13 kwi 2015

Nasi bracia mniejsi - gniazdowanie

Nasi bracia mniejsi - gniazdowanie


Mieszkając w mieście obserwuję, że jest całkiem spora grupa ludzi dokarmiająca ptaki zimą. Na mój parapet też przylatują różnorakie skrzydlate stworzenia. Ptaki kiedyś żyjące tylko w lasach obecnie na skutek zmniejszania się ich naturalnej przestrzenni życiowej, coraz częściej pojawiają się w miastach. Takim gatunkiem jest choćby największy z dzikich gołębi w Polsce, wcześniej zamieszkujący lasy - Grzywacz.
Czasem przylatują też mniejsze od gołębia domowego, dzikie gołębie - Sierpówki ( synogarlica turecka, cukrówka ), które przywędrowały do nas w latach 40-tych z Azjii i te zadomowiły się od razu w miastach blisko ludzi.
Gołębie są monogamiczne, gniazdo budują razem , jaja wysiadują też razem wymieniając się ( połowę doby samiec, połowę doby samica). Nie bez powodu funkcjonuje powiedzenie że ktoś ma "gołębie serce, co znaczy, że osoba ma wyjątkowo łagodne usposobienie i "muchy by nie skrzywdził ", bowiem gołębie odpowiadają temu modelowi. Nie są drapieżne, przy zajmowaniu nowych terenów czy dobieraniu się par, samce prowadzą zwady , jednak w warunkach naturalnych nie kończą się one tragicznie dla żadnego z rywali, ponieważ ten, który uznał się za słabszego opuszcza teren i schodzi zwycięzcy z oczu, a ten go nie ściga.
W tym roku para Grzywaczy postanowiła uwić sobie gniazdo na stojącym przed moim oknem drzewie, pewnie ze względu na bliskość "jadłodajni"  :) Gniazdo zrobione jest z patyczków, jakby niedbale ułożonych i sprawia wrażenie, że zaraz się rozleci. Przez ok tydzień obserwowałam jak "wysiadują"....
Dzisiaj przed południem wiał silny wiatr, drzewo z siedliskiem gołębi prawie powalił, ponieważ było wcześniej źle przycinane i jak się okazało nieco spróchniałe przy korzeniu  ( z jednej strony gruby konar od głównego pnia a z drugiej zostawiony gruby konar boczny, tak jakby literze "Y" zabrać ramię z prawej... i zwyczajnie siła wiatru sprawiła że drzewo poleciało w stronę pozostawionego konaru ). Runęło i po drodze oparło się na niewielkim bzie a końcówka z gniazdem wylądowała w konarach drugiego mniejszego drzewa. Biedny gołębi niedoszły rodzic, nie wiedział co się dzieje, próbował utrzymać się na gnieździe ale ono przechyliło się tak, że nie dał rady, przestraszony wyleciał z gniazda, usiadł obok i nie wiedział co ma zrobić.....W końcu odleciał ale krążył niespokojny w pobliżu.


Po około godzinie przyjechała ekipa ze spółdzielni wyciąć powalone drzewo. Nie mieli zwyżki. Zwróciłam im uwagę, że jeśli będą ciąć z "ziemi" przy korzeniu, padające na ziemię drzewo zniszczy dwa kolejne, na których się opiera. Zadzwonili po zwyżkę. Kiedy przyjechała poprosiłam ich ( jak to kobiety potrafią ;)  by uratowali ptasie gniazdo. Faceci okazali się w porządku, zgodzili się to zrobić.
Pomysł polegał na tym , żeby odciąć fragment gałęzi, na których opierało się gniazdo i przymocować je do drzewa zdrowego.
Z dołu było widać, że dwa jajka prawie z niego wypadają, trzeba więc było je wyjąć przed użyciem piły. Facet podał mi je ze słowami:

- Mam nadzieję, że wie pani jak się obchodzić z jajami...   (dowcipniś  :D )

Wzięłam je w dłonie ubrane w rękawiczki i zaczęłam ogrzewać, były wielkości może połowy małego kurzego, czysto białe ( ponoć taki kolor jest efektem pochodzenia gołębi od gołębia skalnego, którego jajka nie musiały mieć barw ochronnych) Rodzice nadal rozpaczliwie krążyli nad naszymi głowami, przysiadając na sąsiednich drzewach i z dala obserwując. W tym czasie ekipa uwalniała gniazdo i przenosiła na drugie drzewo. Kiedy wszystko się udało, umieścili niewyklute pisklaki z powrotem w miejscu im przeznaczonym.
Ścięli drzewo, uporządkowali teren i pojechali. Obserwowałam czy gołąb wróci do gniazda. Przyleciał, przysiadł obok, popatrzył, odwrócił się i odleciał.... Zdarzyło się tak jeszcze drugi raz, ale nie zaczął ogrzewać znowu swoich jaj. Prawdopodobnie porzuci już to gniazdo... Szkoda. Zbuduje jednak pewnie nowe, ponieważ dzikie gołębie mogą odbywać lęgi 2- 3 razy.









0 komentarze :

Prześlij komentarz