Dla tej jednej to znaczy wiele