28 kwi 2016

Historia jedwabnego szala - rzecz o obdarowywaniu

Historia jedwabnego szala - rzecz o obdarowywaniu



W okresie około-świątecznym "zajączki wielkanocne" nieoczekiwanie obdarowały mnie prezentami  :)

 Są to szal z naturalnego jedwabiu ( od bardzo dawna nie dostałam tak kobiecego prezentu ), nowy cooler do procka, cały i silniejszy niż obecnie mam - komp, propozycja systematycznych gratisowych lekcji w temacie, który mnie interesuje ( a które mam nadzieję umożliwią mi potem pracę w tej dziedzinie z fajnym zespołem ) a także wsparcie burzą mózgów w ramach udziału w konkursie graficznym.
Zaczęłam się już zastanawiać, czy przypadkiem ludziom się święta nie pomyliły ;) 
W dodatku, co ciekawe ( i niektórym może się nie "mieścić w głowie" ) darczyńcami są  ludzie , których  na oczy nie widziałam, ponieważ znamy się tylko przez internet, z niektórymi od kilku lat z innymi w ogóle się nie znamy.
Potem jednak doszłam do wniosku, że ta prawdziwa pozytywna energia, czynna a nie bierna, w postaci okazywanej  życzliwości ( a nie jedynie uśmiechów, wesołości i płytkiego optymizmu ) może teraz po prostu do mnie wraca.

Mimo, że wszystkie podarunki mnie niezmiernie ucieszyły ( "zajączkom" wielkanocnym serdecznie dziękuję :) ), chcę dzisiaj skupić się głównie na historii szala, z tego względu, że jest najbardziej kobiecym prezentem i najmniej "pomocowym", w sensie wsparcia życiowego, z powyższych zajączkowych darów i w niecodziennych okolicznościach go otrzymałam. 
Bowiem temat będzie dotyczył czegoś zupełnie innego niż wsparcie.

Szal z naturalnego jedwabiu przyleciał do mnie aż z Chin ( zabawnie wyglądały chińskie znaczki w miejscu nadawcy ), nie jest to jednak jakieś chińskie badziewie, jak nam się obecnie kojarzą chińskie towary. To chińska jakość taka, jaką niektórzy pamiętają z czasów PRL-u, czyli dobra. 
Dotyczyła zazwyczaj porcelany i tkanin, ubiorów często pięknie drukowanych ( np. koszulki z chińskiej bawełny wtedy miały bardzo dobrą jakość i kolorowe nadruki ), chiński jedwab zawsze był najlepszy na świecie i chyba tak pozostało. 
Taki też jest szal, z jednej strony jedwabna satyna z lekkim połyskiem, z drugiej podbicie z czerwonego drapanego jedwabiu ( jakby miękka jedwabna flanelka, która daje ciepło ). Do tego kobiecy kwiecisty nadruk i niesamowicie miły dla ciała dotyk. 
Żartuję sobie, że będę wyglądać w nim jak sułtanka z serialu "Wspaniałe stulecie" :D

Mam go dlatego, że ktoś chciał mi sprawić radość. No i udało mu się :) 
Ktoś kogo w ogóle nie znam, z kim nawet nie rozmawiałam prywatnie a tylko włączyłam się do dyskusji ogólnej na jakiś temat, ktoś przypadkiem spotkany w wirtualnej rzeczywistości. Bo w wirtualnej rzeczywistości toczy się życie nie tylko wirtualne, po obu stronach łączy siedzą przecież realni ludzie.

Fakt obdarowania mnie szalem wywołał w zgromadzonych emocje ( chyba panie mi trochę zazdrościły ), wywołało je też potem przyjęcie podarunku przeze mnie od obcego mężczyzny.

Jak ludzie reagują na taką fantazję... Wszyscy chyba podobnie, myślą, że to żart, też tak w pierwszej chwili pomyślałam. Kiedy jednak okazało się, że facet wyraża chęć serio, pozwoliłam sobie na to, czyli na radość. Bez szczególnego poczucia obawy, że "czegoś będzie potem ode mnie chciał" i winy, że "nie wypada".
Bo czemu nie? Przecież zasługuję na życzliwość, sympatię i radość :)

Myślenie obserwatorów było jednak inne. Zazwyczaj takie, że to "zapłata" za coś, bo nikt ot tak bezinteresownie prezentów nie daje. Albo, że jak obcy facet daje kobiecie prezent, to pewnie czegoś od niej chce ( czego zazwyczaj można się domyślić ).
Takie spojrzenie mają zazwyczaj chyba kobiety, aczkolwiek i mężczyznom nie jest obce, ale chyba tym , którzy może takie właśnie mają do kobiet podejście.

Tak handlowo często ludzie podchodzą....wszystko coś za coś, nie z życzliwości czy zwykłej sympatii, czy po prostu ot tak z fantazji by ktoś się ucieszył.
Skąd się to bierze...Myślę, że chyba oni właśnie w taki sposób postępują, więc tak samo postrzegają intencje innych.

Inna rzecz, że sporo osób pewnie nie obdarowało by kogoś płci przeciwnej z obawy, że ktoś sobie "coś pomyśli", źle zrozumie jako "zaloty", ubieganie się "o" i potem będą mieć problem w razie pozytywnego odbioru z "odkręceniem" sytuacji, w razie nie pozytywnego odbioru ze skrępowaniem sytuacją odrzucenia w ogóle.

Również wiele osób nie przyjęło by prezentu w takich okolicznościach.

Kobiety właśnie z obawy, że potem będą do czegoś "zobowiązane" wobec faceta, bo jeśli trafi się na takiego , który myśli kategoriami " coś za coś" to faktycznie przyjęcie, życzliwości czy pomocy czy prezentu, może być mylnie zrozumiane przez takiego faceta, ponieważ on daje ale w zamian czegoś wymaga ( nie mylić z oczekiwaniami bliskimi marzeń jak np. kobieta mu się podoba, lubi ją i może chciałby widzieć w niej kogoś więcej, więc ją obdarowuje z sympatii, przyjaźni czy uczucia, chce sprawić radość ale nie obliguje kobiety do zobowiązań, nie jest to nasycone "musisz się odwdzięczyć" tylko raczej nadzieją na coś. Różni się  to tym  od  sytuacji "wymagającego czegoś za coś" faceta, że sympatia do osoby mimo niespełnionych oczekiwań nie mija )

Mężczyźni natomiast panicznie boją się  takich gestów ze strony kobiet, ponieważ interpretują je jako chęć "złapania" ( dosadnie mówiąc ) ich przez kobietę.
Gdyby chodziło tylko o złapanie do łóżka to na ogół no problem, oni się najbardziej boją "łapania" do związku/małżeństwa ( co jest zabawne, bo nawet nie zauważają jak kobiety ich łapią bardziej efektywnie, w swoich celach, przez łóżko, nie stosują do tego natomiast prezentów, okazywanej życzliwości czy wsparcia, a tego się faceci boją, czyli są czujni tam gdzie niekoniecznie trzeba, tracą czujność tam gdzie jest potrzebna ) Podobnie jak kobiety boją się zobowiązania, tylko do czegoś innego.

Są też osoby, które w ogóle nie lubią okazywania im namacalnych gestów życzliwości czy podarunków, ponieważ właśnie uważają, że "coś za coś" i  w ich mentalności może ten ktoś za jakiś czas będzie czegoś od nich potrzebował a oni nie bardzo mają ochotę na okazywanie życzliwości od siebie innym bez własnego "interesu".
Więc zabezpieczając się przed tym, najlepiej by niczego od nikogo nie chcieli, no chyba, że sami mają w tym interes.

Bywają też ludzie, którzy na skutek doświadczeń życiowych, stracili wiarę w życzliwość, bezinteresowność innych, w szczerą sympatię.
Spotkałam kiedyś kogoś , kto owszem przyjmował prezenty ale nie rozpakowując wyrzucał je do kosza...bo twierdził, że nie dostaje ich ze szczerymi intencjami więc ich nie chce. Nie wiem, być może tak było w przypadku kilku osób ale czy wszystkich?..

Takie podejście i mentalność ma swoje konsekwencje dla "świata", relacji międzyludzkich, społecznych ale i jednostkowo dla nich samych, choćby takie, że w ten sposób sami pozbawiają się radości, którą mogli by mieć gdyby otworzyli się też bezinteresownie na rzeczy dobre, spontaniczne, pozytywne od drugiego człowieka, bo nie każdy jest wyrachowany w kontakcie z drugim człowiekiem. Nie każdy podarunek ( nie tylko materialny )  ma cenę, którą mamy w takiej czy innej formie potem zapłacić albo zasłużyć na niego, by w ogóle go otrzymać ( bo i z takim podejściem niestety osobiście się spotykałam a ja nie chciałam musieć "zasługiwać" ).
Pamiętam jak kiedyś bardzo chciałam kogoś obdarowywać ale nie chciałam czuć się pod presją, że muszę "zasługiwać" na zasadzie wymiany handlowej. Chciałam czuć, że to wychodzi ode mnie, bez przymusu bez "oczekiwań wymagających" ( i nie pisze tu o prośbach, bo poprosić o coś to nie grzech, piszę o presji a nawet szantażu emocjonalnym ), im mniej było tego przymusu tym więcej chciałam ofiarować ale to było blokowane, ten ktoś tego nie rozumiał, że gdyby akceptował bez wymagania to otrzymał by więcej niż się otrzymać domagał, stracił na tym i ja straciłam.
Taka postawa wszystko psuje a przynajmniej jeśli chodzi o osoby z takim podejściem jak moje do relacji, bo oczywiście nie dotyczy to osób które mają filozofię "handlową" odnośnie relacji, zwłaszcza bliskich.

Jeszcze zwrócę uwagę na  jeden aspekt obdarowywania ( w jakiejkolwiek formie ).

Nie wiem jak Wy ale ja chyba najmniej komfortowo ( oprócz sytuacji w których muszę "zasługiwać" na cokolwiek )  czuję się przy kimś komu niczego nie można ofiarować, bo niczego nie potrzebuje czy nie chce.
Tym samym jakby stawia się ponad drugiego człowieka, który w takim kontekście nie ma niczego co było by cokolwiek "warte" w jego oczach. 

Dlatego pozwalajcie sobie być obdarowywani, pozwalajcie na radość sobie i drugiemu człowiekowi , również na poczucie, że może, potrafi, że ma coś do ofiarowania.
Bo jeśli jest to szczere, to jest to też ta prawdziwa pozytywna energia, którą warto wspierać w ludziach zamiast ją marnować obawami, podejrzeniami, odrzuceniem.





22 kwi 2016

Co można zrobić z dziurą w ubraniu

Co można zrobić z dziurą w ubraniu


Kupiłam kiedyś nową sukienkę, taką "cukierkową" ;)  i poszłam w niej do ówczesnej pracy. Akurat tego dnia nie siedziałam tylko za biurkiem, lecz musiałam wykonać zadanie w pracowni. Pech chciał, że ostra krawędź blaszanego blatu ( bo tak o bhp dbała moja szefowa ) przecięła mi sukienkę w dwóch miejscach. Byłam wściekła. 

Dziury na tyle duże, że po zszyciu brzydko by wyglądało, bo było by widać, w dodatku na środku długości, że nie dało rady odciąć tego kawałka i skrócić sukienki, bo zrobiła by się z niej bluzka...
Jedynym wyjściem było naszycie jakiejś aplikacji i zamaskowanie tego.

Wymyśliłam więc kwiatową łączkę. Zaszyłam dziury tak, by w dzianinowej tkaninie nie "poleciały oczka" robiąc większe dziury. 
Zrobiłam na szydełku z bawełnianego kordonka małe kwiatki w dwóch odcieniach różu, zależało mi by subtelnie wyglądały, nie wyrywały się za bardzo z tła. Ułożyłam rozsiewając na całej długości z boku sukienki, maskując zszycia.
Wyszło jak na poniższej fotce, chyba ok. 

Z dziurami można sobie radzić właśnie w ten sposób, przy pomocy aplikacji. Gotowe naszywki o różnych wzorach dostępne są w sklepach pasmanteryjnych, jeśli ktoś nie potrafi ich sam wykonać. Wtedy wystarczy tylko je przyszyć.


21 kwi 2016

Wiosenna kurtka w nowej odsłonie - jak zmienić jej wygląd

Wiosenna kurtka w nowej odsłonie - jak zmienić jej wygląd


Zrobiłam na blogu zakładkę "krawieckie przeróbki" bo być może ktoś zainspiruje się do dokonania  zmian w odzieży, wykorzystania niemodnych czy znudzonych ubrań, nadania im nowej jakości, zamiast wyrzucania ich. Czasem kupuję coś za grosze w second hand-zie, jak jest z dobrej gatunkowo tkaniny, nie zniszczone oraz ma potencjał do wykorzystania i potem nieco przerabiam taką rzecz.

Kurtka z domieszką wełny  ( za 2 zł ) miała potencjał by zrobić z niej coś fajniejszego. Pasuje do spodni i mojej czapki z daszkiem ale można ją nosić w różnych wariantach zestawowych.
Miała dwurzędowe zapinanie na duże guziki, które mi się nie podobały. Wymyśliłam, że będzie zapinana na ekspres. 

Wyglądała jak na pierwszym zdjęciu poniżej, potem odprułam guziki, przyszyłam rozdzielny metalowy ekspres.


Po guzikach zostały jednak dziurki z obu stron zapięcia i coś trzeba było z nimi zrobić by je zasłonić.
Miałam jakąś resztkę czarnego sztruksu, pozostałość z szycia spodni, postanowiłam go więc wykorzystać.
Zrobiłam z niego paski wzdłuż całego zapięcia od wewnętrznej strony zasłaniając dziury. Krótszy czarny pasek ze skośnym zakończeniem doszyłam po zewnętrznej stronie na stójce, zasłaniając dziury wcześniej widoczne po zapięciu ekspresu " do końca".
Efekt na zdjęciu poniżej.


Po wykonanej pracy, stwierdziłam jednak, że może lepiej wyglądała by z ekspresem, który byłby widoczny ( było by takie pionowe cienkie "cięcie" czarnego ) , ale już nie chciało mi się go odpruwać i przeszywać bliżej brzegu i tak zostawiłam :D




Ekonomiczna sałatka z buraczków

Ekonomiczna sałatka z buraczków



Dlaczego ekonomiczna?

Kiedy gotujemy zupę buraczkową lub czerwony barszczyk, zazwyczaj nie zjadamy ugotowanych w zupie buraków, których potrzeba sporo do zrobienia wywaru. Zamiast wyrzucać możemy je wykorzystać do zrobienia sałatki:

Trzy  średniej wielkości pokrojone w plastry i ugotowane w zupie buraczki wyjmujemy z niej i odcedzamy na sicie, kroimy w małą kostkę.

W małą kostkę kroimy też : 4-5 sztuk niedużych ogórków kiszonych obranych ze skórki, 3 ugotowane na twardo jajka, cebulkę.

Do całości dodajemy pokrojoną natkę pietruszki, sól, majonez. Mieszamy.




Naturalny szampon do włosów i peeling do ciała - indyjskie orzechy piorące ( aritha )

Naturalny szampon do włosów i peeling do ciała  - indyjskie orzechy piorące (aritha )



O indyjskich orzechach piorących ( aritha ) słyszałam już dawno, że do prania, mycia włosów i mycia się,  ale jakoś zwlekałam z wypróbowaniem ich. Potem od znajomej, która ich używała zamiast proszku do prania, dowiedziałam się, że w praktyce dobrze się sprawdzają w tym celu.
Postanowiłam wreszcie spróbować w obu celach, do prania i do mycia włosów.

Orzechy piorące są od tysięcy lat używane w kosmetyce. Używa się ich do prania, w pielęgnacji ciała i jako środka czyszczącego. Pochodzą z natury i nie są poddawane żadnej chemicznej obróbce, dlatego ścieki z nich ulegają biodegradacji i nie zatruwają środowiska, wody i gleby a co za tym idzie nie zatruwają chemią naszego pożywienia i nie trują nas potem przez jego spożywanie.
Zanim trafią do sprzedaży są rozłupywane, pozbawiane środka, a następnie suszone, aż do uzyskania ciemnego koloru.
Zmielone na proszek są naturalnym środkiem oczyszczającym, polecanym przez ekspertów Ajurwedy, jako, że dokładnie myją włosy, odblokowują pory i pomagają skórze lepiej oddychać.
Zakupiłam więc orzechy w całości nierozdrobnione ( do prania ) i w formie proszku ( do mycia włosów, z firmy Banjara's , w opakowaniu 5 saszetek po 20 g, cena ok. 7 zł  za 100 g , ale pewnie są też inni producenci ).


Co się z tym robi


Proszek z arithy należy zalać w miseczce gorącą wodą, tak by otrzymać konsystencję papki (można dodać zagęszczacza np. miodu lub żelu z aloesu, wtedy podobno papka będzie się lepiej rozprowadzała, ja jednak niczego nie dodawałam ).
Ma ona niezbyt przyjemny zapach, którym nie należy się zrażać, ponieważ potem zginie. Konsystencja też jest dziwna, bo dotykowo mamy wrażenie peelingu, nie jest to gładka masa tylko ma jakby ziarenka.

Na dobrze zwilżone włosy nakładamy papkę ale nie masujemy włosów tak jak normalnym szamponem, obchodzimy się z włosami delikatnie, bardzo leciutko wymasować przy samej skórze.  

Papkę zostawiamy na 15- 20 minut. Po tym czasie dobrze spłukujemy.

20 gram proszku starcza na krótkie, lub półdługie włosy. Do dłuższych włosów trzeba wziąć więcej proszku.

Na koniec jak zwykle spłukałam włosy wodą z octem jabłkowym.


Efekt


Byłam ciekawa efektu i muszę powiedzieć, że był powyżej oczekiwań. 
Zdziwiłam się, że włosy dobrze się umyły. Poza tym były bardziej puszyste niż po myciu żółtkiem jaja ( po jajku są jakby nieco "cięższe" > zobacz TUTAJ )  a tak samo miękkie i miłe w dotyku, błyszczące. 
Wrażenie na plus.
Jedyną wadą dla mnie jest sposób nakładania i trzymania papki przez 20 minut na głowie, co przy długich włosach jest problematyczne.
Ten szampon polecany jest raczej do włosów przetłuszczających się, żółtko bardziej przyjazne do włosów wysuszonych , zniszczonych, ze względu na to, że jest jednocześnie odżywką. 

Na pewno będę go stosować zamiennie z żółtkiem, zwłaszcza wtedy jak będzie mi zależało na puszystości włosów. Niezbyt jednak często ( może raz na dwa tygodnie ) , bo moje włosy nie przetłuszczają się za bardzo i raczej potrzebują odżywki żółtkowej.

W każdym razie polecam wypróbować :)


Skutki uboczne


Resztkę papki w ramach eksperymentu wykorzystałam do umycia twarzy. Świetnie umyła i zadziałała jako peeling, cera była czysta i gładka w dotyku. Też będę używać w taki sposób.

Do mycia ciała można stosować również wywar z całych orzechów. Mamy wtedy płyn do mycia ciała zamiast peelingującej papki.





20 kwi 2016

Domowi goście

Domowi goście


Mieszkając na parterze bywa, że miewamy  niespodziewanych gości. Czasem ich sami wpuszczamy jak dobijają się do drzwi ;) a czasem sami sobie wchodzą, choćby przez uchylony balkon.

Jeśli są głodni otrzymują wtedy poczęstunek, jeśli wpadają tylko ot tak, zobaczyć co u nas słychać, zazwyczaj ( nie oznacza zawsze ;) ) nie przeszkadzamy im w wycieczce po mieszkaniu i sprawdzeniu czy wszystko u nas ok. :D

Odwiedzali nas już ( pomijając te najmniejsze żyjątka ) : jeż, nietoperz, myszy, szczury, psy, koty, pisklak który wypadł z gniazda i....wielki pająk ptasznik, który przyłapany został na ścianie w wc..... mam nadzieję, że nie znajdę nigdy w wannie jakiegoś krokodyla, w kapciu skorpiona lub w łóżku boa dusiciela  :D

Ostatni gość na fotce, miły krępy futrzak.





Parapetowa jadłodajnia na przednówku

Parapetowa jadłodajnia na przednówku


Przez całą zimę na parapet kuchennego okna, do karmnika zrobionego z powycinanej 5-cio litrowej( modraszka ) butelki PET, przylatywały ptaki. Różne, zazwyczaj niewielkimi stadkami największe europejskie sikorki - bogatki, czasem rzadziej spotykane na parapetach miast - pięknie, niebieskawo ubarwione sikorki modre, które ja nazywam "niebieskimi czapeczkami" lub "niebieskimi bertami" ;)  
Pojawiały się czasem też ładnie ubarwione zięby i czyżyki. Kilka razy odwiedził kolorowy szczygieł.
Z rzadka zaglądały kosy z pomarańczowymi nosami (u samców), które zazwyczaj stołują się na ziemi, lecz w chwilach dużego mrozu przylatywały na parapet.
Kiedyś całymi stadami przylatywały dzwońce ale odkąd "przycięto" dwa drzewa w taki sposób że pozbawiono je korony, ptaki te są już rzadkimi gośćmi, a szkoda, bo zabawnie było obserwować ich stołówkowe bitwy.
Z większych ptaszysk do karmnika zaglądały największe z dzikich gołębi - gołębie grzywacze.

Z nastaniem wiosny i cieplejszych dni zakryty karmik butelkowy został usunięty i zastąpiony odkrytą zwykłą miseczką na ziarno.

Od lat ptaki przyzwyczajone są do stołowania się zimą w blokowiskach. Nic dziwnego więc, że wiosną, kiedy wypada założyć gniazdo i potrzeba uzupełniać kalorie a jednocześnie obfitości pokarmowej w naturze jeszcze brak, przylatują nadal do "pełnej michy".

Jakie dania serwuje bar? Nasiona słonecznika, bo to ulubiony pokarm tych akurat gości, w dodatku zawiera dużo tłuszczu, co nie jest bez znaczenia. Jedynie kosy od ziaren preferują miękkie jedzonko jak np. pokrojone jabłka czy inne miękkie owoce. Pod żadnym pozorem nie należy ptakom dawać jedzenia z solą ! Ich organizmy nie są w stanie przyswoić soli, ona się kumuluje i ptaki potem umierają w cierpieniach. Jedynie kaczki mogą bezpiecznie jeść produkty zawierające sól np. chleb.

 Kilka portretów przy "kotlecie" zamieszczam poniżej :)
( cóż jakość taka sobie, do tego zakłócenia audio, ale niestety nie dysponuję dobrym sprzętem a podmienić jeszcze dźwięku nie potrafię, głos sobie najlepiej wyłączyć żeby nie szumiało)

Sikorki bogatki, warto wiedzieć że samczyki maja szersze czarne "krawaty" i dłuższe, sięgają pomiędzy łapki, samiczki mają węższe i delikatniejsze.


Gołąb grzywacz. W tym roku przylatują dwa, chyba parka,  bo gołębie są monogamiczne. Miło sobie gruchają przed oknem. Podejrzewam, że to ta sama parka, która w zeszłym roku gniazdowała na drzewie obok, lecz lęg na skutek niefortunnych okoliczności się nie udał, o tym > TUTAJ


I nie taki częsty gość - Zięba zwyczajna, pieszczotliwie przeze mnie nazywana Ziębką ;)
Na filmiku samiec.


Sikorki modre dorzucę jeśli poradzę sobie z koszmarnym audio ;)

A jeśli ktoś chce posłuchać głosów poszczególnych ptaków i nauczyć się rozpoznawać, to znalazłam na youtube taki samouczek ( macie tam bogatkę, modraszkę, grzywacza i na końcu ziębę )

U mnie w mieszkaniu najczęściej słychać bogatki. Czasem ziębki bo siedzą tuż za oknem na krzaku jaśminu.

Lista ptaków wraz z minutami nagrania pod spodem.


0:04 Bogatka (Parus major)
0:17 Cierniówka (Sylvia communis)
0:43 Czyż (Spinus spinus)
1:02 Drozd śpiewak (Turdus philomelos)
1:32 Dzwoniec (Chloris chloris)
1:52 Dzięcioł duży (Dendrocopos major)
2:01 Dzięcioł zielony (Picus viridis)
2:15 Dzierzba gąsiorek (Lanius collurio)
2:30 Gajówka (Sylvia borin)
2:51 Gil (Pyrrhula pyrrhula)
3:13 Grubodziób ( Coccothraustes coccothraustes)
3:33 Grzywacz (Columba polumbus)
3:44 Jer (Fringilla montifringilla)
3:59 Kapturka (Sylvia atricapilla)
4:20 Kopciuszek (Phoenicurus ochruros)
4:42 Kos (Turdus merula)
4:59 Kowalik (Sitta europea)
5:26 Kulczyk (Seriuns serinus)
5:48 Kwiczoł (Turdus pilaris)
6:14 Łozówka (Acrocephalus palustris)
6:51 Modraszka (Cyanistes caerueus)
7:14 Paszkot (Turdus viscivorus)
7:43 Piecuszek (Phylloscopus trochilus)
8:01 Piegża (Sylvia curruca)
8:07 Pierwiosnek (Phylloscopus collybita)
8:24 Pleszka (Phoenicurus phoenicurus)
8:35 Pokrzywnica (Prunella modularis)
8:47 Rudzik (Erithacus rubecula)
9:20 Sierpówka (Streptopelia decaocto)
9:43 Słowik rdzawy (Luscinia megarhynchos)
10:08 Sosnówka (Periparus after)
10:25 Strumieniówka (Locustella fluviatilis)
10:33 Strzyżyk (Troglodytes trglodytes)
11:03 Szczygieł (Carduelis carduelis)
11:26 Szpak (Strunus vulgaris)
11:54 Świstunka leśna (Phylloscopus sibilatrix)
12:10 Trznadel (Emberiza citrinella)
12:37 Wilga (Oriolus oriolus)
13:00 Wróbel (Passer domesticus)
13:24 Zaganiacz (Hippolais icterina)
14:15 Zięba (Fringilla coelebes)



26 mar 2016

24 mar 2016

Haft matematyczny - jak samemu zrobić kartki na różne okazje

Haft matematyczny - jak samemu zrobić kartki na różne okazje


Co prawda już trochę późno, by wysyłać kartkę świąteczną na Wielkanoc, ale postanowiłam wrzucić "przepis" na kartki wykonane przeze mnie w tandemie z mamą z wykorzystaniem haftu tzw. matematycznego.
Technikę tę można wykorzystać do zrobienia kartek również na inne okazje a także wykorzystać do zdobień na sztywnych podłożach.

Czego będziemy potrzebować


  • kolorowe  kartki brystolu A4 ( lub innego formatu bo i tak przytniemy do rozmiaru kartki ) na bazę kartki
  • jasne kartki brystolu, najlepiej ozdobnego ( oczywiście mogą być też ciemne kartki i wtedy haft jasną nicią, wedle fantazji ) na którym będziemy haftować
  • kolorowe kartki, niekoniecznie z brystolu by wyciąć jajka 
  • klej do papieru, opcjonalnie taśmę klejąca dwustronną
  • nici nieco grubsze niż te standardowe do maszyn do szycia, najlepiej ozdobne ( z połyskiem lub metaliczna nitką )
  • zielone sianko, lub cienkie nici by zrobić trawkę
  • napis z folii samoprzylepnej lub mazaki do napisania ( lub np. długopisu żelowe z brokatem itp. )
  • nożyczki do ozdobnego przycinania brzegów lub gilotynka z ostrzem do ozdobnych brzegów ( lub własne zwinne palce ;) )

Jak wykonać kartkę haftem matematycznym


Przyciętą do odpowiedniego rozmiaru, w przypadku standardowej kartki będzie to 10,5 x 14 cm ( pamiętać należy o pozostawieniu większego marginesu z brzegów by potem można było przyciąć brzegi ozdobnymi nożyczkami ) kartkę ozdobnego jasnego brystolu dziurkujemy przykładając szablon ( umieszczam obok do wydrukowania ).











 
Nawleczoną na igłę nicią haftujemy wkłuwając w co 14-tą dziurkę w/g schematu opisanego numerkami ( liczbami oznaczyłam kolejne wkłucia igły parami do 75, myślę że dalej sobie poradzicie ;) ) . Zasada jest taka że w miejscach mniejszych łuków dziurki są bliżej siebie.

Po skończeniu nitkę przyklejamy pod spodem tła, taśmą klejącą.











Brzegi naszego tła przycinamy ozdobnymi nożyczkami lub gilotynką z ozdobnym ostrzem. Jeśli ktoś takiego sprzętu nie posiada, może delikatnie odedrzeć brzeg palcami, tak też można uzyskać ciekawy efekt, zamiast takiej prostej "gołej" krawędzi.

Przyklejamy nasze tło z wyhaftowanym motywem do kolorowej brystolowej bazy kartki przy pomocy kleju.

Naklejamy napis z folii samoprzylepnej lub samodzielnie wypisujemy cienkopisami czy długopisami żelowymi.

Z sianka lub zielonych nici robimy "trawkę" zwijając nić kilkukrotnie i rozcinając, przyklejamy wiązkę na dole wyhaftowanego koszyczka.

Z kolorowego papieru lub brystolu wycinamy jajka. Od spodu przyklejamy taśmę dwustronną, jeśli chcemy mieć ciekawszy efekt używamy taśmy dwustronnej 3D, która jest grubsza, więc jajka będą nieco odstawać od tła. Możemy też je przykleić klejem do papieru, wedle uznania.

Na końcu, do środka naszej złożonej gotowej już kartki wklejamy karteczkę z kolorowego papieru z ozdobnym brzegiem , by można było na niej wypisać życzenia :)

Efekt macie na zdjęciu na początku postu. W taki sposób można wykonać nie tylko kartki świąteczne, bo jeśli zamiast jajek damy do koszyczka bukiet kwiatów będziemy mieć kartkę na imieniny , urodziny , dzień mamy lub inne okazje albo bez okazji ;)

Miłej zabawy i frajdy z samodzielnego wykonania :)


Inne kartki zrobione techniką haftu matematycznego, wyszyte przez moją mamę:


fot: PS.przelotem  ©

fot: PS.przelotem ©



14 mar 2016

Dla tej jednej to znaczy wiele

Dla tej jednej to znaczy wiele



Przypomniała mi się pewna przypowieść.

Podczas sztormu morze wyrzuciło na brzeg wiele meduz. Mała dziewczynka szła wzdłuż linii plaży i podnosząc meduzy wrzucała je z powrotem do morza.
Przechodzący obok człowiek , widząc to powiedział:

- Po co to robisz i tak wszystkich nie uratujesz, bezsensu, szkoda czasu i energii.

Dziewczynka na to:

- Dla tej jednej to znaczy wiele.

Są ludzie którzy mówią jak ten człowiek, że wszystkim i tak nie pomogą , więc nie pomagają nikomu. Bo tak wygodniej. To przeważnie tacy, którzy uważają, że jak zaczną "rozdawać" ( pieniądze, czas itd.) innym to sami nie będą mieli i do niczego nie "dojdą". Więc nie wspierają, nie dzielą się jak nie mają korzyści. Dla nich to rachunkowość.

Sama prawie już tak zaczęłam myśleć wtedy, kiedy miałam trudny okres w życiu i czułam jakby świat zawalił mi się  na głowę. W tej beznadziei dopadł mnie kryzys wartości i myśli, że tym, którzy nie "rozdają", dla których wsparcie to wymiana handlowa i biznes, jest łatwiej i mają się lepiej w obecnej rzeczywistości, że może moje wartości są do bani...
Jednak pozytywne przykłady ludzi, którzy mimo własnych trudów życia dzielą się i wspierają innych, którzy może wolniej ale też "do czegoś dochodzą", poprawia im się byt, w dodatku poprawiają byt innym, nie pozwoliły mi utknąć w takim błędnym myśleniu.

Są więc i tacy jak ta dziewczynka z przypowieści, którzy rozumieją, że "dla tej jednej " osoby ta pomoc może znaczyć wiele,  być nawet kwestią przetrwania i życia. Ten jeden decydujący moment, gdy potrzebuje ona wsparcia, które zostanie przez kogoś udzielone bądź nie. I ten jeden moment decyduje o dalszym życiu lub nawet śmierci. A czasem potrzeba tak niewiele, co niewiele by "kosztowało".

Jeśli kogoś nie znamy, to tak naprawdę nie wiemy jak bardzo jest w potrzebie i czy naprawdę potrzebuje wsparcia, nawet gdy o nie poprosi. Jednak osobiście wychodzę z założenia, że dla tej osoby to może znaczyć wiele.
Wolę pomóc i wyjść potem na idiotkę gdy okaże się, że ktoś życzliwości nadużył ( a tak czasem się zdarzało  ), niż przejść obojętnie obok drugiego człowieka, bo co, jeśli dla niego to kwestia życia lub śmierci, przecież tego nie wiem.
Nie wiem też, czy to dziecko, które prosi o bułkę faktycznie nie ma co jeść bo w domu bieda, czy to tylko sprytne naciąganie frajerów. Nie wiem czy ten ser, masło i chleb, które dostała kobieta nie wylądują w koszu na śmieci z zemsty, że nie otrzymała kasy. Czy ten chłopak który podszedł na dworcu faktycznie nie ma na bilet a tej babci, która rozpłakała się w aptece nie stać na leki. Nie wiem czy ten człowiek który leży w krzakach jest pijany czy chory. Nie wiem.
Wolę jednak zostać frajerką ze dwa razy niż raz przyczynić się do czyjegoś nieszczęścia przez zaniechanie wsparcia. Przecież nie wiem na jakim etapie rozpaczy jest ten drugi człowiek wtedy gdy pojawia się na mojej drodze. Nie wiem w jakim stopniu jest bezradny.
Wiem jednak jak straszne jest poczucie bezradności i osamotnienia. Pomogę, jeśli mogę, dlatego że mogę.

Mam wrażenie, że większy problem z udzielaniem wsparcia innym i więcej obojętności w stosunku do tych, którym się gorzej powodzi czy mają jakieś zawirowania w życiu, mają ci, którym na niczym nie zbywa, którzy akurat mogli by, bo mają wszelkie zasoby i możliwości. Czasem to kwestia poświęcenia czasu, a bywa, że jedynie kwestia pieniędzy, co jest jeszcze bardziej przykre, zwłaszcza jeśli dotyczy osób bliskich, znanych czy przyjaciół....tym bardziej jeśli to kwestia życia i śmierci.
Nie wiem czemu tak jest. Wygoda? Brak empatii czy egocentryzm w konsumowaniu wygód i atrakcji życia?...
Obwarowują się taką pseudo "pozytywną" energią ( o której napiszę innym razem ), izolując od tych którzy swoją bezradnością, trudną sytuacją życiową czy chorobą psują im nastrój, jakby nie chcieli się tym "skazić", bo to narusza ich strefę komfortu. ( zastanawiam się dlaczego...bo to chyba świadczy o tym, że coś u nich nie tak )  I potem faktycznie mają spokój, bo ci potrzebujący wsparcia takiej osoby zwykle o nic już nie poproszą, ponieważ wiedzą, że go nie otrzymają. O pomoc proszą innych albo zostają sami w beznadziei.

Pamiętaj ta meduza sama nie wróci do morza, a ten człowiek nie powinien być sam w trudnym momencie. Może dla Ciebie to nie jest najważniejsze ale:



Dla tej jednej osoby to znaczy wiele...


Nie wiem jak Ty ale ja chcę wierzyć, że ludzi dobrej woli jest więcej..... i chcę by właśnie to, taka prawdziwie pozytywna energia była promowana i wzmacniana w świecie, dlatego staram się do tego przyczyniać w miarę możliwości.



> Powiązany post :  Cały świat jest w nas.
> Powiązany post :  Jak kształtujemy rzeczywistość