5 lis 2016

Dziady - starosłowiańskie podejście do śmierci, obrzędy pogrzebowe i refleksje

Dziady -  starosłowiańskie podejście do śmierci, obrzędy pogrzebowe i refleksje



Starosłowiańskie podejście do śmierci 


Słowianie żyli dawniej w zgodzie z naturą, obserwując cykle w przyrodzie, toteż odwoływali się do niej  w swojej duchowości.
Dokonywali sakralizacji tego co zapewniało im ciągłość życia w sensie dosłownym, biologicznym, czyli pożywienie (aspekt przyrody), jak i na poziomie mentalnym, poprzez pamięć o przodkach (aspekt śmierci), która traktowana była wręcz jako warunek trwania życia rodziny, rodu.

Związek obserwacji przyrody ze śmiercią, był wyraźnie widoczny w obrzędowości świąt i symbolice. Mamy więc np. w Jare Gody, topienie Marzanny ( Mory, Mareny, Śmierciuchy), starosłowiańskiej bogini zimy i śmierci, której imię wywodzi się z indoeuropejskiego "mar - ", "mor-" , czyli śmierć. 

Jeden z najstarszych symboli kultury człowieka - jajko wywodzi się jeszcze z wierzeń w Wielką Matkę ( naturę )  i odrodzenia do ponownego życia poprzez powrót do jej macicy, lub właśnie jajka.
Na Słowacji (Nitra)  znajduje się cmentarz liczący około 7 tys. lat, na którym wszystkie grobowce mają kształt jajka, co jest wyraźnym symbolem odrodzenia.
Ozdabianie jajek przez Słowian miało wymowę magiczną, było poświęcone dobrych duchom, duchom ziemi. Toczyli je  potem na grobach zmarłych, co miało zapewnić im nowe życie.

Słowianie tradycyjnie dzielili wszechświat na trzy: Górny świat bogów ( Prawia ), Średni świat ziemski, materialnej rzeczywistości ( Jawia ) i Dolny świat istot duchowych, przodków ( Nawia ). Prawia zarządza i utrzymuje porządek widzialny ( Jawii ) i niewidzialny ( Nawii )

Wierzyli, że tak jak przyroda "umierając" odradza się , tak człowiek umierając w świecie Jawii , odradza się w innym świecie - Nawii.
Śmierć dla nich była przejściem do tego innego wymiaru.

Wyobrażenia naszych przodków dotyczące zaświatów opisuje Józef Kostrzewski ( 1949:354 ) : "Po śmierci ciała dusze szły do państwa umarłych, przebywając po drodze rzekę, płynącą na granicach świata, przez którą przeprawiały się po kłodzie czy moście".
Charakterystyczne jest przekraczanie granicy, jako symboliczne rytualne "przejście".

Wierzyli też jednak, że czasem, niektórzy, zwłaszcza ci zmarli śmiercią tragiczną, mogą powracać do żywych w postaci upiorów i szkodzić  im. Upiór bowiem miał dwie dusze, jedna odchodziła do Nawii, druga zostawała na ziemi w mogile.

Niektórzy badacze twierdzą, iż u ludów słowiańskich panowało przekonanie, że żona po śmierci męża powinna udać się razem z nim w zaświaty.

W "Mitologii Słowian" A. Gieysztor przytacza słowa Ibn Rosteha przekazującego informacje z IX-X wieku " Kiedy kto z nich umrze, palą go w ogniu, zaś ich kobiety, kto gdy im umrze, krajają sobie nożem ręce i twarze... " Innych informacji udziela Maurycjusz: " Niewiasty ich nad wszelkie przyrodzenie ludzkie bywają cne, tak , że wiele z nich śmierć mężową uważa za koniec własny i chętnie same się udławią wdowieństwa za życia sobie nie licząc " ( Brückner 1958:41 )

Znalazłam też o tym wzmiankę w " Historya prawodawstw słowiańskich", W.A. Macieiowski ( 1832, T.1 :71 ), w której autor opisując życie codzienne Słowian, powołuje się na źródła:  Prokopiusz około r. 562. p. n. Chr. Maurycy, r. 582-602. Lev r. 886-911. pisarze Greccy :
" Pospolicie odbierała sobie życie żona, po stracie męża, nie mogąc przeżyć iego śmierci."

Niektórzy autorzy blogów, w tekstach o starosłowiańskich zwyczajach, przywołują tutaj jako przykład, jeden z takich podwójnych grobów z X lub XI wieku, znaleziony w Bodzi na Kujawach. Pochowany w nim był, w pozycji embrionalnej, 25-letni mężczyzna, wojownik, który w dłoniach trzymał srebrny, ozdobny miecz. Tuż pod jego ciałem znajdowało się ciało młodej kobiety, które prawdopodobnie zginęła, by zostać pochowana razem z mężczyzną.
Jednak pochówek ten najprawdopodobniej nie dotyczy Słowian. Badania tego miejsca ( całego zespołu grobów ) wskazują na dawne obrządki wikińskie. Znalezione przy mężczyźnie przedmioty, wskazują na jego powiązania z Rusią Kijowską. Przypuszcza się, że mógł być jednym z Wikingów, najemnych wojów władcy Rusi Kijowskiej, Światopełka Przeklętego i na pewno musiał być blisko związany z dworem Bolesława Chrobrego.

Z kolei w innym grobie szkieletowym z okresu chrystianizacji natrafiono na pochówek podwójny, gdzie kobieta i mężczyzna trzymali się za ręce. ( Gerlach 1988:21 ) To jednak jeszcze nie dowodzi z całą pewnością tego, że kobieta popełniła samobójstwo po śmierci męża.
Nie stwierdzono więc, by zjawisko śmierci kobiet wraz ze śmiercią mężów, miało charakter masowy. Nie wiadomo też, jaka była jego przyczyna, czy nakazy duchowe,  przyczyny socjalno-bytowe, społeczne czy osobiste decyzje.

Według Słowian, ich zmarli bliscy czuwali nad całym rodem, wspierając jego członków, w trudnych sytuacjach. Można się było z nimi kontaktować i to od nich czerpano wiedzę i mądrość i siłę rodową.


Starosłowiańskie tradycje pogrzebowe


Po śmierci ciało człowieka było traktowane z należytą czcią.
Obmywano je wodą, po czym prawdopodobnie odziewano w płótno lniane. Jak przeczytałam ( "Jarstwo i wełniarstwo w dziejach słowiańszczyzny" Moes-Oskragiełło, 1888 r.)  len raczej nie był używany na odzież przez Słowian, którzy jak twierdzi autor, w celu przyodziewku używali dzianiny i tkanin wełnianych. Płotno lniane weszło według niego, do użytku jako odzież w dużo późniejszym czasie.
Autor powołuje się na dostępne źródła, oraz na fakt braku w języku słowiańskim wyrazów określających części odzieży, powiązanych z lnem, natomiast wiele z nich ma powiązania z wełną.
Len był w/g niego stosowany do wykonywania np. ręczników, również obrzędowych, oraz przyodziewku zmarłych, między innymi dlatego, że lepiej się palił od wełny.

Ile w tym prawdy nie wiem, ponieważ można spotkać się ze stwierdzeniami, dotyczącymi odzieży starosłowiańskiej, że len był podstawą ubioru, lecz na jakich źródłach opierają się autorzy tych twierdzeń, nie wiem, być może na znaleziskach archeologicznych i strzępkach znalezionych tkanin, tyle że takowe zwykle znajdowane są przy zwłokach, a to nie rozstrzyga sprawy.

Wiadomo natomiast, że w czasach późniejszych istniał obyczaj szycia "śmiertelnej" koszuli z białego lub szarego płótna, który zachowywał się długo na terenach Polski. Być może więc w starosłowiańskich tradycjach pogrzebowych też tak było.

Słowianinowi od narodzin do śmierci, w najważniejszych momentach życia towarzyszył lniany ręcznik obrzędowy, ozdobiony haftem krzyżykowym w kolorach czerwonym i czarnym, będącym   pełnym znaczeń językiem symboli. Był on sztandarem rodu , który pełnił ważną rolę w obrzędach, również w drodze do zaświatów.
Wierzono, że zawieszony w domu, potem na grobie, ręcznik daje schronienie duszy zmarłego, która może się w nim "schować" przez jakiś czas po śmierci. Wierzono, że dusza pozbawiona takiej ochrony będzie błąkać się po świecie i nie będzie mogła trafić na miejsce swojego wiecznego przeznaczenia.

Prawosławni jeszcze do dzisiaj wierzą, że przez 40-ci dni dusza zmarłego nie ma się gdzie podziać i szuka swojego miejsca, dlatego w tym czasie może się schować pod ręcznikiem, który zawiesza się po śmierci bliskiego na ikonie, a po 40-tu dniach zdejmuje i pierze.
Ręczniki wieszali też na krzyżach, lub zanosili do cerkwi, traktując je jako ostatnią ofiarę zmarłego.

Dlatego też,  możemy je jeszcze dzisiaj czasem spotkać na cmentarzach. Wypatrzyłam w tym roku taki ręcznik, zawieszony na krzyżu  np. na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie  ( na zdjęciu).
Choć obecnie to już raczej tylko tradycja, znaczenie duchowe i symbolika haftowanych motywów, odpłynęły w niepamięć.

Przy zmarłym czuwano całą noc, obrzęd ten nosił starosłowiańską nazwę "bdyn" ( czuwanie ), był to tzw. "pusty wieczór".
Co ciekawe zwyczaj ten zachował się, właściwie niezmieniony, jeszcze do naszych czasów, kiedy to czuwało się przy zmarłym przez całą noc, najpierw w domu, potem w kaplicy przykościelnej, w której leżało ciało, a być może nadal się jeszcze czuwa.
Pamiętam tą tradycję w mojej rodzinie, gdy czuwało się przy dziadku (w domu)  i babci (w kaplicy). Jeszcze wtedy ciało zmarłego było też myte i ubierane często przez członków rodziny, a nie firmę pogrzebową.

Moment wyniesienia zmarłego z domu oznaczał początek jego wędrówki w zaświaty.
Nasi przodkowie zachowywali przezorność i wynosili zmarłych nogami do przodu, by zmylić im drogę powrotną ( ten zwyczaj był żywy jeszcze w mojej rodzinie )

Ze źródeł etnograficznych wynika, że pierwsze pochówki były szkieletowe, dopiero w epoce brązu nastąpiła zmiana z pochówku szkieletowego na ciałopalny.
Przyczyny tej zmiany upatrują badacze w zmianie funkcji ognia, który w tym czasie zyskał nowe, duchowe znaczenie. Zaczyna być ściśle kojarzony ze słońcem i symbolicznie powiązany ze Swarogiem ( prasłowiańskie "svariti" - zagrzewać, skuwać w ogniu ), który był starosłowiańskim bogiem słońca i ognia, ojcem Swarożyca - boga ogniska domowego i ofiarnego, utożsamianego w/g części badaczy z Daźbogiem (Dadźbóg, Dażbóg), który według innych badaczy był syn Swarożyca, w/g jeszcze innych utożsamiany z samym Swarogiem jako bóg słońca ( w źródłach ruskich ).

Ogień pełnił funkcję oczyszczającą, towarzysząc więc śmierci, przez destrukcję ciała, symbolizuje w tym przypadku przeobrażenie.

Kremacja u Słowian była dominująca formą pochówku, jednak czasem w niektórych regionach stosowano pochówki szkieletowe, które w czasach rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa stopniowo zaczęły wypierać pochówki ciałopalne.

Najstarszy znaleziony grób na ziemiach polskich pochodzi sprzed 27,5 tys. lat. Znajdował się w Jurze Krakowsko - Częstochowskiej i był grobem półtorarocznego dziecka. Już wtedy pochówek zawierał się w sferze sacrum, świadczą o tym choćby dar grobowy, którym był naszyjnik z zębów zwierząt, który stanowił część stroju dorosłego człowieka.
W późniejszych czasach, w epoce brązu i żelaza, również wyposażano zmarłych w dary, takie jak broń, ozdoby, narzędzia.

Ciało zmarłego układano na stosie, przykrywano drewnem i dokładnie spalano.
Prochy i resztki kości składano w glinianych naczyniach tzw. popielnicach (pochówek popielnicowy), lub bezpośrednio w ziemi ( groby jamowe ), wraz z ozdobami, narzędziami, czy bronią, które posiadał zmarły. Zachowywano kolejność anatomiczną układania szczątków, na dnie popielnicy układano resztki kości kończyn, an górze kości czaszki. ( Ostoja-Zagórski 1998 : 88 )
Naczynie w wielu kulturach symbolizowało łono kobiece, a więc wkładając szczątki do popielnic niejako oddawano zmarłego Matce Ziemi, bóstwu płodności, ponieważ miał on znów narodzić się na nowo.

Początkowo prochy grzebano przy drogach, na polach, w lasach, potem w miejscu wyznaczonym na cmentarzysko. Lokalizację miejsc pochówków starosłowiańskich znamy pośrednio dzięki dekretom władców czeskich, Brzetysławów, w których zakazywano pochówków zmarłych na sposób pogański in silvis et in campis, czyli w lasach i na polach.

Mogiły przybierały formę kurhanów, kopców, lub grobów płaskich.

Interesującym miejscem jest cmentarzysko megalityczne w Wietrzychowicach na Kujawach, z tzw. kultury pucharów lejkowatych (prawdopodobnie byli to właśnie Słowianie. kultura ta pojawiła się na Kujawach 4 tys. lat p.n.e i tysiąc lat później rozszerzyła się w Europie od obecnych Niemiec, Holandię, aż po Ukrainę ), gdzie mamy pięć największych w Polsce (a może i w Europie) grobów szkieletowych w formie megalitycznych kurhanów, sprzed 5,5 tys lat ( zaczęto je wznosić o 1000 lat wcześniej niż krąg kamienny w Stonehenge, w Anglii ).

W grobach pochowani są, w pozycji na wznak, owinięci w płótno, tutaj wyłącznie mężczyźni, prawdopodobnie wysoko postawieni w hierarchii plemiennej. Co ciekawe dwóch mężczyzn ( 35 i 50 lat ) miało za życia wykonaną trepanację czaszki (młodszy z nich, 35-cio letni, cztery razy) i zabieg przeżyli.
Mogiły mają konstrukcje kamienne z głazów, z korytarzem do "komory grobowej ", wykonanym z drewnianych bali, nad którymi usypano potężne wały ziemne mające ponad 1000 metrów sześciennych objętości, do ponad 100 metrów długości i do 3 metrów wysokości.
Dla ułatwienia komunikowania się duszy zmarłego ze światem zewnętrznym, często nie stawiano środkowego kamienia w partii czołowej grobowca. W tych miejscach, podczas wykopalisk archeolodzy natrafili na ślady budowli kultowych, wznoszonych z drewna.
Zachowały się też ślady uczty pogrzebowej.
Podobne grobowce znajdują się też obok Wietrzychowic, w miejscowościach Gaj, Sarnowo, gdzie w jednym z grobowców spoczywała tylko jedna kobieta. Było to wyjątkowym zjawiskiem, by taki potężny grobowiec wzniesiono dla jednej tylko osoby i w dodatku kobiety. Jak dotąd nie znaleziono innego takiego, musiała więc zajmować szczególną pozycję w hierarchii plemiennej .
Przypuszcza się, że na Kujawach mogło być nawet kilkaset podobnych grobowców. Zostały jednak zniszczone w XIX w., gdyż były źródłem kamiennego surowca budowlanego dla okolicznych mieszkańców.

Wśród Słowian zdarzały się też pochówki nietypowe, np. w Wilczycach niedaleko Sandomierza odkryto pochodzący sprzed 5 tys. lat grób związany z kulturą magdaleńską. Zmarłego nie spalono na stosie, lecz pochowano twarzą do ziemi, z rozbitą czaszką, a szczątkom nie towarzyszyły dary. Prawdopodobnie była to osoba , która w jakiś sposób naraziła się społeczności.
Niektórzy badacze uważają takie pochówki za tzw. "wampiryczne", chroniące społeczność przed zmarłym, który zmieniał się w upiora.

Po pochówku odprawiano nad grobem tzw. "tryznę" ( zwaną też strawą ), która stanowiła kulminację ceremonii pogrzebowej. Na cześć zmarłego urządzano zapasy, gry, zawody, po których ucztowano, dzieląc się symbolicznie jadłem ze zmarłym, dla duszy którego zostawiano puste miejsce.
W XVI w. tradycja tryzny zanikła, zmieniła się w suto zakrapianą alkoholem stypę.

Później należało kilkakrotnie w czasie roku ( robiono to zwłaszcza w okresach świąt) odwiedzić zmarłego i dostarczyć mu pożywienie ( Brükner 1958:128 ). Kronikarz arabski Ibn Rust tak opisuje ten obrzęd:
"Kiedy nieboszczykowi upłynie rok, biorą około dwudziestu dzbanów miodu, albo mniej lub więcej, udają się z nim na ów pagórek, gdzie zbiera się rodzina zmarłego. Jedzą tam i piją, a potem odchodzą" ( Gierlach 1984:97 ).


Dziady - kultywowanie więzi z przodkami


Dziady na Rusi, w innych regionach Radecznica, Przewody, Pominki ( obecnie zwane Zaduszkami ) , od dziadów, czyli przodków, bo to starosłowiańskie święto ku pamięci zmarłych przodków, symbolicznego kontaktu z nimi.

Obecnie w tradycji chrześcijańskiej obchodzi się je w listopadzie, dawniej obchodzono kilka razy w roku, w czasie równonocy oraz przesileń. Jako święto lunarne było jednak zależne od faz księżyca, który dla Słowian ( ale i w obecnej kulturze)  był związany ze sferą zaświatową, a jego fazy jak np. pełnia,  do dzisiaj mają znaczenie w różnych aspektach życia, kultury i duchowości.

Pomimo różnic regionalnych, w obchodach Dziadów, wspólną była idea kontaktu ze zmarłymi przodkami. Byli oni, jak już napisałam wyżej, sojusznikami, tymi, do których odwoływano się o pomoc w trudach codziennego życia, niejako wspierającymi ród.
Poprzez obrzędy starano się zyskać ich przychylność.

Wierzono, że w te dni dusze przybywają na ziemię z zaświatów, dlatego na cmentarzach palono ogniska , a na rozstajach dróg  tzw. "grumadki" - drewniane polana, by dusze mogły się przy nich ogrzać, oraz po to, by wskazywały im drogę powrotną w zaświaty.

Zmarłych traktowano jak żywych, toteż podejmowano ich jadłem i napitkiem, jak na gościnnych gospodarzy przystało. Odbywała się uczta, dusze karmiono wylewając część napojów na podłogę lub bezpośrednio na grób, zostawiano też dla nich jadło.

Zwyczaj ten był długo kultywowany. Podobno jeszcze dzisiaj, na wschodnich terenach Polski, czasem można spotkać na grobach małe gliniane dwojaczki z symbolicznymi porcjami pożywienia dla duszy zmarłego.
Na naszych wschodnich kresach najbardziej popularną potrawą stawianą na grobach w Dziady (ceremonie zaduszne, na Białej Rusi i Litwie były zwane "chałturami" ), była kutia ( dzisiaj znana jako danie wigilijne ), wykonana z pszenicy z makiem, miodem i bakaliami.

Co ciekawe mak miał symboliczne znaczenie już w kulturze starosłowiańskiej ( wspomniani wyżej budowniczowie grobowców w Wietrzychowicach, już w tamtych czasach uprawiali mak i prawdopodobnie używali w obrzędach ) uchodził za niezwykły, bowiem znano jego usypiające i halucynogenne właściwości.
Etnolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach dr G.Odoj wyjaśnił, że niektórym potrawom przypisywano właściwości służące łączności żywych z zaświatami. Był to między innymi wspomniany mak,  z którego sporządzano prawdopodobnie silne wywary , właśnie w czasie obrzędów związanych z kultem przodków. Lekkie oszołomienie, senność miały sprzyjać łączności z tymi , którzy odeszli.
Za niezwykłe uchodziły także grzyby, pochodzące z nieokiełznanej do końca przestrzeni, za jaka uważano las. "Grzyby były jakby odniesieniem do zaświatów - do odległej, nieoswojonej, obcej przestrzeni " (dr. G.Odoj).
Wyjątkowy był także miód i pszczoły. Wierzono, że wchodziły one w kontakt z zaświatami, co tłumaczy obecność miodu w potrawach świątecznych. Siłę magiczną, jak twierdzi dr Odoj, miała jakość i rodzaj potraw: mak, miód, groch, kasza, to symbole płodności i urodzaju ( mak symbolizuje również zaświaty ). Grzyby zapewniały dobrobyt a orzechy siłę fizyczną i zdrowe zęby.

Tradycyjnie w czasie Dziadów obdarowywano jadłem również żebraków, wędrowców, którzy jako ludzie "drogi" uważani byli za bliskich sfery sacrum. 


Refleksja


Dzisiaj w Zaduszki nie pali się już ognisk na cmentarzach, ich namiastką są znicze stawiane na nagrobkach, kiedyś z otwartym, żywym ogniem, wtedy cały cmentarz "ożywiał" się dzięki tym drgającym i migotającym języczkom ognia. Obecnie zastępują je znicze zakryte, lub na baterie, światła w bezruchu.
Nie ucztuje się też przy grobach.

W warstwie obrzędowej odeszliśmy znacznie od tradycji starosłowiańskiej, jednak nadal istotą tego święta jest pielęgnowanie pamięci o zmarłych przodkach, dzięki czemu możemy podtrzymywać świadomość własnych korzeni, wzmacniać je. 
Zachowanie pamięci o zmarłych członkach rodu buduje naszą tożsamość, pomaga określić siebie w kontekście dziedzictwa rodu, budować obraz siebie w oparciu o cechy, zdolności, siłę życiową, czy wartości charakterystyczne dla naszych przodków, lub czasem w opozycji do tych wartości, które są dla nas jakimś punktem odniesienia w życiu.
Poznając we wspominaniach, historię zmarłych członków rodu, to jak sobie radzili w trudnych czasach, jakie podejmowali wybory, czasem w sytuacjach "granicznych", dowiadujemy się też czegoś ważnego o sobie, o swoim potencjale.
Słyszymy przecież nierzadko, że jesteśmy podobni do pradziadka, czy mamy talent jak babcia, lub cechy charakteru któregoś z przodków ( np. sama  mam ponoć zdolności po babci i "dobre" oczy po babci, spokój i cierpliwość, oraz nos :D ) 

Obecnie w czasach konsumpcjonizmu, pośpiechu, rozluźnienia więzi, spotkanie przy mogiłach jest często  jedynym kontaktem w roku dla wielopokoleniowej rodziny.
Jedni głębiej, wewnętrznie, celebrują to święto, dla innych jest tylko corocznym rytuałem, obowiązkowym zakupem znicza i pojawieniem się na cmentarzu.
Są też tacy, którzy czują na co dzień opiekę bliskich zmarłych, zwłaszcza tych, przez których byli kochani. Sama należę do tych osób, o czym pisałam > TUTAJ.
Mogiła jest tylko miejscem pochówku ciała, pamięć natomiast nosimy wszędzie w sobie.

Pamięć ta niestety ma też drugą stronę, czasem się tęskni za tymi, którzy odeszli.

Poza tym, żyjąc wydaje nam się, że mamy mnóstwo czasu, wiele odkładamy na później w relacji z innymi ludźmi, częstym słowem jest "kiedyś", tyle, że ten czas nagle może zostać zabrany. " Kiedyś" może nie nadejść.

Święto zmarłych to czas nie tylko wspominania przodków, ale też refleksji nad kruchością życia, przemijaniem, przemianą. Szczególnie trudny dla ludzi "na krawędzi", chorych, w żałobie ( nie tylko po osobach zmarłych, lecz również tych , którzy ich opuścili, zerwali kontakt, wypisali się nagle z ich życia ). 
To często ważny moment w rozwoju wewnętrznym człowieka.
Paradoksalnie trudne doświadczenia i świadomość nieuchronności śmierci czasem sprawiają, że tym bardziej kierujemy się w stronę pełni życia, bardziej wartościowego, głębiej pojmowanego, weryfikujemy cele, zmieniamy priorytety, zdobywamy świadomość.
"Konfrontacja ze śmiercią jednoczy nas z życiem " jak ujął to pewien pisarz.

Poza tym "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą....", bo to też ważne.




31 paź 2016

Święto zmarłych - wieniec trochę inaczej

Święto zmarłych - wieniec trochę inaczej


Święto, podczas którego wspominamy naszych bliskich zmarłych - Zaduszki w chrześcijaństwie a Dziady w starosłowiaństwie, od dziadów czyli przodków, choć dawniej przez naszych słowiańskich przodków, to święto było obchodzone kilka razy w roku i w innych okresach, ale w tym poście nie o tym.

Ponieważ w Polsce istnieje tradycja ozdabiania grobów kwiatami, toteż postanowiłam pokazać troszkę inny pomysł na wieniec, nie taki z kwiaciarni, ale zrobiony samodzielnie, z tego, co w naturze można znaleźć samemu, w lesie, w parku, ogrodzie. 

W tym celu wykorzystujemy kasztany, szyszki, mech, ususzone ( lub świeże ) zioła np. krwawnik ( który po ususzeniu zachowuje barwę białą ), wrotycz ( który po ususzeniu zachowuje piękny kolor żółty ), czerwone owoce dzikiej róży, głogu, tudzież inne owoce jesienne, które spotkamy na krzakach i drzewach.
Jako podstawę wykorzystujemy np. zwinięte i uformowane w koło gazety, owinięte folią, by nie rozmiękły i obwiązane sznurkiem, dopiero na tym stelażu montujemy dary natury przy pomocy kleju, drucików i sznurka.

Zdjęcia udostępniła koleżanka, która takie wieńce wykonała, niech będą inspiracją może na kolejne święta.


27 paź 2016

Babeczki z budyniem

Babeczki z budyniem


Ciasto kruche

  • 3 szklanki mąki
  • 1/2 szklanki cukru ( używam ksylitolu z brzozy i daje mniej )
  • łyżka proszku do pieczenia
  • kostka masła
  • trochę śmietany 
  • łyżka oliwy
  • 5 żółtek jaj

Składniki ciasta mieszamy i wyrabiamy ciasto, dodając tyle śmietany by nie było ani za rzadkie ani za gęste ( nie powinno się kruszyć ).

Foremki do babeczek smarujemy od wewnątrz masłem. Wylepiamy ciastem ich dno i brzegi ( warstwa ciasta nie może być zbyt cienka by potem się nie rozkruszyła )

Wkładamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy na złocisty kolor ( 20-40 min w zależności od temperatury piekarnika )
Po ostudzeniu wyjmujemy z foremek.

Przygotowujemy dość gęsty budyń o wybranym smaku ( przepis na torebce ;) ) i nakładamy do środka upieczonych babeczek. Posypujemy startą czekoladą.

Takie babeczki z ciasta kruchego możemy wypełniać innym nadzieniem np. kremem i/lub owocami, wedle smaku i fantazji.

26 paź 2016

Musabaha (musebaha) jesienna z dynią

Musabaha (musebaha) jesienna z dynią



Oryginalny przepis syryjski na mussebaha ( hummus)  > TUTAJ

Poniższy przepis został zmodyfikowany przez dodanie dyni.


Składniki :

  • ciecierzyca ( groch włoski )
  • dynia ( w proporcji do ciecierzycy 1:2)
  • tahini ( thine )  - pasta sezamowa 
  • cytryna
  • 1-2 ząbki czosnku
  • można dodać szczyptę imbiru ( ja nie dodaję )

Ciecierzycę  namoczyć na noc w zimnej wodzie ( można z z niewielkim dodatkiem sody, ponieważ przyśpiesza gotowanie )
Na drugi dzień wypłukać.

Zalać wodą i gotować by była bardzo miękka. Zmiksować w blenderze ( zmielić  lub przetrzeć przez sito ).

Dynię pozbawiamy ziaren i skóry,  kroimy w kostki, dusimy w małej ilości wody do miękkości ( można też upiec w piekarniku ), po czym miksujemy na gładką masę

Tahini ( dobieramy ilość do smaku ), jeśli jest bardzo gęsta, to ucierać dodając wodę z grochu aż będzie biała, następnie dodać sok z cytryny ( kierujemy się własnym smakiem ) i razem zmiksować z grochem i dynią

Na końcu, do miksowanej masy, dodać 1-2 zmiażdżone ząbki czosnku.

Podawać na miseczce, polaną oliwa z oliwek. Jemy z pieczywem arabskim, lub pitą grecką, albo polskim chlebem najlepiej razowym ale dobrze smakuje też z bułką.



Sałatka dla leniwych i niecierpliwych

Sałatka dla leniwych i niecierpliwych


Nazwałam tak tę sałatkę, ponieważ znaczna część produktów jest w puszkach, więc robi się ją szybko i łatwo.

Składniki :

  • puszka kukurydzy
  • puszka groszku zielonego
  • puszka czerwonej fasoli
  • puszka brzoskwiń
  • słoik selera konserwowego o smaku łagodnym ( krojonego w cienkie paseczki )
  • 4 jajka ugotowane na twardo
  • majonez

Warzywa z puszek odcedzamy z wody.
Brzoskwinie kroimy w średnią kostkę. Jajka również kroimy w kostkę.
Układamy w salaterce na przemian  warstwami , smarując każdą warstwę majonezem.

I już. Smacznego  :)



Sałatka z kaszy bulgur - syryjska inspiracja

Sałatka z kaszy bulgur - syryjska inspiracja



Zainspirowałam się oryginalnym przepisem na tabbouleh ( tabule)  > TUTAJ  i zmodyfikowałam sobie go ,zmieniając proporcje kaszy bulgur w stosunku do natki pietruszki, której tutaj są małe ilości, oraz dodając oliwki.

Drobną kaszę bulgur ( pszeniczna ) wypłukać, lekko podgotować i ostudzić. Ma być jej tyle, by była bazą całej sałatki.

Trochę natki pietruszki umyć, posiekać bardzo drobno ( ilość dobrać do smaku)

Wycisnąć sok z połowy cytryny i polać pietruszkę ( ma być lekko kwaśna w smaku )

Pomidory i ogórki obrać ze skórki i pokroić w drobną kostkę. Oliwki ( użyłam czarnych ) przekroić na pół.

Dodać wszystkie składniki do kaszy, posolić i wymieszać.

Wstawić do lodówki by się "przegryzło".

Adoptuj pszczołę - twórz Polskę przyjazną pszczołom

Adoptuj pszczołę - twórz Polskę przyjazną pszczołom



"Adoptuj pszczołę , to prowadzona od trzech lat akcja Greenpace, dzięki której tysiące osób z całej Polski angażują się w pomaganie pszczołom, a Polska staje się krajem coraz bardziej przyjaznym zapylaczom.
Dzięki wirtualnym "adopcjom" każdy ma szansę pomóc pszczołom miodnym i dziko żyjącym.
To największy w Polsce projekt crowdfundingowy pod względem liczby uczestników.

Tegoroczna, czwarta edycja "Adoptuj pszczołę", ma na celu wzmocnić działania służące rozwojowi rolnictwa wolnego od niebezpiecznych dla pszczół pestycydów oraz kontynuować badania naukowe nad owadami zapylającymi. "

W Polsce to własnie pszczoły miodne i pszczoły dziko żyjące są głównymi owadami zapylającymi.
Zapylają około jedną trzecia roślin uprawnych, ich brak spowodowałby spadek produkcji roślinnej o 75%. Nasza dieta stała by się monotonna i bardzo droga.
W samej Europie wartość zapylania to ok. 22 miliardy euro. Wartość pracy pszczół dla polskiego rolnictwa przekracza 4,1 mld zł rocznie.
Od pracy pszczół jest tez zależna hodowla zwierząt, ponieważ zapylają one rośliny paszowe.
Oprócz roślin uprawnych, zapylania przez owady wymaga też większość roślin dziko rosnących ( ok. 90% )

Więcej informacji , oraz możliwość wzięcia udziału w akcji  > TUTAJ 

Dodatkowo > TUTAJ 





25 paź 2016

Musabaha ( musebaha ), syryjska pasta z ciecierzycy ( hummus ) - oryginalny przepis

Musabaha (musebaha), syryjska pasta z ciecierzycy (hummus) - oryginalny przepis 


Powszechnie, w internecie używana  nazwa tej potrawy to "hummus", jednak jest ona błędna, ponieważ "hummus" to po prostu arabska nazwa ciecierzycy. 

Potrawa natomiast zwie się "musabaha" ( musebaha)  :)

Składniki :

  • ciecierzyca ( groch włoski )
  • tahini ( thine )  - pasta sezamowa 
  • cytryna
  • 1-2 ząbki czosnku

Ciecierzycę  namoczyć na noc w zimnej wodzie.
Na drugi dzień wypłukać, można obrać ze skórek.

Zalać wodą i gotować by była bardzo miękka. Zmiksować w blenderze ( zmielić  lub przetrzeć przez sito ).

Tahini ( dobieramy ilość do smaku ) ucierać dodając wodę z grochu aż będzie biała, następnie dodać sok z cytryny ( kierujemy się własnym smakiem ) i razem zmiksować z grochem.

Na końcu, do miksowanej masy, dodać 1-2 zmiażdżone ząbki czosnku.

Podawać na miseczce, polaną oliwa z oliwek. Jemy z pieczywem arabskim, lub pitą grecką, albo polskim chlebem najlepiej razowym.

Przepis zmodyfikowany z dodatkiem dyni > TUTAJ



17 paź 2016

Świadomość absolutnej miłości - jako dar

Świadomość absolutnej miłości - jako dar


Miotałam się w swoich urazach z przeszłości i tych całkiem niedawno odżyłych i związanych z relacją z kimś, której już nie ma, nie umiejąc skorzystać z daru, który jakiś czas temu otrzymałam. Wielkiego daru, który nazwę świadomością miłości "absolutnej", nie da się jej opisać słowami, mogłabym ją określić jako wszechogarniającą i bezwarunkową.

Takiej, której doświadczają osoby w śmierci klinicznej ( rozmawiałam z jedną z nich na ten temat, wiele mi wyjaśniła ta rozmowa ), tyle, że ja nie przeżyłam takiej śmierci, no chyba , że we śnie, przez chwilę i nie jestem tego świadoma....jeśli był to stan bliski śmierci, to może emocjonalnej....

Zapowiedź tego doświadczenia opisałam TUTAJ 
Dwa dni później zdarzyło się TO ważniejsze.

Nazywam to swoje doświadczenie świadomością miłości, ponieważ taka miłość jest w każdym z nas, bo nasze dusze są częścią Boga. Jest ona tylko spychana do "nieświadomości", wypierana i tłumiona w toku dorastania i późniejszego życia, przez innych i nas samych, ponieważ często staje się ważniejsze bycie "fajnym", takim jak się "powinno", by być akceptowanym, bo wtedy niby jest się "kochanym", ale tylko zewnętrznie, warunkowo, a nie kochanym od wewnątrz.
W końcu już nie potrafimy, albo boimy się otworzyć na tą naszą wewnętrzną miłość , która jest cząstką bezwarunkowej miłości Boga..

To doświadczenie jakie było mi dane, pozwoliło uświadomić sobie tą miłość, przez ujawnienie mi jej, przez głębokie jej odczucie ( a nie jedynie jej wspomnienia ze snu ) i taka ujawniona we mnie już została .
Przyniosła wyciszenie, ale jeszcze nie pokorę ( rozumianą jako zaakceptowanie, nawet jeśli się nie rozumie ), jeszcze nie zrozumienie, bo to przyszło ostatnio Czułam jej cząstkę w sobie , ale nie byłam do końca świadoma po co została mi dana.

Dzisiaj wiem, że to nie było jedynie pocieszenie, tak bardzo potrzebne mi na tamten moment.
Wiem, że to za czym tęskniłam było i jest we mnie. Wiem, że nie ma większej miłości niż ta, którą otrzymałam.

Jeśli otrzymałam ją , jeśli na taką zasługuję ( a każdy zasługuje, tylko nie każdy chce to przyjąć ), to nie mogę przecież siebie samej nie kochać.
W dodatku kiedy to następuje, chciało by się nią obdarować innych, lecz tej miłości nie można nikomu ofiarować, bo ona jest w każdym z nas. Nie można dać tego, co już ktoś ma :)
Można jedynie ją okazywać innym, by być może w ten sposób odnaleźli tą miłość w sobie samych...

Masz w sobie taką miłość, więc wszystko masz. Bo to prawda, że z trzech darów, nadziei, wiary i miłości, najważniejszym jest miłość. Dzisiaj myślę, że jedynym prawem jest prawo miłości.


Taka miłość ma potężną moc, rozpuszcza wszystko, z czym zmaga się człowiek, wszystkie urazy znikają....

Wiem, też, że takiego daru nie można zmarnować. Świadomość "absolutnej" bezwarunkowej miłości, to też w pewnym sensie obowiązek i odpowiedzialność, w stosunku do siebie, innych i świata.




Życzę Ci byś przestał się bać i otworzył się na tą Boską miłość, miłość duszy, bo ona w Tobie jest. Choćbyś tego nie chciał, choćbyś czuł się niegodny i tak jesteś kochany, pozwól się kochać. Poczuj, że jesteś kochany, :)



Hymn o miłości ( 1 list do Koryntian )

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką wiarę, tak iż bym góry przenosił,
a miłości bym nie miał
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę cała majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.

Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości, 
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego.
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy, 
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.

Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, 
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
 wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
 z nich zaś największa jest miłość.



Jeśli wolisz posłuchać tekstu czytanego głosem Krzysztofa Kolbergera :



Lub w śpiewie a'capella Czesława Niemena:


Lub w śpiewie Antoniny Krzysztoń, co kto woli ;)






15 paź 2016

Sałatka z cukinii do obiadu - przetwory na zimę

Sałatka z cukinii do obiadu - przetwory na zimę


4 kg cukinii
25 dkg cebuli
25 dkg marchwi
15 dkg pietruszki z natką
15 ziaren pieprzu
15 ziaren ziela angielskiego
8 goździków
1 szklanki octu
1 szklanki oleju ( na wierzch słoików po łyżeczce )
1/2 szklanki cukru
4 łyżki soli

Cukinie obrać ze skóry i zetrzeć na tarce w plasterki.
Jarzyny zetrzeć na grubych oczkach, cebulę pokroić w pół-krążki. Dodać resztę przypraw, wymieszać.
Ugnieść łyżką w naczyniu i zostawić na noc.
Rano nałożyć do słoików, na wierzch wlać łyżeczkę oliwy.
Pasteryzować - mały słoiczek przez 15 minut.

Sałatka dobra jako dodatek do obiadów, mięs, wędlin, pasztetów, żółtego sera.


o pasteryzacji tutaj > Jak utrwalić przetwory?