23 maj 2017

Góry Świętokrzyskie cz.1 - czego "turysta" nie zadepcze... - wehikuł czasu

Góry świętokrzyskie cz. 1- czego "turysta" nie zadepcze... - wehikuł czasu



Góry Świętokrzyskie to jedyne góry, w które jeździłam też samotnie.

Przypomniał mi się w związku z tym dowcip:

Na szlaku turystycznym w Puszczy Świętokrzyskiej do podziwiającej piękno natury, młodej kobiety, podchodzi jąkała i pyta:

- Cz-czy pa-pani się pu- puszcza....

Dostał z całej siły po twarzy, ale niezrażony kończy:

- pu-puszcza świętokrzyska po-podoba?


Co prawda takiej przygody nie miałam, ale miałam inne.

To najstarsze góry w Polsce, a jednocześnie najniższe, dlatego w sam raz dla kogoś kto ma lęk wysokości. Nie ma też raczej na szlakach turystycznych, takich otwartych przestrzeni z przepaściami, których można było by się bać. Dawałam więc radę sama.
Góry obrośnięte nie tylko puszczą jodłową, którą tak  się zachwycał Żeromski, ale także legendami, z tajemniczymi miejscami, oraz ważnymi i nie do końca wyjaśnionymi śladami naszej słowiańskiej przeszłości.

Dzięki swojemu wiekowi, mają sporo ciekawych, wartych zobaczenia miejsc, z odkryciami na skalę
europejską. Miejsc, których nie popularyzowałam, ze względu na to, że nie są chronione w sensie pilnowane, a wiele ludzi zwyczajnie nie potrafi się odpowiednio zachowywać wobec przyrody czy zabytków. 
Mówiłam o nich dotąd jedynie tym znajomym, o których wiem, że są w stanie je uszanować.
Dla niektórych miejsc, im mniej "turystów" tym lepiej niestety....

Bywałam w tych górach co jakiś czas i z roku na rok ze smutkiem stwierdzałam, że w miarę coraz większej promocji regionu przez władze poszczególnych gmin, ważne historycznie, geologicznie, przyrodniczo miejsca są coraz bardziej niszczone i demolowane przez bezmyślnych, zadufanych w sobie "turystów" , bo dzisiaj trafiają tam, gdzie wcześniej trafić nie mogli, ponieważ nie było informacji w internecie ( znajdywał ją tylko ten naprawdę zainteresowany miejscem, czy daną dziedziną, a nie ktoś przypadkowy), lub/i nie było oznaczeń w sensie tablic informacyjnych na danym terenie.

Dlatego np. ja, jako ta prawdziwie zainteresowana, trafiłam w dane miejsce już tylko dwa lata po odkryciu przez naukowców, kiedy nawet miejscowi nie wiedzieli jak tam trafić, a wielu wcale o nim nie wiedziało. Spędziłam godzinę w lesie by do niego trafić, a gdy już trafiłam to było dla mnie niczym odkrycie budowli Majów w meksykańskiej dżungli. Idziesz lasem, idziesz, idziesz, brniesz w trawach po pas, w których czają się żmije, szukasz, błądzisz aż wreszcie....Jest! A wokół dzikość, cisza, spokój, ani żywego ducha.

Za kolejne dwa, czy trzy lata, dzięki tablicom informacyjnym oraz reklamowaniu danego miejsca w internecie, trafić mogli już tam wszyscy zainteresowani i niezainteresowani, tudzież wszystkie wycieczki szkolne itd. Zysk dla gminy raczej żaden, bo przyjezdni nawet pewnie nie robili zakupów w miejscowym sklepie spożywczym, nie było tam też właściwie żadnej infrastruktury noclegowej, a skutek dla odwiedzanego miejsca kiepski.

Efektu  można się domyślać. Kiedy wróciłam w tamto miejsce trzeci raz , płakać mi się chciało na to co zobaczyłam.
Takich miejsc było trochę w Polsce i może jeszcze są, również w innych krajach, ale niestety teraz "turyści" docierają już prawie wszędzie, dzięki nowym technologiom i skłonności ludzi do ekshibicjonizmu podróżniczego ( jak ja to nazywam ). 
Uważam, że nie wszystko warto ujawniać, popularyzując jednocześnie w medium masowym jakim jest internet. Niektóre miejsca i wrażenia z nich lepiej zostawić dla ludzi, o których wiemy, że są turystami a nie "turystami",  z szacunku do tych miejsc i dziedzictwa kulturowego, przyrodniczego.

Postawy takich "turystów" są szkodliwe również dlatego, że w końcu doprowadzają do ograniczania wstępu, czy możliwości bardziej bezpośredniego podziwiania jakiegoś miejsca czy zabytku, lub zrobienia ogrodzenia i wprowadzenia opłat za wstęp, na czym cierpią ci turyści, którzy potrafią te miejsca uszanować. 
Spotykałam się  z tym w Polsce, jak i za granicą, że wprowadzono zakaz wstępu, albo zaczęto pilnować obiektu/ miejsca i brać opłaty za wstęp. A przecież tak nie powinno być, bo to nasze wspólne dziedzictwo i każdy bez względu na stan posiadania powinien mieć  prawo dostępu do niego. Staje się to niemożliwe dzięki z jednej strony "turystom", z drugiej może pazerności władz samorządowych.

Jak było by pięknie, gdyby takie miejsca były dostępne w naturze, tak jak zastali je badacze, bez żadnych opłat i ograniczania i ogrodzeń...tyle że przy "turystach" to niemożliwe. 
Czego taki "turysta" nie zdepcze to przetrwa, albo przetrwa jedynie w muzeach.


Inne posty z Gór Świętokrzyskich:

17 maj 2017

Wyciąg z kwiatów kasztanowca - pomoc w bólach mięśni

WYCIĄG Z KWIATÓW KASZTANOWCA

pomoc w bólach mięśni




Kasztanowiec to drzewo dobrze znane z parków. Pięknie kwitnie w maju.
Kwiaty kasztanowca są bogate we flawonoidy, m.in. rutynę, kwercytynę oraz kumaryny i garbniki.

Od dawna stosuję domowy wyciąg z kwiatów kasztanowca, który pomaga mi na bóle mięśni kręgosłupa a jest prosty w wykonaniu.

Wystarczy w maju gdy kwitną kasztanowce, nazrywać trochę białych kwiatów ( nie obrywamy wszystkich z drzewa ), umyć, zalać spirytusem w proporcji : 1 - 2 części kwiatów lub więcej i 5 części alkoholu.
Postawić w ciemnym miejscu aż  "naciągnie" i osiągnie jasno brązowy kolor.

Do zastosowania zewnętrznego na wszystkie bóle mięśni.

Kwiaty kasztanowca wchodzą też w skład mieszanki ziołowej "Rektosan" Herbapolu, uzywanej w leczeniu żylaków odbytu.

Kasztanowiec ma wiele innych właściwości i zastosowań o czym napiszę wkrótce.




I pamiętajcie nie zrywać wszystkich kwiatów z drzewa, zostawcie trochę też dla innych ludzi przede wszystkim tych chorych, albo biedniejszych od Was i przede wszystkim dla pszczół czy innych owadów. Poza tym z kwiatów powstają owoce czyli kasztany, które mają lepsze właściwości leczniczne niż kwiaty, więc zrywając wszystkie kwiaty pozbawiacie się lepszego specyfiku.

Generalnie przyjmuję zasadę, że jeśli coś z natury, czego potrzebuję dla zdrowotności mogę zastąpić czymś, czego  na łąkach, w lasach czy drzewach, jest więcej w danym regionie/miejscu, to zastępuję, żeby nie uszczuplać danego gatunku rośliny w naturze ( bo jak zbieramy kwiaty to nie postana owoce i nasiona, jak zbieramy kłacza to nie wyrośnie na kolejny rok i z roku na rok będzie mniej az zniknie w ogóle).

Efektem takich działań jest to, że roślina, która np. na danym rośnie w większych ilościach w końcu zanika, bo nie dośc że jest jej mało to jeszcze jest niszczona przez snobistyczne żądze posiadania....

Stanowiska takich roślin zanikają w tych regionach Polski, gdzie i tak w marnych ilościach występowały, np. na obrzeżach miast. Ludzie naprawdę ich potrzebujący ( chorzy lub/i biedni), nie mogą potem z nich skorzystać bo nie mają jak.



Jesli korzystacie z roślin rosnących w naturze, których jest mało, to sadźcie je albo w swoich ogródkach jak macie możliwość, albo zbierajcie nasiona i rozsiewajcie w innych miejscach na łąkach i w lasach, albo sadźcie sadzonki. Za rok, dwa będziecie mogli z nich także korzystac jak i inni ludzie i zwierzęta a dana roślina w regionie nie zginie. 
Czyli bierzcie ale i dawajcie od siebie.


Ćwiczenia na bóle kręgosłupa i poprawę jego stanu:

ćwiczenie 1 - ZOBACZ
ćwiczenie 2 - ZOBACZ








12 maj 2017

Teide, szczyt na który nie weszłam - wehikuł czasu 2009 r. - Teneryfa

Teide, szczyt na który nie weszłam -wehikuł czasu 2009 r.-Teneryfa


Post z dedykacją dla S. 

Podczas pobytu na Teneryfie, jednym z miejsc zwiedzania miał być Pico del Teide, czynny wulkan pośrodku wyspy. 
Jest on najwyższym szczytem w Hiszpanii i jednocześnie najwyższym na oceanie atlantyckim, liczy 3718 m.nad poziom morza, i od swojej podstawy na dnie morza - 7500 m.
Sam wulkan i obszar kaledery wokół niego należy do parku narodowego. Kaledera to zagłębienie , które tworzy się na skutek erupcji wulkanu, jest ona też jedną z największych na świecie i ma 15km średnicy. Aż strach wyobrazić sobie co się dzieje jak taki wulkan wybucha... Ostatnia erupcja miała miejsce w 1909r. 

Teide ma charakterystyczny kształt, taki, jaki pewnie każdemu kojarzy się z wulkanem - stożka, który powstał na skutek szybkiego zastygania wydobywającej się podczas erupcji lawy, tworzącej coraz wyższe "piętra".

Prawie na sam szczyt można wjechać kolejką linową Teleferico ( TUTAJ )
Na sam szczyt wulkanu nie można sobie ot tak wejść. Potrzebne jest zezwolenie, które załatwia się wcześniej na konkretny dzień i godzinę ( bez opłat ) > TUTAJ
W styczniu czy lutym trasa może być zamknięta, ze względu na warunki atmosferyczne.

Niestety tzw. siła wyższa stanęła nam na drodze, najpierw przeziębienie dopadło mojego towarzysza podróży, potem po wędrówce w wilgotnym i zimnym lesie Gomery mnie dopadło zapalenie gardła. 
Tym sposobem mieliśmy dwa, trzy dni w tzw. "plecy" pod względem czasowym, więc musieliśmy zrezygnować z wycieczki na Teide, również z braku kondycji fizycznej, głównie już wtedy mojej, bo za słaba byłam przez tę infekcję, a jednak znaczna wysokość, rozrzedzone powietrze, opary wydobywające się z krateru, duża zmiana temperatury ( nad morzem kilkadziesiąt stopni , w górach nawet do kilku stopni i wiatr ), to spory wysiłek dla organizmu.

Nie wybraliśmy się tam, z myślą, że jeszcze kiedyś tu wrócimy.

Odlatując zobaczyłam tylko majestatyczny wierzchołek nad morzem chmur, podświetlony zachodzącym słońcem...
Ja już nie wróciłam.








6 maj 2017

Sentencja ze snu

Sentencja ze snu


Śniło mi się dzisiaj... Byłam w jakimś muzeum ale "od kuchni", byli jacyś mężczyźni w średniowiecznych strojach historycznych. Jeden z nich zwrócił na mnie uwagę i chciał mnie gdzieś zaprosić. Spytałam, czy nie będzie mu przeszkadzać, że jestem trochę smutna. Powiedział:

- Smutek kobiety jest polem do działania dla mężczyzny, by móc zamienić go w radość.



Ciekawe ile współczesnych, realnych, mężczyzn ma takie podejście....




28 kwi 2017

BPA w wypełnieniach stomatologicznych - leczenie czy zabijanie?

BPA w wypełnieniach stomatologicznych - leczenie czy zabijanie?



Od dłuższego już czasu ze względu na stan zdrowia, walcząc o jego poprawę,  zwracam uwagę by unikać pewnych szkodliwych, cytotoksycznych i neurotoksycznych substancji, zwłaszcza aluminium ( glin ), rtęć, BPA ( bisfenol -A), fluor.

Lecząc jakiś czas temu zęba, poprosiłam dentystę o wypełnienie, które nie zawiera fluoru...ponoć takie mi zastosował (Dentsplay, Ceramix MS , Prime and Bond one), ale niestety jak się właśnie dowiedziałam zawiera BPA... 

Stojąc przed koniecznością zaplombowania kolejnych "zaopatrunkowanych" jakiś czas temu zębów, a co gorsze usunięcia jednego ( martwego, o niebezpieczeństwie posiadania martwych, leczonych kanałowo zębów napiszę w kolejnym poście ), zaczęłam poszukiwać wiedzy na temat możliwości zapobiegania utracie tkanki kości po ekstrakcji zęba, oraz na temat rodzaju wypełnień.

Przeglądając oferty w sklepach internetowych, w żadnym nie natrafiłam na podany skład wypełnień, tak jakby nie był on w ogóle ważny. Jakby plomba była czymś odizolowanym od tkanki i błon śluzowych człowieka, od jego układu krwionośnego.

Idąc dalej, przeglądając artykuły na temat cech ( których treść osadzała się na bazie głównie zalet ) tego typu materiałów, już spotykałam się z określeniem "cytotoksyczność", "neurotoksyczność", ale w kontekście "znikomej ilości", "mniejszej od... " ( jakiegoś innego, innego producenta itp. )

Oczywiście nie znam wszystkich produktów na rynku, ale wynika z tego, że KAŻDE takie wypełnienie jest dla nas toksyczne a "lekarze" stomatolodzy o tym wiedzą, wie również nasze ministerstwo zdrowia !

Oprócz fluoru ( zaburza hormony, rakotwórczy ), glinu ( aluminium, działa neurodegeneracyjnie, rakotwórczo ), bar, stront, które są szkodliwe, wypełnienia kompozytowe zawierają BPA !!!
Pytanie dlaczego zawierają, skoro można produkować materiały wolne od BPA, w końcu takie pudełka na żywność już są wolne od BPA ( "BPA free)...

Związek ten zaburza poważnie gospodarkę hormonalną i metabolizm, układ odpornościowy, nerwowy, powoduje cukrzycę, choroby serca, obniża płodność, wywołuje raka piersi i inne nowotwory.

" Udowodniono także, że BPA ma wpływ na gospodarkę hormonalną tarczycy, ponieważ wiąże się do jądrowego receptora hormonu tarczycy TR, działając jako antagonista oraz wiąże się do białka transportującego transtyretyny, hamując w ten sposób transport hormonów tarczycy "

Paradoks...ktoś kto nie chce się truć, wybiera w sklepie plastiki bez BPA ( między innymi ja ) 
...tymczasem nie jest świadomy, że

jest poddawany działaniu BPA ( bisfenol-A) 24 godziny na dobę dzięki plombom stomatologicznym! ( BPA wchłania się droga pokarmową ale między innymi przez skórę/ dotyk, np. u kasjerek dotykających wydruków z kas wykryto zwiększoną ilość BPA w moczu . Substancja ta występuje w moczu ok. 90% ludzi. Stężenie BPA w moczu na przestrzeni 20 lat zwiększyło się ponad trzykrotnie! ( porównano badania z lat 1988-1994 do badan z lat 2003-2004 ) Butelki dla dzieci z BPA są zakazane, plomby stomatologiczne nie.... Ludzi po 3 roku życia można już legalnie zabijać.


I ten związek kumuluje się w organizmie.

W Unii Europejskiej tolerowana dzienna dawka BPA nie może przekraczać 0,05 mg na kilogram masy ciała. Ile dostarczają nam plomby dentystyczne? Kto to wie... danych brak i lekarzom i ministerstwu zdrowia to nie przeszkadza.



Ministerstwo zdrowia nazywa to leczeniem....
Dentyści nazywają to leczeniem....

Realnie jest to zabijanie i branie jeszcze za to zabijanie kasy w gabinetach prywatnych , oraz płacenie z budżetu ( czyli podatków podatników ) za zabijanie z tytułu ubezpieczenia zdrowotnego!

Opłaca się tylko tym co "leczą", bo potem na skutek tego "leczenia" zębów, kasę mają znów "leczący" kardiolodzy, onkolodzy, endokrynolodzy itd....

I tak wypływa kasa z budżetu, podejrzewam, że możliwość  wykonania wypełnień porcelanowych ( inlay i onlay ) tudzież złotych, z tytułu ubezpieczenia NFZ mniej by kosztowała budżet kraju niż pokrywanie potem kosztów "leczenia" chorób serca, endokrynologicznych, onkologicznych.....

Do napisania tego postu skłonił mnie stres, na skutek świadomości tego, że człowiek , który nie ma na koncie kasy na wypełnienia złote lub ceramiczne ( które są szczelniejsze, dają dużo mniejsze ryzyko wtórnej próchnicy i ponownego leczenia zęba a w końcu usunięcia go czy leczenia kanałowego niż kompozyty )
, skazany jest albo na trucizny w zębach ( i bezskuteczne leczenie dolegliwości jakie akurat ma, bo powinien unikać takich trucizn żeby wyzdrowieć albo na wyrwanie zębów by takich trucizn w organizmie nie mieć i na bezzębną egzystencję żywienia się papkami ( pomijając kiepski wygląd ).

Więc co mi daje  leczenie naturalne moich przewlekłych dolegliwości, unikanie żywności z chemicznymi dodatkami, zwracanie uwagi na opakowania, co mi da walka i wysiłek, który w to włożyłam i wkładam, wydana kasa ( o rozpadniętym związku nie wspomnę ), co mi da uzupełniania niedoborów pokarmowych suplementami, co mi da dieta, co mi dało usunięcie plomb amalgamatowych z rtęcią, co mi da oczyszczanie organizmu z metali ciężkich i toksyn, skoro mam je cały czas w iluś zębach......i mam mieć kolejne w następnych.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, o jakimś wypełnieniu, które nie jest toksyczne, to proszę o pilne info.


Ewentualnie ktoś bogaty może mi w przypływie fantazji, albo po pijaku, zafundować wypełnienia ceramiczne bo mnie niestety, jako zwykłego Kowalskiego w tym kraju na to nie stać. Nie stać mnie na leczenie. Z chęcią przyjmę ;)


PS. 

Po szybkim przejrzeniu wypełnień stomatologicznych, wygląda na to , że wszystkie są toksyczne. Nawet te niby "obojętne" jak porcelanowe ( i strasznie drogie dla zwykłych ludzi, bo tzw.  inlay, ceramiczny to koszt ok. 1000 zł ) mają w swym składzie np. aluminium ( glin ) albo lit, tudzież inne "g" dodatki....
Najbezpieczniejsze wydają się plomby z czystego złota ( cena jak to złota, wiadomo, drogo ).

Jednak problem polega na tym, że nawet do tych złotych ( i ceramicznych/porcelanowych ) stosowany jest podkład ( tzw. cement ) kompozytowy, który zawiera BPA, fluor ( w takich ilościach które mnie zaszokowały w stosunku do norm ustalonych przez ministerstwo pracy dla substancji szkodliwych w miejscu pracy, o tym też kiedy indziej ) i inne toksyczne dodatki.....

Nie pojęte jest to że stosowanie tych materiałów opiera się nie na wcześniejszych badaniach ich wpływu na zdrowie człowieka i wiedzy tylko na "powszechnej wierze" i założeniach ( nawiasem mówiąc ze szczepionkami i lekami , a także tzw. nową technologią, często jest to samo ):

"Sukces kliniczny tych materiałów był przypisywany, oprócz znakomitych właściwości fizykochemicznych i estetycznych, również powszechnej wierze, że materiały te cechuje kompletna biozgodność z tkankami ludzkiego organizmu. Zakłada się, że brak jest niepożądanych działań biologicznych, mogących wynikać z obecności żywic metakrylanowych w organizmie człowieka."

Przy czym od dawna wiadomo, że BPA stosowane również w klejach (żywice epoksydowe, kleje dwuskładnikowe itp ), posadzkach, płytach poliwęglanowych, uwalnia się na skutek działania ciepła, kwasów, zarysowań tworzywa, mycia detergentami, czy poddawania gnieceniu czy innym mechanicznym obciążeniom. 
I MY TO MAMY W USTACH !

Czy naprawdę nie można wyprodukować cementów czy wypełnień bez tych toksycznych substancji??? Jak się do tego mają przepisy dotyczące wprowadzania na rynek produktów niebezpiecznych dla zdrowia? Taki czajnik elektryczny z plastiku jest niebezpieczny ( bo kwestionowany przez sanepid ) ale już plomba w ustach nie?!....


Pewnie można, ale po co, skoro w taki łatwy sposób można utylizować odpady przemysłowe ( tak, tak...niestety) zarabiając jeszcze na tym krocie.... Tak to wygląda, odpady przemysłowe utylizowane są w naszych ciałach ( również na naszych polach uprawnych, ale o tym kiedy indziej, bo to też szokuje).

Teraz już wiecie dlaczego choroby tarczycy, zaburzenia hormonalne, problemy z płodnością, depresje, uszkodzenia układu nerwowego, nowotwory to już plaga, również u dzieci.

Wiecie już dlaczego w przypadkach np. niedoczynności tarczycy lekarze endokrynolodzy nie robią badań na poziom jodu w organizmie (badanie zbiórki dobowej moczu na obecność jodu, w żadnym laboratorium nie mogłam tego zrobić jak chciałam zrobić prywatnie, nawet w szpitalu wojewódzkim....bo nikt tego badania nie robi ). Endokrynolodzy są nieświadomi? Wątpię....

Bo po co sprawdzać poziom jodu ( na co by szła kasa z budżetu ) jak wiedzą, że główna przyczyna niedoczynności leży gdzie indziej i że uzupełnianie jodu ( nawet jak jest jego niedobór) niewiele da...
Zamiast wspomagać pracę tarczycy ( co i tak przy takich trujących wypełnieniach jest syzyfową pracą...) przepisują zastępczy hormon który unieczynnia tarczycę, bo przestaje ona wtedy w ogóle produkować własne hormony.
Hormon, który ma skutki uboczne o których się nie mówi ( zwiększone ryzyko raka piersi), hormon, który w/g badań znosi objawy jedynie u 1/3 ( z tego co pamiętam ) pacjentów, w innych przypadkach dolegliwości pozostają ( ale chyba nie ma co się dziwić że nie działa, skoro jest blokowany przez plomby dentystyczne, tylko o tym też się nie mówi )

Podobnie w przypadku nadczynności tarczycy, bo przecież to też zaburzenie jej pracy, niszczy się tarczycę toksycznymi plombami a potem niszczy się ją "lecząc" napromieniowywaniem lub wycinając....

Teraz już wiecie dlaczego taki duży wzrost raków piersi hormonozależnych, również u kobiet młodych....

Teraz już wiecie czemu mężczyźni też mają problemy ze zdrowiem i zaburzenia hormonalne czy raka prostaty ( BPA ma powinowactwo do żeńskich hormonów - estrogenów, mężczyźni nie potrzebują tyle tego hormonu , dlatego i u nich poważnie zaburza gospodarkę hormonalną)


I co z tym fantem zrobić?

Ta wiedza nie jest powszechna, jest ukrywana, bo gdyby była powszechna to może ludzie zaczęli by naciskać na ministerstwo, rząd, producentów by przestali nas truć.

To rząd/ ministerstwo zdrowia powinien wymusić na producentach materiały bezpieczne dla zdrowia, nie podpisując po prostu kontraktów na materiały toksyczne stomatologiczne, wymagając odpowiedniej jakości ! Bo tak to się odbywa.
Jakby duża kasa zaczęła uciekać producentom, to szybko by się okazało że jednak można wyprodukować materiał bez toksycznych składników.


W praktyce nie wiem jaki jest wybór, sama teraz mam stres i dylemat, bo kolejne zęby do leczenia, które nie mogą czekać. To wybór pomiędzy tym czy wyzdrowieć czy być szczerbatym... Czyli żaden wybór....

Nie mam pełnej wiedzy, może jednak jest jakiś materiał i cement nieszkodliwy dla zdrowia, ale ja o nim nie wiem, nie znalazłam, totalny brak informacji ( przynajmniej na polskojęzycznych stronach ) na temat stopnia toksyczności tych materiałów, oraz na temat ilości wydobywających się z nich trucizn po wsadzeniu w zęby.
Producenci podają tylko cechy trwałości i estetyki, nie podają ilości uwalnianego do organizmu BPA czy fluoru czy glinu, zdrowie pacjenta się nie liczy.

Zauważcie, że nawet w artykule do którego link podałam powyżej, jest wyrażona troska tylko o zdrowie stomatologa który tego materiału dotyka...zdrowie pacjenta, który będzie to nosił w ciele przez ileś lat, nieważny... To są lekarze?....

Jeśli ktoś zna angielski, może znajdzie coś na ten temat , zwłaszcza na temat bezpiecznych wypełnień, jeśli takie są, ich składu i toksyczności ( może da się wybierać mniejsze zło ), proszę wtedy o info.


27 kwi 2017

Czy to jest przyjaźń czy to jest kochanie

Czy to jest przyjaźń czy to jest kochanie



Taki tytuł bo nie miałam pomysłu na inny..... choć to może trafiony tytuł..

Kilka dni temu przypomniał mi się stary film "Con amore", chyba jeden z najlepszych jeśli chodzi o wzorzec miłości, nie tylko tej męsko-damskiej, ale tej ludzkiej i tej rodzinnej.

Con amore znaczy po włosku "z miłością", "pieszczotliwie". W języku muzycznym znaczy " z uczuciem" i jest wskazówka interpretacyjną dla wykonawcy utworu. W filmie oba te znaczenia znajdują uzasadnienie.

Z pozoru fabuła może wydać się banalna, dwie kochające różnych facetów młode  kobiety,  dwóch facetów, o zupełnie różnych postawach wobec życia i wobec tej samej kobiety, która jednego z nich kocha.
Przychodzi jednak choroba..... Wtedy sprawdza się związek i miłość ukochanego Wtedy też ktoś, kto nie liczy na wzajemność, nie ma gwarancji, że ona nastąpi, okazuje miłość. ( bardzo podobnie jak u mnie, tyle, że niestety przy mnie nie było i nie ma przyjaciela,  faceta który mnie kochał/kocha i na którego mogłabym liczyć ) 

Film pokazuje kilka rzeczy, to jak ludzie sobie tworzą złudzenia, czym jest prawdziwa miłość, dobre relacje w rodzinie.
Pokazuje jak człowiek w chorobie staje się bezradny, jak tkwi w nim strach , czy poczucie beznadziei, tak duże, że odpycha innych mimo , że tak naprawdę bardzo ich potrzebuje i jak przyjaźń, miłość o tym wie i nie daje się odepchnąć...cierpliwa jest....

Dla wszystkich tych którzy nie mieli wzorca miłości, albo im się wydaje, że nie mieli i nie wiedzą co to znaczy kochać, albo dla tych którym się wydaje, że kochają,  umieszczam link do filmu:

Film "Con amore " > TUTAJ 





18 kwi 2017

Jak państwo Polskie nie działa - Inspekcja Handlowa i działania pozorowane

Jak państwo Polskie nie działa - Inspekcja Handlowa i działania pozorowane


Coraz bardziej przekonuję się, że instytucje państwowe powołane do pracy na rzecz społeczeństwa polskiego są tylko "na papierze", nie robią tego co robić i jak robić powinny, natomiast świetnie pozorują , że coś robią, by uzasadnić obecność na stołkach znajomych królika.

Nie wiem , czy to tylko lenistwo, pogłębione zwolnieniem od myślenia, bo po co myśleć, skoro bruksela za nich mysli....czy po prostu celowe działanie a raczej brak działania.

Rzecz dotyczy zakupu kuchni gazowej firmy Amica ( tak tak, polska firma, które kiedyś miała dobrą markę, niestety obecnie produkująca buble i oszukująca klientów, ale o tym napisze w innym poście, bo sprawa jest w toku ), która to kuchenkę zakupili członkowie mojej rodziny w sklepie Neonet ( odradzam kupowanie w tym sklepie, ponieważ podejście do klienta w przypadku odstąpienia od umowy i żądania zwrotu pieniędzy jest skandaliczne, włącznie z kłamstwami, nie liczcie na potraktowanie w tej firmie tak jak traktuje się klienta w innych krajach unijnych, czyli na zwrot pieniędzy w przypadku zakupu bubla, a bubli dzisiaj wiele, więc dla mnie postawa firmy wobec zwrotu i reklamacji staje się już kluczowa w wyborze sklepu, z którego skorzystam w przyszłości, z Neonet nie skorzystam.  O tym też napiszę w innym poście, bo też sprawa jest w toku )


Kuchnia po przywiezieniu do mieszkania i instalacji, została uruchomiona, by ją "przepalić" zgodnie z instrukcją. Smród wydobywający się z piekarnika był taki, że mimo otworzonych okien w kuchni, jedna osoba musiała uciekać od razu z domu, bo na skutek smrodu dorwał ją ból głowy, dwie zaszyły się w najdalszych kątach mieszkania. Po przepisowym czasie "przepalenia" śmierdziało przez ponad 24 godziny pomimo wietrzenia!

Efekt u domowników : ból głowy przez 24 godziny, podrażnienie oczu, spuchnięcie i ból gardła/ tchawicy/krtani przez kilka następnych dni.
Fakt ten został zgłoszony do sklepu z informacja odstąpienia od umowy sprzedaży z tytułu niezgodności towaru z umową i wezwaniem do zwrotu pieniędzy. Minął miesiąc, sklep nie ma zamiaru oddać pieniędzy, bo ustawa jest napisana w taki sposób , że może klienta tak olewać. ( co pokazuje dla kogo pracuje sejm opłacany z pieniędzy społeczeństwa - jedynie dla korporacji ) 
Mają gdzieś zapis w KC art.560.

Mają gdzieś, że wyłudzili kasę za buble, którego nie da się używać, od emerytki, która wydała prawie całą emeryturę na tę  kuchenkę, oraz gdzieś, że kuchenka ludziom jest potrzebna do codziennego funkcjonowania.

Za radą regionalnego rzecznika praw konsumentów sprawa została zgłoszona do Wojewódzkiej Inspekcji Handlowej. Drogą  mailowa poszło zgłoszenie o podejrzeniu wprowadzenia do obrotu produktu niebezpiecznego dla zdrowia.


Treść zgłoszenia do inspekcji handlowej :



Dzień dobry.
Zgłaszam podejrzenie stosowania w obrocie produktu niebezpiecznego dla zdrowia.
Zgłoszenie dotyczy kuchenki ( kuchenek ) firmy AMICA 57GGH5.33HZpM(W) ( inne modele tej firmy są zbudowane z takich samych tworzyw sztucznych ), która zakupiona została przez moich rodziców w sklepie Neonet w ...................dnia 27.02.2017r. ( data dostawy i podłączenia 1.03.2017r ) 
Po pierwszym włączeniu piekarnika tzw.”wygrzanie”/”przepalenie” ( dnia 3.03.2017r ), wykonanym zgodnie z dołączoną instrukcją obsługi, zaczął się wydobywać silny smród, który rozprzestrzenił się po całym mieszkaniu mimo otwartego okna ( mieszkanie w bloku, metraż średni). Po krótkim czasie kilkunastu minut zaczęła mnie od niego boleć głowa, musiałam wyjść z mieszkania. Rodzice przebywali w mieszkaniu poza kuchnią za zamkniętymi drzwiami. Po wyłączeniu piekarnika smród w mieszkaniu utrzymywał się 24 godziny mimo wietrzenia, piekarnik po wyłączeniu i ostygnięciu nadal śmierdział choć mniej intensywnie, niż wtedy jak był rozgrzany.  Wystąpiły u nas objawy : podrażnienie i szczypanie/ból oczu, bóle głowy, spuchnięte/bolące gardło/krtań/tchawica.
Wezwany przez rodziców,  dnia 4.03.2017r., do sprawdzenia kuchenki fachowiec ( z wymaganymi przez prawo uprawnieniami gazowymi i elektrycznymi ) stwierdził, że przyłączenie do gazu jest wykonane prawidłowo, że w środku kuchenki brak pozostawionych poprodukcyjnych materiałów, czy resztek opakowania, które by mogły przy nagrzewaniu dawać drażniący zapach. Po krótkim nagrzaniu piekarnika znów wydobywał się drażniący smród, i fachowiec stwierdził, ze jest on spowodowany przez plastikowe części kuchenki które się nagrzewają.
Smród długo utrzymywał się w mieszkaniu i powtórzył wcześniejsze dolegliwości zdrowotne u rodziny ( podrażnienie gardła/tchawicy trwa do dzisiaj ) Sytuacja taka jest niedopuszczalna w urządzeniach AGD , które mają być używane na co dzień przez ludzi w domach prywatnych, w dodatku mieć kontakt z żywnością.
Kuchenka została więc odłączona od instalacji gazowej przez wezwanego fachowca.
Obecnie rodzice są w trakcie wypowiedzenia umowy sprzedaży z uwagi na niezgodność towaru z umową i niemożność używania kuchenki zgodnie z jej przeznaczeniem. Sklep nie ustosunkował się jeszcze do roszczeń.
Sprawdzając opinie o kuchenkach tego producenta w internecie, widać, że problem ten od kilku lat jest nagminny ( tak jak problem rozlatujących się pod wpływem temperatury szyb, co tez może być niebezpieczne) i wmawia się im, że to "normalne", choć ludzie nie mają świadomości, że smród taki nie jest obojętny dla zdrowia i „wygrzewanie” kuchenki nie powinno tak wyglądać i trwać tak długo.
Chciałam dowiedzieć się  co przeniknęło do organizmów mojego i rodziców, że spowodowało negatywne reakcje zdrowotne, napisałam więc maila do producenta sprzętu z zapytaniem jakiego rodzaju tworzyw sztucznych ( nazwa, specyfikacja itd.)  użyto w budowie piekarnika ( drzwi i szuflada pod nim ), nie udzielono mi odpowiedzi na pytanie: "Informujemy, że nie udostępniamy tego typu informacji", zasłaniając się certyfikatami i tym, że tworzywo sztuczne  z którego wykonane są elementy kuchenki "nie stanowią zagrożenia dla zdrowia użytkownika." ( kopia korespondencji z producentem w załączniku ).
Moim zdaniem coś, co daje takie ulatniające się opary smrodu nie pozostaje bez wpływu na zdrowie i ten wpływ jest nie tylko tymczasowy ( jak u nas bóle głowy, gardła, krtani, oczu ). Jeśli prawo dopuszcza w takich wyrobach takie tworzywa ( certyfikatami) , to jest złe i należało by je zmienić. A przynajmniej klient powinien mieć prawo do informacji z czego jest wykonany produkt.
Bojąc się o zdrowie własne i rodziny, oraz czując się odpowiedzialną wspierać dobrą jakość produktów dopuszczanych na rynek polski, proszę o wyjaśnienie sprawy.
Z poważaniem
Imię i nazwisko
PS.
Czy mamy prawo odmówić ponownego uruchomienia tej kuchenki w mieszkaniu, w celu sprawdzenia przez sklep ( mając protokół z wcześniejszego oglądu przez wezwanego fachowca) , jeśli będą chcieli to zrobić w związku z pismem rodziców o odstąpieniu od umowy sprzedaży?
Czy znów musimy to wdychać i być zatruwani, ( te toksyny pewnie osadzają się na meblach, żywności, ubraniach i wszystkim w mieszkaniu) a potem przez kilka dni cierpieć? Czy to musi się odbywać kosztem zdrowia rodziny


Odpowiedź z inspekcji handlowej:






Proszę zwrócić uwagę na podkreślony na czerwono fragment pisma :


" W wyniku przeprowadzonej kontroli nie stwierdzono na stanie sklepu przedmiotowej kuchenki"....

Jak u Barei.... Czy w urzędach siedzą kretyni ?????


Czy urzędnik jeden z drugim nie potrafi pomyśleć, że skoro konsument zakupił "przedmiotową kuchenkę" to znaczy, że nie ma jej już w sklepie tylko jest u niego w domu?  Jest to nadal wprowadzenie "przedmiotowej kuchenki" do obrotu. Czy nie wie, że sieć sklepów ma magazyn, z którego przywożą kuchenki?

Kretynizm urzędników czy poszła łapówka?....Bo normalne to to nie jest.

Tak wygląda działanie instytucji o których była mowa na początku, podobnie działają inne instytucje "kontrolne".....

Odpowiedzi na pytanie co zrobić w momencie jak sklep ma zamiar znów przysyłać servisanta do sprawdzenia kuchenki, który ma zamiar znów truć całą rodzinę odpalając piekarnik, nie udzielono, ponieważ Inspekcja Handlowa nie jest zainteresowana, jak widać, by przy tym być, bo przecież "przedmiotowej kuchenki" nie ma w sklepie....

Co dalej? .....


Nie wątpię, że uprzedzony przez sklep o kontroli producent, nie będzie miał "na stanie" trefnych "przedmiotowych" kuchenek, lub sobie podmieni trefne części na takie z materiałów lepszej jakości....



15 kwi 2017

Jajka trochę inaczej

Jajka trochę inaczej



Dla tych, którzy czasem chcą pobawić się wyglądem potrawy i przygotować coś co fajnie wygląda - jajka marmurkowe.

Gotujemy jajka, tak by białko się ścięło, wyciągamy, studzimy by nie parzyły w dłonie. Następnie obtłukujemy lekko skorupkę, by powstały na niej pęknięcia.

Obieramy kilka cebul z wierzchniej brązowej warstwy, wrzucamy te skórki do garnka, zalewamy wodą i gotujemy przez kilka minut aż woda stanie się żółto-brązowa.

Przygotowane wcześniej jajka delikatnie wkładamy dużą łyżką do gotującego się wywaru i gotujemy aż jajka staną się brązowe. Delikatnie wyjmujemy, kładziemy do ostygnięcia, po czym ostrożnie obieramy ze skórki.

W popękania wchłonął się barwnik z łupinek cebuli i powstały marmurkowe wzory. Barwnik jest naturalny i nie zmienia smaku jajka. Efekt na powyższym zdjęciu.

PS. 

Dla tych , którzy obchodzą święta z jajem :
Uściśnijcie się przy jajach ;)






Ten inny świat od naszego - tak daleko lub tak blisko

Ten inny świat od naszego - tak daleko lub tak blisko



Ktoś kto wyjechał na wycieczkę, gdzieś za granicę, napisał mi, że tam gdzie jest, to 

"taki inny świat od naszego, ale ciekawy".

Przyszła mi refleksja, że ludzie często wydają pieniądze, poświęcają czas i energię, by to "inne" , gdzieś tam w świecie uczynić znajomym, jakoś zaniedbując poznawanie tego "innego", które mają tuż obok, tego ważniejszego do poznania.... 

Może to po prostu dla nich za trudne, a może myślą, że znają to "inne" obok siebie, albo nie chcą poznawać bo okazało by się zupełnie inne niż to "życzeniowe" i "powierzchowne" z czym akurat wygodniej, a może.... no właśnie, powodów może być kilka.

Inna kwestia, że może to inne jest dla nich ciekawsze, tylko dlatego, że jest "inne", a to "nasze" się znudziło. 

Myślę, że w tym "naszym" też można dostrzegać ciągle coś nowego "innego", warunkiem jednak jest tutaj to, co napisałam na początku, czyli chęć oraz uczenie się prawdziwego poznawania "innego", które jest obok.

A może po prostu szuka się wrażeń ciągle z czegoś "innego", jeśli nie umie się czerpać ze "swojego", "naszego". 
Nie tylko w kontekście kultury, przyrody, ale także w kontekście relacji między ludźmi, związków.
Może w przypadku, gdy dotyczy to relacji dwojga ludzi, oprócz poszukiwania tych wrażeń z "innego", nic, albo niewiele ich łączy i bez tych bodźców i wrażeń z "innego" poza związkiem, związku by nie było, bo była by pomiędzy nimi pustka, ponieważ 

gdzie nie ma tego "bliskiego" to trzeba szukać dalekiego, "innego".....
Tak sobie myślę, tak zauważam, tak mnie uczy doświadczenie.

Ktoś kiedyś powiedział mi, że nie czuł by się szczęśliwy będąc zmuszonym mieszkać całą zimę w Polsce, czy nie wyjeżdżając na wycieczki. Wtedy sobie tego jeszcze nie uświadamiałam, ale dzisiaj wiem, że ważniejsze było dla tego człowieka to co "inne" poza relacją, niż to co "inne" do odkrywania i zrozumienia w samej relacji, w sobie i we mnie. 

To "inne" obok nas jest największym ( ale i najciekawszym i najpiękniejszym ) wyzwaniem, przygodą,  bo jest dostatecznie "inne", by zgłębiać tę inność nawet całe życie. Niektórzy po prostu może wolą mniejsze wzywania i mniej niesamowite przygody, dlatego szukają "innego" gdzieś dalej i ciągle od nowa w innym miejscu...




13 kwi 2017

Refleksja na dziś

Refleksja na dziś



"Tylko dwoje ludzi powie Ci prawdę o Tobie, wróg w wybuchu gniewu i kochający Cię z całego serca przyjaciel "  ( jakiś grecki filozof )

Z tym wrogiem to nie do końca się zgodzę, bo wróg bardziej tym co mówi o nas, powie prawdę o sobie samym i odkryje własne intencje, niemniej jednak jakaś prawda jest w tym stwierdzeniu powyższym, należało by też słuchać co mówi wróg.

Głupota i problem jednak polega na tym, że w takim przypadku odrzuca się najczęściej i jednego i drugiego.