11 maj 2015

Dziko rosnące rośliny jadalne ( wiosna ) - mniszek lekarski

DZIKO ROSNĄCE ROŚLINY JADALNE (wiosna) - mniszek lekarski



Mniszek lekarski czyli tzw. mlecz, można spotkać wszędzie. W dzieciństwie pewnie każdego kusiły jego żółte kwiaty i zabawa "dmuchawcami". To cenna roślina zielarska. 
Dotąd używałam liści w surówkach i robiłam sok z nich oraz korzeni. Dzisiaj eksperymentalnie użyłam kwiatów. Może też zrobię wino.
Przy zrywaniu z danego miejsca, zwłaszcza kwiatów i roślin z korzeniami, pamiętaj o tym, żeby jednak pozostawić kilka, by na przyszły rok znowu miały szansę wyrosnąć w tym miejscu. 

 

Kwiaty mniszka w cieście naleśnikowym lub jajku

 
Otworzone pełne kwiaty zrywamy w słoneczny dzień, otrzepujemy z robaczków, myjemy.
Przygotowujemy ciasto jak na naleśniki , dość gęste : mąka, woda, jajko - zmiksować. Jeśli ktoś nie je mąki, można użsamo jajko które roztrzepujemy. Kwiaty maczamy w cieście. Rozgrzewamy tłuszcz na patelni i smażymy krótko kwiaty z obu stron.
Podajemy ciepłe z powidłami. Mnie smakowały z żurawiną, myślę, ze dobrze będą się też komponować np. z wiśniami ( wedle smaku ). Dobre są też bez powideł.
 

Sok z liści mniszka  

 

Do zrobienia soku z liści wykorzystuję tradycyjną maszynkę do mięsa i przystawkę do robienia soku z pomidora, którą po wyjęciu nożyka i sitka  z maszynki dokręca się do niej. 
Jeśli ktoś takiej przystawki nie posiada i nie może zakupić, sok można uzyskać poprzez zmielenie liści i wyciśnięcie powstałej miazgi przez płócienną szmatkę. 
Sok można pić świeży ( bardzo gorzki  w smaku ) lub zakonserwować spirytusem w proporcji 5:1 ( 5 części soku z mniszka i 1 część alkoholu ), przechowywać w lodówce.
Pijemy rozpoczynając od jednej łyżeczki dziennie w ciągu 10 dni z wodą lub sokiem., następnie zwiększać stopniowo ilość do 4 łyżeczek dziennie i w końcu pić 3 razy dziennie po 1 łyżce stołowej. 

Działa ogólnie wzmacniająco, uodparniająco, odtruwająco. Niekiedy zaleca się pić na wiosnę do 5-7 litrów soku w podanych dawkach. 



  

 Zielony napój z liści mniszka   

 

2-4 liście mniszka pociąć na kilka kawałków i zmiksować w 1/2 -2/3 szklanki napoju owocowego, mleka siadłego, kefiru lub jogurtu.
Wpić rano i po południu między posiłkami jako środek ogólnie wzmacniający, witaminizujący i poprawiający cerę. Stosować wiosną przez 3-4 tygodnie.


Surówka z liści mniszka   


Liście mniszka można dodawać do surówek z innych dziko rosnących roślin jak pokrzywa, podbiał - przepisy TUTAJ
Trzeba uważać by nie było ich za dużo, ponieważ jest to roślina o gorzkim smaku. 

 

 

Wino z kwiatów mniszka   


Przepisy TUTAJ

 

 

Dlaczego warto jeść? 

 

KWIATY  :                   zawierają karotenoidy ( ponoć tyle ile marchew albo więcej ) i trójterpeny
                                      ( kwitną: kwiecień - maj ), flawonoidy, potas, magnez, siarkę, krzem.

LIŚCIE i KORZENIE : zawierają związki goryczowe, fitosterole, aminokwasy, garbniki, inulinę ( do 40% )
                                      Pobudzają wydzielanie soku żołądkowego i działają żółciopędnie.
                                      Młode, świeże liście, są bogate w witaminę C ( zbiór najlepiej wiosną przed kwitnieniem)
                                     , zawierają potas, magnez,siarkę, krzem.


Informacje o właściwościach leczniczych TUTAJ ( w przygotowaniu ) 


c.d.n  

5 maj 2015

Mój Guru - Po co?

Mój Guru - Po co?

 

Każdemu czasem zdarza się sytuacja w której traci dystans do zdarzeń niekoniecznie ważnych.  Zużywamy energię psychiczną na coś co niekoniecznie jest warte by angażować własne emocje. Jednym to się zdarza częściej , innym rzadziej, również mnie to nie omija, mimo że ogólnie jestem człowiekiem raczej spokojnym, zrównoważonym ( chociaż posiadam tzw. temperament )
Obecnie jednak mam już inne spojrzenie... a to dzięki mojemu ulubionemu ;) koledze ze studiów, który z tamtego czasu pozostawił mi w darze dwa magiczne słowa :

 "Po co?"

Rzecz się działa na uczelni, wracałam właśnie z rozmowy z wykładowcą, który swoją ignorancją wyprowadził mnie z równowagi, zatrzymałam się przy szatni gdzie był też akurat kolega. Nabuzowana adrenaliną, stwierdziłam głośno fakt , że jestem wkurzona...z właściwą dla kobiety nadzieją na rozładowanie emocji w "wygadaniu się" , oczekiwałam na pytanie "Dlaczego?" "Co się stało? ".... zamiast tego usłyszałam krótkie, zamykające mi usta : 
- " Po co? "
W pierwszej chwili "zamurowało" mnie, potem myślałam, że mnie "trafi szlag" ( No po co! Głupie pytanie! To tylko facet może wymyślić...heh faceci ...), za moment jednak dotarło do mnie, że tak postawione pytanie wcale nie jest takie głupie... ;)
Nie rozładowuje co prawda emocji, ale pomaga zweryfikować czy dana sytuacja jest warta zaburzenia ich równowagi, co też jest cenne, bo często okazuje się, że jednak nie jest warta i emocje niejako same się wtedy wyciszają. ( pamiętajcie Panowie , że kobieta czasem potrzebuje pytania w stylu : " Co się stało ? ", żeby emocje zwyczajnie "przegadać"  ;) )
Od tamtego czasu często ten sposób staram się stosować w sytuacjach jakiś codziennych, wtedy gdy emocje ( te przykre) nie wynikają akurat ze stanu organizmu ( nie są skutkiem choroby czy "zmiennej" fizjologicznej natury kobiecej ) a jedynie z czynników zewnętrznych.
Kolega nawet nie wiedział jaki wpływ wywarł na moje życie przez zmianę mojego postrzegania w tym jednym aspekcie, nie wie że został Guru :D  Nie miałam już potem okazji podziękować bezpośrednio ( kiedy próbowałam telefonicznie zaprosić na obronę dyplomu na co wyraził chęć, był wtedy akurat niedostępny ) a sms-a przed laty nie wiem czy otrzymał i kontakt się urwał.

Jaka siła spokoju i równowagi tkwi w tym człowieku ( wtedy między innymi to mi się w nim podobało ) możecie sami zobaczyć na filmie :   TUTAJ 

Dziękuję Norbercie wirtualnie za ten dar :)







3 maj 2015

SYRIA cz.11 " Damaszek czyli Szam - miejsca i zabytki " - wehikuł czasu ( powrót do przeszłosci 1993 r.)

DAMASZEK czyli SZAM - miejsca i zabytki

 

Damaszek leży w oazie nad rzeką Barada u podnóża gór Antylibanu, na skraju Pustyni Syryjskiej. To jedno z najstarszych miast świata ( pierwsze ślady osadnictwa pochodzą z III tysiąclecia p.n.e. )  i najstarsze przez cały czas nieprzerwanie zamieszkane. Uważa się, że było to miasto Sema, syna Noego, stąd do dziś używa się w Syrii nazwy Szam. W Biblii Damaszek wspomniany jest już w historii Abrahama (por. Rdz 14,15; 15,2)
Jest jednym z czterech świętych miast islamu, znajduje się tu też siedziba prawosławnego Patriarchatu Antiochii.

Od najdawniejszych czasów ważny punkt na szlakach karawan, łączący Azję Mniejszą z Mezopotamią oraz Palestyną, Egiptem i Arabią, zamożne miasto. Dlatego też było celem ekspansji ( jak i cały obszar Syrii ) tych którzy chcieli zapanować nad szlakami komunikacyjnymi łączącymi wschód z zachodem. Panowanie Arabów poprzedzają tu : Hetyci, Egipcjanie, Aramejczycy, Asyryjczycy, Żydzi, Babilończycy, Persowie, Grecy, Rzymianie i Nabatejczycy.
Najeźdźcy przychodzili i odchodzili pozostawiając cząstkę własnej kultury, wierzeń i obyczajów.

Damaszek był znany ze stali damasceńskiej , z której wykuwano najlepszej jakości broń białą.
( więcej informacji TUTAJ - w przygotowaniu ), produkcji jedwabiu tzw. adamaszku ( tkanina dwustronna, zwykle jednobarwna, z wzorem matowym na błyszczącym tle lub odwrotnie ) i fajansów damasceńskich.


OAZA AL-GHOUTA


Podróżnik po krajach orientu - Lamartine, gdy ujrzał to miasto nad rzeką Barada napisał :
 

"Niebieskie wody błyszczącej rzeki skrzą się i znikają w uliczkach i ogrodach ".


Barada jako źródło wody tworzy w pobliżu Damaszku oazę, zwaną Al-Ghouta, która przez całą
historię miasta zapewniała mu surowce i dobrobyt. Była ona zawsze uważana za jedną czwartą rajów starego świata.
Jest znana z żyznych gleb, dlatego stała się terenem rolniczym, pełnym upraw i sadów. Na jej terenie hodowano również zwierzęta gospodarskie. Osiedleni tam ludzie zajmowali się też rzemiosłem.
Ekspansja cywilizacji i migracji zmniejszyła liczbę gospodarstw rolniczych.
Długość tej oazy wynosi około 20 km, a szerokość od 12 do 15 km, w tym miasto Damaszek.

Pierwsi najeźdźcy, którzy przybyli z krainy piasków i kamieni na widok oazy otoczonej polami, gajami i ogrodami z pewnością byli zdziwieni i oczarowani. Nawet Mahomet na widok Damaszku, jak głosi legenda, powiedział podobno, że

" do raju nie przychodzi się dwa razy "


po czym obrócił się na pięcie i wrócił do Arabii.


STARE MIASTO


Dzięki rzece i oazie Damaszek tętni życiem do dzisiaj ( obecnie to życie zarówno ludzi jak i miasta zagrożone jest przez wojnę ). Jest czteromilionową stolicą położoną 800 m. n.p.m. i przylegającą do gór Antylibanu. Miasto, w którym obok licznych zabytków z rożnych okresów historycznych, dzielnic biedy zbudowano nowoczesne wieżowce.

Już podczas pierwszego wieczornego spaceru po jego ulicach, zwłaszcza starówce, odczułam klimat miasta orientu, w którym największa aktywność zaczyna się jak tylko upalny dzień się kończy. Ulice zapełniły się tłumem ludzi, którzy wyszli na zakupy, spacer czy spotkać się w celach towarzyskich.
Słychać było gwar głosów, klaksony samochodów przepychających się jeden przez drugi ( każdy z nich jest przystrojony, w środku przy przedniej szybie wiszą koraliki, maskotki i różne ozdóbki w myśl zasady:  " moja syjara świadczy o mnie " :D ), czuć zapach tytoniu z nargili ( fajka wodna ) palonych przed knajpkami, mieszający się z zapachem potraw serwowanych przez ulicznych sprzedawców.

Mury i bramy


Pierwszy spacer i pierwsze zetknięcie z zabytkami Damaszku, których najwięcej znajduje się w obrębie starego miasta.
Jest ono otoczone dawnym rzymskim murem, w ciągu 2000 lat częściowo zburzonym i wielokrotnie przebudowywanym, którego resztki można oglądać do dzisiaj.
Zachowało się siedem bram miejskich, z których najstarsza pochodzi z czasów rzymskich.

- Bab al-Faraj
- Bab al-Saghir        ( "Mała Brama", na południe od cytadeli )
- Bab al-Faradis       ( "Brama Raju" )
- Bab al-Salam         ( "Brama Pokoju" )
- Bab Tuma               (  "Brama Tomasza" – od imienia zięcia bizantyjskiego cesarza Herakliusza I)
- Bab Sharqi              ( " Bab Szarki " , "Wschodnia Brama",rzymska, na końcu znanej z Biblii ulicy Prostej )  
- Bab al-Jabiya         (  "Bab al-Jabieh" przy wejściu do Souk Midhat Pasza ) 
- Bab Kisan    
( "Brama Kisan" , w południowo wschodniej części Starego Miasta  otrzymała swoją nazwę dla uczczenia pamięci niewolnika, który wsławił się podczas podboju kalifa Mu'awija I. Według tradycji biblijnej znajdowała się na trasie ucieczki Apostoła Pawła z Damaszku w czasach, gdy miasto należało do  Nabatejczyków. Św. Paweł głoszeniem Dobrej Nowiny wywołał wrogość starszyzny żydowskiej, która postanowiła go schwytać i zgładzić. Dlatego uczniowie spuścili Pawła nocą w koszu z okna w murze by mógł uciec.
Chrześcijanie nazywają to miejsce Bramą św. Pawła albo oknem  św. Pawła. )

Najlepiej zachowany odcinek muru starego miasta biegnie od Bab as-Salam do Bab Tuma.
Zagłębiając się w ciasne uliczki odnajdujemy miejsca, w których czas jakby się zatrzymał...maleńkie domki przyklejone do starożytnych murów, zwisające z nich jak gniazda jaskółek, gdzie w skromnych warunkach nadal mieszkają ludzie. Gdyby nie samochody zaparkowane czasem tuż przy nich, można by pomyśleć, że człowiek przeniósł się w czasie.
Nasi znajomi ( chrześcijanie ) mieszkali właśnie w takich skromnych warunkach, w dzielnicy muzułmańskiej, w starym domu. Ściany jak przypuszczam były może gliniane a stropy jak widziałam - drewniane.

 Cytadela


Na pozostałościach umocnień w północno - zachodnim narożniku starego miasta, powstała cytadela Salah Al'Din'a, zbudowana przez Turkmeńskiego dowódcę Atsiza bin Uvak'a po zdobyciu miasta w roku 1076.
Fortyfikacja pełniąca w latach 1176–1193 funkcję rezydencji przywódcy Saracenów – Saladyna, który w trakcie urzędowania rozbudował i wzmocnił mury cytadeli to prawdziwy kolos, ma 200 m długości i 150 m szerokości, jednak nie widać jej z daleka ponieważ zasłonięta jest przez zabudowania bazarów.
Po śmierci Saladyna, jego brat – Al-Adil  ( w latach 1203 – 1216 ) zrównał cytadelę z ziemią, a na jej miejscu wybudował nowy zamek, który wielokrotnie oblegany dostał się w 1516 roku w ręce tureckich Osmanów, którzy używali budynku jako koszar dla janczarów.
Zamek miał kilka bram, z których większość została zniszczona. Posiada w murach otwory, przez które na głowy atakujących wylewał się wrzący olej. Inne służyły łucznikom do oddawania strzałów.
Otoczony był fosą. Posiada studnie i kanały, w razie odcięcia od bieżącej wody, dostarczały one niezbędnych do przetrwania jej ilości.
W czasie mojego pobytu nadal znajdowały się tam koszary wojskowe. Przed nimi stoi pomnik Saladyna.


Wielki Meczet Umajjadów


Polecam włączyć nagranie śpiewu muezzina, który z minaretu nawoływał do modlitwy.
( udostępnione mi przez pana Włodzimierza Borkowskiego )



Przed wejściem na dziedziniec Meczetu Umajjadów nieodpowiednio odzianym kobietom rozdawano
czarne cienkie kiece z kapturami. Ja ubrana w spodnie, luźną bluzkę i z czapką z daszkiem na głowie, o "mały włos", w przenośni i dosłownie  :D,  prawie bym się prześliznęła bez czarnego okrycia, ponieważ wzięli mnie za chłopaka. O "mały włos" dosłownie, bo ktoś dopatrzył się warkoczyka z tyłu i mi się nie udało :D

Meczet został wzniesiony w latach 706–715 na miejscu dawnych świątyń syryjskiego boga Hadada, rzymskiego boga Jowisza. Cesarz Teodozjusz I Wielki (379-395) kazał tu zbudować bazylikę św. pod wezwaniem Jana Chrzciciela. 
Po podboju Damaszku przez Arabów w 636 r, modlili się tutaj wspólnie chrześcijanie i muzułmanie. Kalif Al Walid I odkupił bazylikę od chrześcijan i w latach 306-715 wybudował meczet. ( nie do końca wiadomo czy wybudował od podstaw czy został zaadoptowany budynek bazyliki )
Kalif miał kiedyś powiedzieć: 

“Mieszkańcy Damaszku: z powodu czterech rzeczy wasze miasto ma przewagę nad resztą świata:    klimatu, wody, owoców i kąpielisk; do tego chcę dodać piątą: jego meczet.”

Meczet Umajjadów w Damaszku to jedno z najważniejszych sanktuariów muzułmańskich i jedna znajpiękniejszych budowli albo może "naj" jakie dotąd widziałam.
Olbrzymi ( o wymiarach 120 × 40 m  ) prostokątny arkadowy dziedziniec emanował harmonią i wprowadzał we mnie jakiś spokój. Na licach arkadowych łuków pozostałości złoconych mozaik o motywach roślinnych, świeciły w słońcu. Nietrudno było sobie wyobrazić jak pokryta nimi cała górna część ścian musiała dawniej olśniewać ( ponoć mozaiki na dziedzińcu i wewnątrz układało 200 rzemieślników z Bizancjum )
Dziedziniec był prawie pusty, wtedy nie było tylu turystów a autochtoni zmierzali do środka w celach religijnych lub zmęczeni upałem kryli się w chłodnym wnętrzu by odpocząć. Harmonię budowli burzyły nieco tylko konstrukcje używane przy renowacji czy pracach naprawczych.
Na dziedzińcu znajdują się trzy obiekty: na środku studnia do ablucji rytualnej dokonywanej przed modlitwą, po wschodniej stronie tzw. Kopuła Godzin ( Kopuła Zajn al-Abidina - czwartego imama szyickiego ), po stronie zachodniej - ośmioboczna Kopuła Skarbu, w której w czasach kalifów umajjadzkich przechowywano skarb państwa. Obie kopuły są wsparte na kolumnach. 
W każdym narożniku murów zewnętrznych meczetu ( 100 × 157,5 metrów ), pochodzących jeszcze z czasów rzymskich znajdowały się wieże, do dzisiaj zachowały się dwie. Zostały one zamienione na minarety zachodni i wschodni . Wschodni zwany Minaretem Isy ( Jezusa ) , reprezentuje wiele stylów architektonicznych, według tradycji muzułmańskiej Jezus pojawi się na nim w dniu Sądu Ostatecznego. Później dobudowano jeszcze jeden tzw. "minaret panny młodej" (arab. Mizana al-arus), z którego zachowała się niższa część.
Z jednego z nich rozbrzmiewał wzywający do modlitwy głos muezzina.

 
By wejść do wnętrza meczetu trzeba było zdjąć buty.

Główna trójnawowa, z rzędami kolumn o kapitelach w stylu korynckim, sala modlitw o wysokości 36 metrów była ogromna...Przekryta spoczywającą na ośmiokątnym bębnie Kopułą Orła.
W tym meczecie do tej sali można było wejść też kobietom, bo zwykle w innych meczetach modlą się oddzielnie.

Ogarnął nas przyjemny chłód, mury doskonale izolowały od upału panującego na zewnątrz. Wyłożona dywanami ( ponoć jest ich 800 ) podłoga tłumiła kroki.
Rozbrzmiewały słowa modlitwy odmawianej
przez grupę mężczyzn i odbijając się od ścian wypełniały całą przestrzeń rytmicznym brzmieniem. Ustawieni w szeregu, ze zwróconymi w stronę Mihrabu ( który wskazywał kierunek Mekki ) twarzami , klękali i bili pokłony Allahowi.
Pod ścianami i filarami zajęli miejsca zmęczeni upałem ludzie, niektórzy coś czytali, jacyś uczniowie wkuwali zadane lekcje, ktoś sobie smacznie spał.
Podobało mi się to, że ta świątynia w przeciwieństwie do europejskich była cały czas otwarta i można w niej było też odpocząć a nie tylko modlić się.
We wschodniej części sali znajdował się oszklony grobowiec- kapliczka, w którym spoczywała relikwia - głowa Jana Chrzciciela, jako pozostałość po wcześniejszym kościele chrześcijańskim, ponieważ muzułmanie także uważają go za jednego z proroków ( nazywają go Yahya ).

Po wyjściu z meczetu na dziedzińcu panował już zmierzch i znów zachwyciła mnie złocona mozaika,
która teraz lśniła jeszcze mocniej niż za dnia, pewnie na zasadzie kontrastu z ciemnością otoczenia....





c.d.n.                                                                                                










Ciasteczka cebulowe

Ciasteczka cebulowe

 

  • 60 dag mąki ( ja biorę pszennej i żytniej pół na pół )
  • 25 dag margaryny ( nie jem margaryny więc używam masła )
  • 2 duże cebule
  • 1 łyżka suchego maku
  • 1 łyżeczka octu ( używam dwóch łyżeczek octu jabłkowego )
  • sól 
Margarynę ( masło ) wystawić z lodówki żeby zmiękło, cebulę zetrzeć na drobnych oczkach tarki.
Wszystkie składniki połączyć w misce i szybko zagnieść na ciasto.

Rozwałkować ciasto na stolnicy niezbyt grubo posypanej mąką, na grubość ok 0,8 - 1 cm.

Szklaneczką lub kieliszkiem do wina wykrawać w cieście krążki.

Ułożyć na posmarowanej tłuszczem blasze, każdy kilkukrotnie nakłuć widelcem. Piec w dobrze nagrzanym piekarniku około 15- 20 minut aż się leciutko zarumienią.

Smakują jako przekąska do wina wytrawnego lub jako dodatek do czystych zup.

Z połowy podanych składników wychodzą mi 44 ciasteczka o średnicy 5,5 cm. Będę eksperymentować z samą mąką żytnią i większą ilością cebuli. :)


Z cebuli można też zrobić smaczną zupę cebulową. Przepis TUTAJ








2 maj 2015

Wolność ocenzurowana.

WOLNOŚĆ OCENZUROWANA


O tym, że w "wolnej, demokratycznej " Polsce istnieje cenzura przekonałam się przed referendum w sprawie wejścia do Unii i potem za każdym razem przed wyborami. Portale internetowe blokowały niewygodne wypowiedzi na forach i posty pod artykułami. Trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę, że media internetowe ( i nie tylko ) w Polsce nie są polskie.
Dziwi jednak fakt, że nawet polskie instytucje kultury, które powinny być wolne od takich działań dokonują cenzury spuścizny kulturalnej, autorów uznanych, nagradzanych nagrodami państwowymi.
Czy to jest proceder wynikający z zewnętrznych nakazów, czy forma autocenzury kierujących tymi placówkami a bojących się z jakiś powodów o swoje stołki?  Jeśli się boją to z pewnością kogoś kto ich na te stołki wsadził...kogo?...

W teatrze Roma w Warszawie w repertuarze widnieje spektakl pt. "Tuwim dla dorosłych".
Aktorzy między innymi śpiewają utwór "Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali" do muzyki Jerzego Satanowskiego. 
Ocenzurowano jednak dwie zwrotki....paradoksalnie autora nagradzanego, paradoksalnie wiersz, w którym Tuwim mówi o cenzurze i przewiduje jej działanie  w słowach:

I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
I żem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę !...
Napisałam do managera Nowej Sceny Teatru Roma w tej sprawie, z zapytaniem jaka idea przyświecała ocenzurowaniu utworu uznanego i nagradzanego autora?
Ciekawe czy w ogóle odpisze :D  ( PS. Nie odpisał )
Podejrzewam, że nie...skoro w Polsce lekceważy się Naród, to tym bardziej pewnie odbiorców kultury.


Wersja okrojona ze spektaklu:




Tekst bez cenzury:



Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali

Julian Tuwim

Absztyfikanci Grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy.
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Izraelitcy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę !
Którzy chlipiecie z "Naje Fraje"
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Werzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści, i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy... wileński
(Pan wie już za co, profesorze !)

I ty za młodu nie dorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta;
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
  
                                                                           Item Syjontki palestyńskie,
      Haluce, co lejecie tkliwie
      Starozakonne łzy kretyńskie,
      Że "szumią jodły w Tel-Avivie",
      I wszechsłowiańscy marzyciele,
      Zebrani w malowniczą trupę
      Z byle mistycznym kpem na czele,
      Całujcie mnie wszyscy w dupę.


I ty fortuny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

                                                                                    Item ględziarze i bajdury,
       Ciągnący z nieba grubą rętę,
       O, łapiduchy z Jasnej Góry,
       Z Góry Kalwarii parchy święte,
       I ty, księżuniu, co kutasa
       Zawiązanego masz na supeł,
       Żeby ci czasem nie pohasał,
       Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę !...






27 kwi 2015

Móżdżek jarski

MÓŻDŻEK JARSKI


- 1/2 paczki drożdży ( ja nawet biorę całą )
- 1 jajko
- cebulka
- sól 
- marchewka
- natka pietruszki

Cebulkę pokroić, troszkę posolić i dusić na tłuszczu ( ja preferuję )  lub wodzie. Jak będzie miękka i  lekko się zazłoci dodajemy drożdże i czekamy aż się rozpuszczą. Wbijamy jajko, mieszamy do zgęstnienia.

Wykładamy na płaski talerz, posypujemy obficie posiekaną natką pietruszki i  podajemy z utartą na tarce marchewką skropioną oliwą ( nie utleniają się tak szybko witaminy ). Do tego chlebek.

Przepis od koleżanki. Zasmakowałam w tej potrawie mimo, że na początku miała dziwny zapach i dziwny smak. :D

Smacznego :)  

24 kwi 2015

Ty decydujesz który producent zarabia - wspieraj uczciwych

Ty decydujesz który producent zarabia - wspieraj uczciwych



Kupuję "śmietanę" ( jak wynika z nazwy na etykiecie ) , ilu z Was przeczyta skład śmietany na etykiecie ? Podejrzewam, że nikt...też nie czytałam bo śmietana to śmietana, przecież każdy wie co to jest i z czego się robi śmietanę....

Coś mnie podkusiło...wzięłam śmietanę firmy MILKPOL "Czarnocin" , na etykiecie widniał skład "śmietany": 

 - śmietana pasteryzowana 
 - skrobia modyfikowana kukurydziana ( jak spotkasz się z określeniem "modyfikowana" to wiedz, że to GMO, czyli coś zabójczego dla twojego zdrowia )  
- żelatyna spożywcza pochodzenia wieprzowego ( !!! szok,  śmietana od zawsze była przecież produktem jarskim )  
- żywe kultury bakterii fermentacji mlekowej

ZGROZA! 

Do tego plastikowe opakowanie zamiast szklanego. Oznaczone symbolem PS6 i oto co wyczytałam o tym rodzaju plastiku:
PS (6) - polistyren - to materiał, z którego produkowany jest styropian. Pod żadnym pozorem nie powinien być stosowany do przechowywania żywności, gdyż wydziela trujące substancje chemiczne ( uszkodzenie układu nerwowego ,zaburzenia hormonalne,zniekształcenie chromosomów,  rak ) Lepiej więc zrezygnować z zakupu takiego produktu.

Obecnie na rynku mamy same podróbki żywności i to powinno być karalne !
Dlaczego karalne jest fałszowanie pieniędzy, kamieni szlachetnych, dokumentów a tego co najważniejsze - żywności nie?....

Czy następnym etapem "postępu" dzięki rządowi i sejmowi,  będzie na każdym balkonie własna koza lub krowa ?...

Wraz z "wykupieniem " a właściwie rozdaniem za przysłowiowy grosz, naszego majątku narodowego, zakładów produkcyjnych ( wielu dobrze prosperujących ) w tym produkujących żywność, jakość żywności, która obecnie jest w sklepach stała się żenująco niska. Miała być konkurencja a jest taki sam mówiąc bez ceregieli: syf .
Bez względu na firmę która tą "żywność" wyprodukowała, jest ona nafaszerowana chemią i zwyczajnie podrabiana przez dodawanie ulepszaczy i różnego rodzaju wypełniaczy objętości, żeby obniżyć koszty produkcji i więcej zarobić.
Obecnie wybór konsumenta to w praktyce fikcja w sytuacji, gdy normalną żywność NATURALNĄ, KTÓRA KIEDYŚ BYŁA STANDARDEM ( były odpowiednie normy, kontrola jakości itd. po to by społeczeństwo było zdrowe ) dzisiaj zrobiono luksusem przez zaporowe ceny ( na skutek zbyt niskich płac i zubożenia do granic biedy większości Polaków). 
Zdrowa żywność stała się dostępna dla wybranych. A przecież

KAŻDA żywność powinna być zdrowa !!
Jak sama nazwa mówi: żyw-ność, żyw od żywego, życia, bo ma ODŻYWIAĆ.
Naturalna żywność jest naszym PRAWEM a nie jedynie przywilejem !

Władze w Polsce i instytucje odpowiedzialne za troskę o zdrowie i interes polskiego społeczeństwa jakby zapomniały o tym, że człowiek do zdrowego, normalnego, dobrej jakości funkcjonowania potrzebuje naturalnego ODŻYWIANIA.
W/g nich celem jest ( i osobiście nie mam najmniejszej wątpliwości co do tego ) zapchanie żołądka tak by organizm był niedożywiony na skutek tego chorował. Dowodzą tego  ustawy, które przegłosowują, dobre normy jakie znieśli, zestaw substancji chemicznych jakie dopuścili do stosowania w jedzeniu, paszach, wpuszczenia na rynek produktów GMO.
Wobec tego faktu coraz więcej wątpliwości budzi ich racja bytu, czy w ogóle są potrzebne i kasa z budżetu, która idzie na ich pozorowane "działania"  dla "dobra społeczeństwa".

Wobec powyższego MY jako konsumenci powinniśmy bronić się sami przed wciskaniem nam anty-żywności, nie tylko tworzącej w naszych organizmach niedobory żywnościowe ( brak substancji potrzebnych do zdrowego funkcjonowania organizmu, co potwierdzają lekarze w prywatnych rozmowach i mówią badania o których nikt nie wie... )  ale także co gorsza zatruwającej nasze organizmy, co sprzyja poważnym chorobom.

Mamy żaden wpływ na rząd i sejm ( który ma nas reprezentować a tego nie robi ), bo petycje w sprawie ustaw lądują w koszu bez względu ile ludzi je podpisze ale...

Jako konsumenci mamy wielką siłę wpływania na producentów, bo to MY generujemy im zyski kupując ich produkty. Powinniśmy więcej wymagać w tym zakresie, powinniśmy wymagać naturalnej nie podrabianej żywności.

Wystarczy że duża ilość konsumentów nie będzie kupowała takich produktów jednocześnie informując producentów z jakiego powodu ( poprzez maile, listy czy podpisy na petycjach w internecie ).
Była kiedyś taka akcja konsumentów wymierzona w jakiegoś producenta żywności dla dzieci ( nie pamiętam szczegółów ) i na skutek nacisków ( niekupowania produktów ) przyniosła skutek w postaci zmiany stanowiska producenta ( bo uciekała mu kasa). To jest najskuteczniejszy argument dla pazernych prezesów spółek i przedsiębiorstw: zysk lub jego brak.

Dlatego chciałabym napisać kilka takich pism do producentów, umieszczę je może na stronie z petycjami ( tutaj dam linka ), kto będzie chciał to podpisze, potem zostaną wysłane. Mam zamiar też napisać maile w takim samym tonie.
Podobnie możemy jako konsumenci dać znać tym uczciwym producentom, że doceniamy ich uczciwość, niech wiedzą dlaczego ludzie kupują ich produkty. 

Dość już fałszowania żywności i oszukiwania że naturalna żywność jest luksusem i przywilejem a nie PRAWEM, nie jesteśmy bydłem.

Sukcesywnie chciałabym umieszczać w blogu, na dwóch listach produkty fałszowane i niefałszowane ( oraz ich producentów ) bez jakiś dodatków niepotrzebnych nam, czy szkodliwych w zdrowych opakowaniach.


Lista produktów niefałszowanych w opakowaniach zdrowych i nie > TUAJ





23 kwi 2015

Wspierać cichaczem

Wspierać cichaczem...


Przypomniała mi się historia, którą opowiedział mi ktoś znajomy o swojej koleżance.

Dziewczyna otworzyła własną firmę, zajmowała się tworzeniem ceramiki użytkowej. Na początku jak to zwykle bywa, opłaty zżerają a zyski marne. Klientów jakoś nie było...potem coś się zmieniło i zaczęli zaglądać od czasu do czasu coś kupując. Po jakimś czasie okazało się, że to rodzina owej dziewczyny podsyłała "klientów" i wykładała pieniądze na  zakupy by pomóc jej przetrwać przez jakiś czas ten najtrudniejszy okres. :)  
Dzięki temu dziewczyna nie popadła w długi na skutek opłat ale i nie dopadły ją wątpliwości czy czarnowidztwo, co jest istotne by dążyć z optymizmem do celu i realizować jakieś plany, marzenia skutecznie.


Pamiętam też inicjatywę "Niewidzialna ręka", której  pomysłodawcą na początku lat 60-tych był dziennikarz Maciej Zimiński.

Polegała ona na tym, że młodzi zazwyczaj ludzie pomagali osobom starszym i innym potrzebującym jakiejkolwiek pomocy ale dyskretnie tak, by pozostać anonimowym, zostawiając po sobie znak w postaci odcisku dłoni. Relację z przeprowadzonej akcji przesyłali do telewizji, która nadawała program "Niewidzialna ręka". Tam też docierały podziękowania od tych, którzy pomoc otrzymali. 
Cała Polska gromadziła się wtedy przed telewizorem. Było to bardzo pozytywne. Popularność akcji potwierdza fakt, że program był emitowany przez 25 lat ! W tym czasie zrealizowano kilka milionów dobrych uczynków !

Pomysły na udzielanie pomocy młodzi ludzie mieli różne i skuteczne, wykazywali się też dużą wrażliwością, empatią i umiejętnością obserwacji najbliższego otoczenia i "wyłuskiwania" ludzi w jakiejś potrzebie. Myślę, że była duża różnica jeśli chodzi o relacje społeczne wtedy a obecnie. W tamtej rzeczywistości człowiek jako jednostka nie był tak wyobcowany, ludzie lepiej znali swoich sąsiadów i nie pozostawali tak obojętni i "ślepi " na drugiego człowieka jak dzisiaj .

Takie wspieranie "z cichacza" ochrania godność tego drugiego człowieka, ponieważ nie czuje się skrępowany koniecznością proszenia o pomoc ( co nie jest łatwe, bo sam fakt , że się tej pomocy potrzebuje ustawia nas w dzisiejszym świecie na niższej pozycji, bo oznacza, że nie jesteśmy w stanie dać sobie rady, spada poczucie własnej wartości itd.  ) oraz przymusem wyrażania wdzięczności ( niekomfortowe poczucie długu do spłacenia ).
Jest jedną z najlepszych form dyskretnego wsparcia. Potrzeba jednak tego, co miała młodzież z "niewidzialną ręką" - empatii, chęci zauważenia tego drugiego człowieka w jego sytuacji życiowej i z jego trudnościami, usłyszenia a nie tylko słuchania ( bo ludzie często w jakiejś rozmowie niejako mimochodem wspominają o tym co ich boli i czego im potrzeba, z czym mają problem  ).


22 kwi 2015

Jak nie pomagać żeby pomóc

Jak nie pomagać żeby pomóc...


Idąc kiedyś ulicą spotkałam pewną kobietę, której właściwie nie znałam ( Spotkałyśmy się tylko ze dwa razy, ponieważ miała wziąć ode mnie psa, który się przybłąkał i którym się zaopiekowałam ale nie mogłam go zatrzymać. Koniec końcem pies wolał być u mnie i został :) ).
Po zwyczajowym "dzień dobry" przystanęłyśmy, po kilku słowach powiedziała, że zmarł jej mąż i rozpłakała się... Nie znalazłam słów pocieszenia, jedyną rzeczą jaką mogłam wtedy zrobić i zrobiłam naturalnie, niejako automatycznie było objęcie ją i przytulenie...Tak przez chwilę trwałyśmy.
Podobna sytuacja zdarzyła się z mamą koleżanki , która na skutek problemów małżeńskich była w złym stanie psychicznym.

Ile razy np. ludzie przewlekle chorzy,  z depresją, czy bezrobotni lub przygnieceni przez życie, słyszą od otoczenia ( nawet bliskich ): "weź się w garść ", " zrób coś z tym", "wyjdź do ludzi", "przestań się lenić", "szukasz wymówek żeby się nie rozwijać" itd. itp. tak jakby oni sami nie wiedzieli, że powinni coś ze swoją sytuacją zrobić ale nie bardzo mają możliwości, czy nie bardzo mają siłę.
Czasem najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić ( zwłaszcza kiedy nic nie możemy zrobić ), jest bycie przy drugim człowieku, w troskach, w chorobie itp.
Tak po prostu, nie z litości, nie z myślą "pomagania", nie z łaski,  nie użalając się, nie dając "dobrych" rad, ale spędzając z tą osobą czas, wysłuchując jeśli potrzebuje się wygadać, być "przy" i "z", dzieląc się swoim optymizmem, uśmiechem, obdarzyć wyrozumiałością, spędzać ciekawie czas, czasem coś zorganizować, wyciągnąć z domu..

Po prostu BYĆ. 

Nie tylko na dobre ale też na złe.


 Niby nic a tak wiele...




Jak pomagać żeby nie pomóc

Jak pomagać żeby nie pomóc...


Nie wiem czy zdarzyło Ci się spotkać osoby, które zdają się być uczynne, życzliwe, starają się pomóc każdemu, każdy je lubi, dobrze ocenia. Część tych osób jest faktycznie naturalnie życzliwa, bo...tacy już są.
Jednak są wśród nich nierzadko tacy, którym gdy głębiej się przyjrzeć, zobaczymy raczej ich dobry PR niż faktyczną życzliwość. Są to osoby, potrafiące zazwyczaj doskonale manipulować, tworzyć pozory, tak, że otoczenie daje się zwieść a czasem to może bezmyślność czy zwyczajne nie wiem co...

Jak to możliwe powiesz, brak logiki, przecież pomaga się po to żeby pomóc a nie żeby nie pomóc... Czyżby?

                                                                         ***

Sytuacja z uczelni. Na korytarzu siedzą dwie koleżanki, przychodzi trzecia i pyta :

- Dziewczyny, nie macie może więcej blachy, może wam został jakiś kawałek i mogłybyście odstąpić ?

Stoję, słyszę i jestem pewna, że jedna z nich się odezwie, bo wiem, że pracę zrobiła i został jej kawał blachy... Faktycznie odezwała się ale....

- Wiesz co, wiem, że J. zostało sporo, idź ją zapytaj, jest w szatni...

....Powierzchownie okazała się dobrą koleżanką, poinformowała kto ma blachę....
Zrobiła dobry PR?  Zrobiła.
Pomogła?....
  
                                                                         ***
                                                                 
Analogicznie...ktoś może wie o wakacie na ciekawe, dobrze płatne stanowisko a może nawet mógłby cię polecić i oczywiście powie ci o tym wakacie, jest przecież taki życzliwy i pomocny...., ale dziwnym trafem "przypomni" sobie za późno, bo jakoś wyleciało mu z głowy ( mimo że widuje cię dość często a nie na przysłowiowy "raz na ruski rok" ), że poszukujesz bezskutecznie normalnej pracy od "x" czasu...
W swojej życzliwości nie zapomni ci jednak nigdy powiedzieć o wolnym wakacie dotyczącym pracy, której by sam nie podjął ze względu na zarobki lub kiepskie warunki...

                                                                         ***

Bywa, że jesteś poważniej chory, obiektywnie są możliwości poprawy sytuacji, jakieś szanse czy jakieś leki lecz niestety z powodów finansowych niedostępne dla nisko zarabiających lub bezrobotnych, życzliwy udzieli ci informacji z czego możesz skorzystać  ( i super, bo może nie jesteś tego świadomy ) ale nie skorzysta ze swoich zasobów by cię realnie wesprzeć...bo to już nie PR a konkretne koszty jak czas, pieniądze, jakiś dyskomfort na skutek kontaktu z chorą osobą... itd.
Podobna sytuacja dotyczy jakiś tzw. rad, o których z góry wiadomo, że ten drugi człowiek z nich skorzystać nie będzie mógł ze względu na sytuację w jakiej się znajduje...

Taka "troska" nic nie kosztuje a buduje pozytywny obraz na zewnątrz, obraz osoby życzliwej i pomaga czerpać korzyści od innych, którzy pomocy akurat nigdy od takiej osoby nie potrzebowali...niektórzy to potrafią...pomagać żeby nie pomóc, załatwiając przy okazji coś dla siebie...












Taką pozorowaną życzliwością zyskują sympatię otoczenia.