23 kwi 2015

Wspierać cichaczem

Wspierać cichaczem...


Przypomniała mi się historia, którą opowiedział mi ktoś znajomy o swojej koleżance.

Dziewczyna otworzyła własną firmę, zajmowała się tworzeniem ceramiki użytkowej. Na początku jak to zwykle bywa, opłaty zżerają a zyski marne. Klientów jakoś nie było...potem coś się zmieniło i zaczęli zaglądać od czasu do czasu coś kupując. Po jakimś czasie okazało się, że to rodzina owej dziewczyny podsyłała "klientów" i wykładała pieniądze na  zakupy by pomóc jej przetrwać przez jakiś czas ten najtrudniejszy okres. :)  
Dzięki temu dziewczyna nie popadła w długi na skutek opłat ale i nie dopadły ją wątpliwości czy czarnowidztwo, co jest istotne by dążyć z optymizmem do celu i realizować jakieś plany, marzenia skutecznie.


Pamiętam też inicjatywę "Niewidzialna ręka", której  pomysłodawcą na początku lat 60-tych był dziennikarz Maciej Zimiński.

Polegała ona na tym, że młodzi zazwyczaj ludzie pomagali osobom starszym i innym potrzebującym jakiejkolwiek pomocy ale dyskretnie tak, by pozostać anonimowym, zostawiając po sobie znak w postaci odcisku dłoni. Relację z przeprowadzonej akcji przesyłali do telewizji, która nadawała program "Niewidzialna ręka". Tam też docierały podziękowania od tych, którzy pomoc otrzymali. 
Cała Polska gromadziła się wtedy przed telewizorem. Było to bardzo pozytywne. Popularność akcji potwierdza fakt, że program był emitowany przez 25 lat ! W tym czasie zrealizowano kilka milionów dobrych uczynków !

Pomysły na udzielanie pomocy młodzi ludzie mieli różne i skuteczne, wykazywali się też dużą wrażliwością, empatią i umiejętnością obserwacji najbliższego otoczenia i "wyłuskiwania" ludzi w jakiejś potrzebie. Myślę, że była duża różnica jeśli chodzi o relacje społeczne wtedy a obecnie. W tamtej rzeczywistości człowiek jako jednostka nie był tak wyobcowany, ludzie lepiej znali swoich sąsiadów i nie pozostawali tak obojętni i "ślepi " na drugiego człowieka jak dzisiaj .

Takie wspieranie "z cichacza" ochrania godność tego drugiego człowieka, ponieważ nie czuje się skrępowany koniecznością proszenia o pomoc ( co nie jest łatwe, bo sam fakt , że się tej pomocy potrzebuje ustawia nas w dzisiejszym świecie na niższej pozycji, bo oznacza, że nie jesteśmy w stanie dać sobie rady, spada poczucie własnej wartości itd.  ) oraz przymusem wyrażania wdzięczności ( niekomfortowe poczucie długu do spłacenia ).
Jest jedną z najlepszych form dyskretnego wsparcia. Potrzeba jednak tego, co miała młodzież z "niewidzialną ręką" - empatii, chęci zauważenia tego drugiego człowieka w jego sytuacji życiowej i z jego trudnościami, usłyszenia a nie tylko słuchania ( bo ludzie często w jakiejś rozmowie niejako mimochodem wspominają o tym co ich boli i czego im potrzeba, z czym mają problem  ).


22 kwi 2015

Jak nie pomagać żeby pomóc

Jak nie pomagać żeby pomóc...


Idąc kiedyś ulicą spotkałam pewną kobietę, której właściwie nie znałam ( Spotkałyśmy się tylko ze dwa razy, ponieważ miała wziąć ode mnie psa, który się przybłąkał i którym się zaopiekowałam ale nie mogłam go zatrzymać. Koniec końcem pies wolał być u mnie i został :) ).
Po zwyczajowym "dzień dobry" przystanęłyśmy, po kilku słowach powiedziała, że zmarł jej mąż i rozpłakała się... Nie znalazłam słów pocieszenia, jedyną rzeczą jaką mogłam wtedy zrobić i zrobiłam naturalnie, niejako automatycznie było objęcie ją i przytulenie...Tak przez chwilę trwałyśmy.
Podobna sytuacja zdarzyła się z mamą koleżanki , która na skutek problemów małżeńskich była w złym stanie psychicznym.

Ile razy np. ludzie przewlekle chorzy,  z depresją, czy bezrobotni lub przygnieceni przez życie, słyszą od otoczenia ( nawet bliskich ): "weź się w garść ", " zrób coś z tym", "wyjdź do ludzi", "przestań się lenić", "szukasz wymówek żeby się nie rozwijać" itd. itp. tak jakby oni sami nie wiedzieli, że powinni coś ze swoją sytuacją zrobić ale nie bardzo mają możliwości, czy nie bardzo mają siłę.
Czasem najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić ( zwłaszcza kiedy nic nie możemy zrobić ), jest bycie przy drugim człowieku, w troskach, w chorobie itp.
Tak po prostu, nie z litości, nie z myślą "pomagania", nie z łaski,  nie użalając się, nie dając "dobrych" rad, ale spędzając z tą osobą czas, wysłuchując jeśli potrzebuje się wygadać, być "przy" i "z", dzieląc się swoim optymizmem, uśmiechem, obdarzyć wyrozumiałością, spędzać ciekawie czas, czasem coś zorganizować, wyciągnąć z domu..

Po prostu BYĆ. 

Nie tylko na dobre ale też na złe.


 Niby nic a tak wiele...




Jak pomagać żeby nie pomóc

Jak pomagać żeby nie pomóc...


Nie wiem czy zdarzyło Ci się spotkać osoby, które zdają się być uczynne, życzliwe, starają się pomóc każdemu, każdy je lubi, dobrze ocenia. Część tych osób jest faktycznie naturalnie życzliwa, bo...tacy już są.
Jednak są wśród nich nierzadko tacy, którym gdy głębiej się przyjrzeć, zobaczymy raczej ich dobry PR niż faktyczną życzliwość. Są to osoby, potrafiące zazwyczaj doskonale manipulować, tworzyć pozory, tak, że otoczenie daje się zwieść a czasem to może bezmyślność czy zwyczajne nie wiem co...

Jak to możliwe powiesz, brak logiki, przecież pomaga się po to żeby pomóc a nie żeby nie pomóc... Czyżby?

                                                                         ***

Sytuacja z uczelni. Na korytarzu siedzą dwie koleżanki, przychodzi trzecia i pyta :

- Dziewczyny, nie macie może więcej blachy, może wam został jakiś kawałek i mogłybyście odstąpić ?

Stoję, słyszę i jestem pewna, że jedna z nich się odezwie, bo wiem, że pracę zrobiła i został jej kawał blachy... Faktycznie odezwała się ale....

- Wiesz co, wiem, że J. zostało sporo, idź ją zapytaj, jest w szatni...

....Powierzchownie okazała się dobrą koleżanką, poinformowała kto ma blachę....
Zrobiła dobry PR?  Zrobiła.
Pomogła?....
  
                                                                         ***
                                                                 
Analogicznie...ktoś może wie o wakacie na ciekawe, dobrze płatne stanowisko a może nawet mógłby cię polecić i oczywiście powie ci o tym wakacie, jest przecież taki życzliwy i pomocny...., ale dziwnym trafem "przypomni" sobie za późno, bo jakoś wyleciało mu z głowy ( mimo że widuje cię dość często a nie na przysłowiowy "raz na ruski rok" ), że poszukujesz bezskutecznie normalnej pracy od "x" czasu...
W swojej życzliwości nie zapomni ci jednak nigdy powiedzieć o wolnym wakacie dotyczącym pracy, której by sam nie podjął ze względu na zarobki lub kiepskie warunki...

                                                                         ***

Bywa, że jesteś poważniej chory, obiektywnie są możliwości poprawy sytuacji, jakieś szanse czy jakieś leki lecz niestety z powodów finansowych niedostępne dla nisko zarabiających lub bezrobotnych, życzliwy udzieli ci informacji z czego możesz skorzystać  ( i super, bo może nie jesteś tego świadomy ) ale nie skorzysta ze swoich zasobów by cię realnie wesprzeć...bo to już nie PR a konkretne koszty jak czas, pieniądze, jakiś dyskomfort na skutek kontaktu z chorą osobą... itd.
Podobna sytuacja dotyczy jakiś tzw. rad, o których z góry wiadomo, że ten drugi człowiek z nich skorzystać nie będzie mógł ze względu na sytuację w jakiej się znajduje...

Taka "troska" nic nie kosztuje a buduje pozytywny obraz na zewnątrz, obraz osoby życzliwej i pomaga czerpać korzyści od innych, którzy pomocy akurat nigdy od takiej osoby nie potrzebowali...niektórzy to potrafią...pomagać żeby nie pomóc, załatwiając przy okazji coś dla siebie...












Taką pozorowaną życzliwością zyskują sympatię otoczenia.

21 kwi 2015

Motywująca żona

Motywująca żona

 

Pracując w miejscu, gdzie przychodzili tzw. przedsiębiorcy, patrząc, słuchając i rozglądając się wokół, obserwowałam aktywność mężczyzn w zdobywaniu dóbr materialnych i rozwijaniu się w sensie zawodowym. Zaczęłam sobie myśleć, że muszą  mieć szczęśliwe związki / małżeństwa i być z kochającymi kobietami / żonami, które ich do działań motywują...

To przekonanie okazało się jednak błędne.

Facetów motywują dwa rodzaje kobiet : 

- kobieta kochana  ( a niekoniecznie ta która kocha) 
- kobieta od której facet ucieka z domu ( niekoniecznie tzw. zołza )

O ile w pierwszym przypadku dość zrozumiałe, że gdy kochają ( a niekoniecznie są kochani )
mają w sobie niejako naturalną motywację do działania, by "nieba przychylić" tej drugiej ukochanej osobie, może by ją przy sobie zatrzymać.

Drugi przypadek dotyczy tych mężczyzn, którzy tylko myśleli, że kochali, bądź nie kochali w ogóle. W momencie, gdy ostygną emocje związane z "polowaniem", pożądaniem, "motylami w brzuchu", zaczyna się codzienna proza wspólnego życia, okraszonego przyziemnymi obowiązkami.
Pojawiają się wzajemne oczekiwania, "docieranie się", trudności, może dzieci, kończy się "lajt", zaczyna odpowiedzialność za drugą osobę, za relację. Pojawia się często wtedy chęć ucieczki z domu, w którym bytuje "zdobyta" już kobieta/żona, która czegoś wymaga. Kompletnie nie ważne jest w tym przypadku, czy to tzw. zołza czy kobieta kochająca....

Gdzie mężczyzna może uciec? Najczęściej ucieka w hobby lub pracę. Chce mieć "święty spokój". Uciekając w pracę osiąga go nie tylko przez nieobecność w domu ( "pracuję" jest dobrym usprawiedliwieniem dla czegoś chcącej i czegoś wymagającej żony ) ale również przez dostarczanie jej dóbr materialnych na zakupy i rozrywki, którym ona oddaje się w przerwach opieki nad dziećmi.

Wiele takich układów funkcjonuje poprawnie o ile kobiecie bardziej zależy na zasobach i spokojnym materialnym bycie niż na SZCZEREJ bliskości psychicznej, emocjonalnej.
Ludzie żyją obok siebie, ona mu zapewnia status męża, seks i dzieci, on jej status żony, dzieci, pewnie seks i  lepszy byt materialny.

Dwie różne przyczyny motywacji mężczyzny do działania, w relacji z kobietą i w żadnej nie ma znaczenia czy kobieta  kocha...( co zrozumiałam jakiś czas temu)  Trochę smutnawe...


16 kwi 2015

Jadalne rośliny ozdobne z własnego ogrodu - 1. Nasturcja

Jadalne rośliny z własnego ogrodu - 1. Nasturcja



Posiadając przydomowy ogródek możemy nie tylko cieszyć się z kolorowych kwiatowych dywanów , ale także skorzystać z ich potencjału spożywczego, leczniczego czy kosmetycznego. Nadeszła wiosna i czas wysiewów nasion w ogródku. Warto pomyśleć o takich kwiatach, które latem pojawią się na stole nie tylko w wazonie lecz też na talerzu. 

Będę tutaj sukcesywnie przedstawiać te rośliny ozdobne.

NASTURCJA

 


Roślina jednoroczna, o długich płożących łodygach. Liście ma tarczowate, zaokrąglone. Kwiaty w kolorze od żółtego do ciemnopomarańczowego, w kształcie płaskiego kielicha z charakterystyczną "ostrogą". Owoc to podwójna rozłupnia. 

Nie dość , że ładnie wygląda i smaczna to warto ją sadzić choćby dlatego, że odciąga mszyce od warzyw w ogrodzie, bo bardzo ją lubią i tam gdzie rośnie, bardziej interesują się nią niż innymi roślinami np. warzywnymi.


Wysiew: koniec kwietnia lub w maju do gruntu
               w rozstawie 30-40 x 25 cm.

Zbiór : liście młode wiosną
             kwiaty od maja do jesieni,
             zielone owoce - sukcesywnie, w miarę 
             przekwitania kwiatów


  • Surówka z liści ( lub/i kwiatów ) nasturcji :

          W równych porcjach zmieszać umyte i posiekane:
          
          - świeże młode liście nasturcji 
          - liście dziko rosnącej jasnoty białej ( tzw. "głucha pokrzywa" ) 
          - mięta pieprzowa 
          - melisa 
          - pietruszka 

          Polać oliwą, doprawić do smaku sokiem z cytryny, solą i pieprzem.
          Do surówek można też dodawać kwiaty nasturcji, mają lekko pikantny smak.


  • "Kapary" z owoców nasturcji: 

     

    Młode i niedojrzałe ( zielone) owoce nasturcji marynujemy w zalewie octowej, takiej samej    jaką się przygotowuje do marynowania ogórków. Tak spreparowane zastąpią nam kapary  ( oryginalne kapary to przyprawa w kuchni śródziemnomorskiej ) 
    Można je dodawać również do sałatek warzywnych czy sosów, ryb i mięs, do kanapek i przekąsek, potraw z jajek, ale w niewielkich ilościach bo mają dość ostry smak i zapach.

     - zielone owoce nasturcji
     - 100 ml octu , najlepiej winny lub jabłkowy, jeśli ktoś woli łagodniejszy smak, lub zwykły   
                      jeśli silniejszą marynatę 
     - listek laurowy
     - kilka ziaren pieprzu
     - ze 2 ziarna ziela angielskiego
     - kilka ziaren gorczycy 
     - 2-3 goździki
     - troszkę soli 
     - odrobina cukru ( ja nie używam )
      
    Owoce nasturcji myjemy, gotujemy 10 minut w osolonej wodzie. Wodę odlewamy, owoce      przekładamy do słoiczka.
    Do 1/4 szklanki wody wlewamy octu, dodajemy przyprawy i gotujemy zalewę. Zalewamy nią owoce nasturcji. Zakręcamy słoik i wekujemy 15 min.
   
  • Sos z owoców nasturcji:  

     

    Na rozgrzaną oliwę lub olej wrzucamy 20-25 owoców nasturcji, 3 ząbki czosnku, małą skrojoną w kostkę cebulkę, można odrobinkę pieprzu czarnego i nieco majeranku. Następnie dodajemy wodę i dusimy pod przykryciem. 
    Owoce po uduszeniu rozgniatamy dokładnie, po odparowaniu wody dodajemy śmietanę, zagotowujemy wszystko i mamy sos.

    Wersja z pomidorami:
     
    Pod koniec duszenia można dodać pokrojone w drobną kostkę i podsmażone wcześniej do formy przecieru pomidory.

    Możemy włożyć w słoiczki i zawekować ( 10-15  minut) wedle potrzeb.

    Używać do pulpetów, mięs, ryb, gulaszu, zapiekanek, sera żółtego i do czego kto woli wedle smaku. 

Dlaczego warto jeść?

 

Zawiera prowitaminę A, witaminę C i sole mineralne ( najwięcej żelaza)jest silnie bakteriobójcza i grzybobójcza.


c.d.n 


 
Z tego cyklu - Malwa ogrodowa > TUTAJ 

Mój Guru - Świeczuszka

Mój Guru - Świeczuszka


Jakoś tak mi się w życiu plecie, że w momencie kiedy tracę wiarę w ludzi, nadzieję na coś dobrego, Ktoś, myślę, że Bóg nie pozwala mi jej utracić i przysyła człowieka, który mi tę cząstkę wiary i nadziei znów przywraca.
Tak było i tym razem całkiem niedawno, kiedy zmęczona kolejnym zakrętem i prawie trzyletnią walką z przewlekłą chorobą ( również sama ze sobą, bo z własnymi słabościami było mi czasem już trudno wytrzymać), użeraniem się z codziennym życiem ( w tym brakiem pracy zarobkowej ), próbami poradzenia sobie z dołem i  kryzysem wartości spowodowanym zawiedzioną miłością ( ta męska "miłość" mnie opuściła w momencie, gdy życie zwaliło mi się na łeb i przestało być lajtowo bo zrobiło się za trudno i może była za słaba albo ktoś był za słaby..choć jednocześnie została we mnie ta moja nadal czysta i naiwna...z czym ciężko było sobie poradzić zwłaszcza jak trzeba sobie jednocześnie radzić z trudną rzeczywistością ) spotkałam wirtualnie drugiego człowieka.
Los zetknął nas ponownie po czterech czy pięciu latach ( przypadek? ). W wielogodzinnych wieczorowo-nocno-porannych rozmowach przez komunikator, nie traktował mnie jak ofiarę gwałtu, która "sama jest sobie winna", że założyła krótką spódniczkę....nie wbijał w poczucie winy, nie słuchał jak natrętnej muchy jednym uchem wpuszczając drugim wypuszczając, nie porównywał, nie dawał nieadekwatnych do mojej sytuacji pseudo-rad z pozycji innego "stołka", nie dyskredytował moich uczuć, pozwalał wybrzmieć emocjom.
Podzielił się własnym doświadczeniem i poczułam, że jestem rozumiana. To bezcenny DAR.
Rozjaśnił mi parę rzeczy odnośnie mojej sytuacji i mojego stanu, zainteresował naszymi korzeniami, wiedzą przodków, z której ocalałymi fragmentami warto się zapoznać.
Zapaliłam też "świeczuszkę" pamięci, która gdzieś tam w dali spokojnie się świeci, dla tej części mojej miłości, bo idiotycznie było by się wypierać, że jej nie było albo, że to co było, było nieważne, mniej ważne, albo że nie dawało mi szczęścia i zapomnieć o tym. Pomyślałam, że może to co przyniosło ból okaże się jednak dobre, że stało się po coś ( w co czasem trudno uwierzyć jak się ten smutek jednak czuje ) 

Już podziękowałam :)



14 kwi 2015

Las dba o nas - dbajmy o las

Las dba o nas - dbajmy o las


W czasie spaceru po lesie dotarłam do mojego ulubionego zakątka - fragmentu lasu bukowego.Niestety obok niego rozpoczęto prace związane z powstającą obwodnicą.
Na skraju wytyczonej drogi leżało brutalnie wykopane, z nagimi korzeniami na wierzchu małe drzewko bukowe. Pomyślałam sobie, że wezmę i wsadzę je gdzie indziej. Nie miałam na razie pomysłu gdzie i wylądowało póki co w doniczce. Czekałam aż pączki się zazielenią, ale ciągle były brązowe....zwątpiłam, że być może za długo czekało na ratunek i nie doczekawszy się go we właściwym czasie, zamarło.
Nagle wczoraj zauważyłam jakieś nieśmiałe oznaki życia  :)
Posadziłam drzewo, czy teraz powinnam zbudować dom i spłodzić syna? :D 



Las chroni nas 


Drzewa bukowe wytwarzają bardzo dużo tlenu i to autentycznie czuć jak się wejdzie w środek tego fragmentu lasu gdzie rosną same buki.
Podmiejski las pełni rolę " ochrony przed imisją" pyłów przemysłowych ( tzw. pyły zawieszone ), szkodliwych dla zdrowia. Drzewa są skutecznymi filtrami tych zanieczyszczeń. W gęstych koronach liści szybkość wiatru spada więcej niż o połowę, wskutek tego cząsteczki pyłu łatwo się na nich osadzają. Jeden metr sześcienny powietrza nad rejonami przemysłowymi lub wielkimi miastami zawiera do pół miliona cząsteczek pyłu ( nie wiem jaka jest norma) . W leśnym powietrzu jest ich mniej niż 500 !
Jeden hektar lasu bukowego może związać ponad 50 ton pyłu.

Jeden wyrośnięty buk o wysokości ok 25m i całkowitej powierzchni liści 1600 metrów kwadratowych uwalnia w ciągu jednego dnia mniej więcej 7000 litrów tlenu. Daje to prawie 35 metrów kwadratowych  bogatego w tlen powietrza do oddychania, wystarczająco by zaspokoić dzienne zapotrzebowanie aż 50 osób !
Jeśli uświadomimy sobie że drzewo w procesie fotosyntezy produkuje tyle samo tlenu ile pobiera dwutlenku węgla i wyobrazimy sobie jaką ilość szkodliwych dla zdrowia pyłów przemysłowych może "wyłapać", to widzimy jak ważne są podmiejskie lasy i jakie ważne zadanie dla jakości życia miast spełniają.
Warto o tym pamiętać i czuwać nad przetrwaniem lasów w pobliżu miast czy wręcz w ich obrębie a drzewa takie jak buk, topole białą ( też zatrzymuje dużą ilość pyłów ) warto sadzić w parkach i na osiedlach mieszkaniowych.



13 kwi 2015

Naturalny szampon z żółtek jaj - zdrowe włosy

Naturalny szampon z żółtek jaj - zdrowe włosy



Kiedyś sporo chorowałam, brałam często różnego rodzaju antybiotyki, miało to wpływ negatywny również na włosy. Potem kłopoty z tarczycą dobiły je. Stały się suche, wypadały na potęgę. Zaczęłam samoleczenie metodami naturalnymi i świadomie zrezygnowałam ze wszystkich właściwie pielęgnacyjnych kosmetyków chemicznych z drogerii. Zastąpiłam je naturalnymi.
Będę stopniowo opisywać swoje doświadczenia w tym temacie.

Szampon z żółtek jaj


Włosów nie myjemy w zbyt ciepłej wodzie, zwłaszcza jeśli się przetłuszczają, generalnie nie lubią
wysokich temperatur. Z tego samego powodu nie polecam suszyć suszarką w gorącym powietrzu, najlepiej jak wyschną same a jeśli nie mamy czasu czekać, to przynajmniej użyć mniej gorącego powietrza z suszarki.

Włosy doskonale myje się surowymi żółtkami jaj. Nie pienią się prawie, ale zawierają delikatną substancję myjącą ( lecytyna która jest emuglatorem tłuszczu z wodą i dzięki temu myje, dodatkowo zmiękcza, nawilża i zamyka łuski włosów ), w dodatku dostarczają skórze i włosom substancji odżywczych.
Do umycia długich włosów wystarcza mi jedno żółtko, jeśli są bardziej zabrudzone to dwa ( włosy do pasa ). Proponuję jednak wypróbować samemu jaka ilość dla Ciebie będzie bardziej odpowiednia.
Roztrzepuję dokładnie żółtko w małym garnuszku ( można na kogel- mogel, wtedy jest go "więcej" i staje się puszyste i lepiej się rozprowadza ), namaczam włosy, nabieram trochę żółtka na dłoń i delikatnie masuję najpierw tuż przy skórze, potem dalej. Jest to najważniejsza czynność, bo przy takim masowaniu uruchamiamy emuglację wody, tłuszczu i żółtek, czyli oczyszczanie. Dobrze jest chwilę pozostawić wmasowane żółtko przed spłukaniem i będziemy mieć w jednym szampon i odżywkę. Potem znów zwilżamy i masujemy przez chwilę.
Na początku może wydawać się, że takie mycie będzie nieskuteczne ponieważ brak piany ale to pozory.

( Pianę powodują w szamponach i mydłach substancje jak SLS i SLES, jej pojawienie się sprawia wrażenie, że mydło czy szampon skutecznie usuwa brud, substancje te są jednak niekorzystne dla naszej skóry i włosów. Więcej informacji na temat szkodliwych składników kosmetyków TUTAJ )

Po umyciu żółtkiem spłukuję włosy dokładnie letnią wodą ( zbyt ciepła woda wiąże żółtka i nie wypłukuje zanieczyszczeń, których się chcemy pozbyć). Na końcu, ze względu na to , że mam długie włosy i trudno potem mi je rozczesać,  spłukuję wodą ( biorę miękką, przegotowaną, raczej chłodniejszą niż za ciepłą ) z domowej roboty octem jabłkowym ( przepis > TUTAJ ). Dzięki temu łuski włosa się dodatkowo wygładzają, ocet ponad to działa antybakteryjnie, włosy lepiej się rozczesują i zyskują połysk. Do ostatniego płukania możesz użyć też wody z cytryną. Jak akurat nie mam to spłukuję zwykłą wodą.
(Włosy powinny mieć kontakt wyłącznie z substancjami, których ph mieści się w określonym przedziale (4-8) , więc można sobie zmierzyć papierkiem lakmusowym czy nie mamy za kwaśnego roztworu, ja nie mierzę, bo dodaję octu i soku w niewielkiej ilości )

Delikatnie wycieram włosy dociskając ręcznik i suszę. Rozczesuję po wyschnięciu, wtedy są mniej podatne na mechaniczne zniszczenia od naciągania szczotką.

Po zastosowaniu takiego naturalnego szamponu z żółtka włosy są miękkie, puszyste, po systematycznym myciu poprawia się połysk. Włosy mi się wzmocniły i przestały tak bardzo wypadać.
Dobry efekt zależy od ilości użytych żółtek adekwatnie do długości włosów, dobrego wymasowania skóry i włosów przy myciu. Włosy przed myciem obciążone lakierami, trudno zmywalnymi preparatami stylizującymi może być trudno umyć jednokrotnie używając żółtka.

Gdzieś przeczytałam, że zbyt częste mycie włosów żółtkiem z jaj ( częściej niż raz w tygodniu) może wysuszyć włosy ( ze względu na dużą ilość protein które zawierają ) , myję dwa razy w tygodniu i nie zauważyłam u siebie takiego efektu.

Z żółtka można też robić maski na włosy ( dodając oliwy, nafty ) ale ja ich nie stosuję ponieważ przy systematycznym myciu żółtkiem ( 2 x w tygodniu) wystarcza mi to, żeby włosy miały dobrą kondycję.

Pamiętaj jednak, że kondycja włosów w dużej mierze zależy od kondycji organizmu, stanu wewnętrznego. Zaburzenia zdrowia wpływają na włosy i cerę, dieta również , pielęgnacja ma za zadanie wspomagać, kondycjonować. 
U mnie poprawiając stan zdrowia poprawiłam stan włosów, żółtka jednak pomogły wcześniej nie doprowadzić ich do stanu krytycznego i teraz pomagają odbudowywać i utrzymywać w dobrej kondycji.


> Tutaj : Wyciąg z korzenia pokrzywy na wzmocnienie włosów

> Przepis na domowy ocet jabłkowy > TUTAJ

> Naturalny szampon z piorących orzechów indyjskich > TUTAJ





Nasi bracia mniejsi - gniazdowanie

Nasi bracia mniejsi - gniazdowanie


Mieszkając w mieście obserwuję, że jest całkiem spora grupa ludzi dokarmiająca ptaki zimą. Na mój parapet też przylatują różnorakie skrzydlate stworzenia. Ptaki kiedyś żyjące tylko w lasach obecnie na skutek zmniejszania się ich naturalnej przestrzenni życiowej, coraz częściej pojawiają się w miastach. Takim gatunkiem jest choćby największy z dzikich gołębi w Polsce, wcześniej zamieszkujący lasy - Grzywacz.
Czasem przylatują też mniejsze od gołębia domowego, dzikie gołębie - Sierpówki ( synogarlica turecka, cukrówka ), które przywędrowały do nas w latach 40-tych z Azjii i te zadomowiły się od razu w miastach blisko ludzi.
Gołębie są monogamiczne, gniazdo budują razem , jaja wysiadują też razem wymieniając się ( połowę doby samiec, połowę doby samica). Nie bez powodu funkcjonuje powiedzenie że ktoś ma "gołębie serce, co znaczy, że osoba ma wyjątkowo łagodne usposobienie i "muchy by nie skrzywdził ", bowiem gołębie odpowiadają temu modelowi. Nie są drapieżne, przy zajmowaniu nowych terenów czy dobieraniu się par, samce prowadzą zwady , jednak w warunkach naturalnych nie kończą się one tragicznie dla żadnego z rywali, ponieważ ten, który uznał się za słabszego opuszcza teren i schodzi zwycięzcy z oczu, a ten go nie ściga.
W tym roku para Grzywaczy postanowiła uwić sobie gniazdo na stojącym przed moim oknem drzewie, pewnie ze względu na bliskość "jadłodajni"  :) Gniazdo zrobione jest z patyczków, jakby niedbale ułożonych i sprawia wrażenie, że zaraz się rozleci. Przez ok tydzień obserwowałam jak "wysiadują"....
Dzisiaj przed południem wiał silny wiatr, drzewo z siedliskiem gołębi prawie powalił, ponieważ było wcześniej źle przycinane i jak się okazało nieco spróchniałe przy korzeniu  ( z jednej strony gruby konar od głównego pnia a z drugiej zostawiony gruby konar boczny, tak jakby literze "Y" zabrać ramię z prawej... i zwyczajnie siła wiatru sprawiła że drzewo poleciało w stronę pozostawionego konaru ). Runęło i po drodze oparło się na niewielkim bzie a końcówka z gniazdem wylądowała w konarach drugiego mniejszego drzewa. Biedny gołębi niedoszły rodzic, nie wiedział co się dzieje, próbował utrzymać się na gnieździe ale ono przechyliło się tak, że nie dał rady, przestraszony wyleciał z gniazda, usiadł obok i nie wiedział co ma zrobić.....W końcu odleciał ale krążył niespokojny w pobliżu.


Po około godzinie przyjechała ekipa ze spółdzielni wyciąć powalone drzewo. Nie mieli zwyżki. Zwróciłam im uwagę, że jeśli będą ciąć z "ziemi" przy korzeniu, padające na ziemię drzewo zniszczy dwa kolejne, na których się opiera. Zadzwonili po zwyżkę. Kiedy przyjechała poprosiłam ich ( jak to kobiety potrafią ;)  by uratowali ptasie gniazdo. Faceci okazali się w porządku, zgodzili się to zrobić.
Pomysł polegał na tym , żeby odciąć fragment gałęzi, na których opierało się gniazdo i przymocować je do drzewa zdrowego.
Z dołu było widać, że dwa jajka prawie z niego wypadają, trzeba więc było je wyjąć przed użyciem piły. Facet podał mi je ze słowami:

- Mam nadzieję, że wie pani jak się obchodzić z jajami...   (dowcipniś  :D )

Wzięłam je w dłonie ubrane w rękawiczki i zaczęłam ogrzewać, były wielkości może połowy małego kurzego, czysto białe ( ponoć taki kolor jest efektem pochodzenia gołębi od gołębia skalnego, którego jajka nie musiały mieć barw ochronnych) Rodzice nadal rozpaczliwie krążyli nad naszymi głowami, przysiadając na sąsiednich drzewach i z dala obserwując. W tym czasie ekipa uwalniała gniazdo i przenosiła na drugie drzewo. Kiedy wszystko się udało, umieścili niewyklute pisklaki z powrotem w miejscu im przeznaczonym.
Ścięli drzewo, uporządkowali teren i pojechali. Obserwowałam czy gołąb wróci do gniazda. Przyleciał, przysiadł obok, popatrzył, odwrócił się i odleciał.... Zdarzyło się tak jeszcze drugi raz, ale nie zaczął ogrzewać znowu swoich jaj. Prawdopodobnie porzuci już to gniazdo... Szkoda. Zbuduje jednak pewnie nowe, ponieważ dzikie gołębie mogą odbywać lęgi 2- 3 razy.