10 kwi 2015

Surówka z buraczków.

Surówka z buraczków


Na polskim stole często pojawiają się buraczki jako dodatek do obiadu, ja  lubię je też do np. żołtego sera. Tradycyjnie są to buraki ugotowane i starte na tarce. Jednak smaczna i polecana przeze mnie, jest surówka z surowych buraków:

Po umyciu i obraniu ze skóry, buraczki ścieramy na tarce z drobnymi oczkami, ja potem skrapiam odrobiną soku z cytryny. Inna wersja to dodanie do nich, startych na tarce ( grube oczka ) jabłek. Smakuje bardzo dobrze.

Smacznego :)

 

9 kwi 2015

Mój Guru - opieka z zaświatów

Mój Guru - opieka z zaświatów


Byłam za mała, odeszła za wcześnie, zanim zaczęłam więcej rozumieć.
Pamiętam jej spokojną naturę i ciepłe łagodne oczy. Pamiętam chwilę, gdy wyciągnęła komplet serwisu do podawania kawy i dała mi w prezencie mówiąc, że kupiła go specjalnie dla mnie , z myślą o moich osiemnastych urodzinach ale daje mi teraz, bo gdyby umarła to nie wiadomo co się z nim stanie. Jakby przeczuwała, że nie będzie jej dane świętować ze mną symbolicznego momentu mojego wejścia w dorosłość.

Miała trudne życie, najpierw jako sierota przed wojną, potem jako samotna matka...nigdy nie wyszła za mąż..myślę, że może po prostu była wierna tamtej miłości, bo jakoś nie wierzę, że nie miała okazji... Nikt nie śmiał pytać, bo na wspomnienie zaczynała płakać...
Nie umiała pisać i czytać, ale miała zdolności rysunkowe ( pewnie mam to po niej )  i potrafiła opowiadać, lubiła dzieci a dzieci lubiły ją.
Przekazała mi wartości, przede wszystkim własnym przykładem: życzliwością dla innych, zrozumieniem, cierpliwością, brakiem egocentryzmu, siłą charakteru i autentycznością. Jest moim Guru do dzisiaj, mam wrażenie, że gdziekolwiek jest, czuwa nade mną.
W krytycznym momencie mojego życia odwiedziła mnie we śnie i uśmiechając się jakby chciała mnie pocieszyć, powiedziała coś ważnego... jedno zdanie, które właściwie telepało mi się już wcześniej nieuświadomione w myślach a świadomość uparcie je odrzucała....

- Taka miłość jest krótka...


Jeśli  w swoich bliskich dostrzegasz czasem guru, nie omieszkaj tego docenić a może nawet podziękować, kiedy jeszcze masz okazję.









Też możesz zostać Guru

Też możesz zostać Guru.


Przypomniał mi się film dokumentalny " Kumare: guru dla każdego". Opowiada o artyście (Vikram Gandhi, amerykański dokumentalista o hinduskich korzeniach) , który przeprowadza eksperyment społeczny przeistaczając się w oświeconego guru ze Wschodu.

Krytyczny wobec komercjalizacji wiary i zapotrzebowaniem społeczeństwa na puste rytuały symbolizujące prawdziwą duchowość, wyjeżdża do Arizony i przy pomocy dwóch asystentek zdobywa "wiernych". Stwarza własną mini religię i zaczyna nauczać ludzi, że ogólnie pojmowana religia jak i jego nauka jest iluzją.

Chcąc jedynie uświadomić ludziom, że mnożący się różnego rodzaju guru są oszustami zarabiającymi na ludzkiej naiwności, albo oszołomami z poczuciem misji, wierzącymi w to, że stali się posiadaczami jakiejś kosmicznej siły, która pozwala im zbawiać innych, nieoczekiwanie dla samego siebie staje się prawdziwym Guru dla tych, którzy uczestniczą w spotkaniach z nim. Jesteśmy więc świadkami, jak ludzie się przy nim otwierają, zwierzają ze swoich wątpliwości, rzeczy o których nie mówili nawet najbliższym.

W swojej świadomości są przekonani, że kierują się naukami i zaleceniami guru a tak naprawdę docierają do sedna rzeczy prowadząc wewnętrzny dialog. Z perspektywy widza widać, że "guru" głównie słucha. Tak więc, poszukiwacze guru sami dla siebie stali się guru.

Jednocześnie, wszyscy oni, zostali guru dla Gandhiego, który chcąc udowodnić zbyteczność religijnej wiary, odkrył, że ludzka naiwność w poszukiwaniu duchowych przywódców nie bierze się ze słabości, lecz z potrzeby bycia częścią społeczności i uczestniczenia w rytuałach nadających życiu jakiegoś sensu. ( moim zdaniem ta potrzeba odnosi się nie tylko do sfery religijnej czy duchowej ale również do innych sfer życia człowieka )

„To opowieść o największym kłamstwie, jakiego dopuściłem się w swoim życiu, a także o największej prawdzie, jakiej w nim zaznałem”


           Vikram Gandhi

Zdarza się w życiu, nie szukając, spotykać ludzi, którzy przez chwilę lub na dłużej stają się naszymi guru, poprzez zachowania  jakie prezentują, słowa czy emocje jakie w nas wywołują. Czasem czujemy się w ich towarzystwie komfortowo a innym razem nas irytują, czy nawet w jakiś sposób krzywdzą.

Bywa, że zdarzenia, czy inni ludzie najczęściej nieświadomie "prowokują" nas w łagodny lub przykry sposób, do wyzwolenia naszego wewnętrznego guru, niestety często nie dopuszczamy go do głosu, bo może pozbawił by nas części strefy komfortu, którą tak skrzętnie zbudowało sobie nasze ego,  z reguły przy pomocy  iluzji.

Ludzie stając się na chwilę naszymi guru, zostawiają nam bardzo miłe dary na całe życie, lub nieco trudniejsze, mniej wygodne ale też wartościowe, lecz nawet ci którzy nam sprawiają przykrość, czy kłopot, których trudno nam czasem znieść, bywają lustrem, w którym może warto się przejrzeć i dowiedzieć czegoś ważnego o sobie o ile będziemy chcieli  to dostrzec ( bo często ego to wypiera ). To przyglądanie się, pozbywanie iluzji, otwieranie świadomości, nawet jeśli prawda jest niezbyt wygodna, to właśnie takie przechodzenie od zewnętrznego guru do stawania się guru dla siebie samego.

Nie należy jednak zapominać, że na naszej drodze mogą pojawić się osoby, w których w jakiś aspektach, zobaczymy guru, ale może to być iluzja, może to być tylko ładne opakowanie a nie prawdziwy Dar. O tym napiszę szerzej innym razem.









2 kwi 2015

Zupa cebulowa w kilku wariantach

Zupa cebulowa w kilku wariantach


Zupa cebulowa na wywarze mięsnym

 

Zupa: 

  • Gotujemy wywar jak na rosół, z mięsa drobiowego ( kawałek kury, gęsi itd.), dodajemy pokrojone warzywa: marchewkę, pietruszkę korzeń i nać, seler. Można dodać pokrojoną w drobną kostkę cebulę ( ja nie dodaję ). Przyprawy jak pieprz, sól. 
  • Kilka cebul ( w zależności od ilości zupy jaką chcemy mieć, zupa ma być dość zawiesista dzięki tej cebuli ) obieramy, kroimy w drobną kostkę, rozgrzewamy tłuszcz na patelni ( masło najlepiej wyklarowane, gęsi smalec, ostatecznie olej ) , wrzucamy cebulę i smażymy aż się dobrze zarumieni.
  • Wyjmujemy mięso z wywaru i dodajemy przesmażoną cebulę, chwilę gotujemy.
  • W tym czasie robimy zasmażkę:  na suchą patelnię sypiemy nieco mąki ( ja daję razowej żytniej ), prażymy aż nieco zbrązowieje ( w przypadku białej mąki aż się zazłoci ), dodajemy nieco masła, rozcieramy, dolewamy do niej powoli wywaru i rozcieramy ( nie może być grudek )  
  • Jak zasmażka jest półpłynna wlewamy powoli do zupy cały czas mieszając. Zagotowujemy. 
  ( Jeśli wolisz mieć tzw. zupę - krem, miksujemy wszystko, żeby powstała gładka masa. )

Grzanki :

Kromki chleba razowego ( ja używam domowego żytniego ) lub bułkę , jak kto woli, kroimy w małe kostki, wkładamy do piekarnika i suszymy aż się zazłocą

Grzanki wykładamy na talerz, zalewamy zupą i podajemy :)


Zupa cebulowa z pomidorami

 

Przepis jak wyżej tylko na koniec dodajemy przecieru pomidorowego ale mniej niż na zupę pomidorową, jedynie dla smaku.. Jeśli ktoś chce, może użyć świeżych pomidorów, pokrojonych w drobną kostkę i przesmażonych wcześniej na patelce. Przesmażone pomidory dodajemy do wywaru przed wlaniem zasmażki, bo muszą się chwilę pogotować.

 

 

Zupa cebulowa bezmięsna

c.d.n



Zupa cebulowa w wersji bezglutenowej

 c.d.n



Z cebuli można upiec też bardzo dobre ciasteczka.  Przepis TUTAJ









8 maj 1993

SYRIA cz.10 " Folklor - tradycyjne stroje ludowe " - wehikuł czasu ( powrót do przeszłosci 1993 r.)

FOLKLOR - tradycyjne stroje ludowe

 

Pisałam już o tańcach, które są praktykowane na co dzień, ale wywodzą się z tradycji ludowej. Teraz zamieszczam stroje ludowe z kilku rejonów, zeskanowane z kart pocztowych. Jeśli chodzi o męski ubiór i przystrojonego konia, to będąc kiedyś wieczorem w Damaszku widzieliśmy podobnie ubranego jeźdźca wśród ruchu ulicznego jadących samochodów.... Postać jakby wyjęta z kart "Baśni tysiąca i jednej nocy" i przeniesiona w XX wiek... zaskakujące wrażenie :)
Innym razem błądząc wieczorem po uliczkach starego miasta w Damaszku, w pobliżu suku ( arabski rynek,  centrum handlowe ) zobaczyliśmy "zaparkowanego" konia w pełnym wschodnim rynsztunku, z przypiętymi tobołkami i przytroczonym jakimś kindżałem...też ciekawe, właściciel nie bał się, że coś mu zginie.
W wolnym tłumaczeniu pod ilustracją:

"Za nic na świecie arabski jeździec nie wyrzeknie się szaty, którą odziedziczył po swoich przodkach. Nieodłącznym towarzyszem jest koń z bogato zdobioną uprzężą. "




Dair Az-Zur, zachodnia Syria




















SYRIA cz.9 " Bosra - żyjący skansen " - wehikuł czasu ( powrót do przeszłosci 1993 r.)

BOSRA - żyjący skansen 



Miejsce, które zrobiło na mnie szczególne wrażenie ( nie tylko w Syrii ale ogólnie) to Bosra (Busra asz-Szam). Znajduje się ok 108 km na południe od Damaszku.
Założone przed I wiekiem p.n.e, było północną stolicą Nabatejczyków ( o ludzie tym napisze nieco więcej przy opisie innego istotnego dla nich miejsca, które znajduje się w Jordanii - Petry ) i ośrodkiem kultu nabatejskiego Duszara. W 106 r. Bosrę zajmują Rzymianie, otrzymuje ona nazwę "Nova Traiana Bosra" i zostaje stolicą rzymskiej prowincji Arabia. Miasto rozkwita, Rzymianie wznoszą wiele monumentalnych budowli.

Teatr rzymski z II w.n.e



Przetrwał do dzisiaj w doskonałym stanie i jest obiektem unikatowym ze względu na zachowany w całości zadaszony portyk, oraz obronny charakter budowli. Umocnienia i mury obronne wraz z wieżami zostały wzniesione pomiędzy 481 a 1231 r, przez najpierw Umajjadów i Abbasydów a później Fatymidów, kiedy Bosra stała się ważnym węzłem postojowym na szlaku pielgrzymkowym z Damaszku do Mekki, aż do XVII wieku.. W ten sposób teatr zyskał również funkcję twierdzy.
Patrząc z zewnątrz na wysokie mury i wieże, otoczone fosą, nikt by nie domyślił się, że w sercu tej potężnej arabskiej fortecy, podobnej do innych znajduje się antyczny teatr. Oba te obiekty, czy raczej struktury architektoniczne są doskonale ze sobą zintegrowane.
Scena teatru ma 45 metrów długości i 8,5 metra szerokości, zdobi ją kolumnada w stylu korynckim. Widownia przeznaczona dla 15 tysięcy widzów była w tamtych czasach nakrywana jedwabnym dachem , chroniąc przed słońcem czy deszczem. Ustawiano naczynia z perfumowaną wodą by nasycić powietrze jej aromatem, ot taki wyrafinowany eksklusiv ;)
Współcześnie w teatrze w Bosra odbywają się festiwale ludowe, w których uczestniczą zespoły z różnych państw. ( obecnie przerwane ze względu na wojnę)




Po opuszczeniu teatru - twierdzy wydawało mi się, że już nic bardziej interesującego nie zobaczę w
tym miejscu...Myliłam się. Nieopodal naszym oczom ukazało się całe po- rzymskie miasteczko. Właściwie pozostałości nie tylko rzymskie bo również nabatejskie, bizantyjskie i muzułmańskie z okresu Umajjadów....
Główną oś miasta to kierunek wschód-zachód którą stanowi cardo ( główna ulica) Przy niej usytuowane były pałace i domy możnych, sklepy itd.
Najważniejsze zachowanie zabytki rzymskie to głównie bramy, cztery kolumny korynckie jako pozostałość nimfeum (architektoniczna obudowa zakończenia wodociągu, rodzaj fontanny, urządzone często z wielkim przepychem, gdzie z wysokości kilku pięter, poprzez fasady zdobione posągami i kolumnami woda spadała do płaskich basenów),  łaźnie (termy).

Termy rzymskie


Składały się z kompleksu obiektów: szatnie, baseny z zimną wodą, mała ogrzewana sala by przygotować się do zetknięcia z wysoką temperaturą, baseny z gorącą wodą, łaźnia sucha lub parowa, sala masażu, sala do wypoczynku. Bogate w dekoracje rozmieszczone wśród zieleni, dostępne były dla wszystkich za niewielką opłatą (czasem okresowo znoszoną przez cesarza), wyznaczano jednak godziny dla poszczególnych grup użytkowników, inne dla panów, inne dla niewolników, mężczyzn czy kobiet itd.
Były one miejscem gdzie kwitło życie towarzyskie. Nie wszystkim to jednak odpowiadało. Tak termy rzymskie opisuje Lucius Anneus Seneka w "Listach Lucillusa": 

" Mieszkam tuż obok term. Wyobraź sobie więc te najprzeróżniejsze głosy, których już uszy ścierpieć nie mogą. Siłacze ćwiczą i wyrzucają w górę ręce obciążone ciężarami [...]; kiedy trafi się jakiś próżniak, któremu sprawiają przyjemność pospolite masaże, słyszę klaskanie dłoni o ciało [...] A jak się zjawi sędzia sportowy i zacznie liczyć piłki - to już koniec [...] Masz dalej tych, co skaczą do wody z impetem, rozbijając ją, [...] wyobraź sobie piszczący i skrzekliwy głos niewolnika - depilatora [...] Dodaj najprzeróżniejsze nawoływania sprzedających ciastka i masarza i cukiernika, z którychkażdy na swój sposób ale zawsze głośny, reklamuje swój towar."
( Seneka Młodszy, Listy Lucillusa )

W konstrukcji term rzymskich stosowano system podłogowego centralnego ogrzewania. (łac.
hypocaustum) Mimo , że uważa się go z wynalazek rzymski, niejakiego Sergiusza Orata, to badania archeologiczne wskazują, że taki system ogrzewania był znany dużo wcześniej.
W pomieszczeniu pod posadzką ustawiony był piec, który ogrzewał powietrze. Posadzka z płytek ceramicznych ułożonych warstwowo ( zespojonych betonem) wspierała się na wielu podpórkach o wysokości ok 80 cm, przestrzeń pomiędzy nimi była pusta. W ten sposób powietrze mogło krążyć i rozprowadzać ciepło po całej powierzchni. W ścianach pozostawiano otwory, by gorące powietrze i dym z pieca mogły zostać wyprowadzone na zewnątrz przez ujścia przewodów w dachu, dzięki czemu nie dostawały się do wnętrza pomieszczeń.



Kościoły chrześcijańskie


W okresie bizantyjskim, Bosra była stolicą biskupstwa a później siedzibą metropolity. Z tego okresu wczesnego chrześcijaństwa pochodzą resztki Bazyliki męczenników Sergiosa, Bacchosa i Leoncjusza II, Katedra Bosra, która została ukończona w 513 przez abp Julianusa. Plan centralny tego obiektu z absydą na wschodzie przy której znajdowały się dwie zakrystie, wywarł decydujący wpływ na ewolucję chrześcijańskich form architektonicznych.


c.d.n


Żyjący skansen


c.d.n














SYRIA cz.8 " Góra z górą się nie zejdzie..." - wehikuł czasu ( powrót do przeszłosci 1993 r.)

GÓRA Z GÓRĄ SIĘ NIE ZEJDZIE...


Wycieczka ze znajomymi do Sednaya ( Saidnaya ), na północ od Damaszku, w góry ( 1500 m n.p.m. ), do klasztoru i kościoła Matki Bożej.
Kościół stoi na wzgórzu, prowadzą do niego wysoookie schody. Wg. tradycji został zbudowany w 547 roku przez cesarza Justyniana I, któremu ukazała się Maryja i nakazała jego budowę. Od wieków jest to miejsce pielgrzymek z całego świata (zarówno muzułmańskich i chrześcijańskich), znane też z uzdrowień. Pielgrzymowali tu także krzyżowcy, a nawet w 1240 r. był tu Benedykt z Alignan (biskup Marsylii). Lokalni muzułmanie odwiedzają sanktuarium klasztoru także w dniu piątkowych modlitw.
Islam uznaje Chrystusa za proroka a jego matka ( arab. Marjam) jest jedna z najbardziej szanowanych kobiet w tej religii ( obok Fatimy- córki Mahometa, jego pierwszej żony - Chadidży i Asji - żony faraona ) Jej imię tłumaczy się jako "oddająca cześć Bogu" i jest jedyna kobieta wymieniona w Koranie z imienia. Koran zawiera również opowieść o zwiastowaniu a imię Marii pojawia się też na arabskich amuletach ochronnych.
Nawiasem mówiąc, niektórzy do mnie mówili Miriam. Takie imię mi nadali np. w rodzinnej wsi wujka, bo pewnie było im łatwiej wymówić , zapamiętać a i może moje własne z tym im się kojarzyło :)
Według legendy kobiecie niosącej oliwę do kościoła wylała się ona na kamienne schody i w tym miejscu powstał wizerunek Matki  Boskiej. Patrzyłam na tę plamę na stopniu schodów i w sumie...jak ktoś ma wyobraźnię, to może i taki kształt w niej zobaczyć ;)

Zwiedzając kościół weszliśmy na taras przy dzwonnicy. Podziwiałyśmy panoramę w przerwie
rozmów, nagle ciszę zmąciły jakieś głosy... nie byliśmy sami. Na taras weszła jakaś mała grupka mężczyzn, pewnie turystów.
Po chwili kuzynka szeptem powiedziała:

- Wydaje mi się, że słyszałam język polski....- zaczęłyśmy obie nasłuchiwać

- Tak, też mi się wydaje że ci dwaj mówią po polsku...- upewniłam ją.

Nie zdążyłyśmy pomyśleć a już przy nas było dwóch rosłych młodych mężczyzn.

- Dzień dobry, słyszeliśmy, że mówicie po polsku... O! jak nam miło spotkać rodaków !  -radośnie nas przywitali.

Nam też zrobiło się miło, okazało się, że to żołnierze z ONZ są na wycieczce krajoznawczej po cywilnemu, chłopcy jeden w jeden jak malowani ;)
Nastąpiła wymiana imion, padło pytanie "skąd jesteście" i okazało się, że jeden z nich mieszka w Polsce nawet w naszej okolicy.
Tak więc góra z górą się nie zejdzie a człowiek z człowiekiem choćby na końcu świata owszem. Otrzymaliśmy wszyscy zaproszenie na wojskową grochówkę, do ich bazy w strefie ONZ-owskiej ( zaproszenie padło jak się dowiedzieli że możemy tam wjeżdżać). Później wspólna fotka z dwoma "bodygardami" ( wyglądałam przy nich jak krucha figurka z porcelany :P) i niestety musieli pojechać.                                  

Koniec końcem nie odwiedziliśmy tej bazy, już nie pamiętam czemu ale chyba z wrażenia zapomniałyśmy spytać o dokładny namiar i nazwiska :D




SYRIA cz.7 " Żywy język Chrystusa " - wehikuł czasu ( powrót do przeszłosci 1993 r.)

ŻYWY JĘZYK CHRYSTUSA

 

Na północny wschód ok. 50 km od Damaszku na zboczach Gór Antylibanu ( ponad 1500 m.n.p.m) leży wieś Malula. Jest to jedno z trzech miejsc na świecie ( wszystkie leżą w Syrii , pozostałe to wioski Bahha i Gub Adin), gdzie język, którym posługiwał się Chrystus - aramejski - jest nadal żywy i używany przez nielicznych ludzi. W trosce, by nie zaginął, uruchomiono nawet kierunek studiów nad tym językiem na jednej z uczelni wyższych w stolicy.

Malula to mieścinka, w której część domów urokliwie "

przyklejona" jest do skał. W otaczających wzgórzach znajdują się wykute w skałach grobowce, a z tego co nam mówiono zdarzało się, że mieszkali tam też pustelnicy. 
We wsi znajduje się kilka chrześcijańskich klasztorów: św. Sergiusza i św. Bakchusa (Dajr Mar Sarkis). Najstarszą część stanowi kościół pod wezwaniem . św. Sergiusza. Zbudowano go przypuszczalnie pomiędzy 313 a 325 rokiem ( ponoć niedawno odsłonięto tam freski)
My odwiedziliśmy grekokatolicki żeński monaster ( klasztor) Św. Tekli, który jest miejscem kultu i pielgrzymkowym, "przyrośniety" do skały, położony w wąwozie i pięknie wkomponowany w skalisty krajobraz. Według legendy Tekla była córką gubernatora Ikonium (obecna Konya) w Azji Mniejszej. Tam zapoznała się z naukami św. Pawła. Nie chciała się wyrzec wiary chrześcijańskiej, za co skazano ją na spalenie, jednak jakimś cudem ogień się jej nie imał, podobnie było z innymi próbami jej uśmiercenia, podczas ucieczki,  jak mówi legenda, po modlitwie rozstąpiły się skały i w ten sposób udało jej się uciec, pozostał wąwóz, który dzisiaj nosi nazwę od jej imienia. 
Pielgrzymi wierzą ( nie ma dowodów że taka osoba istniała i była związana z Malulą), że ostatnie lata życia spędziła w Maluli, w skalnej grocie gdzie potem była pochowana. Później na tym miejscu obok groty powstał klasztor i kościół.

( Niestety podczas trwającej obecnie w Syrii wojny domowej ta miejscowość jako miejsce kultu i zamieszkania chrześcijan, była atakowana przez radykalnych islamistów. Rabowano kościoły, prywatne domy , uprowadzono zakonnice, zabijano mieszkańców, którzy nie chcieli przejść na islam....)  



Po zwiedzeniu kościoła i groty św. Tekli, w której było sanktuarium ( ciemno i mało miejsca oraz nie można było robić zdjęć ) zabraliśmy z samochodu to co potrzebne do piknikowania, każdy dostał swój tobołek do niesienia ( nie było, że boli, nie mieliśmy osła  ;) ) i udaliśmy się wąwozem tak jak on nas poprowadził.
Droga pomiędzy skałami przypominała nieco nasze "Błędne skały" w Kotlinie kłodzkiej, tyle że była szersza i mniej zawiła. Wreszcie troszkę cienia, na ziemi widać było wyżłobienia  uformowane przez płynącą wodę, na ścianach zaś dało się zauważyć obecność "radosnej twórczości" pseudo-graficiarzy...

Na szczycie znaleźliśmy schronienie od palącego słońca w postaci jaskiń. Widać było, że zostały wyżłobione przez ludzi, nie wiem w jakim celu , ale obecnie służyły pasterzom jako schronienie dla nich i owiec pewnie przed upałem albo i na noc...
Usiedliśmy tam by coś zjeść...ale zapach ( a raczej smród :D )
pozostałości po owcach zdecydowanie nie harmonizował z naszym posiłkiem, niemniej jednak cień wart był tego , by tam pozostać i odpocząć.

Mieliśmy stamtąd ładny rozległy widok.



Język aramejski


Można posłuchać na youtube, w czasie kiedy ja  tam byłam
nie było jeszcze takiej komercji dla wycieczek turystycznych, jak ta pokazana na filmach :P


Alfabet aramejski


Jeden z najstarszych alfabetów, wykazuje podobieństwo z alfabetem fenickim. Był alfabetem spółgłoskowym (abdżadem). Prawdopodobnie od niego wywodzą się współczesne alfabety: hebrajski, arabski, indyjskie i staroturecki.
W starożytności zapisywano nim język aramejski, współcześnie do zapisu tego języka używa się alfabetu syryjskiego lub hebrajskiego.

(źródło i porównanie liter:  http://pl.wikipedia.org/wiki/Alfabet_aramejski)



SYRIA cz.6 " Jak się bawić to się bawić " - wehikuł czasu ( powrót do przeszłosci 1993 r.)

JAK SIĘ BAWIĆ TO SIĘ BAWIĆ

 

W Syrii bawili się wszędzie, każda okazja była dobra a i bez okazji też :D  Naród niezwykle ,
umuzykalniony w sensie wyczucia rytmu.
Wyluzowany, nikt praktycznie nigdy i nigdzie się nie spieszył

W domu 

 

Wolny czas lubili spędzać towarzysko, zazwyczaj na wizytach lub rewizytach, podczas których zazwyczaj był jakiś poczęstunek, często też na ciepło i właśnie tańce. U nas powodem do takich imprez zazwyczaj musi być jakaś okazja , typu imieniny itp. tam wystarczyła ochota.

W restauracji

 

Restauracje były miejscem, gdzie jak już się człowiek wybrał to przesiadywał tam wiele godzin przy obficie zastawionym stole, nierzadko przy akompaniamencie "na żywo" zespołu muzyków z wokalistką na czele lub nawet tancerką ( w tych droższych lokalach ), na którą zazwyczaj goście żywo reagowali klaszcząc do rytmu w dłonie.


W jednej z nich, w której byliśmy zastosowano starożytny system chłodzenia powietrza, akurat w tym przypadku na zewnętrznym tarasie. Była to ściana wody ( jak sobie nazwałam "kurtyna wodna" ) lejącej się z góry, która  odgradzała restaurację od ulicy. Ruch wody dawał przyjemny chłód a jednocześnie nawilżał powietrze, bardzo praktyczne i ekologiczne rozwiązanie. Dzisiaj w Polsce są dostępne w sprzedaży ścianki wodne do zastosowań domowych, ale takiej wielkości nigdzie nie widziałam obecnie u nas.  W tamtym czasie w Polsce takich rozwiązań raczej w ogóle nie było.
Restauracja jak restauracja ale za to jeden z kelnerów.... :) Zwracał uwagę nie tyle tym, że miał nieco ciemniejszą skórę niż inni (mógł być Egipcjaninem), był niezwykle zgrabny ale przede wszystkim poruszał się z niesamowitą gracją, on dosłownie tańczył z tymi talerzami, płynął od stolika do stolika, przypływał i odpływał miękko i płynnie...
Co nas zaskoczyło to fakt, że jego praca nie ograniczała się do postawienia potraw na stole ale nadzorował również co się na tym stole dzieje oraz nalewał nam wody do szklanek jak tylko stawały się puste, mimo , że butelki z wodą stały cały czas w zasięgu naszych rąk. Właściwie to najczęściej chyba nalewał tę wodę mnie i kuzynce... na wyścigi piłyśmy i opróżniałyśmy nasze szklanki, żeby tańczący, zgrabny kelner mógł nam ją znowu nalać :D
Z pewnością był zadowolony z napiwku, który dostał od wujka. :)

 

W plenerze

 

Świetną formą relaksu i oczywiście też zabawy w upał był basen gdzieś w okolicy Damaszku lub na jego obrzeżach ( nie pamiętam ). Ten na zdjęciu akurat o nieco wyższym standardzie, gdzie była zjeżdżalnia ( na której podarłam sobie dół od kostiumu :D ). Spędzało się tam prawie cały dzień, jak człowiek zgłodniał to można było zjeść syty posiłek.

Co ciekawe, wstęp na basen, mimo, że opłata nie była tania mieli też ci skromniej sytuowani materialnie ludzie. Nasi znajomi (chrześcijanie) dostali darmowe wejściówki bodajże z kościoła (ale nie jestem pewna na 100% czy stąd ). Spotkaliśmy tam też Polaków z ambasady polskiej, z którymi posiedzieliśmy rozmawiając, dzieląc się wrażeniami.


Pikniki były jedną z tych rzeczy, które tygryski lubią najbardziej :) Połączenie ciszy i piękna przyrody ze smacznym jedzonkiem i eksploracją nowych miejsc.
Piknik nad wodospadem, upał straszny, zero cienia. Kiwaliśmy się przy dźwiękach derbaki, gdy nadjechał samochód i wysiadło z niego dwóch facetów ze swoim "stadkiem" kobiet w burkach. Udawałyśmy, że nie robimy im zdjęć , tylko zdjęcia wodospadu, ponieważ machali do nas z daleka, że nie wolno...Po chwili zagnali "stadko" do samochodu  a sami przyszli pogadać i pobawić się do nas..bidne kobiety...
Po jakimś czasie spędzonym w ostrym słońcu padła decyzja żeby zejść nieco niżej, gdzie rosły krzaki dające trochę cienia. Zbocze było dość strome, jednak dało się zejść. Ja ze swoim lękiem wysokości zrobiłam "focha" i nie zeszłam...zostałam w samochodzie ( wyobraźcie sobie ten hardcor temperaturowy w nagrzanym samochodzie ), w którym przynajmniej był cień.

Grilowaliśmy też w prywatnych sadach, wszędzie tam gdzie były drzewa i był cień. W Syrii ziemia zawsze jest czyjaś, ale nikt nie robi problemów w takich sytuacjach, gdy ktoś na jego terenie odpoczywa, piknikuje itd.
Najczęściej jeździliśmy w góry Hermonu niedaleko granicy z Libanem, oraz na południe Damaszku lub w pobliże granicy z Izraelem i tzw. "strefy" ( lub na jej teren ) gdzie stacjonowały wojska ONZ ( tam trzeba było mieć przepustkę , ale jak się ją zdobywa napiszę w innym rozdziale ).
Co było na ruszcie grila? Zazwyczaj mięso baranie w kawałkach albo mielone, tym się zajmował wujek. My z ciocią robiłyśmy surówkę warzywną. Nigdy wcześniej nie jadłam baraniny ale tamta mi bardzo smakowała. W Syrii są inne barany niż w Polsce, mają one ponoć w tylnej części ciała "zbiorniczek" gdzie magazynuje się tłuszcz i to mięso nie śmierdzi i nie smakuje później takim łojem. Poza tym potrafią bardzo dobrze je przyprawić, nie mówiąc już o tym , że nie ma w nim żadnej chemii bo nie ma jej w paszach ani w glebie.
Nawet jeśli ktoś nie miał ze sobą jedzenia czy picia, zawsze mógł skorzystać z dziko rosnących roślin np. owoców opuncji. Bardzo soczyste, gaszące pragnienie owoce nie tak łatwo jednak zerwać, ponieważ cała roślina posiada kolce. Nie są to duże i sztywne kolce ale malutkie, miękkie, wręcz podobne do puszku ale za to bardzo kłujące i bolące, przy czym trudno je wyjąć z ciała czy odzieży. ( kuzynce powbijały się w tylną część ciała, choć nie wiem w jaki sposób ona to zrobiła :P  i dla nas to było zabawne , dla niej niekoniecznie, zdjęcia nie wkleję ; ) )  
Najlepszym sposobem na pozbycie się kłującego puszku z powierzchni owoców jest sparzenie ich wrzątkiem, dopiero potem można bezpiecznie obrać ze skórki i dostać się do ożywczego, słodkiego z lekko kwaskowatym posmakiem miąższu.
Zawierają wapń, fosfor, witaminę C, a niedawno dowiedziałam się że olejek z pestek opuncji jest jednym z najdroższych i cenionych olejków w kosmetyce (Aby otrzymać 1 litr oleju z pestek opuncji potrzeba zużyć 1 milion pestek opuncji, żmudnie wydobywanych z pulpy 470 kg świeżych owoców opuncji). Znalazłam w tych krzakach liścia który wysychając wypreparował ciekawe żebrowania ze swojego wnętrza, jako dziwoląg zapakowałam sobie go ostrożnie i zabrałam do Polski w celach fotograficznych ( podczas kontroli na lotnisku mieli zdziwioną minę jak to zobaczyli w moim podręcznym bagażu, od razu odkładając na bok by nie narazić się na resztki kolców  :D )

Pewnego słonecznego, jak zwykle :D, dnia pojechaliśmy w góry na piknik ze znajomymi ( Ibrahim i Mari - obecnie już nie żyje, Ibrahim ożenił się ponownie ), dzisiaj zastanawiam się jak my wszyscy zmieściliśmy się w tym samochodzie....6 osób dorosłych i troje dzieci.... :D ( dzieci jeździły często z tyłu na "pace" toyoty ) ale tam przy obowiązujących przepisach drogowych to było możliwe :D
Tym razem skierowaliśmy się w miejsce gdzie z gór wypływał strumień... właśnie wypływał...bo jak okazało się  na miejscu żadnego strumienia nie było i ciocia z wujkiem zdziwieni :D Domyśliłam się, że to była rzeczka okresowa i latem zwyczajnie zniknęła  :) Nieopodal udało nam się znaleźć  całoroczny strumyk i zasiedliliśmy jego brzeg w cieniu krzewów. Służył jednocześnie jako chłodzące jacuzzi dla stóp ( woda lodowata ) jak i lodówka do przechowywania napojów i arbuza.

Miejsce było niesamowite, cisza, spokój, ani żywej duszy, tylko jakiś jeździec konny przejechał obok nas ( koń był równie dobrym środkiem transportu jak samochód w takich rejonach, i prawie tak dobry jak osioł ) Ta cisza, którą rytmicznie uspokajająco uzupełniał szmer strumyka i majestatyczne kamieniste góry, spowodowały, że poczułam obecność wyższego bytu / Boga i swoją własną człowieczą małość a jednocześnie spokój i niemyślenie o niczym. Była to jedna z trzech chwil w moich życiu kiedy czułam to tak głęboko.   

Dzisiaj powiedziałabym, że znalazłam się w stanie ZEN :)




 

Tańce dreptane, skakane i wygibańce

 

Do tańca nie potrzeba było wiele, wystarczyła derbaka ( lub: darbuka, darbaka, tradycyjny ceramiczny bęben obciągnięty skórą , z tego co wiem zazwyczaj koźlą, nowoczesne są z membraną z tworzywa sztucznego i z aluminiowym korpusem ) i ktoś potrafiący na niej grać a czasem i to niekoniecznie, miejsce też nie było ważne. Można więc było zauważyć tańczących ludzi ( którzy niekoniecznie się znali ) w miejscach odpoczynku, na łonie natury, w obiektach zabytkowych jak ruiny po-rzymskiego amfiteatru, czy na pace jadącej ciężarówki ( tak, tak, nie do wiary  :D )

Na derbace można wydobyć skalę dźwięków od najniższego pośrodku bębna ( dźwięk tzw. "Dum" ) , do najwyższego przy jego krawędzi, przy czym szybkie uderzanie prawa ręką w krawędź do dźwięk "Tek" , a lewą ręką na skraju membrany to dźwięk "Ka" . Trzyma się ja pod pachą, opartą na biodrze, lub miedzy nogami ( mniej popularne), dla właściwego wydobycia dźwięków zalecany jest dopływ powietrza od spodu.

Ci co na niej grali, mówili, że ten instrument jest jak kobieta, nie tylko podobny w kształcie, ale trzeba go tak jak kobietę troskliwie rozgrzać, żeby wydobyć piękny dźwięk ( i to porównanie mnie osobiście się bardzo podoba ;) ) Rozgrzać trzeba tutaj dosłownie, czyli albo robi się to zapaloną zapalniczką albo masując skórę dłońmi, robi się wtedy bardziej elastyczna i wydaje bardziej czyste dźwięki ( takie traktowanie nie dotyczy membran z tworzyw sztucznych ). Grając trzyma się najczęściej derbakę pod pachą, by był dopływ powietrza od dołu.
Na zdjęciu moja derbaka z tradycyjnych materiałów, niestety już sfatygowana z odpryskami ceramiki i pomarszczona , poluzowaną membraną ( a to dlatego , że nieświadomie postawiłam ją obok okna i kaloryfera... )

Taniec brzucha

 

Taniec brzucha a przynajmniej jego podstawy, jest umiejętnością chyba wszystkich kobiet w Syrii. Jest to normalny taniec, który tańczy się na jakiś imprezach, a w profesjonalnym wykonaniu w restauracjach i lokalach rozrywkowych. Angażuje całe ciało.
My też skorzystałyśmy z kilku lekcji od naszej kuzynki i jej koleżanek ( z bardziej tradycyjnej rodziny, gdzie ojciec miał dwie żony, jedna w Syrii druga w Pakistanie , a dziewczyny były siostrami przyrodnimi z różnych matek )
Co ciekawe mimo, że jest to taniec z dużą nutą erotyzmu a tancerki profesjonalne tańczą w restauracjach półnagie, mimo że przecież koran i obyczaje świata muzułmańskiego nakazują kobietom skromny strój, tancerki są bardzo szanowane. W Europie raczej odwrotnie, te kobiety które tańczą półnagie w lokalach nie były ( bo teraz może się to i zmienia ) darzone zbytnim szacunkiem, bo u nas to taniec erotyczny, podczas kiedy tam narodowy. Ot taki paradoks.

Depka


Najczęściej tańczono tzw. Depkę, tradycyjny taniec ludowy w grupie, półkolu, trzymając się za dłonie lub ramiona, do żwawej skocznej melodii. Rytm wybijany na derbace, lub nawet li tylko podawany przez samych tańczących okrzykami lub śpiewem. Taniec, który ja bym nazwała radosnym, poprzez powtarzający się rytm i kroki wprowadzał ciało w rodzaj transu...
Po dłuższej chwili korowód "d(r)epczących" ( nazwa "depke" kojarzy mi się z naszym "deptać", "dreptać" i w tym kontekście właściwie oddaje charakter  kroków ) falował spójną energią.


Dla lepszego zobrazowania tego tańca wkleję video z youtube, ponieważ nie dysponowałam kamerą, wtedy jeszcze VHS ( czasem znajomi z którymi jeździliśmy na pikniki filmowali coś ) , więc nie było mi dane uwiecznić ruchomego obrazu.
Jeśli ktoś chciałby poćwiczyć kroki wrzuciłam jeden filmik instruktażowy.