15 paź 2016

Sałatka z cukinii do obiadu - przetwory na zimę

Sałatka z cukinii do obiadu - przetwory na zimę


4 kg cukinii
25 dkg cebuli
25 dkg marchwi
15 dkg pietruszki z natką
15 ziaren pieprzu
15 ziaren ziela angielskiego
8 goździków
1 szklanki octu
1 szklanki oleju ( na wierzch słoików po łyżeczce )
1/2 szklanki cukru
4 łyżki soli

Cukinie obrać ze skóry i zetrzeć na tarce w plasterki.
Jarzyny zetrzeć na grubych oczkach, cebulę pokroić w pół-krążki. Dodać resztę przypraw, wymieszać.
Ugnieść łyżką w naczyniu i zostawić na noc.
Rano nałożyć do słoików, na wierzch wlać łyżeczkę oliwy.
Pasteryzować - mały słoiczek przez 15 minut.

Sałatka dobra jako dodatek do obiadów, mięs, wędlin, pasztetów, żółtego sera.


o pasteryzacji tutaj > Jak utrwalić przetwory?

14 paź 2016

Miłość to nie tylko uczucie

Miłość to nie tylko uczucie



Ta prawdziwa mówi:


Możesz przy mnie być sobą, możesz zdjąć maskę, otworzyć się na tyle, na ile chcesz i czuć się z tym bezpiecznie i spokojnie. Nie zrobię niczego przeciwko Tobie. 

Czasem, gdy powiem o tym co widzę w Twoim zachowaniu, znaczy to tylko tyle, że chcę byś o tym wiedział, bo oddzielam zachowanie od osoby. Cokolwiek z tą wiedzą zrobisz będzie to Twój wybór i ufam, że wybierzesz właściwie. Nadal Cię akceptuję.

Jeśli zranię Cię niechcący, to tylko dlatego, że nie potrafiłam inaczej w tym momencie się zachować, bo ktoś wcześniej zranił mnie i rany te jeszcze nie całkiem się zaleczyły.

Pragnę być z Tobą i przy Tobie, radować się z Tobą. Chcę się z Tobą dzielić na co dzień i troszczyć się o Ciebie. Będę przy Tobie jak będzie trudno.

Traktuj mnie tak samo, ponieważ daję Ci władzę nade mną i ufam, że również nie wykorzystasz jej przeciwko mnie...

Według mnie nie ma nic bardziej wyzwalającego z człowieczej samotności, niż możliwość odetchnięcia i zdjęcia maski, którą człowiek musi nosić na zewnątrz wobec świata, w którym spełnia role zawodowe, czy społeczne, przed kimś, kto zaakceptuje nas "pomimo" i w chwilach słabości otuli spokojem, zamiast wbić nóż w plecy.... ( co nie znaczy , że to łatwe i tylko sielanka )

Tymczasem ludzie w kontakcie z tym wybranym niby bliskim człowiekiem, z którym żyją, przekraczając próg domu, z własnego wyboru zamieniają tylko jedną maskę na drugą....


PS.

"U facetów jest tak, że jak kochają to nie krzyczą o tym, tylko siedzą z tym cicho i chronią to w sobie"... - powiedział pewien facet.
Kobiety mówią o miłości w sensie ogólnym, ale jeśli kochają konkretną osobę, to też chronią to w sobie, też nie krzyczą innym, ale osoba którą kochają zazwyczaj wie, o ile potrafi zauważyć a nie zawsze potrafi.
Natomiast wyrażenie miłości czy powiedzenie o tym , że ktoś jest dla nas ważny ( z pełną świadomością i odpowiedzialnością znaczenia tych słów ), zwłaszcza jeśli nie jesteśmy pewni, ze to samo jest z drugiej strony w naszym kierunku, albo wiemy, że nie ma, to poniekąd akt odwagi, bo wtedy się też przecież odsłaniamy na ewentualnie "ciosy"., czy np. odrzucenie, które jest jedną z najtrudniejszych rzeczy dla człowieka.






13 paź 2016

Jak istotni dla mnie faceci "budowali" moje poczucie mocy

Jak istotni dla mnie faceci "budowali" moje poczucie mocy



Miałam bardzo trudny czas w życiu ( i nadal go mam ) , starałam się sobie radzić, jakoś się pozbierać.

W życiu spotkałam tylko czterech facetów , w których dostrzegłam męski pierwiastek  ( nie licząc mojego taty, który był dla mnie dobrym wzorcem ), cechy które mi się podobały, o których pomyślałam "a może", ale chciałam by byli w moim życiu choćby tylko jako koledzy, bo też to cenię.
Polubiłam tych ludzi, zależało mi na nich, jednego nawet pokochałam, zaufałam. Sporo dobrego ode mnie otrzymali, chociaż tego nie zauważyli.

W trudnym czasie wiadomo, człowiek jest w gorszej kondycji psychicznej, emocjonalnej. Potrzebuje dobrych relacji, zrozumienia, akceptacji, zainteresowania, jeśli nie realnego wsparcia, to chociaż wsparcia w dobrą energię, by miał sam siłę do walki o siebie.
Potrzebuje "podnoszenia" a nie "dobijania". Tymczasem....

Jakie "cegiełki" dołożyli do mojego nadwątlonego przez okoliczności, człowieczego i kobiecego "wiaderka" mocy ( a przecież moc nie bierze się znikąd, wiaderko nie jest niewyczerpane, siłę bierzemy też od innych ludzi ):

"Budowali" moje poczucie własnej mocy ( nawet jak się ma zdrowe  poczucie własnej wartości, to ono czasem ma wzloty i upadki, a jest niezbędne, by się zmagać z przeciwnościami w życiu, by być otwartym na innych, by się rozwijać i być też atrakcyjnym dla innych ) przy pomocy czynów i słów. O czynach nie będę tu pisać, ale przytoczę słowa, bo one są wyrazem sposobu myślenia, podejścia i też działają, bo za nimi idą czyny:

- "Mi nie zależy na miłości, ani na dobrej kobiecie" 

( po tym  tym jak " byłemu" już poprawił się byt, a ja nie byłam już potrzebna, bo stałam się "kłodą u nogi", która akurat teraz potrzebowała wsparcia, a on chciał tylko laytu, wycieczek , śmichów-chichów i wyluzowania, mógłby to znów wtedy mieć ze mną, ale wymagało to wykonania jakiegoś minimalnego wysiłku z jego strony, wsparcia dla mnie, a na to go już nie było stać i sobie poszedł, w moich oczach stracił na męskości. Jak przypomnę sobie ile dałam z siebie przed związkiem jako koledze najpierw, przyjacielowi, bo za takiego go uważałam, potem w trakcie związku i co poświęciłam między innymi ze względu na jego potrzeby i rozwój , czego życiowe konsekwencje odczuwam do dzisiaj, to nie wiem czy powinnam się uznać za idiotkę czy za anioła...
( a w/g wielu facetów podobno kobiety tylko "potrafią brać" )


-"Jesteś moralnie niebezpieczna" ( nie wspominając o innych słowach ) 

( po tym jak przez dwa lata mieliśmy kontakt i zanim zerwał kontakt, z powodu  mojego wyboru metody niekonwencjonalnej by walczyć z bólem, a która w/g niego nie była dobra i mu nie pasowała...a przecież nie miała ona żadnego wpływu na niego, nie był moim facetem, ani nie zamierzał być )
Na koniec przeczytałam, że nie będzie odpisywał, bo "pomiędzy" jest drętwo, jakby nie będąc świadomym, że to jak jest "pomiędzy" zależy od obu osób i nie pamiętając jak ciągle gasił moją pogodę ducha, spontaniczność i otwartość...więc chyba realizował swój cel, chciał by było drętwo, by potem przypisać mi powód.


-" No bo z kim ja sobie mogę tutaj pogadać , z ...? "

( tu drwiąco do innej kobiety o mnie, za moimi plecami,  jako o tej z którą nawet pogadać nie można, podczas kiedy rozmawiał kiedyś ze mną godzinami przez rok , sam z siebie chcąc, i  po tym jak wobec mnie udawał sympatię ) Może właściwe by było powiedzieć : pogadaj sobie sam ze sobą.. skoro inni nie są dla ciebie ludźmi....tylko z nich korzystasz...i tylko wtedy kiedy tobie akurat pasuje...


Podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy... A oni akurat kończyli niefajnie.

Dziękuję Panowie za te Wasze dary, w zamian za moją energię, z której korzystaliście, która Was dowartościowała. Oddaję Was z waszymi problemami w ręce Boga.

Dla mnie to za dużo "dobrego" na raz w jednym ciągu kilku lat....

Tym bardziej, że to nie były osoby mi obojętne. Tym bardziej, że byli to faceci. Tym bardziej , że byli to faceci , w których widziałam mężczyzn. Tym bardziej, że byli to faceci, którzy mieli cechy, które cenię , które mi się podobają, tacy bliscy ideału ( chociaż nie bez wad). Tym bardziej, że byli to faceci, którzy też mi okazywali sympatię a jeden nawet podobno mnie kochał.

To wszystko mogło by być inaczej , gdyby... > Tylko zmieniając coś w sobie...

Żaden z  nich nie próbował nawet niczego zmienić, naprawić, inaczej spojrzeć na sytuację, i nie próbował nawet zrozumieć. Zdawkowe "przepraszam" z "grzeczności" ( przy jednoczesnym zachowaniu status quo ), mało znaczy.

Ciekawe jak sobie panowie opisani wyżej wyobrażają w takich sytuacjach, w takim klimacie, z takim "opróżnianiem wiaderka mocy" ( w sensie ludzkim i kobiecym ) czyjś rozwój, atrakcyjność w byciu, chęci i możliwości prowadzenia ciekawych rozmów, radosny sposób bycia, dystans, otwartość i luz w relacji, czy rozmowie.....

Bo podobno faceci są logiczni, więc powinni widzieć logiczne powiązania....Chciałabym poznać odpowiedź na powyższe pytanie, bo moim zdaniem postępując tak w stosunku do drugiej osoby wymagają od niej niemożliwego.

Czyli wygląda to tak: kopnij  i złam nos komuś, kogo już potrącił samochód, a potem wymagaj żeby nie płakał.
Super logiczne.

Kolega mnie zapytał :

- "Ta sprzeczność - pewna nielogiczność oczekiwań, z którą masz styczność Cię nie irytuje? Tylko smuci? "

Tak, tylko smuci. Nie ma we mnie złości...chociaż może powinna być, nie wiem.

Jeśli jakaś kobieta się w takich sytuacjach nie przejmie i jest zdystansowana, uśmiechnięta i emocjonalnie stabilna, to znaczy że :

a. miała gdzieś tych facetów/ ludzi
b. kłamie i udaje
c. jest mężatką  ( patrz pkt a )
d. jest cyborgiem albo postacią z gry komputerowej

Ja się panowie ( którzy postępują jak wyżej ) już z wami zwyczajnie boję nawet rozmawiać...chociaż was lubię, zależało mi na was i może nadal zależy... ale boję się waszego fałszu , obojętności, okrucieństwa. Tylko wymagania, i krytyczne oceny, bez zrozumienia sytuacji, powiązań skutkowo-przyczynowych, i "zrób to sama", bo ja ci nie pomogę, ja tylko wymagam...
Zasługuję na coś innego. Potrzebuję napełniania mojego ludzkiego i kobiecego "wiaderka mocy" a nie tylko wybierania z niego....

I jeszcze zastanawia mnie jedna rzecz... czemu ludzie, którym się dobrze powodzi, którzy niby są szczęśliwi w życiu, tak się zachowują...bo rozumiem ludzi sfrustrowanych, chorych itd...
Przecież ludzie szczęśliwi tym bardziej powinni być życzliwi innym, tą dobrą energią tryskać i przekazywać ją innym... teoretycznie ( a przynajmniej ja tak miałam jak byłam przez moment szczęśliwa, byłam jeszcze bardziej życzliwa, wyrozumiała dla innych )
No chyba że to ich szczęście to tylko pozory...



Posty powiązane:

> Daj władzę a poznasz

> Paczka dla misiaczka - dla facetów dla zrozumienia własnych zachowan i dla kobiet które myślą, że są "winne"

> Krytyka dla rozwoju czy opróżnianie wiaderka



11 paź 2016

Relacje przez internet jako prezerwatywa - c. d.n

Relacje przez internet jako prezerwatywa  - c.d.n


Internet w relacjach męsko-damskich, to dla wielu facetów ( i niewielu kobiet ) taka emocjonalna, i nie tylko emocjonalna, prezerwatywa.

10 paź 2016

Tylko zmieniając coś w sobie...

Tylko zmieniając coś w sobie....



Kiedyś w trakcie rozmowy z pewnym facetem ( z którym już nie rozmawiam a raczej on ze mną nie rozmawia) padło:

"Tylko zmieniając coś w sobie, zmieniasz relację."


Owszem, zgadzam się z tym, bo to mądra uwaga ( bo to mądry facet , szkoda tylko, że nie zastosował tego o czym mówił w praktyce, w relacji ze mną ).

Bywa jednak tak, że jedna osoba nie zmienia nic w " sobie", a  druga zmienia coś w "sobie" i relacja się psuje... no bo przecież nie mamy wpływu na to, co ktoś w "sobie" zmienił, możemy tylko na to jakoś zareagować i też coś w "sobie" zmienić, na ile to możliwe, ale nie zawsze to możliwe, bo  np. jak zmienił stosunek do nas na gorszy, bo coś tam sobie wymyślił, bo tak zwyczajnie chciał , no tym bardziej nie mamy na to wpływu, nie jest to też możliwe, gdy musielibyśmy coś w "sobie" zmienić za bardzo ( i np. naruszyć ważne dla nas wartości, jeśli by to za bardzo w nas uderzyło )

Bywa też tak, że jedna osoba czuje dyskomfort na skutek zachowania drugiej, więc zmienia "coś w "sobie ", np. nieco się dystansuje, czy zamyka , czy mówi o tym co ją zabolało, tym samym powoduje zmianę relacji, bo druga osoba nie chce zrozumieć przyczyny, że np. sama swoim zachowaniem do tego doprowadziła  i nie zmieniła niczego w "sobie"( o czym np. TUTAJ   i  TUTAJ  )

Bo to działa w dwie strony, jak ktoś nie chce relacji to zawsze znajdzie powód , żeby ją zepsuć albo zerwać.
Jak ktoś chce, to będzie rozmawiał, słuchał, zmieniał, starał się zrozumieć itd. itp.

A zmieniając coś w sobie chyba należało by zacząć od własnych przekonań na temat relacji w ogóle, zmianie stosunku do ludzi w ogóle, zmianie przekonań na temat danej konkretnej osoby i szacunku do drugiej osoby...


Takie sobie pytanie....Czy kobietom wystarcza? c.d.n

Takie sobie pytanie...Czy kobietom wystarcza?  c.d. n



Żyjąc, obserwując, rozmawiając i doświadczając już dawno sobie zadawałam to pytanie...

Czy kobietom naprawdę wystarcza to, że facet jest miły, dobry, ok itp. TYLKO DLA NICH  ? ( a dla innych już niekoniecznie )
Bo zauważam , że to dosyć częste zjawisko.

Czy może tego własnie potrzebują, bo w taki sposób muszą  się  dowartościowywać, że są tymi "wyjątkowymi" ( jakby nie było można inaczej ) ? ...

Czy to raczej taki kompromis samej ze sobą, bo facet ma fajne cechy osobowości,zapewni stabilność, a innych facetów o podobnych cechach nie spotkały ....na zasadzie no to cóż, trudno...nie można mieć wszystkiego...

Podobne pytanie można by zadać odnośnie facetów, czy też im takie kobiety wystarczają.

Nie znam odpowiedzi, ale to dla mnie dziwne...

Nie wiem, dla mnie to zawsze jakoś  było też ważne, żeby mężczyzna z którym będę  był też dobrym człowiekiem ogólnie, dla innych, by innych też traktował ok, a nie tylko mnie.

Dlatego czasem facetom, których bardzo lubię zwracam też  uwagę, jak kogoś  potraktują nie fair. Tzn, tłumacze im, bo dość  empatyczna jestem więc wiem jak ktoś mógł się poczuć.

c.d.n 
czyli przytoczę pewną historię







Paczka dla "Misiaczka" - dla facetów, dla zrozumienia własnych zachowań, oraz dla kobiet, które myślą że są winne

Paczka dla "Misiaczka" - dla facetów, dla zrozumienia własnych zachowań, oraz dla kobiet, które myślą że są winne.



Ze względu na to, że w wielu tzw. "poradnikach"obarcza się kobiety odpowiedzialnością za całokształt relacji z mężczyzną, oraz traktuje mężczyznę jak taką marionetkę, która za nic nie ponosi odpowiedzialności, bo "wszystko zależy od kobiety", również to jak facet się będzie zachowywał....

Również różnego rodzaju "guru", na you tube choćby, propagują taką ideę, wmawiając kobietom , że jak coś nie wychodzi w relacji, to one są winne, dołując je jeszcze bardziej i zwyczajnie robiąc krzywdę.

Utrwala się w ten sposób patologię, bo to schemat słabego, dającego sobą manipulować, nieodpowiedzialnego faceta i silnej kobiety, która ma brać na siebie odpowiedzialność od momentu poznania faceta, przez etap wstępny znajomości na relacji małżeńskiej kończąc...

Tymczasem, kobieta i mężczyzna to dwoje dorosłych, teoretycznie dojrzałych ludzi i każdy z nich powinien ponosić odpowiedzialność za swoje zachowania.
Jednak na skutek nieprawidłowych relacji w rodzinach, nieprawidłowych , toksycznych relacji pomiędzy rodzicami i rodzicami i dzieckiem, na skutek  urazów z dzieciństwa, lub wieku młodzieńczego czy traumatycznych lub toksycznych związków z płcią przeciwną, ludzie wnoszą w relację zachowania niekoniecznie zdrowe, które mają wpływ na tę relację negatywny.

Ważne jest, by być ŚWIADOMYM przyczyn i skutków naszego zachowania, a niestety ludzie często nie widzą tej skutkowo - przyczynowej istoty rzeczy, że to jakie mają przekonania, to tak się zachowują, jak się zachowują tak wpływają na zachowanie innych... oczekując jednocześnie innej reakcji od drugiej osoby niż ta adekwatna do ich zachowania.

Przykład :

Facet zachowuje się nie fair wobec kobiety, ta zamiast dusić to w sobie i udawać, że wszystko ok, z nadzieją, że on sam zmieni swoje zachowanie ( co nie następuje), albo z obawy że ją odrzuci  ( co chyba nie jest naturalną zdrowa reakcją, prawda ? ), mówi mu o tym, że zachował się wobec niej źle.
Na to On, zamiast słuchać treści i się nad nią zastanowić, odbiera to tylko jako "jazdę" emocjonalną kobiety, jako odebranie mu komfortu  ( no bo fajniej jest i przyjemniej jak nikt się nie "czepia" ) i taka kobieta z automatu staje się "be", facet zmienia jej obraz  w sobie na gorszy, odbiera ją potem tylko przez to jedno jej zachowanie, przez które niekomfortowo  się poczuł i w efekcie ją odrzuca, idzie do takiej, która nie postawiła go w sytuacji niekomfortowej poprzez powiedzenie wprost o jego złym wobec niej zachowaniu, bo przy niej może się dobrze czuć.
Tak było tez u mnie. Jakiś czas temu rozmawiałam głosowo przez internet, godzinami przez rok z pewnym facetem. On się przy mnie dobrze czuł, ja się czułam dobrze przy nim. Dobrze nam się rozmawiało ( i wiem to też od niego, bo sam szukał tego kontaktu, inicjował te rozmowy i czekał na nie ) 
Wyraził chęć spotkania ale ja wzięłam to za żart ( ponieważ wcześniej mówił, że to tylko kontakt wirtualny, i często żartował ), zrobił focha ( męska duma)  zamiast powiedzieć zwyczajnie, że nie żartuje. A ja się chciałam spotkać.
Ja się trochę potem zdystansowałam bo czułam się niekomfortowo, że ja jestem otwarta na to żeby być, a ktoś mnie traktuje jak "ducha" i tylko czerpie ze mnie, używa mnie w jakimś celu ( teraz wiem, że w celu dobrego samopoczucia, relaksu, zabawy,  dowartościowania itp )... Potem potraktował mnie źle, bo udawał, że mnie nie zna... W końcu sfrustrowana i słusznie rozżalona takim potraktowaniem, powiedziałam mu co myślałam o takim jego zachowaniu. Nie zastanowił się widocznie nad treścią, ani nad zachowaniem swoim, tylko do dzisiaj odbiera to jako "jazdę" , postrzega mnie przez pryzmat tej "jazdy", czyli źle, dlatego że wtedy źle się poczuł, bo szczerość już była niewygodna, wygodne było jak było tylko miło.
Po ponownym spotkaniu po kilku latach, ja już byłam zdystansowana w rozmowie, bo nie chciałam się otwierać i być "duchem", tylko w internecie, bez chęci poznania mnie naprawdę. Nie chciałam by ktoś ze mnie tylko "korzystał", takie rozmowy zbliżają, zwłaszcza kobiety,  a ja mam emocjonalność, mam uczucia i muszę o nie dbać, bo jak wpadam w dół to nie ma mnie potem kto z niego wyciągać....a ktoś się tylko w takich rozmowach bawi, bez odpowiedzialności, bez pomyślenia o drugiej osobie, że ona zasługuje na to by "być".
Więc takie jego podejście do mnie, wywołało taką a nie inną moją reakcję ( zamknięcie się bardziej , mimo , że chciałabym się otworzyć), a to z kolei rzutowało na jakość rozmów z nim.
On tego chyba nie widział ani nie zrozumiał. Dla niego stałam się osobą, z którą nie ma o czym pogadać, albo nie da się o niczym, kretynką...
Znów to kobieta jest "winna", no bo facetowi przestało z nią być fajnie i wesoło....., bo nie chciała być "używana", chciała być uczciwie potraktowana więc to ona jest "be"( mimo, że miała uczciwsze podejście do niego, niż on do niej ). Tak to jest postrzegane przez faceta.

Czyli niejako zmusza się kobietę ( bo tylko wtedy dla faceta "będzie" i "warta" i atrakcyjna ), by znosiła niekomfortowe dla niej sytuacje, czy nieuczciwe traktowanie ją przez faceta, po to by on mógł się czuć dobrze.
Natomiast takiej kobiecie, która chce uświadomić facetowi ( na którym jej przecież zależy, którego przecież lubi ) że ją coś zabolało, czy, że nie powinien się tak zachowywać wmawia się, że to ona jest winna, że facet ją odrzuca, bo nie potrafiła z nim "postępować" ( czyli manipulować, przemilczeć, umartwiać się w duchu i ciszy własnego wnętrza itd. )

Spotykałam się z tym, o czym już tu na blogu pisałam. No cóż, jestem świadoma , widzę więcej rzeczy i nie chcę się godzić już na "używanie " mnie i na pewne zachowania nie fair, na nieuczciwe podejście do mnie.

Chciałabym także, by ci faceci, których polubiłam zachowali się jak mężczyźni a nie jak chłopcy z urażoną dumą ( i nie tylko do mnie bo na zachowania wobec innych ludzi zwracam też uwagę ), bo po to im mówiłam, to co powyżej napisałam, zwracałam uwagę na zachowania nie fair, by mogli to zauważyć, przemyśleć i te zachowania ewentualnie zmienić.
Ale do tego jest własnie potrzebne zrozumienie swoich reakcji wynikających z przeszłości.

Czasem mój wysiłek i odwaga ( tak bo to nie jest łatwe powiedzieć szczerze facetowi na którym nam zależy, co się myśli, ryzykując odrzuceniem ... ) przynosi jakieś efekty w późniejszym czasie, bo ten ktoś sobie coś przemyśli, coś zmieni w swoim podejściu czy zachowaniu, ale ja już z tego nie "korzystam", korzysta inna kobieta... I to też trochę przykre, bo to moja energia pozytywna jest zużywana , to ja się "spalam" emocjonalnie, to moje "wiaderko mocy" jest opróżniane.

Postanowiłam wrzucić tutaj kilka książek, choć sądzę, że może żaden  facet , któremu te pozycje dawałam, który mógłby skorzystać z tej wiedzy i popracować nad swoimi reakcjami i zachowaniami, nie zajrzał do nich....i być może nie zajrzy.

Bo po co mają zaglądać i po co mają pracować nad sobą, trudzić się, jak znajdzie się wiele kobiet, które chcąc "mieć" faceta, przyciągnąć go i utrzymać przy sobie, będą się na różne rzeczy godzić, udawać, dusić w sobie swoje emocje, a do nich się uśmiechać....Tyle, że potem albo tzw. "puste związki" ( puste emocjonalnie, bez bliskości ),albo "jazdy" na co dzień na skutek toksycznych zachowań, zazdrość, zdrady, albo rozwody a i próby samobójcze ( bo i taki przypadek znam), bo w końcu kobiety nie wytrzymują albo dopiero po ślubie, jak już się poczują bezpiecznie, próbują faceta "uklejać" na własną modłę  przy pomocy szantażu, seksu, kar, kłótni itd itp...albo tak jak ja kiedyś, tkwią w "poczekalni" faceta, aż mu się nie znudzi.

I  jedyną "winą" kobiet jest to, że utrwalają te patologiczne zachowania, bo nie reagują właściwie i otwarcie na nie.
Sama utrwalałam, zanim nie zdałam sobie z tego sprawy.

Zresztą to działa w obie strony, bo mężczyźni  też nie mówią i nie reagują właściwie, tylko duszą w sobie a potem odrzucają.

Jeśli nie powiesz co jest nie tak, to ktoś nie będzie świadomy co robi źle czy jak się czujesz z jego zachowaniem.
Tym samym, nawet jak chce by druga osoba się z nim dobrze czuła, to nie będzie świadomy, że ona czuje się akurat z jakimś jego zachowaniem nie najlepiej, a nie wiedząc tego, nie będzie mógł zmienić swojego zachowania, chociaż np. by chciał i chętnie by to zrobił.

Czasem wystarczy naprawdę niewiele. Bo wystarczy powiedzieć, lub wystarczy wysłuchać kogoś, dystansując się nieco od swojego "ego", skupiając na treści z odrobiną empatii . Troszkę stanąć z boku i spojrzeć na to, jak ta osoba może się czuć w tej sytuacji i może przemyśleć swoje zachowanie wobec niej. Zamiast oskarżać, dyskredytować.

A tego często ludziom brakuje.

Wrzuciłam ( link pod spodem z plikiem do ściągnięcia ) listę książek pomocnych panom, którym się wydaje, że to "wina" kobiety...Pomocnych kobietom, które siebie obwiniają, oraz dla przyszłych matek i ojców, by nie powtarzali błędów rodziców.

Może niektórzy uznają, że warto poznać mechanizmy zachowań, które wywodzą się z relacji z matką, ojcem, "byłą" itd itp. I nad nimi popracować, by były zdrowsze a co za tym idzie by relacje z płcią przeciwną były lepsze, oraz by nie przenosić tych zachowań na własne dzieci...

Jednak należy w miarę możliwości zachować dystans przy czytaniu tych książek, ponieważ można sobie uświadomić rzeczy bolesne.
Przeznaczone dla dorosłych.

TUTAJ do ściągnięcia : paczka dla "Misiaczka"




4 paź 2016

Strzelać dla spokoju czy byc spokojnym przy strzelaniu

Strzelać dla spokoju czy być spokojnym przy strzelaniu



Czasem strzelam. Nie, nie jak Rambo, ani nawet nie jak Tomb Raider, choć kiedyś miałam takie pseudo ( nadane mi przez innych, pewnie z powodu warkocza i siły charakteru )  ;)

Strzelam rekreacyjnie - sportowo z broni pneumatycznej ( czyli wiatrówka, karabin, pistolet ), lecz bez ambicji co do wygrywania zawodów.

Są ludzie, którym się wydaje, że strzelanie ich uspokoi, a przynajmniej takie mają podejście. Nie wiem, może to na nich tak działa, tyle, że to niezbyt dobre podejście, no chyba że ktoś strzela z broni palnej, odda serię na oślep i wraz z nią stres, złość czy inne emocje....
W strzelectwie sportowym, trzeba przyjść na strzelnicę już spokojnym, albo uspokoić się zanim się zacznie celować do tarczy. 
Inaczej kiepsko. Dlatego przed zawodami nie pije się kawy ;)

Dla mnie to takie ZEN, podnoszę broń, celuję i w tym momencie wyłączam się, jest tylko spust i cel, a właściwie nie tyle tarcza, co przyrządy celownicze. Wyciszenie, spokój. Trener twierdzi, że mam bardzo dobrą koncentrację. Gorzej z wynikami :D  Za rzadko trenuję zarówno oko, jak i mięśnie rąk, które nie są bez znaczenia, zwłaszcza przy strzeleniu z pistoletu.

Strzela się z 10 metrów do małej tarczy. 
Przy używaniu karabinu przydaje się specjalna rękawica, która chroni kostki palców przed obtarciem oraz zapobiega ślizganiu się broni. 
Chciałabym mieć swój karabin, najlepiej starą Haenel-kę dla juniorów , bo z takiej cudzej mi się dobrze strzelało ( na fotce poniżej, podczas zawodów ), na rynku wtórnym rzadko takie już bywają dostępne, bo zazwyczaj są rozchwytywane. 

Strzelam więc , z tego co jest dostępne na strzelnicy.


Zdecydowanie trudniej strzela się z pistoletu. Miałam okazję spróbować z profesjonalnego pistoletu, jakiego używają zawodnicy klasy mistrzów ( na fotce). Są to pistolety, które mają rozmiarówkę dopasowaną do różnych dłoni ( czyli tak jak ubrania, czy buty ) Jak dla mnie dość ciężkie :D


Niedawno dowiedziałam się, że moim okiem tzw. dominującym. jest oko lewe, co przy praworęczności jest ponoć najgorszą możliwą kombinacją do strzelania, czyli snajpera ze mnie nie będzie :D

Zdania na temat tego, czy ważne jest oko dominujące w strzelectwie sportowym, są podzielone wśród zarówno strzelających, jak i trenerów, nie będę teraz rozwijać tego tematu. Próbowałam strzelać patrząc okiem lewym, jak i prawym i żadnej różnicy w swoich wynikach nie zauważyłam , z tym, że jestem jeszcze marnym zawodnikiem ;)










3 paź 2016

M jak Misiek

M jak Misiek



Misiek był ( piszę "był" bo pewnie już nie żyje, nie mam kontaktu ze znajomymi od kilku lat, a wtedy nie był już młodym psem ) psem zaprzyjaźnionego ze mną małżeństwa. Jeżdżąc po Polsce zawsze zabieraliśmy go ze sobą.
Trzeba się było liczyć z tym, że w samochodzie  będzie pełno jego rudej sierści, na naszych ubraniach też. Nie będę udawać, że mnie to nie wkurzało ;) , jednak Miśka mało to obchodziło, pchał się z mordą na kolana i wylegiwał na siedzeniach.

Mówili o nim "pies przewodnik", bo w górach zawsze potrafił wybrać właściwą dróżkę, nawet jak właściciele pomylili szlak. Mimo wieku, dawał radę kondycyjnie.

W trakcie zwiedzania różnych obiektów, jego miła mordka wzbudzała powszechną sympatię i często dostawał wody do picia od ludzi pilnujących obiektów, czy autochtonów. Potrafił się znaleźć towarzysko i wkraść w serca wszystkich  ;)

Odwiedził z nami wszystkie miejsca, tylko w jednym miejscu, w Golubiu Dobrzyniu, nie pozwolono mu wejść na dziedziniec zamkowy i został z właścicielem za bramą. Dlatego nie podobało mi się to miejsce i ci ludzie.

W czasie jednego z wyjazdów na Dolny Śląsk, do krainy wygasłych wulkanów ( tak, w Polsce też kiedyś były wulkany, o czym nie każdy wie ), weszliśmy na Ostrzycę (501 m.n.p.m ) we wsi Proboszczów.
Wiedzie tędy szlak na sam szczyt, ostatni etap po schodkach ( ostatnio byłam tam sama kilka lat temu , szlak był nieco zaniedbany po przejściu wichur i zwaleniu drzew, ale dało się nim przejść , jak wygląda teraz nie wiem ), czas potrzebny na dostanie się tam to ok 30 minut.
U podnóża góry zrobiony jest parking z miejscem na ognisko i ławeczkami. Wtedy był dziki i kameralny, teraz się skomercjalizował jak wszystko i zrobiono miejsce biwakowe bardziej uporządkowane, więc podejrzewam , że spokoju już tam nie ma... ( szkoda mi tych kiedyś bardziej dzikich i mało znanych terenów, gdzie nie było tłumów turystów, jest ich coraz mniej, stają się zadeptywane  )

Ostrzyca jest kominem wygasłego wulkanu sprzed ok.5 mln. lat,  z jej szczytu rozpościera się widok na całą okolicę. Nazywana jest Śląską Fudżi- jamą. Na samym szczycie było skalne wgłębienie, pewnie pozostałość krateru, obok rosły krzaki dzikich róż, które wyglądały pięknie jak kwitły , w dodatku pachniały.
To wszystko tworzyło romantyczny klimat.

Kiedy byłam tam za trzecim razem, krzaki róż, już nieco zarastały wgłębienie. Obecnie nie wiem jak to wygląda.

W każdym razie podczas tej wycieczki ze znajomymi, Misiek od razu znalazł sobie miejsce do wypoczynku, i jakby był u siebie, wymościł się we wgłębieniu skał i przysnął. Wzięłam z niego przykład, ułożyłam się na skalnym wgłębieniu obok, przytulając do "pluszaka" :)


Znalazłam jeszcze inne zdjęcie Miśka z chwili wcześniej albo później:



Nie patrz na słowiankę gdy prowadzisz samochód

Nie patrz na Słowiankę gdy prowadzisz samochód



To był dobry czas , jakieś 7 lat temu, miałam wtedy w sobie dużo nadziei i sporo chwil radości.

Wyjazd we wrześniu  na kilka dni w Góry Świętokrzyskie, było nadzwyczajnie ciepło jak na tę porę roku. Po wdrapaniu się na Łysą Górę ( jedną że świętych gór pradawnych Słowian, gdzie było sanktuarium i do dzisiaj są ślady kamiennego wału ), od strony Nowej Słupi ( tzw. drogą królewską ), zeszliśmy z drugiej strony i udaliśmy się szlakiem prowadzącym przez całe  Łysogóry, aż do ŚW. Katarzyny, gdzie zazwyczaj zawsze nocowałam.

Po drodze wygłupialiśmy się trochę. W momencie mijania pola rzepaku wpadłyśmy z koleżanką na pomysł zrobienia sobie w nim, sesji zdjęciowej. Było bardzo spontanicznie, radośnie ( i ta radość została zapisana na fotkach ). Słonko świeciło, było bardzo ciepło, a że wokoło nie było domów i żadnego człowieka, więc można było się powygłupiać i zdjąć bluzki.

Po skończonej sesji zdjęciowej stałam na poboczu asfaltowej drogi,  z rozpuszczonymi jeszcze włosami, zaczynając je zaplatać w warkocz. Przejeżdżał jakiś samochód. Nagle słychać było pisk opon, oraz śmiech koleżanki i przyjaciela, którzy powiedzieli, że jestem niebezpieczna z tymi włosami i nie powinnam stawać na poboczu drogi.  Nie wiedziałam co się stało.

Powiedzieli mi potem, że kierowca samochodu, który przejeżdżał tak się na mnie zagapił, że nie zauważył nadjeżdżającego zza zakrętu innego samochodu i doszło by do zderzenia.

No cóż, słowianki powinny wybierać pole rzepaku z dala od drogi asfaltowej a kierowcy zdecydowanie powinni patrzeć przed siebie, a nie na pobocza ;)

Ten cykl fotek tak się spodobał pewnemu mojemu koledze, że wymyślił ( już nie pamiętam dokładnie jak to było ) powiedzenie "idę w rzepak" , co oznacza sen i marzenia senne.
Od tej pory czasami zamiast dobranoc , używamy tego kodu i mówimy sobie wzajemnie :  " idę w rzepak " :D